— Zawrócić jego samochód — powiedział major Lis.
Kapitan Warda już sięgał po telefon, ale ja pokręciłam głową.
— Nie.
Obaj spojrzeli na mnie.
— Jeżeli Krajewski zobaczy blokadę przed bramą, będzie wiedział, że znaleźliśmy coś więcej niż Daniela i Mazura.
— To może być człowiek, który przez lata kontrolował tę sprawę — odpowiedział Lis.
— Właśnie dlatego nie możemy pokazać mu, co wiemy.
Zapadła krótka cisza.
Potem major skinął głową.
— Wracamy do rezydencji.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, czarna limuzyna z wojskowymi tablicami stała już przed głównym wejściem.
Generał dywizji Tomasz Krajewski znajdował się w holu.
Wysoki, siwowłosy, w galowym mundurze pełnym odznaczeń.
Rozmawiał z matką Daniela, jakby ostatnie dwie godziny w ogóle się nie wydarzyły.
Gdy mnie zobaczył, jego wzrok zatrzymał się na moich oznaczeniach.
— Nadinspektor Rosińska.
— Panie generale.
Uśmiechnął się.
— Słyszałem, że świąteczny obiad zmienił się w przedstawienie.
Major Lis wszedł za mną.
— Raczej w postępowanie dowodowe.
Krajewski spojrzał na niego z pobłażliwym spokojem.
— Majorze, proszę uważać ze słowami.
— Zawsze uważam.
Generał odłożył rękawiczki na stół.
— Dowiedziałem się o zatrzymaniu pułkownika Rosińskiego i podpułkownika Mazura. Chcę natychmiast wiedzieć, na jakiej podstawie.
Lis nie odpowiedział.
To była pierwsza rysa.
Krajewski przywykł, że pytanie generała oznaczało obowiązek udzielenia odpowiedzi.
— Majorze?
— Materiał jest analizowany.
— Jestem dowódcą okręgu.
— Właśnie dlatego nie mogę omawiać z panem szczegółów.
Przez ułamek sekundy twarz Krajewskiego stała się zupełnie nieruchoma.
Potem spojrzał na mnie.
— Kingo, wygląda na to, że stare rodzinne konflikty zaczynają wpływać na służbę.
Nie odpowiedziałam od razu.
Zamiast tego obserwowałam jego oczy.
— Skąd pan wie, że sprawa zaczęła się od konfliktu rodzinnego?
Milczenie trwało o sekundę za długo.
— Daniel jest pani byłym mężem. Nietrudno się domyślić.
— A o Mazurze?
— Oficer został zatrzymany na terenie mojego garnizonu.
Major Lis stanął obok mnie.
— Informację o zatrzymaniu Mazura ograniczyliśmy do zespołu prowadzącego.
Krajewski odwrócił głowę.
— Widocznie pański zespół nie jest tak szczelny, jak pan uważa.
— Być może.
Nie spodobało mu się to słowo.
Wtedy z bocznego salonu wyszedł Natan.
Lena natychmiast pojawiła się za nim.
— Natan, prosiłam…
— Chciałem tylko do mamy.
Krajewski spojrzał na mojego syna.
Potem na stojącą za nim Zosię.
A następnie na pozostałą dwójkę dzieci.
Jego twarz zmieniła się niemal niezauważalnie.
— To są…
— Dzieci Daniela — dokończyłam.
Generał zacisnął palce na rękawiczkach.
— Rozumiem.
— Naprawdę?
Spojrzał na mnie.
— Co pani sugeruje?
— Że osiem lat temu ktoś uznał ich istnienie za niewygodne.
Matka Daniela zbladła.
Krajewski westchnął.
— Nadinspektor, radziłbym bardzo uważać z oskarżeniami.
— Jeszcze pana nie oskarżyłam.
Major Lis wyjął telefon.
— Ale mamy kilka pytań.
Generał spojrzał na niego.
— W takim razie zada je pan przez właściwy kanał służbowy.
Ruszył w stronę drzwi.
Lis zastąpił mu drogę.
— Proszę zostać.
Wtedy z twarzy Krajewskiego zniknęła uprzejmość.
— Czy pan mnie zatrzymuje?
— Na razie proszę pana, żeby pan nie opuszczał budynku.
— Na jakiej podstawie?
Warda wszedł do holu z zamkniętą teczką dowodową.
— Na podstawie pańskiego podpisu pod rozkazem zamykającym dochodzenie w sprawie zaginionej broni.
Krajewski nawet nie mrugnął.
— Podpisuję setki dokumentów.
— Ten zamknął sprawę siedem lat temu.
— Widocznie istniały ku temu podstawy.
— Nie istniały.
Po raz pierwszy usłyszałam w głosie Warty gniew.
— Materiał, który wtedy uznano za „niepotwierdzony”, właśnie odnaleziono.
Krajewski powoli spojrzał na niego.
— Gdzie?
Jedno słowo.
Jeden błąd.
Major Lis uniósł brwi.
