Patrzyłam przez kuchenne okno, jak Krystyna zamyka drzwi samochodu i poprawia płaszcz.
Mężczyzna obok niej wyjął z tylnego siedzenia czarną skórzaną teczkę.
Nie wyglądał jak ktoś, kto przyjechał porozmawiać przy kawie.
Wyglądał jak ktoś, kto przyjechał zakończyć transakcję.
Mama wstała tak gwałtownie, że krzesło zaskrzypiało o podłogę.
— Marta, proszę cię. Nie rób niczego pochopnie.
Spojrzałam na nią.
— To ciekawe, że mówisz to właśnie mnie.
Dzwonek do drzwi zabrzmiał po kilku sekundach.
Mama ruszyła do przedpokoju.
Złapałam ją za rękę.
— Zanim ich wpuścisz, powiedz mi jedno.
— Co?
— Czy Paweł wie, że ten człowiek chce kupić restaurację?
Przełknęła ślinę.
— Tak.
— A ty?
Nie odpowiedziała.
To wystarczyło.
Puściłam jej rękę.
Mama otworzyła drzwi.
Krystyna weszła pierwsza.
Kiedy mnie zobaczyła, zatrzymała się w pół kroku.
— Marta.
Nie wyglądała na zaskoczoną.
Raczej na niezadowoloną.
— Ciociu.
Za nią wszedł mężczyzna.
Miał około pięćdziesięciu lat, starannie przystrzyżone siwe włosy i sposób poruszania się człowieka przyzwyczajonego do tego, że inni robią mu miejsce.
Krystyna wskazała go dłonią.
— To pan Aleksander Wrona.
Nazwisko uderzyło mnie natychmiast.
Vesta Consulting.
— Znam nazwisko — powiedziałam.
Na twarzy Krystyny przemknęło coś ledwo zauważalnego.
Aleksander wyciągnął rękę.
Nie podałam swojej.
— Marta Zielińska — powiedziałam.
— Oczywiście.
To „oczywiście” mi się nie spodobało.
— Wie pan, kim jestem?
— Pani nazwisko pojawiało się w dokumentacji.
— Jakiej dokumentacji?
Krystyna szybko weszła między nas.
— Nie róbmy przesłuchania w korytarzu.
Usiedliśmy w salonie.
Ja obok mamy.
Krystyna naprzeciwko.
Aleksander położył teczkę na kolanach.
— Rozumiem, że doszło do nieporozumienia rodzinnego — zaczął.
— Nieporozumieniem nazywa pan próbę przejęcia mojego udziału przy użyciu podpisu, którego nie złożyłam?
Mama spuściła wzrok.
Krystyna zesztywniała.
Ale Aleksander prawie nie zareagował.
— Nie jestem stroną w waszych rodzinnych sprawach.
— Ale chce pan kupić restaurację.
Po raz pierwszy spojrzał na Krystynę.
Tylko na sekundę.
— Rozważam inwestycję.
— Mama przed chwilą powiedziała coś innego.
Krystyna odwróciła się do mamy.
— Teresa?
Mama natychmiast zaczęła się tłumaczyć.
— Powiedziałam tylko, że…
— Mamo.
Przerwałam jej.
— Nie musisz już nikogo chronić.
Krystyna założyła ręce.
— Marta, zachowujesz się tak, jakby wszyscy byli przeciwko tobie.
— Moje nazwisko znalazło się na dokumentach, których nie podpisywałam.
— Nie widziałam tych dokumentów.
— Ale widziałaś fakturę Vesta Consulting?
Jej twarz zastygła.
Trafiłam.
— Nie wiem, o czym mówisz.
— Trzydzieści osiem tysięcy złotych. Dokumentacja restrukturyzacyjna i właścicielska. Osoba kontaktowa: Krystyna Nowak.
Mama spojrzała na siostrę.
— Krystyna?
Ciotka rzuciła mi lodowate spojrzenie.
— Grzebałaś w biurze Pawła?
— Zabrałam swoje rzeczy.
