Imię Julii zawisło między nami jak coś, czego żadne z nas nie chciało dotknąć.
Michał cofnął nagranie i odtworzył fragment jeszcze raz. Kobieta weszła do apartamentu o 19:42. Miała klucz. Nie dzwoniła. Nie rozglądała się nerwowo. Poruszała się po naszym domu jak ktoś, kto doskonale wiedział, gdzie czego szukać.
Julia Harrington była kuzynką Michała.
Dorastali razem. Po śmierci jej ojca rodzina Michała praktycznie ją wychowała. Kiedy poznałam Michała, Julia była już częścią jego najbliższego kręgu. Organizowała rodzinne przyjęcia, znała kody do naszych alarmów i pojawiała się bez zapowiedzi z winem albo dokumentami z firmy.
Nigdy nie uważałam jej za przyjaciółkę.
Ale ufałam jej.
— To niemożliwe — powiedział Michał.
Edward nie odpowiedział.
Odwróciłam się do niego.
— Wiedział pan?
— Nie o tym nagraniu. Marek przekazał mi pendrive bez wyjaśnienia.
— Dlaczego Julia miała klucz? — zapytałam Michała.
— Dałem jej awaryjny komplet, kiedy byliśmy w Norwegii.
Pamiętałam tę podróż.
Rok przed rozwodem.
— Nigdy mi o tym nie powiedziałeś.
Michał zamknął laptop.
— Muszę z nią porozmawiać.
— Nie.
Spojrzał na mnie.
— Jeśli pokażesz jej nagranie, zanim zabezpieczymy resztę dowodów, może zrobić dokładnie to, co Marek.
Edward skinął głową.
— Anna ma rację.
Michał rzucił mu lodowate spojrzenie.
— Nie przypominam sobie, żebym pytał cię o zdanie.
Edward wyszedł bez słowa.
Zostaliśmy sami.
Michał usiadł ciężko.
— Julia była przy mnie przez cały rozwód.
— Wiem.
— To ona powiedziała mi, żebym przestał próbować cię zrozumieć.
Poczułam ukłucie gniewu.
— I posłuchałeś.
— Tak.
Nie bronił się.
To sprawiało, że trudniej było mi go nienawidzić.
Jeszcze tego samego dnia zabezpieczyliśmy kopię nagrania. Michał poprosił jednego z zaufanych informatyków, niezwiązanego z dawnym zespołem bezpieczeństwa, o sprawdzenie metadanych. Wynik był jednoznaczny: film nie został zmodyfikowany.
Julia naprawdę była w naszym apartamencie.
Pozostawało pytanie, co zrobiła z moim telefonem.
Wieczorem wróciłam do chłopców. Michał przyjechał godzinę później, ale tym razem zatrzymał się przed furtką i zadzwonił.
— Mogę wejść?
To drobne pytanie miało znaczenie.
Pięć lat wcześniej Michał niemal nigdy nie pytał, czy może wejść do jakiegokolwiek pomieszczenia. Świat zawsze otwierał przed nim drzwi.
— Możesz.
Aleksander czekał w salonie.
Jakub i Filip siedzieli obok niego.
Wiedziałam, że rozmowy nie da się już uniknąć.
Usiedliśmy razem.
— Michał naprawdę jest naszym tatą? — zapytał Jakub.
— Tak — odpowiedziałam.
— Dlaczego wcześniej go nie było?
Spojrzałam na Michała.
Mógł skłamać.
Mógł powiedzieć, że mieszkał daleko albo dużo pracował.
Nie zrobił tego.
— Bo nie wiedziałem, że istniejecie.
— Mama ci nie powiedziała? — zapytał Aleksander.
— Mama próbowała.
Zapadła cisza.
— To czemu nie wiedziałeś?
Michał wziął głęboki oddech.
— Ponieważ popełniłem błąd i uwierzyłem w coś, co nie było prawdą. A potem inni ludzie dopilnowali, żebym nie usłyszał tego, co mama próbowała mi powiedzieć.
Aleksander długo się nad tym zastanawiał.
— Jesteś zły na mamę?
Michał spojrzał na mnie.
— Nie.
— Mama jest zła na ciebie?
