Pukanie rozległo się po raz czwarty, tym razem mocniejsze. Anna cofnęła się od drzwi tak gwałtownie, że uderzyła biodrem o stół. Maria natychmiast ją podtrzymała. Grzegorz nie ruszył się spod wizjera. Patrzył na mężczyznę po drugiej stronie z twarzą pozbawioną emocji, ale znałam go wystarczająco dobrze, żeby zauważyć napięcie szczęki i zaciśnięte dłonie.
— Jak ma na imię? — zapytał Annę.
— Michał.
Grzegorz odwrócił się.
— Michał Witkowski?
Anna skinęła głową.
— Młodszy brat Aleksandra.
— Mój ojciec przez całe życie twierdził, że był jedynakiem.
— Bo Michał oficjalnie nie istnieje dla tej rodziny — powiedziała Maria.
Spojrzałam na nią.
— Ty też o nim wiedziałaś?
— Wiedziałam, że istniał. Nie wiedziałam, że nadal żyje.
Za drzwiami odezwał się męski głos.
— Anno, nie przyszedłem zrobić ci krzywdy.
Anna zesztywniała.
— Nie otwieraj.
Grzegorz wyjął telefon i zadzwonił do Natalii.
— Zabierz dzieci spod budynku. Jedź do Krawca. Nie zatrzymuj się po drodze.
Poczułam ukłucie paniki.
— Grzegorz...
Spojrzał na mnie.
— Są z Natalią. Teraz najważniejsze, żeby nie były tutaj.
Pierwszy raz od naszego spotkania na lotnisku podjął decyzję dotyczącą dzieci bez pytania mnie o zgodę. Powinnam się zezłościć.
Nie zrobiłam tego.
Bo podjęłabym dokładnie tę samą.
Telefon Marii ponownie zawibrował.
Aleksander.
Tym razem Grzegorz odebrał.
— Dlaczego nigdy nie powiedziałeś mi o Michale?
— Bo miał trzymać się z dala od naszej rodziny.
— Dlaczego?
— Otworzyłeś kasetę?
— Tak.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— W takim razie wiesz wystarczająco dużo, żeby mu nie ufać.
— Tobie też nie ufam.
— Rozsądnie.
Odpowiedź Aleksandra była tak spokojna, że nawet Grzegorz wyglądał na zaskoczonego.
— Co Michał zrobił Annie?
— Pomógł mi zabrać ją z Mazur.
Anna słyszała każde słowo.
— Zabrać? — powtórzyła. — Wepchnęliście mnie do samochodu.
Aleksander zamilkł.
— Ona tam jest?
Grzegorz włączył głośnik.
— Jest.
Długi oddech.
— Anno.
Jej twarz stężała.
— Nie wypowiadaj mojego imienia.
— Myślałem, że nie żyjesz.
Anna roześmiała się krótko.
— Wygodne.
— To nie ja cię skrzywdziłem.
— Ale to ty mnie zabrałeś.
— Tak.
Pierwszy raz Aleksander przyznał się bez wymówki.
— Dlaczego? — zapytał Grzegorz.
— Bo Anna zamierzała zabrać ciebie.
— Byłam jego matką! — krzyknęła.
— A ja byłem jego ojcem.
Grzegorz zamknął oczy.
— Więc naprawdę jesteś moim biologicznym ojcem?
Aleksander odpowiedział natychmiast.
— Tak.
— Dlaczego dokumenty mówiły o opiece prawnej?
— Bo nie byliśmy małżeństwem. Anna próbowała zakwestionować moje ojcostwo. Sądowa batalia była brudna. Zrobiłem rzeczy, których dziś nie potrafię usprawiedliwić.
— Kupiłeś ludzi?
Cisza była odpowiedzią.
— A Michał?
Aleksander westchnął.
— Michał chciał czegoś innego.
— Czego?
— Ciebie.
Anna spojrzała na drzwi.
— Nie...
Aleksander mówił dalej.