— I fotografowałaś cudze dokumenty?
— Czyli jednak wiesz, że ta faktura istnieje.
Zapadła cisza.
Aleksander powoli zamknął teczkę.
— Myślę, że powinienem wyjść.
— Nie — powiedziałam.
Spojrzał na mnie.
— Skoro już pan tu jest, proszę zostać.
— Marta — ostrzegła Krystyna.
Zignorowałam ją.
— Ile jest warta „Pod Lipą”?
Aleksander milczał.
— Pan zajmuje się nieruchomościami. Na pewno macie wycenę.
— Nie omawiam poufnych danych bez zgody klienta.
— Kto jest klientem?
Znowu spojrzał na Krystynę.
Kolejny błąd.
— Paweł? — zapytałam.
Brak odpowiedzi.
— Krystyna?
Nadal nic.
Wstałam.
— Dobrze. W takim razie ja wam coś powiem.
Spojrzałam po kolei na wszystkich.
— Dzisiaj zostały podjęte kroki prawne w sprawie wpisu dotyczącego nieruchomości.
Krystyna pobladła.
Wiedziałam, że Michał kazał mi nie mówić o sprzeciwie.
Ale nie podałam szczegółów.
Chciałam zobaczyć reakcję.
I ją dostałam.
Aleksander od razu sięgnął po teczkę.
— Jakie kroki?
— Skoro nie jest pan stroną rodzinnych spraw, nie powinno pana to interesować.
Na jego twarzy zniknął uprzejmy uśmiech.
Krystyna wstała.
— Co zrobiłaś?
— Dlaczego jesteś zdenerwowana?
— Bo Paweł próbował uratować to miejsce.
Parsknęłam.
— Przed czym?
— Przed tobą.
Te słowa zaskoczyły nawet mamę.
— Krystyna…
— Nie, Teresa. Wystarczy.
Ciotka spojrzała na mnie.
— Od lat zachowujesz się tak, jakby restauracja była wyłącznie twoja. Jakby Paweł nie był synem Jana.
— Paweł nie pracował tam ani jednego pełnego miesiąca.
— Bo ojciec nigdy mu na nic nie pozwalał.
— Ojciec spłacił dwa jego długi.
— I przy każdej okazji mu to wypominał.
Zrozumiałam wtedy, że nie chodziło tylko o pieniądze.
Krystyna nosiła w sobie starą urazę.
Może od lat.
Aleksander wstał.
— Panie nie potrzebują mnie do tej rozmowy.
Skierował się do drzwi.
— Panie Wrona.
Zatrzymał się.
— Czy Paweł podpisał już z panem umowę?
Krystyna wciągnęła powietrze.
Aleksander nie odpowiedział.
I właśnie ta cisza była odpowiedzią.
— Jaką umowę? — zapytała mama.
Spojrzałam na nią.
— Mamo, chyba naprawdę nie wiesz, co podpisałaś.
Aleksander otworzył drzwi.
Wyszedł bez pożegnania.
Krystyna ruszyła za nim.
— Krystyna, zostań — powiedziała mama.
Ciotka zatrzymała się w przedpokoju.
— Powiedz jej — powiedziałam.
— Co?
— O drugim dokumencie ojca.
Jej twarz zmieniła się natychmiast.
Mama zesztywniała.
— Skąd ona o nim wie? — zapytała Krystyna.
To było pierwsze prawdziwe potwierdzenie.
Poczułam, jak serce wali mi w piersi.
— Więc istnieje.
Ciotka zacisnęła usta.
— Nie wszystko, co zostawił Jan, jest twoją sprawą.
— Jeśli dotyczy restauracji, jest.
— Nie masz pojęcia, o czym mówisz.
— To mi wyjaśnij.
Krystyna spojrzała na mamę.
— Teresa, miałaś nic jej nie mówić.
Mama rozpłakała się.
— Nie mogę już tego ciągnąć.
Krystyna zrobiła krok w jej stronę.
— Teresa.
— Nie.
Mama wyprostowała się.
