Przez kilka sekund nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. Jakub patrzył na mnie znad laptopa, próbując odczytać odpowiedź z mojej twarzy. W końcu włączyłam głośnik.
— Celowo? — powtórzyłam. — Kto podmienił próbkę?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Nie przez telefon — powiedziała Helena. — Jeśli Sadowski dowie się, że rozmawiamy, zniknie ostatnia rzecz, która może to udowodnić.
— Gdzie pani jest?
— Jutro. Jedenasta. Kawiarnia przy Ogrodzie Botanicznym. Proszę przyjść sama.
Jakub natychmiast pokręcił głową.
— Nie.
Helena usłyszała go.
— Jakub jest z panią?
— Tak.
— W takim razie niech przyjdzie. Ma prawo to usłyszeć.
Połączenie się urwało.
Następnego dnia Helena siedziała przy stoliku w najdalszym kącie kawiarni. Miała około sześćdziesięciu lat, krótkie siwe włosy i dłonie, które przez cały czas zaciskała wokół filiżanki. Rozpoznałam ją natychmiast, choć minęło piętnaście lat.
— Pamiętam panią — powiedziałam.
— Ja panią również. Dlatego przez tyle lat nie potrafiłam sobie wybaczyć.
Wyjęła z torby niewielki notes.
— W klinice obowiązywał elektroniczny system ewidencji, ale ja prowadziłam własne zapiski. Numery próbek, godziny, nazwiska embriologów. Byłam przesadnie dokładna. Dzięki temu zauważyłam, że coś się nie zgadza.
Przesunęła notes w naszą stronę.
Przy dacie mojego zabiegu widniały dwa kody. Jeden został przekreślony.
— Pierwszy należał do próbki Marka — powiedziała Helena. — Drugi został wprowadzony do systemu niespełna godzinę przed procedurą.
Jakub pochylił się nad stroną.
— Czyja była druga próbka?
Helena zacisnęła usta.
— Tego wtedy nie wiedziałam.
— A teraz?
Spojrzała na niego.
— Teraz mam podejrzenie.
Poczułam narastającą złość.
— Przestańmy mówić zagadkami. Kto zrobił to mojej rodzinie?
— Polecenie przyszło od dyrektora kliniki. Kiedy zaczęłam zadawać pytania, kazano mi podpisać oświadczenie o błędzie proceduralnym. Odmówiłam. Dwa tygodnie później zostałam zwolniona.
— Sadowski?
— Fundusz Wiktora kontrolował klinikę. Ale on nie działał sam.
Jakub przesunął palcem po kodzie.
— Dlaczego ktoś miałby podmieniać akurat próbkę mojej mamy?
Helena popatrzyła na mnie z takim współczuciem, że poczułam lęk.
— Ponieważ Aneta była idealną pacjentką.
— Idealną do czego?
— Miała pani za sobą wiele nieudanych prób. Czterdzieści lat. Gotowość do ostatniej procedury. Gdyby ciąża się udała, wszyscy uznaliby ją za cud. Gdyby nie, nikt nie zadawałby pytań.
Zrobiło mi się niedobrze.
Jakub milczał.
— Czy były inne kobiety? — zapytał.
Helena zamknęła oczy.
— Tak.
To jedno słowo zmieniło wszystko.
Nie chodziło już tylko o mnie.
Helena opowiedziała o sześciu przypadkach, które wzbudziły jej podejrzenia. W dokumentacji pojawiały się te same nietypowe korekty kodów. Wszystkie procedury wykonano w ciągu osiemnastu miesięcy. Nie wiedziała, ile rzeczywiście było podmian.
— Próbowałam zgłosić sprawę — powiedziała. — Dokumentacja zniknęła. Potem dostałam pieniądze.
— Łapówkę?
— Nazwali to odprawą. Nie przyjęłam jej.
— I milczała pani piętnaście lat — powiedział Jakub.
Helena spuściła głowę.
— Tak.
W jego głosie nie było złości.
— Dlaczego teraz pani mówi?
Wyjęła z torby drugą rzecz. Małą kopertę laboratoryjną.
— Bo dwa miesiące temu umarł człowiek, którego się bałam.
Spojrzałam na nią.
— Kto?
— Dawny dyrektor kliniki.
Jakub wskazał kopertę.
— Co jest w środku?
— Włos.
Zmarszczyłam brwi.
Helena spojrzała na niego.
— Należał do człowieka, którego materiał biologiczny, moim zdaniem, wykorzystano podczas zabiegu pani matki.