— Nasz ojciec zostawił testament. Większość majątku miała przejść nie na mnie ani na Michała, lecz na pierwszego biologicznego wnuka.
Grzegorz pobladł.
— Na mnie.
— Tak.
Nagle wiele rzeczy zaczynało mieć sens, ale jedna wciąż nie pasowała.
— A trojaczki? — zapytałam. — Dlaczego Anna powiedziała, że Aleksander czekał na troje?
Połączenie ucichło.
— Aleksander? — nacisnęłam.
— Tego nie powiedziałem Annie.
— Czego?
— Testament miał drugi warunek.
Grzegorz patrzył na telefon.
— Jaki?
— Jeśli pierwszy dziedzic będzie miał troje biologicznych dzieci, kontrola nad rodzinnym funduszem przejdzie bezpośrednio na jego linię. Bez możliwości ingerencji innych członków rodziny.
Spojrzałam na Grzegorza.
Lena.
Zosia.
Kuba.
— Więc dzieci odziedziczą fundusz?
— Nie teraz. Ale ich narodziny uruchomiły zapis testamentowy.
— Ile jest wart?
Aleksander podał kwotę.
Nawet Grzegorz zamilkł.
Ponad miliard złotych.
Poczułam mdłości.
— Dlatego ktoś nas obserwował.
— Tak.
— Kto?
— Michał.
Za drzwiami zapadła cisza.
Mężczyzna najwyraźniej słyszał rozmowę.
Potem odezwał się:
— Aleksander nadal kłamie.
Grzegorz podszedł bliżej.
— Otwórz drzwi, a pokażę ci dokument, którego twój ojciec najbardziej się boi.
— Wsuń go pod drzwi.
Po chwili pojawiła się brązowa koperta.
Grzegorz podniósł ją.
W środku znajdował się wynik badania DNA sprzed trzydziestu jeden lat.
Przeczytał.
Potem ponownie.
— Co tam jest? — zapytałam.
Podał mi dokument.
Badanie dotyczyło Anny Lewandowskiej, Grzegorza i Aleksandra.
„Prawdopodobieństwo ojcostwa: 99,98%”.
Aleksander mówił prawdę.
Był ojcem Grzegorza.
— Więc co ma udowodnić ten dokument? — zapytałam.
— Odwróć stronę — powiedział Michał zza drzwi.
Zrobiłam to.
Na odwrocie znajdowała się ręczna notatka.
„Próbka A.W. pobrana zastępczo”.
Natalia nie była z nami, ale nawet ja rozumiałam znaczenie tych słów.
— To nie była próbka Aleksandra?
— Właśnie — powiedział Michał.
Grzegorz spojrzał na telefon.
— Ojciec?
Aleksander milczał.
— Czyja próbka została użyta?
Michał odpowiedział za niego.
— Moja.
Anna zakryła usta.
Grzegorz wyglądał, jakby świat po raz kolejny usunął mu ziemię spod nóg.
— To niemożliwe.
— Jesteśmy braćmi — powiedział Michał. — Nasze profile genetyczne są podobne. Trzydzieści lat temu badania były mniej dokładne, a Aleksander miał wystarczająco dużo pieniędzy, żeby odpowiedni człowiek podpisał odpowiedni papier.
— Dlaczego miałby to robić?
Michał zaśmiał się gorzko.
— Bo Aleksander wiedział, że prawdziwy wynik odebrałby mu wszystko.
Anna zaczęła drżeć.
— Nie.
Patrzyła na drzwi.
— Michał...
Jej twarz zmieniła się, jakby nagle odzyskała fragment wspomnienia.
— Tamtej nocy...
Maria podeszła do niej.
— Co pamiętasz?
Anna zamknęła oczy.
— Samochód. Aleksander prowadził. Michał siedział obok mnie.
Jej oddech przyspieszył.
— Kłócili się.
— O co?
Anna otworzyła oczy i spojrzała na Grzegorza.
— O ciebie.
Za drzwiami Michał powiedział:
— Powiedz mu resztę, Anno.
— Nie pamiętam.
