Kobieta z oficjalną teczką zabrała kartę pamięci do sąsiedniego gabinetu.
Dwóch funkcjonariuszy poszło za nią.
Drzwi zamknęły się.
Nikt nie próbował już udawać, że to rodzinne nieporozumienie.
Małgorzata siedziała przy kominku z dłońmi splecionymi tak mocno, że pobielały jej knykcie. Ryszard stał kilka metrów dalej, jakby fizyczna odległość mogła oddzielić go od tego, co właśnie odkrywaliśmy.
Wojciech patrzył na mnie.
— Nora, ja naprawdę nie wiedziałem.
— Wierzę, że nie wiedziałeś, co było na komputerze.
Na jego twarzy pojawiła się ulga.
Trwała może sekundę.
— Ale wiedziałeś, jaka jest twoja matka — dokończyłam. — I mimo to dałeś jej moją własność bez pytania.
Opuścił wzrok.
Zosia zaczęła się wiercić, więc usiadłam na skraju fotela i poprawiłam chustę. Jej maleńka dłoń zacisnęła się na materiale mojej bluzki.
To przywróciło mi jasność myślenia.
Nie mogłam pozwolić, żeby gniew na Wojciecha przesłonił mi większe zagrożenie.
— Tato — powiedziałam. — Chcę dokładną chronologię.
Ojciec spojrzał na mnie uważnie.
— Nora...
— Nie chcę, żebyście mnie chronili przed informacjami dotyczącymi mnie i mojego dziecka. Jeśli ktoś próbował wykorzystać moją rodzinę, muszę wiedzieć jak.
Pułkownik Tomasz Nowak przez moment milczał.
Potem skinął głową.
— Dobrze.
Prawnik wojskowy przesunął w moją stronę kilka dokumentów.
Usiadłam przy stole.
— Pierwszy anonimowy donos dotyczący pani zdolności do służby wpłynął osiem miesięcy temu — powiedział. — Był ogólny. Sugestie dotyczące niestabilności emocjonalnej, konfliktów rodzinnych, rzekomego problemu z kontrolowaniem gniewu.
— Wszystko fałszywe.
— Tak. Zostało zweryfikowane i odrzucone.
Przesunął kolejny arkusz.
— Drugi był znacznie bardziej szczegółowy.
Czytałam.
Nadawca twierdził, że po powrocie z jednej z misji cierpiałam na epizody agresji, że ukrywałam problemy psychiczne i że moje małżeństwo znajdowało się na granicy rozpadu.
Zatrzymałam palec na jednym zdaniu.
— Tę informację mogła znać tylko rodzina.
Wojciech spojrzał na tekst.
— Którą?
— Datę mojego powrotu.
Zbladł.
Małgorzata wpatrywała się w podłogę.
— Mamo? — powiedział Wojciech.
Milczała.
— Powiedziałaś komuś, kiedy Nora wróciła z misji?
— Nie pamiętam.
— To było niecały rok temu.
— Mam ważniejsze rzeczy na głowie niż rozkład zajęć twojej żony.
Spojrzałam na nią.
— A jednak wynajęłaś człowieka, żeby sprawdzał każdy szczegół mojego życia.
Jej oczy natychmiast się podniosły.
Trafiłam.
— Jak się nazywał prywatny detektyw? — zapytałam prawnika.
— Marek Zawadzki.
— Gdzie jest?
Prawnik spojrzał na ojca.
To wystarczyło.
— Nie możecie go znaleźć — powiedziałam.
— Od dwóch dni nie odbiera telefonu — odpowiedział ojciec.
Małgorzata drgnęła.
Zauważyłam to.
— Znasz powód?
— Nie.
— Rozmawiałaś z nim ostatnio?
— Nie.
— Spójrz na mnie.
— Nie będziesz mnie przesłuchiwać we własnym domu.
— To nie jest przesłuchanie.
Pochyliłam się lekko do przodu.
— Jeszcze nie.
Ryszard zamknął oczy.
— Małgorzata, odpowiedz jej.
Odwróciła się do niego.
— Ty też?
— Jeśli przez ciebie do tego domu weszli ludzie służb, to tak. Ja też.
