Julian stał kilka metrów ode mnie, z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała. Po raz pierwszy w życiu nie wyglądał jak rozpieszczony syn Wysockich, któremu wszystko uchodzi na sucho. Wyglądał jak człowiek, który właśnie zrozumiał, że nie ma już gdzie uciec.
— Co jeszcze? — zapytałam.
Mój głos zabrzmiał spokojniej, niż się czułam.
Julian przełknął ślinę. Spojrzał na ojca, potem na matkę. Andrzej natychmiast pokręcił głową.
— Zamknij się — powiedział przez zaciśnięte zęby. — Ani słowa.
Jeden z policjantów zrobił krok w jego stronę.
— Proszę pozostać na miejscu.
Julian jednak nawet na niego nie spojrzał. Patrzył tylko na mnie.
— To nie zaczęło się od kredytów.
Na dziedzińcu zrobiło się jeszcze ciszej.
Poczułam, jak zimny dreszcz przechodzi mi po plecach.
— O czym mówisz?
Julian zacisnął dłonie.
— O twoim stypendium. O pieniądzach. O tym, dlaczego ojciec tak bardzo chciał, żebyś nigdy nie skończyła tych studiów.
Matka nagle ruszyła w jego stronę.
— Julian, przestań!
Policjant zatrzymał ją gestem.
— Proszę się cofnąć.
— Oni powiedzieli mi, że jeśli będę milczał, wszystko zostanie rozwiązane — mówił Julian. — Że tylko przez kilka miesięcy będziemy korzystać z twoich danych. Że potem wszystko spłacimy.
Zaśmiałam się cicho, ale w tym śmiechu nie było ani odrobiny radości.
— Kilka miesięcy?
— Wiem.
— Przez cztery lata?
Spuścił głowę.
— Wiem.
Poczułam nagle ciężar teczki z dokumentami w dłoni. Przez cztery lata myślałam, że największą krzywdą było to, że zabrali mi pieniądze i zmusili mnie do pracy ponad siły. Teraz zaczynałam rozumieć, że mogło chodzić o coś znacznie większego.
— Dlaczego? — zapytałam. — Dlaczego moje dane były im potrzebne aż tak bardzo?
Julian podniósł wzrok.
— Bo firma ojca miała problemy.
Andrzej zaklął pod nosem.
— To nie ma z tym nic wspólnego.
— Ma — odpowiedział Julian, tym razem stanowczo. — Wszystko ma z tym związek.
Policjant natychmiast zainteresował się jego słowami.
— Jak nazywa się firma?
Julian podał nazwę.
Serce zabiło mi mocniej.
Znałam ją.
To była jedna z firm, na których rachunki trafiały pieniądze z kredytów zaciągniętych na moje nazwisko.
— Ale to nie wszystko — powiedział Julian. — Ojciec wykorzystał też dokumenty związane z twoim stypendium.
Zmarszczyłam brwi.
— Jakie dokumenty?
Julian wyjął telefon z kieszeni.
Policjant natychmiast poprosił go, żeby go nie używał bez zgody funkcjonariuszy, ale Julian odpowiedział:
— Mam kopię wiadomości. Zrobiłem ją kilka miesięcy temu, kiedy zrozumiałem, że nie zamierzają tego zatrzymać.
Spojrzał na mnie.
— Bałem się.
— Ty się bałeś?
To zdanie wyszło ze mnie niemal szeptem.
— Widziałem, co robili — powiedział. — Widziałem, jak matka podpisywała dokumenty twoim nazwiskiem. Widziałem, jak ojciec przelewał pieniądze. Ale najbardziej bałem się tego, co powiedział mi wtedy.
— Co powiedział?
Julian zacisnął szczękę.
— Że jeśli kiedykolwiek spróbujesz dowiedzieć się, skąd naprawdę pochodzą pieniądze, które dostawałaś na studia, będziesz miała większy problem niż tylko długi.
Przez tłum przeszedł cichy pomruk.
Poczułam, że robi mi się zimno.
— Jakie pieniądze? — zapytałam.
Julian spojrzał na ojca.
Andrzej nagle ruszył w jego stronę, ale policjant zagrodził mu drogę.
— Ani kroku dalej.
— On nie wie, o czym mówi! — krzyknął Andrzej.
Julian drżał.
— Wiem.
— Nic nie wiesz!
— Wiem, gdzie są dokumenty.
Ojciec zamarł.
To jedno zdanie zmieniło wszystko.
— Gdzie? — zapytałam.
Julian spojrzał na mnie, a potem wyszeptał:
— W sejfie w gabinecie ojca. Jest tam teczka z twoim nazwiskiem.
Matka zakryła usta dłonią.
Rektor spojrzała na policjantów.
— Czy to może mieć znaczenie dla postępowania?
— Bardzo duże — odpowiedział funkcjonariusz.
Wtedy Julian dodał coś, czego się nie spodziewałam.
— Ale tej teczki nie powinniście szukać tylko dlatego, że są tam dokumenty finansowe.
— Co masz na myśli?
Jego oczy wypełniły się łzami.
— Jest tam akt, którego nigdy nie miałaś zobaczyć.
Znieruchomiałam.
— Jaki akt?
Julian otworzył usta, ale przez kilka sekund nie potrafił powiedzieć ani słowa.
W końcu spojrzał na mnie i powiedział:
— Dokument, który wyjaśnia, dlaczego przez całe życie ojciec traktował ciebie inaczej niż mnie.
Poczułam, jak świat wokół mnie cichnie.
— Julian…
— Alicja, jeśli go zobaczysz, zrozumiesz, dlaczego tak bardzo chcieli, żebyś uwierzyła, że jesteś nikim.
Ojciec pobladł.
Tym razem nie krzyczał.
Nie próbował mnie obrażać.
Po prostu patrzył na mnie z przerażeniem.
A ja po raz pierwszy pomyślałam, że wszystkie pieniądze, kredyty i fałszywe podpisy mogły być tylko zasłoną dla prawdy, którą moja rodzina ukrywała znacznie dłużej niż przez ostatnie cztery lata.







No comments yet