Tym razem prawie się uśmiechnęłam.
— Trochę.
Filip podniósł rękę.
— A możemy mieć pizzę?
Napięcie pękło.
Michał roześmiał się.
Prawdziwie.
Pierwszy raz od pięciu lat usłyszałam ten śmiech i na moment zobaczyłam człowieka, za którego wyszłam.
Później obserwowałam go z kuchni. Nie próbował kupić chłopców prezentami. Nie opowiadał o swoim majątku. Pomagał Filipowi zbudować wieżę z klocków, słuchał Jakuba i pozwalał Aleksandrowi zadawać pytania.
Kiedy dzieci zasnęły, podałam mu kawę.
— Nieźle sobie poradziłeś.
— Byłem przerażony.
— Nie było widać.
— Przy negocjacjach na miliard euro nigdy nie bałem się tak jak wtedy, kiedy Jakub zapytał, dlaczego mnie nie było.
Usiadł naprzeciwko mnie.
— Anna... nie mogę odzyskać tych pięciu lat.
— Nie.
— Ale chcę zasłużyć na następne.
Nie odpowiedziałam od razu.
— Nie rób im obietnic, których nie będziesz w stanie dotrzymać.
— Nie zrobię tego.
Telefon Michała zawibrował.
Spojrzał na ekran.
Julia.
Nasze spojrzenia się spotkały.
— Odbierz — powiedziałam.
Włączył głośnik.
— Michał? — głos Julii brzmiał lekko. — Słyszałam, że wróciłeś do Warszawy. Podobno z Anną.
Michał nie zmienił tonu.
— Kto ci powiedział?
Krótka pauza.
— Ludzie mówią.
— Spotkajmy się jutro.
— Oczywiście. Wszystko dobrze?
— Muszę cię o coś zapytać.
Znów cisza.
— O co?
Michał spojrzał na mnie.
— O Heliosa.
Po drugiej stronie przez moment nie było nic.
Potem Julia zaśmiała się.
Za szybko.
— Boże, Michał. Po pięciu latach? Skąd nagle ten temat?
— Jutro. Dziesiąta. Moje biuro.
Rozłączył się.
— Wie — powiedziałam.
— Podejrzewa.
Michał wstał.
Wtedy mój telefon wydał dźwięk.
Nieznany numer.
Zdjęcie.
Otworzyłam je.
Zrobiono je tego samego wieczoru, zaledwie kilka minut wcześniej.
Przedstawiało Michała siedzącego z naszymi synami w salonie.
Ktoś sfotografował nas przez okno.
Pod zdjęciem widniała wiadomość:
„Pięć lat temu powinnaś była odejść i już nigdy nie wracać.”
Michał wyrwał telefon z mojej dłoni.
Jego twarz natychmiast stężała.
— Zostań z chłopcami.
Ruszył do drzwi.
— Michał, nie!
Ale był już na zewnątrz.
Pobiegłam za nim.
Ogród był pusty.
Ulica również.
Tylko w oddali zobaczyliśmy tylne światła samochodu znikającego za zakrętem.
Michał wyjął telefon.
— Od tej chwili będziesz miała ochronę.
— Nie chcę twoich ludzi wokół domu.
— Ktoś obserwuje moich synów.
Tym razem nie protestowałam.
Wróciliśmy do środka. Zamknęłam wszystkie rolety i sprawdziłam drzwi na piętrze.
Kiedy zeszłam, Michał nadal analizował zdjęcie.
Nagle powiększył fragment w odbiciu szyby.
— Anna.
Podeszłam.
Na fotografii, w ciemnym odbiciu okna, widoczny był kawałek samochodu stojącego po drugiej stronie ulicy.
Na przedniej szybie znajdowała się charakterystyczna naklejka parkingowa.
Michał znał ją natychmiast.
— To przepustka do podziemnego parkingu Harrington Energy.
Spojrzałam na niego.
Jeśli osoba, która obserwowała mój dom, miała dostęp do firmy, problem nie należał wyłącznie do przeszłości.
Ktoś nadal tam pracował.
I najwyraźniej bardzo nie chciał, żebyśmy odkryli prawdę.







No comments yet