Przesłuchałam nagranie trzy razy. Za każdym razem słowa Michała brzmiały gorzej. „Półtora miliona. Inaczej moja matka dowie się, co naprawdę wydarzyło się przed śmiercią ojca.” Nie było w nich strachu ani niepewności. Była kalkulacja. Mój syn znał tajemnicę dotyczącą ostatnich dni życia własnego ojca i zamiast przyjść do mnie, próbował zamienić ją w pieniądze.
— Chcę z nim porozmawiać — powiedziałam.
Paweł zamknął laptop.
— Jeszcze nie.
— To mój syn.
— I właśnie odkryliśmy materiał, który może świadczyć o szantażu. Jeżeli go teraz skonfrontujesz, dowody mogą zniknąć.
— Oryginały już zniknęły.
— Dlatego musimy znaleźć Tomasza.
Zadzwoniliśmy do Ewy. Miała sprawdzić wszystkie płatności Vistula Projekt z ostatnich miesięcy. Tymczasem Paweł skontaktował się z prawnikiem specjalizującym się w przestępstwach gospodarczych. Jeszcze tego samego dnia zabezpieczyliśmy kopię nagrania i dokumentów, a następnie złożyliśmy formalne zawiadomienie dotyczące sfałszowanego podpisu oraz wykorzystania mojego pełnomocnictwa. Po raz pierwszy od wypadku poczułam, że przestałam jedynie reagować na działania innych.
Wieczorem wróciliśmy do domu. Michał czekał przed bramą.
Sam.
Kiedy zobaczył samochód Pawła, podszedł do niego, ale Paweł zablokował mu drogę.
— Chcę porozmawiać z mamą.
— Nie dzisiaj.
— To sprawa rodzinna.
— Przestała nią być, kiedy pojawiły się sfałszowane dokumenty.
Michał spojrzał na mnie przez otwarte drzwi samochodu.
— Mamo, proszę.
Jeszcze tydzień wcześniej ten ton wystarczyłby, żebym mu ustąpiła.
— Gdzie są dokumenty ze skrytki 317?
Jego twarz natychmiast się zmieniła.
— Jakiej skrytki?
— Nie obrażaj mnie kolejnym kłamstwem.
Milczał.
— Wiem, że byłeś tam trzy razy. Wiem też o nagraniu z Tomaszem.
Zrobił krok do tyłu.
— Nie rozumiesz.
— Więc wyjaśnij.
Michał rozejrzał się, jakby bał się, że ktoś nas słucha.
— Tomasz mnie wykorzystał.
— Na nagraniu to ty żądałeś pieniędzy.
— Bo chciałem odzyskać to, co należało do taty!
— Szantażem?
— Te pieniądze powinny należeć do naszej rodziny!
Znowu to samo. Należały. Powinny. Dziedziczenie. Jakby całe życie można było sprowadzić do tego, komu przypadnie majątek.
— Gdzie są dokumenty?
— Bezpieczne.
— Gdzie?
— Nie powiem.
— W takim razie nie mamy o czym rozmawiać.
Teresa zaczęła prowadzić mój wózek w stronę domu.
— Mamo!
Odwróciłam się.
Michał wyglądał teraz nie na złego, lecz przestraszonego.
— Nie szukaj Tomasza.
— Dlaczego?
— Bo tata też próbował go przycisnąć.
— I?
Michał przełknął ślinę.
— Dwa dni później nie żył.
To był pierwszy moment, kiedy ktoś wypowiedział tę możliwość wprost.
— Twierdzisz, że Tomasz zabił twojego ojca?
— Nie wiem.
— Ale używałeś tego człowieka do zdobycia kredytu.
— Nie miałem wyboru.
— Zawsze mamy wybór, Michał. Czasem po prostu nie podoba nam się jego cena.
Weszłam do domu i kazałam zamknąć drzwi.
Następnego ranka zadzwoniła Maria.
— Musimy porozmawiać.
Jej głos był napięty.
— O tamtej nocy?
Długa cisza była odpowiedzią.
Maria przyjechała godzinę później. Usiadła naprzeciwko mnie w salonie i przez kilka minut obracała filiżankę w dłoniach.
— Andrzej nie dostał zawału w domu — powiedziała w końcu.
Poczułam, jak serce zaczyna mi walić.
— Byłam przy nim.
— Co?
— Tego wieczoru spotkaliśmy się z Tomaszem w magazynie Vistuli pod Wieliczką. Andrzej chciał zakończyć wszystko. Miał dokumenty. Powiedział Tomaszowi, że jeśli nie rozwiąże spółki, pójdzie do prokuratury.
— Dlaczego tam byłaś?
— Bo część udziałów należała do mnie.
— Co się wydarzyło?
Maria zamknęła oczy.
— Pokłócili się. Tomasz zagroził, że zniszczy Andrzeja. Andrzej zaczął krzyczeć, potem nagle złapał się za klatkę piersiową.
Wstrzymałam oddech.
— Miał zawał.
— Tak.