Po raz pierwszy zobaczyłam, że naprawdę straciła kontrolę nad rodziną.
Nie dlatego, że ktoś na nią krzyczał.
Dlatego, że ludzie przestali automatycznie przyjmować jej wersję wydarzeń.
Drzwi gabinetu otworzyły się.
Kobieta wróciła z laptopem służbowym.
Na jej twarzy nie było żadnych emocji.
— Karta nie jest zaszyfrowana.
Małgorzata gwałtownie wstała.
— To niemożliwe.
Wszyscy spojrzeli na nią.
Zorientowała się za późno.
— Skąd pani wie, że powinna być zaszyfrowana? — zapytała kobieta.
Małgorzata otworzyła usta.
Nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Poczułam chłód w żołądku.
To był pierwszy moment, w którym przestałam podejrzewać, że została przypadkowo wciągnięta w coś większego.
Ona wiedziała.
— Co jest na karcie? — zapytałam.
Kobieta położyła laptop na stole, ale nie obróciła ekranu w stronę pozostałych krewnych.
— Kopie wiadomości. Zdjęcia. Kilka nagrań rozmów. Oraz folder dotyczący pani.
— Mnie?
Skinęła głową.
— Oznaczony pani nazwiskiem panieńskim.
Moje serce uderzyło mocniej.
— Otwórz go.
— Nora — odezwał się ojciec.
— Otwórz.
Kobieta kliknęła.
Na ekranie pojawiły się zdjęcia.
Ja wychodząca z budynku administracji.
Ja w samochodzie.
Ja odbierająca telefon przed domem.
Ja z ojcem w kawiarni.
Wojciech podszedł bliżej.
— Kto to robił?
— Najprawdopodobniej Zawadzki — odpowiedziałam.
Przewinęłam dalej.
Były notatki dotyczące moich godzin pracy, numerów rejestracyjnych samochodów, nazwisk osób, z którymi się spotykałam.
Większość informacji była bezużyteczna.
Ale ktoś ewidentnie próbował zrekonstruować mój zawodowy rytm.
Potem zobaczyłam jedno zdjęcie, które sprawiło, że natychmiast przestałam przewijać.
Zostało zrobione przed naszym domem.
W kadrze znajdował się Wojciech.
Trzymał kartonowe pudło.
To samo, w którym przechowywaliśmy stary laptop.
Obok niego stał Marek Zawadzki.
— Powiedziałeś, że dałeś komputer swojej matce — powiedziałam.
Wojciech wpatrywał się w fotografię.
— Tak było.
— Na zdjęciu przekazujesz go Zawadzkiemu.
— Bo mama powiedziała, że to człowiek od elektroniki.
Patrzyłam na męża i próbowałam zdecydować, czy jego naiwność naprawdę mogła sięgać aż tak daleko.
— Nigdy nie zapytałeś, dlaczego prywatny detektyw twojej matki odbiera mój komputer?
— Nie wiedziałem wtedy, kim on jest.
Małgorzata nagle się odezwała.
— Zawadzki miał tylko sprawdzić dysk.
Odwróciłam głowę.
— Po co?
Milczała.
— Po co, Małgorzato?
— Chciałam wiedzieć, czy masz jakieś haki na naszą rodzinę.
Ryszard spojrzał na nią z niedowierzaniem.
— Jakie haki?
— Nie wiem! — krzyknęła. — Ona zawsze była taka tajemnicza. Wyjazdy, telefony, spotkania. Wojciech niczego nie wiedział. Uznałam, że coś ukrywa.
— Więc ukradłaś jej komputer — powiedział Ryszard.
— Nie ukradłam. Wojciech mi go dał.
— Przestań zasłaniać się naszym synem.
Małgorzata zamilkła.
Ja natomiast zobaczyłam coś jeszcze.
W folderze znajdował się plik tekstowy utworzony zaledwie trzy tygodnie wcześniej.
Nazwa była krótka.
„DZIECKO”.
Otworzyłam go.
Pierwsze linijki dotyczyły Zosi.
Data urodzenia.
Szpital.
