Michał jeszcze tej samej nocy zadzwonił do człowieka, któremu ufał bardziej niż firmowej ochronie.
Nie podał szczegółów. Poprosił tylko o zabezpieczenie nagrań z podziemnego parkingu Harrington Energy z ostatnich dwudziestu czterech godzin i ostrzegł, że nikt z obecnego działu bezpieczeństwa nie może się o tym dowiedzieć.
— Jeśli Julia przyjdzie jutro do biura i zobaczy, że coś się dzieje, możemy ją spłoszyć — powiedziałam.
— Dlatego spotkanie się odbędzie.
— Nadal zamierzasz ją skonfrontować?
— Nie. Zamierzam pozwolić jej mówić.
Następnego ranka Tomasz został z chłopcami. Dwóch ochroniarzy Michała obserwowało ulicę z nieoznakowanego samochodu, a ja pojechałam z Michałem do Harrington Energy.
Julia pojawiła się dokładnie o dziesiątej.
Kiedy weszła do gabinetu Michała, przez sekundę zobaczyłam na jej twarzy zaskoczenie.
— Anna.
— Julia.
Podeszła i objęła mnie, zanim zdążyłam zareagować.
— Minęło tyle czasu.
Zapach jej perfum przeniósł mnie pięć lat wstecz. Do kolacji, bankietów, wieczorów w naszym apartamencie.
— Podobno wróciłaś do Warszawy.
— Na jakiś czas.
Julia usiadła.
— Michał powiedział, że chodzi o Heliosa.
Michał zachowywał się perfekcyjnie.
— Przeglądam stare dokumenty. Pojawiły się problemy z jednym z patentów.
— Po pięciu latach?
— Prawnicy.
Julia przewróciła oczami.
— Zawsze coś znajdują.
— Pamiętasz Krzysztofa Nowaka?
Pierwsza reakcja była prawie niezauważalna.
Jej palce zatrzymały się na filiżance.
— Nie.
Skłamała.
Byłam tego pewna.
Michał nie naciskał.
— A Marka Bielskiego?
— Oczywiście. Co z nim?
— Nie mogę się z nim skontaktować.
— Może wreszcie pojechał na wakacje.
Zaśmiała się.
Nikt jej nie odpowiedział.
— Julio — odezwałam się — pamiętasz noc, kiedy Michał znalazł wiadomości w moim telefonie?
Jej uśmiech zniknął.
— To było dawno temu.
— Byłaś wtedy w naszym apartamencie?
— Nie.
Natychmiast.
Bez zastanowienia.
Michał spojrzał na nią.
— Jesteś pewna?
— Oczywiście.
— Miałaś klucz.
— I?
— Mogłaś wejść.
Julia odstawiła filiżankę.
— Co właściwie sugerujecie?
Michał otworzył laptop.
Nie pokazał nagrania.
Wyświetlił jedynie nieruchomy kadr przedstawiający wejście do apartamentu. Julia była widoczna od tyłu. Twarzy nie można było rozpoznać.
— Kojarzysz tę osobę?
Julia patrzyła na ekran kilka sekund.
— Nie.
— Dziwne — powiedział Michał. — Ma identyczny płaszcz jak ten, który dostałaś ode mnie na urodziny.
Twarz Julii pobladła.
— Wiele kobiet ma takie płaszcze.
— Ale niewiele miało klucz do mojego domu.
Wstała.
— Nie będę uczestniczyć w tym absurdzie.
— Usiądź.
Ton Michała ją zatrzymał.
— Nie masz prawa mnie przesłuchiwać.
— Masz rację. Możesz wyjść.
Julia chwyciła torebkę.
Przy drzwiach zatrzymała się jednak i spojrzała na mnie.
— Powinnaś uważać, Anno. Michał zawsze potrzebuje kogoś, kogo może obwiniać.
— Pięć lat temu mówiłaś mu dokładnie to samo o mnie, prawda?
Jej oczy stwardniały.
Wyszła.
Michał natychmiast zadzwonił do swojego człowieka.
— Śledźcie ją. Dyskretnie.
Czterdzieści minut później otrzymaliśmy pierwszą wiadomość.
Julia nie pojechała do domu.
Pojechała na Pragę, do starego biurowca przeznaczonego do rozbiórki.
A potem weszła do środka.