Serce zaczęło mi walić.
— Skąd pani go ma?
— Zabezpieczyłam go wiele lat temu z próbki kontrolnej. Nielegalnie. Wiedziałam, że jeśli dokumenty zostaną zniszczone, DNA może pozostać jedynym dowodem.
Jakub wpatrywał się w kopertę.
— Czy ten człowiek żyje?
Helena skinęła głową.
— Tak.
— Zna pani jego nazwisko?
Tym razem odpowiedziała od razu.
— Tomasz Sadowski.
Zamarłam.
— Sadowski?
— Syn Wiktora.
Jakub odsunął krzesło.
Helena szybko dodała:
— To nie znaczy, że Tomasz wiedział. Według moich informacji był wtedy dwudziestotrzyletnim studentem. Kilka miesięcy wcześniej zdeponował materiał przed leczeniem onkologicznym. Próbka powinna pozostać zamrożona.
W jednej chwili zachowanie Wiktora nabrało innego znaczenia. Jego obecność na rozprawie. Dokumenty. Piętnaście lat milczenia. I nagłe pojawienie się dokładnie wtedy, kiedy Jakub publicznie pokazał jego nazwisko.
— Dlaczego Wiktor miałby zrobić coś takiego własnemu synowi? — zapytałam.
— Nie wiem, czy to on podjął decyzję — odpowiedziała Helena. — Wiem tylko, że po wykryciu niezgodności przyszedł do kliniki osobiście. Następnego dnia zniknęły wyniki wewnętrznej kontroli.
Jakub wyjął telefon.
— Zrobimy porównanie DNA.
Helena przytaknęła.
— Dlatego przyniosłam próbkę.
Trzy dni później laboratorium potwierdziło, że materiał jest wystarczający do analizy. Pełne wyniki miały potrwać dłużej, ale wstępne porównanie mogło wykazać, czy istnieje bliskie pokrewieństwo.
Czekaliśmy.
Tymczasem historia z konkursu zaczęła żyć własnym życiem. Ktoś nagrał fragment prezentacji Jakuba. Film trafił do internetu. Firma Marka wydała oświadczenie, że informacje pokazane przez „niepełnoletniego uczestnika konkursu” są wyrwane z kontekstu.
Następnego dnia dwóch dużych klientów zawiesiło współpracę z jego firmą.
Marek zadzwonił wieczorem.
— Aneta, musisz zatrzymać Jakuba.
— Przed czym?
— Przed zniszczeniem sobie życia.
— Brzmisz jak piętnaście lat temu.
— Nie rozumiesz. Jeśli zacznie grzebać w klinice, nie dotknie tylko mnie.
— Właśnie się dowiedziałam.
Zapadła cisza.
— Rozmawiałaś z Heleną.
Nie było to pytanie.
— Skąd wiesz?
Marek zaklął cicho.
— Posłuchaj mnie. Wiktor nie przyszedł na tę galę przypadkiem. On obserwował Jakuba wcześniej.
— Dlaczego?
— Bo podejrzewał, kim jest.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Jakub wszedł do kuchni z laptopem.
Był blady.
— Mamo.
Rozłączyłam się.
— Przyszły wyniki?
Skinął głową.
Usiedliśmy razem.
Raport zawierał kilka stron danych, których nie rozumiałam. Na końcu znajdował się prosty wniosek.
Próbka Heleny i DNA Jakuba wskazywały na relację biologiczną zgodną z ojcostwem.
Tomasz Sadowski był niemal na pewno biologicznym ojcem mojego syna.
Ale poniżej znajdowała się dodatkowa uwaga laboratorium.
Jakub przeczytał ją dwa razy.
— Co się stało?
Odwrócił ekran.
Laboratorium wykryło zgodność z jeszcze jednym profilem znajdującym się w komercyjnej bazie genealogicznej, do której Jakub wcześniej przesłał swoje dane, szukając krewnych.
**Pokrewieństwo pierwszego stopnia.**
Nie był to Tomasz.
Profil należał do siedemnastoletniej dziewczyny mieszkającej pod Krakowem.
Jakub patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
— Mamo, jeśli Tomasz jest moim biologicznym ojcem, istnieją tylko dwie rozsądne możliwości.
Nie musiał kończyć.
Ta dziewczyna mogła być jego córką.
Albo drugim dzieckiem poczętym z tej samej skradzionej próbki.







No comments yet