Przez dłuższą chwilę nikt się nie odezwał. Patrzyłam na Pawła, czekając, aż powie, że to pomyłka. Andrzej Nowicki nie był przecież wyjątkowym nazwiskiem. W Krakowie mogło mieszkać wielu mężczyzn o takim imieniu. Tylko że sposób, w jaki Paweł odwrócił wzrok, powiedział mi, że sam nie wierzył w przypadek.
— Sprawdź numer PESEL — powiedział do Ewy.
Usłyszałam stukanie klawiatury.
— W dokumentach rejestrowych jest tylko data urodzenia — odpowiedziała po chwili. — Dwudziesty pierwszy marca 1956.
Zrobiło mi się zimno.
Andrzej urodził się dokładnie tego dnia.
— To on — powiedziałam.
Paweł usiadł.
Przez siedemnaście lat byłam przekonana, że znam historię śmierci własnego męża. Andrzej wrócił późnym wieczorem ze spotkania biznesowego, powiedział, że źle się czuje, a kilka godzin później dostał rozległego zawału. Pogotowie przyjechało szybko, ale lekarze nie zdołali go uratować. Wszystko wydarzyło się tak gwałtownie, że przez pierwsze miesiące po pogrzebie funkcjonowałam jak automat. Potem musiałam uporządkować firmę, długi, magazyny, samochody i życie osiemnastoletniego syna.
Nigdy nie słyszałam o Vistula Projekt.
— Paweł, ty zajmowałeś się dokumentami po śmierci Andrzeja.
— Tak.
— Dlaczego o tym nie wiedziałeś?
— Bo tej spółki nie było w dokumentach, które otrzymałem.
— Jak to możliwe?
— Jeżeli Andrzej posiadał udziały przez pośrednika albo wcześniej je zbył, mogły nie wejść do masy spadkowej. Muszę sprawdzić archiwalne akta.
Ewa przerwała nam.
— Jest coś jeszcze. Vistula Projekt wystawia firmie Michała faktury od trzech lat. Łącznie na ponad dziewięćset tysięcy złotych.
— Za co? — zapytałam.
— Doradztwo inwestycyjne, analizy gruntów, przygotowanie projektów. Tylko że ja nigdy nie widziałam żadnych analiz ani projektów.
— Czyli fikcyjne faktury?
— Nie mogę tego stwierdzić bez dowodów. Ale wygląda to źle.
Paweł poprosił Ewę, żeby przesłała mu kopie wszystkich dokumentów związanych z Vistula Projekt. Potem zadzwonił do swojego biura i polecił asystentowi odnaleźć stare akta dotyczące majątku Andrzeja.
Ja tymczasem myślałam o czymś innym.
Karolina.
Jej panieńskie nazwisko brzmiało Wysocka.
Współzałożycielem spółki mojego męża był Tomasz Wysocki.
— Ile lat ma Tomasz? — zapytałam.
Ewa sprawdziła.
— Sześćdziesiąt dwa.
— Karolina ma czterdzieści jeden.
Paweł spojrzał na mnie.
— Myślisz, że...
— Nie wiem, co myślę. Chcę wiedzieć, kim jest dla niej Tomasz.
Nie musieliśmy długo czekać.
Ewa znalazła odpowiedź w dokumentach pracowniczych, które Karolina przekazała kiedyś księgowości, gdy przez kilka miesięcy była formalnie zatrudniona w firmie Michała.
Tomasz Wysocki był jej ojcem.
Poczułam, jak coś ciężkiego osiada mi w żołądku.
Michał poznał Karolinę dwanaście lat temu.
Pięć lat po śmierci Andrzeja.
Czy naprawdę mogłam uwierzyć, że syn mojego dawnego wspólnika przypadkiem poślubił córkę tego człowieka?
— Michał wie? — zapytałam.
— Tego właśnie musimy się dowiedzieć — odpowiedział Paweł.
Następnego dnia zostałam wypisana ze szpitala. Teresa pomogła mi przesiąść się na wózek, a Paweł osobiście odwiózł mnie do domu. Kiedy zobaczyłam znajomą bramę i kasztan rosnący przy podjeździe, poczułam ulgę. Ten dom budowaliśmy z Andrzejem, kiedy Michał miał pięć lat. Każda ściana przechowywała jakieś wspomnienie.
I właśnie ten dom mój syn próbował wykorzystać jako zabezpieczenie.
Teresa przygotowywała mi leki, kiedy usłyszałam samochód.
Michał i Karolina.
Weszli bez pukania.
Karolina wyglądała na zmęczoną. Michał był blady.
— Mamo, musimy skończyć ten absurd — powiedział.
— Usiądźcie.
Mój spokój najwyraźniej ich zaniepokoił.