Nie sama.
Zdjęcie, które otrzymaliśmy, przedstawiało mężczyznę czekającego przy bocznym wejściu.
Marka Bielskiego.
— Mamy go — powiedział Michał.
— Nie jedź tam.
— Pięć lat czekałem, nawet o tym nie wiedząc.
— Właśnie dlatego nie możesz teraz wszystkiego zepsuć.
Zadzwoniliśmy do prawnika niezwiązanego z Harrington Energy i przekazaliśmy kopie dokumentów w bezpieczne miejsce. Dopiero wtedy pojechaliśmy w stronę budynku.
Nie weszliśmy do środka.
Zatrzymaliśmy się po drugiej stronie ulicy.
Po dwudziestu minutach Julia wyszła pierwsza.
Marek pojawił się kilka minut później.
Michał zacisnął dłonie na kierownicy.
— Chcę go zapytać, dlaczego.
— Jeszcze nie.
— Anna...
— Potrzebujemy dowodu, nie kolejnego zaprzeczenia.
Wtedy Marek zrobił coś dziwnego.
Nie wsiadł do samochodu.
Podszedł do publicznego kosza i wrzucił do niego dużą brązową kopertę.
Potem odszedł.
Poczekaliśmy, aż zniknie.
Michał wyjął kopertę.
W środku znajdowały się wydruki przelewów, kilka fotografii i karta pamięci.
Wróciliśmy do samochodu.
Pierwsze dokumenty dotyczyły Heliosa. Pieniądze płynęły przez trzy spółki pośredniczące do ludzi odpowiedzialnych za zmianę danych.
Na końcu łańcucha znajdowała się firma kontrolowana przez Julię.
— To ona — wyszeptał Michał.
Ale fotografie były jeszcze gorsze.
Na pierwszej Julia spotykała się z Markiem.
Na drugiej z Krzysztofem Nowakiem.
Trzecie zdjęcie zostało wykonane przed moim dawnym apartamentem.
Data: dwa dni przed nocą, kiedy Michał znalazł wiadomości.
Julia rozmawiała z kimś przy samochodzie.
Michał przybliżył fotografię.
— Znam tego człowieka.
— Kto to?
— Dawny szef naszego działu IT.
Włożyliśmy kartę pamięci do laptopa.
Był na niej tylko jeden plik audio.
Nagranie rozmowy.
Najpierw usłyszeliśmy głos Marka.
— To miało zakończyć audyt, Julio. Nie niszczyć im życia.
Potem jej głos.
— Jedno było związane z drugim.
— A jeśli Michał dowie się o dzieciach?
Serce mi stanęło.
Michał spojrzał na mnie.
Nagranie trwało dalej.
— Nie dowie się — odpowiedziała Julia.
Marek powiedział coś niewyraźnie.
A potem padły słowa, które zmieniły wszystko.
— Anna wyjechała. Tak miało zostać. Michał nie może wiedzieć, że była w ciąży, bo wtedy zacznie zadawać pytania o to, dlaczego jej wiadomości nigdy do niego nie dotarły.
Michał zatrzymał nagranie.
Nie oddychał.
— Ona wiedziała.
Poczułam, jak drżą mi ręce.
Edward twierdził, że nie wiedział o ciąży.
Marek powiedział, że nie wiedział.
Ale Julia wiedziała.
Od początku.
Michał ponownie uruchomił nagranie.
Po kilku sekundach Marek zapytał:
— I co z dokumentacją ze szpitala?
Julia odpowiedziała spokojnie:
— Zajęłam się nią.
Spojrzałam na Michała.
— Jaką dokumentacją?
Nie wiedział.
Ale ja nagle przypomniałam sobie coś, co przez pięć lat uważałam za zwykły błąd administracyjny.
Dzień po narodzinach chłopców pielęgniarka przyszła do mojego pokoju i zapytała, dlaczego ojciec dzieci został oznaczony w systemie jako osoba, której nie wolno informować o porodzie.
Nigdy nie złożyłam takiej dyspozycji.
Wtedy uznałam, że zrobił to mój prawnik.
Teraz wiedziałam, że ktoś świadomie dopilnował, aby Michał nie dowiedział się nawet wtedy, gdy jego trzej synowie przyszli na świat.







No comments yet