Po raz pierwszy od początku tej historii zobaczyłam w niej coś więcej niż strach.
— Dość.
Krystyna zamilkła.
Mama podeszła do kredensu.
Otworzyła dolną szufladę.
Wyjęła stary drewniany pojemnik po herbacie.
Z niego małą kopertę.
Położyła ją przede mną.
Na kopercie widniał charakter pisma ojca.
„Dla Teresy. Tylko jeśli Paweł spróbuje sprzedać restaurację.”
Poczułam, jak zaciska mi się gardło.
Krystyna ruszyła w stronę stołu.
— Nie otwieraj tego.
Spojrzałam na nią.
— Dlaczego?
— Bo Jan nie wiedział wszystkiego.
— O czym?
Nie odpowiedziała.
Mama przesunęła kopertę bliżej mnie.
— Otwórz.
Rozerwałam papier.
W środku znajdował się pojedynczy dokument.
Nie testament.
Nie pełnomocnictwo.
Umowa.
Sprzed siedmiu lat.
Przeczytałam pierwszą stronę.
Potem drugą.
Na końcu widniał podpis mojego ojca.
I podpis Krystyny.
Spojrzałam na nią.
— Co to jest?
Nie odpowiedziała.
Mama szepnęła:
— Czytaj dalej.
Przewróciłam ostatnią kartkę.
I wtedy zrozumiałam, dlaczego Krystyna tak desperacko próbowała przejąć kontrolę nad dokumentami ojca.
Siedem lat wcześniej pożyczyła od niego 420 000 złotych.
Zabezpieczeniem długu był jej udział w działce przylegającej do restauracji.
Działce, bez której żaden hotelowy projekt nie miał sensu.
Ale najważniejszy był ostatni punkt.
Jeśli dług nie zostanie spłacony przed śmiercią Jana, prawo do zabezpieczenia przechodzi na jego spadkobierców.
Na mamę.
Na mnie.
I na Pawła.
Podniosłam wzrok.
— Spłaciłaś ojcu te pieniądze?
Krystyna milczała.
— Spłaciłaś?
Jej twarz była biała.
Mama odpowiedziała za nią.
— Nie.
Wtedy wszystko zaczęło układać się w całość.
Krystyna nie pomagała Pawłowi tylko dlatego, że uważała go za pokrzywdzonego.
Potrzebowała, żeby transakcja doszła do skutku.
Bo jeśli restauracja i sąsiednia działka zostałyby sprzedane jako jeden projekt, jej dawny dług mógł zniknąć w rozliczeniach.
Spojrzałam na nią.
— Paweł wie?
Krystyna nie odpowiedziała.
Ale z zewnątrz dobiegł odgłos samochodu.
Czarny mercedes ruszył.
Ciotka chwyciła torebkę.
— Nie rozumiesz, w co się mieszasz.
— Przeciwnie.
Wstałam.
— Zaczynam rozumieć bardzo dobrze.
Krystyna spojrzała na mnie z czymś, czego nigdy wcześniej u niej nie widziałam.
Strachem.
— Jeśli zablokujesz tę sprzedaż, Paweł straci znacznie więcej niż restaurację.
Zamarłam.
— Co to znaczy?
Krystyna zacisnęła dłoń na pasku torebki.
— Zapytaj swojego brata, ile pieniędzy już wziął od Wrony.
I wyszła.
Drzwi zamknęły się za nią.
Spojrzałam na mamę.
— O czym ona mówi?
Mama usiadła ciężko na krześle.
— Nie wiem dokładnie.
— Mamo.
— Wiem tylko, że dwa miesiące temu Paweł powiedział mi, że jeśli transakcja nie dojdzie do skutku, może stracić mieszkanie.
— Jakie mieszkanie?
Mama spojrzała na mnie.
— Nie swoje.
Poczułam chłód.
— Czyje?
Jej usta zadrżały.
— Moje.
Ciąg dalszy — kliknij Część 5, aby czytać dalej.







No comments yet