Paweł siedział w gabinecie obok. Poprosiłam go wcześniej, żeby nie wychodził, dopóki nie będzie potrzebny.
— Przywrócisz przelew? — zapytał Michał.
Nie odpowiedziałam.
Położyłam na stole kopię dokumentu dotyczącego 1 480 000 złotych.
Michał zamilkł.
Karolina spojrzała na niego.
— Co to jest?
Jej reakcja wyglądała autentycznie.
— Ty mi powiedz — powiedziałam.
— Nigdy tego nie widziałam.
Spojrzałam na Michała.
— A ty?
— Mamo, mogę wyjaśnić.
— Doskonale. Zacznij od mojego podpisu.
Zbladł jeszcze bardziej.
— To nie jest tak, jak wygląda.
— Zawsze zastanawiałam się, dlaczego ludzie mówią to zdanie dokładnie wtedy, kiedy wszystko wygląda bardzo jasno.
Michał spuścił głowę.
— Firma była o krok od upadku. Gdybyśmy dostali finansowanie, oddałbym wszystko.
— Więc sfałszowałeś mój podpis?
— Nie!
— W takim razie kto?
Spojrzał na Karolinę.
Ona natychmiast wstała.
— Nie patrz na mnie.
— Karolina...
— Powiedziałeś, że twoja matka się zgodziła!
W pokoju zrobiło się cicho.
— Na co się zgodziłam? — zapytałam.
Karolina spojrzała na mnie, a potem znowu na Michała.
— Powiedział mi, że dałaś zgodę na zabezpieczenie kredytu domem.
Michał poderwał się.
— Zamknij się.
To były pierwsze słowa, które powiedział z prawdziwym strachem.
— Nie będziesz mi mówił, żebym się zamknęła! — krzyknęła Karolina. — To ty powiedziałeś, że wszystko jest załatwione!
— A 312 tysięcy? — zapytałam.
Karolina zamarła.
Michał spojrzał na mnie tak, jakby dostał cios.
— Skąd...
— Już drugi raz pytasz, skąd wiem, zamiast powiedzieć, dlaczego to zrobiłeś.
Karolina usiadła.
— Te pieniądze są bezpieczne.
— W Austrii?
Jej twarz straciła kolor.
Teraz wiedziałam, że Ewa miała rację.
— To nie jest moje — powiedziała cicho Karolina.
— Konto jest twoje.
— Ale pieniądze nie.
— Czyje?
Spojrzała na Michała.
On pokręcił głową.
Karolina zaczęła płakać.
— Mojego ojca.
— Tomasza Wysockiego?
Michał poderwał głowę.
Tym razem jego zaskoczenie również wyglądało autentycznie.
— Skąd znasz Tomasza?
To pytanie zmieniło wszystko.
— To twój teść.
— Tak, ale...
— I wspólnik twojego ojca.
Michał patrzył na mnie bez słowa.
Karolina zamknęła oczy.
Wtedy zrozumiałam.
Ona wiedziała.
— Karolino — powiedziałam. — Jak długo wiesz, że twój ojciec prowadził interesy z Andrzejem?
— Mamo, o czym ty mówisz? — Michał spojrzał na żonę. — Karolina?
Łzy spływały jej po policzkach.
— Wiedziałam przed ślubem.
Michał cofnął się o krok.
— Co?
— Tata zabronił mi ci mówić.
— Dlaczego?
Karolina zacisnęła usta.
— Bo wasze rodziny nie powinny były się znowu spotkać.
Poczułam, że nawet Teresa stojąca w korytarzu przestała się poruszać.
— Znowu? — powtórzyłam.
Karolina spojrzała na mnie.
— Pani naprawdę nic nie wie?
— O czym?
Michał chwycił ją za ramię.
— Powiedz.
— Twój ojciec i mój ojciec nie byli tylko wspólnikami.
— Więc kim byli?
Karolina nie zdążyła odpowiedzieć.
Z gabinetu wyszedł Paweł z telefonem w dłoni.
— Halino.
Jego twarz była napięta.
— Właśnie dostałem stare akta.
Spojrzał na Karolinę.
— Vistula Projekt nie została założona przez dwóch ludzi.
Położył na stole wydruk z archiwum.
— Był trzeci wspólnik.
Na dole dokumentu widniały trzy nazwiska.
Tomasz Wysocki.
Andrzej Nowicki.
I kobieta, której nazwiska nie widziałam od ponad trzydziestu lat.
Maria Zielińska.
Moja młodsza siostra.
Kobieta, która zniknęła z naszego życia po największej rodzinnej kłótni i której Andrzej, aż do dnia swojej śmierci, twierdził, że nigdy więcej nie spotkał.







No comments yet