Przez moment żadne z nas się nie poruszyło. Jakub stał w drzwiach, ja siedziałam przy łóżku Michała, a pomiędzy nami, na niewielkim stoliku, leżał czarny dyktafon. Jeszcze kilka sekund wcześniej wydawał mi się dowodem. Teraz wyglądał jak zapalnik.
„Znalazłam go tutaj” — odpowiedziałam.
Jakub wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
„Tutaj?”
„Na podłodze.”
Jego wzrok przesunął się na Michała.
„Interesujące.”
Wstałam, zasłaniając stolik własnym ciałem.
„Dlaczego?”
„Ponieważ po wypadku dokładnie przeszukano jego rzeczy.”
„Kto je przeszukiwał?”
Kącik jego ust drgnął.
„Policja. Rodzina. Ludzie z firmy.”
„Ty?”
Tym razem się nie uśmiechnął.
„Również.”
Wyciągnął rękę.
„Daj mi go.”
„Nie.”
To słowo wyrwało mi się, zanim zdążyłam pomyśleć.
Jakub powoli opuścił dłoń.
„Nie masz pojęcia, w co się mieszasz.”
„To samo powiedział mi ojciec.”
Na wzmiankę o nim coś zmieniło się w twarzy Jakuba.
„Rozmawiałaś z nim?”
„Dlaczego pytasz?”
„Bo twój ojciec ma paskudny zwyczaj pojawiania się tam, gdzie nie powinien.”
Poczułam przypływ gniewu.
„Michał mu ufał.”
Pierwszy raz naprawdę go zaskoczyłam.
Tylko na sekundę, ale wystarczyło.
Jakub spojrzał na dyktafon.
„A więc słuchałaś nagrań.”
Zrozumiałam swój błąd.
„Wyjdź.”
„Emilio…”
„Powiedziałam: wyjdź.”
Przez kilka sekund patrzył na mnie chłodno. Potem zrobił coś niespodziewanego. Cofnął się.
„W takim razie dam ci jedną radę. Nie zakładaj, że człowiek, który ostrzega przed potworem, sam nim nie jest.”
Otworzył drzwi.
„I zapytaj Wiktorię, dlaczego profesor Zieliński przestał leczyć Michała.”
Wyszedł.
Jeszcze tego samego wieczoru poszłam do Wiktorii.
Znalazłam ją w oranżerii. Kiedy powtórzyłam słowa Jakuba, odłożyła filiżankę.
„Zieliński nie przestał go leczyć. Został odsunięty.”
„Przez kogo?”
„Zarząd fundacji medycznej finansującej leczenie Michała.”
„Kto kontroluje tę fundację?”
Wiktoria długo milczała.
„Rodzina.”
„To nie jest odpowiedź.”
„Jakub posiada dwa głosy. Ja dwa. Michał miał trzy.”
„Miał?”
„Dopóki pozostaje niezdolny do podejmowania decyzji, jego głosy wykonuje pełnomocnik.”
Poczułam, że znam odpowiedź.
„Jakub.”
Wiktoria skinęła głową.
„Profesor chciał przenieść Michała do kliniki w Szwajcarii. Twierdził, że reakcje mózgowe wskazują na możliwość minimalnej świadomości. Jakub przekonał pozostałych, że transport jest zbyt ryzykowny.”
„A pani?”
„Głosowałam za transportem.”
Nagle wszystko nabierało innego znaczenia. Jeżeli Michał odzyskałby świadomość, Jakub straciłby nie tylko możliwość przejęcia firmy. Straciłby również kontrolę nad decyzjami dotyczącymi jego leczenia.
„Chcę spotkać profesora.”
Wiktoria spojrzała na mnie ostro.
„Jeśli Jakub dowie się—”
„Już wie, że mam dyktafon.”
Wiktoria pobladła.
„Co?”
Opowiedziałam jej o spotkaniu.
Przez kilka sekund milczała.
„Od tej chwili nie zostawiaj tego urządzenia tutaj.”
„Gdzie mam je trzymać?”
„Nigdzie.”
Wyciągnęła rękę.
„Skopiuj nagrania.”
Tej nocy zrobiłam trzy kopie. Jedną zapisałam na telefonie, drugą na małym nośniku, który ukryłam w pokoju, trzecią wysłałam na świeżo utworzoną skrzynkę internetową.
Dyktafon zostawiłam przy sobie.