— Nie powiedzieliśmy, że znaleźliśmy materiał rzeczowy.
Generał milczał.
W holu zrobiło się tak cicho, że słyszałam tykanie starego zegara.
Krajewski spojrzał na mnie.
— Daniel dał wam coś?
Nie odpowiedziałam.
— Mazur?
Cisza.
Widziałam, jak analizuje możliwości.
Jak próbuje zdecydować, kto go zdradził.
Wtedy jego telefon zawibrował.
Nie zdążył po niego sięgnąć.
Warda powiedział:
— Proszę zostawić telefon.
— Nie ma pan prawa—
— Teraz ma.
Do holu weszło dwóch nowych funkcjonariuszy Żandarmerii.
Nie należeli do garnizonu w Żaganiu.
Major Lis wcześniej wezwał ich z innej jednostki.
Krajewski zrozumiał to natychmiast.
— Co zrobiliście?
Lis odpowiedział spokojnie:
— Zabezpieczyliśmy postępowanie poza pańskim łańcuchem dowodzenia.
Twarz generała po raz pierwszy straciła pewność.
— To absurd.
— Być może — powiedziałam. — Ale człowiek, który zamknął tamto dochodzenie, nie powinien kontrolować nowego.
Krajewski spojrzał na mnie z zimną wściekłością.
— Nie ma pani pojęcia, w co się pani miesza.
— Osiem lat temu mój mąż wykorzystał moje dzieci, żeby zrobić ze mnie niewiarygodnego świadka.
Zrobiłam krok w jego stronę.
— Myślę, że mam pełne prawo wiedzieć, dlaczego.
Jego wzrok przesunął się w stronę czworaczków.
I wtedy Natan powiedział:
— Mama zawsze mówi prawdę.
Generał odwrócił wzrok.
Major Lis skinął na funkcjonariuszy.
— Generale Krajewski, pańskie urządzenia służbowe zostaną zabezpieczone do analizy.
— Odmawiam.
— W takim razie zostanie to odnotowane.
Telefon w kieszeni Krajewskiego znów zawibrował.
Tym razem ekran rozświetlił się na tyle, że wszyscy stojący blisko zobaczyli nazwisko nadawcy.
Daniel Rosiński.
Wiadomość była krótka.
„Powiedziałem im wszystko.”
Krajewski pobladł.
Major Lis spojrzał na mnie.
Wiedziałam, że Daniel prawdopodobnie nie powiedział wszystkiego.
Może nawet wiadomość wysłano pod nadzorem śledczych właśnie po to, by zobaczyć reakcję generała.
Ale reakcja wystarczyła.
Krajewski rzucił się do telefonu.
Warda był szybszy.
Generał cofnął się.
— Nie rozumiecie. Jeżeli otworzycie te rejestry, nie skończy się na mnie.
— To dobrze — powiedział Lis.
Krajewski roześmiał się gorzko.
— Myślicie, że Daniel fałszował dokumenty medyczne z własnej inicjatywy?
Serce zabiło mi mocniej.
— Co pan powiedział?
Zrozumiał, że powiedział za dużo.
Ale było już za późno.
— Kto wydał polecenie? — zapytałam.
Nie odpowiedział.
— Kto kazał zrobić ze mnie kłamczuchę?
Milczał.
Major Lis zrobił krok naprzód.
— Generale?
Krajewski spojrzał na dzieci.
Potem na mnie.
Wreszcie opuścił wzrok.
— To miało zakończyć się tylko na dokumentach.
Poczułam, jak matka Daniela chwyta oparcie krzesła.
— Czyli wiedział pan o dzieciach.
Krajewski zamknął oczy.
Ta cisza była odpowiedzią.
Lis wyciągnął kajdanki.
— Generale dywizji Tomaszu Krajewski, od tej chwili jest pan zatrzymany w związku z podejrzeniem utrudniania postępowania, fałszowania dokumentacji oraz działaniami mającymi na celu ukrycie przestępstw związanych z nielegalnym obrotem uzbrojeniem.
Kiedy zakładano mu kajdanki, drzwi wejściowe otworzyły się ponownie.
Wszedł kapitan Warda, który chwilę wcześniej wyszedł odebrać telefon.
Trzymał w dłoni wydruk.
— Kinga.
Po jego twarzy wiedziałam, że to jeszcze nie koniec.
— Znaleźliśmy pudełka z pani archiwum.
— I?
— Rejestr transportowy był dokładnie tam, gdzie podejrzewali.
Odetchnęłam.
Ale Warda nie skończył.
— Pod nim znajdowała się jeszcze jedna koperta.
— Od kogo?
Podał mi wydruk zdjęcia z magazynu.
Na kopercie widniało pismo, które rozpoznałam natychmiast.
Daniela.
A pod moim nazwiskiem jedno zdanie:
„Kingo, jeśli to znalazłaś, znasz dopiero połowę prawdy.”
Ciąg dalszy — kliknij Część 9, aby przeczytać zakończenie.







No comments yet