Światła zgasły dokładnie w chwili, gdy z głośników dobiegł trzask i nagranie urwało się w połowie zdania. Przez kilka sekund dworzec pogrążył się w ciemności. Ludzie zaczęli nerwowo pytać, co się stało, gdzie jest wyjście, dlaczego nie działają automaty. Policjanci natychmiast wyciągnęli latarki, a Damian chwycił mnie za rękę.
— Zostań przy mnie.
— Nie potrzebuję ochrony.
— Tym razem nie chodzi o ciebie — powiedział. — Chodzi o chłopców.
To wystarczyło, żebym przestała się sprzeciwiać.
Światła awaryjne zapaliły się po kilku sekundach. Spojrzałam na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał Piotr.
Nie było go.
— Gdzie on jest? — zapytałam.
Policjant odwrócił się gwałtownie.
— Był tutaj.
Na podłodze leżała tylko jego teczka.
Damian podniósł ją i otworzył. W środku znajdowała się jedna kartka.
„Nie szukajcie mnie. Szukajcie człowieka, który otrzymał trzecie dziecko.”
Poczułam, jak ogarnia mnie złość.
— On wiedział.
— Oczywiście, że wiedział — powiedział Damian. — Tylko nadal nie rozumiem jednej rzeczy.
— Jakiej?
Spojrzał na dokument, który wciąż trzymałam.
— Dlaczego mój ojciec powiedział, że jesteś jego córką?
Nie potrafiłam odpowiedzieć.
Przez całe życie znałam jedno nazwisko, jedną rodzinę, jeden dom. Mój ojciec był człowiekiem, który wychował mnie od dziecka. Miałam jego zdjęcia, listy, wspomnienia. A teraz nagle ktoś twierdził, że biologicznie mogłam należeć do rodziny Majewskich.
— Chcę testu DNA — powiedziałam.
— Zrobimy go.
— Nie. Chcę go zrobić teraz.
Damian spojrzał na mnie zaskoczony.
— Marta, nie mamy laboratorium tutaj.
— Mam włosy mojego ojca na starej fotografii? Nie. Ale mam jego szczoteczkę do zębów w domu. Zachowałam ją po jego śmierci.
Damian milczał.
— Jeśli to prawda — powiedziałam — chcę wiedzieć, zanim Ewa zdąży cokolwiek zniszczyć.
Wtedy jeden z policjantów podszedł do nas.
— Pani Borkowska, znaleźliśmy coś jeszcze.
Pokazał ekran telefonu.
Było to zdjęcie z kamery monitoringu.
Piotr wychodził z dworca kilka minut wcześniej. Nie był sam.
Obok niego szedł mężczyzna w czarnej kurtce.
Twarz była częściowo zasłonięta.
Ale na jednym ujęciu kamera uchwyciła jego profil.
Damian wstrzymał oddech.
— To mój wujek.
Spojrzałam na niego.
— Twój wujek nie żyje.
— Wiem.
Na chwilę zapadła cisza.
Potem Damian powiększył zdjęcie.
— Nie. To nie on.
— Skąd wiesz?
— Mój wujek miał bliznę na szyi. Ten człowiek jej nie ma.
Policjant przyjrzał się fotografii.
— Kim więc jest?
Damian nie odpowiedział.
Jego telefon zadzwonił.
Numer zastrzeżony.
Odebrał.
— Słucham?
Przez kilka sekund słuchał.
Potem jego twarz stężała.
— Gdzie?
Spojrzał na mnie.
— Co się stało? — zapytałam.
— Ewa jest w szpitalu.
Serce mi zamarło.
— Dlaczego?
— Została potrącona przed swoim domem.
Pojechaliśmy natychmiast. Kiedy dotarliśmy, Ewa była przytomna, ale lekarze nie pozwalali jej jeszcze wstawać. Miała rozcięty łuk brwiowy i zabandażowane ramię. Kiedy mnie zobaczyła, odwróciła wzrok.
Damian stanął przy jej łóżku.
— Kto ci to zrobił?
— Nie wiem.
— Kłamiesz.
— Damian…
— Przez pięć lat kłamałaś. Nie mam już powodu ci ufać.
Ewa zamknęła oczy.
— Chciałam cię ochronić.
— Przed kim?
Nie odpowiedziała.
— Przed własnym ojcem?
Jej oczy natychmiast się otworzyły.
Wiedziałam już, że trafiliśmy w prawdę.
— Skąd to wiesz? — zapytała.
— Słyszałem nagranie.
Ewa zaczęła płakać.
— Nie powinniście byli go słuchać.
— Powiedz mi wszystko.
— Nie mogę.
— Możesz.
— Jeśli powiem, nie będzie już odwrotu.
Podeszłam bliżej.
— Nie ma odwrotu od pięciu lat.
Ewa spojrzała na mnie długo.
— Twój ojciec odkrył, że Aleksander Majewski miał drugą rodzinę.
Zamarłam.
— Co?
— Kobietę poza małżeństwem. Dziecko. Chłopca.
Damian patrzył na nią w szoku.
— Czyli dziecko ze zdjęcia…
— Było jego.
— Dlaczego je ukryliście?
Ewa zaczęła drżeć.
— Bo chłopiec był jedynym prawowitym spadkobiercą części majątku. Twój ojciec chciał go odnaleźć. Mój mąż chciał go ukryć.
— A ty? — zapytałam.
Ewa spojrzała na mnie.
— Ja próbowałam uratować obie rodziny.
— I dlatego zabrałaś moje dziecko?
— Nie!
Jej krzyk sprawił, że pielęgniarka zajrzała do sali.
Ewa ściszyła głos.
— Twoje dziecko zostało zabrane przez człowieka, który uważał, że może wykorzystać je jako zabezpieczenie. Ja dowiedziałam się o tym dopiero później.
— Kto?
Ewa odwróciła twarz.
— Nie znam jego nazwiska.
— Ale znasz jego twarz.
Ewa milczała.
Damian pochylił się nad nią.
— To człowiek z nagrania?
Ewa zaczęła płakać.
— Nie.
— Więc kto?
Po kilku sekundach odpowiedziała:
— Twój ojciec.
Damian cofnął się.
— Mój ojciec nie żyje.
— Wiem.
— Więc dlaczego mówisz, że on zabrał dziecko?
Ewa spojrzała na mnie.
— Bo nie mówiłam wam całej prawdy o jego śmierci.
Wtedy drzwi sali otworzyły się gwałtownie.
Do środka wszedł policjant.
— Pani Borkowska, musimy z panią porozmawiać.
— O czym?
Policjant spojrzał na mnie.
— Znaleźliśmy osobę, która prowadziła samochód użyty przed domem pani ojca.
Damian podszedł do niego.
— Kto to?
Policjant zawahał się.
— Mężczyzna twierdzi, że nazywa się Aleksander Majewski.
Damian zbladł.
— To niemożliwe. Aleksander Majewski nie żyje od dwudziestu lat.
Policjant spojrzał na mnie.
— Właśnie dlatego potrzebujemy pani obecności przy identyfikacji.
Ewa zaczęła płakać jeszcze mocniej.
A ja po raz pierwszy pomyślałam, że może mój ojciec nie był jedynym człowiekiem, który przez te wszystkie lata udawał, że ktoś nie żyje.







No comments yet