Następnego ranka Wiktoria zorganizowała spotkanie z profesorem Zielińskim w niewielkiej kawiarni w Warszawie. Pojechałam sama.
Profesor miał około sześćdziesięciu lat. Kiedy powiedziałam mu, kim jestem, długo patrzył na moją obrączkę.
„Więc naprawdę to zrobili.”
„Co?”
„Ożenili go.”
Usiadłam naprzeciwko.
„Czy Michał może być świadomy?”
Profesor zdjął okulary.
„Nie mogę postawić diagnozy bez ponownego badania. Ale sześć miesięcy temu wykryłem reakcje, których nie potrafiłem wyjaśnić odruchem.”
„Jakie?”
„Zmiany aktywności mózgu po wypowiedzeniu jego imienia. Reakcję na głos babci. Raz poprosiłem, żeby poruszył prawym palcem.”
Pochyliłam się.
„I zrobił to?”
„Tak.”
Zrobiło mi się niedobrze.
„Czyli przez sześć miesięcy mógł nas słyszeć?”
„Możliwe.”
Pomyślałam o wszystkich ludziach wchodzących do jego pokoju. O rozmowach prowadzonych przy jego łóżku, kiedy wszyscy byli przekonani, że jest nieobecny.
„Dlaczego pana odsunięto?”
Profesor spojrzał przez okno.
„Oficjalnie przekroczyłem kompetencje.”
„A nieoficjalnie?”
„Zacząłem zadawać pytania o leki.”
Zamarłam.
„Jakie leki?”
Wyciągnął z teczki kartkę.
„Michał otrzymywał preparat uspokajający w dawkach, które uważałem za nieuzasadnione.”
Przeczytałam nazwę. Nic mi nie mówiła.
„Czy to mogło utrudniać odzyskanie świadomości?”
„Mogło tłumić reakcje.”
„Kto je przepisywał?”
Profesor zawahał się.
„Lekarz prowadzący.”
„Nazwisko?”
„Doktor Marek Bielecki.”
Nazwisko uderzyło mnie natychmiast. To był mężczyzna, którego głos słyszałam w gabinecie Jakuba.
Wróciłam do rezydencji przed siedemnastą.
Nie poszłam do Wiktorii.
Pobiegłam prosto na piętro.
Pielęgniarka właśnie przygotowywała strzykawkę.
„Co mu pani podaje?”
Odwróciła się gwałtownie.
„Lek zalecony przez lekarza.”
„Jaki?”
Podała nazwę.
Tę samą, którą pokazał mi profesor.
„Proszę tego nie robić.”
Pielęgniarka spojrzała na mnie zdumiona.
„Pani Emilio, nie może pani zmieniać leczenia.”
„Jestem jego żoną.”
„To nie daje pani prawa—”
„Proszę odłożyć strzykawkę.”
Nasze głosy przyciągnęły Wiktorię.
Kiedy wyjaśniłam sytuację, natychmiast poleciła wstrzymać podanie leku i wezwać profesora Zielińskiego.
Minęły trzy godziny.
Michał zaczął się pocić. Jego puls przyspieszył. Palce poruszały się częściej.
Profesor przyjechał wieczorem.
Badał go prawie godzinę.
W pewnym momencie wszyscy zostaliśmy poproszeni o ciszę.
Profesor pochylił się nad Michałem.
„Panie Michale, jeśli mnie pan słyszy, proszę otworzyć oczy.”
Nic.
„Michał” — powiedziałam.
Nie wiem, dlaczego się odezwałam.
„Jestem tutaj.”
Jego powieki drgnęły.
Profesor znieruchomiał.
„Jeszcze raz.”
Podeszłam do łóżka.
„Michał, jeśli mnie słyszysz, otwórz oczy.”
Sekunda.
Druga.
Trzecia.
Jego powieki powoli się uniosły.
Po raz pierwszy zobaczyłam jego oczy całkowicie otwarte.
Nie były puste.
Patrzył prosto na mnie.
„Michał?”
Jego usta poruszyły się.
Nachyliłam się.
„Nie ufaj…”
Głos był ledwie słyszalny.
„Komu?”
Próbował złapać oddech.
Profesor chciał mnie odsunąć, lecz Michał zacisnął palce na moim nadgarstku.
„Nie ufaj… babci.”
Zamarłam.
Za moimi plecami rozległ się trzask tłuczonej porcelany.
Odwróciłam się.
Wiktoria stała w drzwiach.
Rozbita filiżanka leżała u jej stóp.







No comments yet