— Pamiętasz.
— Zamknij się!
Maria objęła ją.
Grzegorz natomiast stał nieruchomo.
— Michał, czego chcesz?
— Prawdy.
— Po trzydziestu latach przychodzisz pod drzwi kobiety, którą pomogłeś porwać, żeby powiedzieć prawdę?
— Nie. Przyszedłem, bo twoje dzieci uruchomiły testament. Aleksander ma teraz siedemdziesiąt dwie godziny, żeby zakwestionować twoje biologiczne pochodzenie, zanim kontrola funduszu zostanie prawnie zabezpieczona.
Spojrzałam na telefon.
— Aleksander?
Połączenie zostało przerwane.
Grzegorz zaklął pod nosem.
Wtedy zadzwoniła Natalia.
Odebrałam.
— Emilia, dzieci są bezpieczne. Jesteśmy u Krawca. Ale musicie natychmiast tu przyjechać.
— Co się stało?
— Sprawdziłam dokument, który znaleźliśmy w sejfie Aleksandra.
— I?
— Podpis pod poleceniem „Grzegorz nie może się o nich dowiedzieć” rzeczywiście nie należał do Aleksandra.
Spojrzałam na Marię.
— Wiemy. Podejrzewaliśmy mamę.
— To też nie Maria.
Zamarłam.
— Więc kto?
Natalia przez chwilę milczała.
— Mam ekspertyzę grafologiczną.
Spojrzałam na drzwi, za którymi nadal stał Michał.
— Powiedz.
— Anna Lewandowska.
Wszyscy odwróciliśmy się w jej stronę.
Anna patrzyła na mnie kompletnie zdezorientowana.
— Ja?
— Jest dziewięćdziesiąt sześć procent zgodności — powiedziała Natalia. — To Anna napisała, że Grzegorz nie może dowiedzieć się o narodzinach dzieci.
Grzegorz pobladł.
— Dlaczego moja własna matka chciałaby ukryć przede mną moje dzieci?
Anna zaczęła płakać.
— Nie wiem.
Nagle jej wzrok zatrzymał się na żółtym kwadracie narysowanym na kasecie.
Dotknęła go.
I coś w jej twarzy się zmieniło.
— Żółty pokój — wyszeptała.
Maria zesztywniała.
— Aniu, nie.
— Pamiętam.
— Nie musisz...
— Pamiętam, dlaczego napisałam tę wiadomość.
Spojrzała na Grzegorza.
— To nie ciebie się bałam.
— Więc kogo?
Anna wskazała drzwi.
— Jego.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
Grzegorz natychmiast przekręcił zamek i otworzył drzwi.
Korytarz był pusty.
Michał zniknął.
Na podłodze leżała tylko druga koperta.
W środku znajdowało się zdjęcie z monitoringu parkingu przed gabinetem doktora Krawca, wykonane zaledwie kilkanaście minut wcześniej.
Widać było samochód Natalii.
Lenę przy szybie.
Zosię w foteliku.
Kubę na rękach doktora.
A obok samochodu stał Michał.
Spojrzałam na godzinę wykonania fotografii.
Nie mogło się zgadzać.
Zdjęcie zrobiono wtedy, gdy Michał cały czas stał za naszymi drzwiami.
— To niemożliwe — powiedział Grzegorz.
Anna wzięła fotografię.
Jej palce zaczęły drżeć.
— To nie Michał.
— Przecież przed chwilą powiedziałaś...
— Mężczyzna za drzwiami był Michałem.
Wskazała postać na zdjęciu.
— Ale ten nie.
Poczułam, jak robi mi się zimno.
— Więc kto stoi przy naszych dzieciach?
Anna spojrzała na Grzegorza.
— Aleksander.
— Aleksander jest w Zurychu.
Anna pokręciła głową.
— Nie. To właśnie kłamstwo, które powtarzają od trzydziestu lat.
Przesunęła palcem po twarzy mężczyzny na fotografii.
— Aleksander i Michał są bliźniakami.







No comments yet