— Więc Tomasz go nie zabił.
— Nie bezpośrednio.
To sformułowanie sprawiło, że zesztywniałam.
— Co zrobił?
Maria zaczęła płakać.
— Nie pozwolił mi zadzwonić po karetkę.
Przez moment nie zrozumiałam.
— Co powiedziałaś?
— Chwyciłam telefon. Tomasz mi go wyrwał. Powiedział, że jeśli wezwiemy pogotowie do magazynu, policja zacznie zadawać pytania. Andrzej jeszcze wtedy oddychał.
Nie mogłam się poruszyć.
— Jak długo?
— Kilka minut.
— Jak długo czekaliście?
— Nie wiem. Może dziesięć. Może piętnaście.
Każda sekunda tego zdania była jak uderzenie.
— A potem?
— Tomasz przestraszył się. Wsadziliśmy Andrzeja do samochodu. Chciałam jechać do szpitala, ale Tomasz powiedział, że najpierw musimy zabrać go do domu. Że stamtąd wezwiemy karetkę.
Przypomniałam sobie tamten wieczór. Andrzej wszedł do domu blady, spocony. Powiedział, że źle się czuje. Nie wiedziałam, że kilkanaście minut wcześniej błagał o pomoc.
— Ty go przywiozłaś?
Maria skinęła głową.
— Zostałam w samochodzie. Tomasz zaprowadził go pod drzwi. Potem odjechaliśmy.
Łzy spływały mi po twarzy.
— Dlaczego mi nie powiedziałaś?
— Bałam się. A potem Tomasz powiedział, że jeśli zacznę mówić, wszyscy pójdziemy do więzienia. Andrzej wcześniej podpisał dokumenty związane z gruntami. Ja również. Przekonałam samą siebie, że zawał i tak był śmiertelny.
— Nie wiesz tego.
— Wiem.
Pierwszy raz zobaczyłam, jak bardzo moja siostra postarzała się pod ciężarem tej tajemnicy.
— Jest coś jeszcze — powiedziała.
Nie chciałam kolejnego „jeszcze”.
— Andrzej przed spotkaniem zostawił włączony dyktafon.
Spojrzałam na nią.
— Skąd wiesz?
— Powiedział mi przed wejściem do magazynu. Bał się Tomasza. Chciał mieć dowód.
— Czy nagranie jest w dokumentach zabranych przez Michała?
— Powinno być.
Teraz zrozumiałam, dlaczego Michał był gotów żądać półtora miliona.
Nie miał tylko ksiąg finansowych.
Mógł posiadać zapis ostatnich minut życia własnego ojca.
W tej samej chwili zadzwoniła Ewa.
— Pani Halino, znalazłam Tomasza.
— Gdzie?
— Nie w Austrii. Przelewy szły do Austrii, ale on jest w Krakowie. Vistula opłaciła mu trzy noce w hotelu przy Rynku.
Paweł natychmiast sięgnął po telefon.
— Nie jedziemy tam sami.
Ale Ewa jeszcze nie skończyła.
— Jest coś ważniejszego. Sprawdziłam rezerwację. Pokój został zarezerwowany dla dwóch osób.
— Kto jest drugi?
Usłyszałam klawiaturę.
— Michał Nowicki.
Zamarłam.
Mój syn, który poprzedniego wieczoru ostrzegał mnie, żebym nie szukała Tomasza, właśnie spotykał się z nim za moimi plecami.
Paweł zadzwonił do swojego znajomego prawnika i przekazał informacje policji. Mnie kazał zostać w domu.
Tym razem nie protestowałam.
Czterdzieści minut później zadzwonił Michał.
— Mamo.
Słyszałam jego ciężki oddech.
— Gdzie jesteś?
— Nie mam dużo czasu. Posłuchaj mnie. Dokumenty są w skrytce bagażowej na Dworcu Głównym. Numer 214. Kod to data urodzenia taty.
— Michał, co się dzieje?
W tle usłyszałam męski głos.
Potem trzask.
— Mamo, w nagraniu jest coś, czego Maria ci nie powiedziała.
— Co?
Michał zaczął mówić szybciej.
— Tata podczas zawału powiedział jedno zdanie. Tomasz chciał je usunąć, ale nie wiedział, że mam kopię.
— Jakie zdanie?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
Potem usłyszałam Michała:
— Powiedział: „Halina musi dowiedzieć się prawdy o pieniądzach. One nigdy nie należały do mnie”.
Połączenie nagle się urwało.
Pięć minut później Paweł dostał wiadomość od policji.
Michała znaleziono w hotelowym korytarzu.
Tomasza Wysockiego nie było już w pokoju.
Na stole został jednak otwarty laptop.
A na jego ekranie znajdował się zeskanowany dokument sprzed dwudziestu lat.
Na pierwszej stronie widniał nagłówek:
„Umowa powiernicza — beneficjent: Halina Nowicka.”
Pod nim znajdowała się kwota.
4 860 000 złotych.







No comments yet