Nazwisko pediatry.
Godziny, o których zwykle wychodziłam z nią na spacer.
Poczułam, jak wszystko we mnie zamiera.
— Kto zbierał informacje o mojej córce?
Wojciech nachylił się nad ekranem.
— Co?
Przewinęłam dokument.
Adres naszego domu.
Zdjęcie samochodu.
Opis wózka.
A potem zdanie:
„Najłatwiejszy punkt nacisku: dziecko.”
Ojciec natychmiast stanął za moim krzesłem.
Jego twarz stwardniała.
Małgorzata również zobaczyła tekst.
— Ja tego nie napisałam.
Po raz pierwszy jej głos nie brzmiał arogancko.
Brzmiał przerażająco szczerze.
Spojrzałam na nią.
— Kto miał dostęp do tej karty?
— Zawadzki.
— Kto jeszcze?
— Nie wiem.
— Saranov?
Zawahała się.
To była odpowiedź.
Wstałam.
Zosia spała spokojnie, nieświadoma tego, że ktoś opisał ją w pliku jak narzędzie.
Cały mój gniew nagle zniknął.
Została czysta, chłodna koncentracja.
— Chcę ochrony dla Zosi — powiedziałam.
Ojciec skinął głową.
— Już ją organizujemy.
— Nie wystarczy. Chcę zmiany miejsca pobytu. Natychmiast. Nikt z tej rodziny nie może wiedzieć dokąd.
Wojciech spojrzał na mnie.
— Nora, jestem jej ojcem.
— I przez pięć lat mówiłeś mi, żebym ignorowała zachowanie twojej matki.
— Nigdy nie pozwoliłbym skrzywdzić Zosi.
— Nie musisz czegoś chcieć, żeby swoim milczeniem komuś to ułatwić.
Zamknął usta.
Zabolało mnie wypowiedzenie tych słów.
Ale bardziej bolało to, że były prawdziwe.
Odwróciłam się do kobiety z teczką.
— Czy można ustalić, kiedy utworzono ten dokument i na jakim urządzeniu?
— Tak.
— Zróbcie to.
— Nora — odezwał się ojciec. — Od tej chwili nie działasz jako oficer.
Spojrzałam na niego.
— Wiem.
— Jesteś celem. I jesteś matką.
— Właśnie dlatego nie będę biernie czekać.
Wskazałam na ekran.
— Ktoś obserwował mój dom, moją pracę i moje dziecko. Jeśli chcemy ustalić, czego szukali, musimy przestać patrzeć wyłącznie na to, co zrobiła Małgorzata.
Spojrzałam na zdjęcia, donosy i notatki.
Potem na stary laptop przekazany bez mojej wiedzy.
I nagle zrozumiałam coś, co wcześniej przeoczyliśmy.
— Ten komputer był sprzed mojego ślubu.
Ojciec zmarszczył brwi.
— Tak.
— Wtedy nie pracowałam jeszcze na stanowisku, które mogłoby interesować Saranova.
Kobieta z teczką znieruchomiała.
— Więc nie szukali na nim aktualnych danych.
— Właśnie.
Przesunęłam palcem po ekranie.
— Szukali czegoś starszego.
Prawnik spojrzał na mnie.
— Czego?
Przez chwilę próbowałam odtworzyć w pamięci zawartość laptopa.
Zdjęcia.
Notatki ze szkoleń.
Dokumenty uczelniane.
Prywatna korespondencja.
A potem przypomniałam sobie jedną rzecz.
Plik, którego od lat nie otwierałam.
Materiały z mojego pierwszego zagranicznego szkolenia, podczas którego przypadkiem zachowałam kopię listy osób uczestniczących w jednym z zamkniętych spotkań.
Spojrzałam na ojca.
On już zrozumiał.
— Nora?
— Wiem, czego mogli szukać.
Małgorzata przestała oddychać.
A kiedy wymówiłam nazwę tamtego szkolenia, kobieta z oficjalną teczką natychmiast zamknęła laptop.
— W takim razie — powiedziała — mamy znacznie poważniejszy problem, niż sądziliśmy.
**Ciąg dalszy — kliknij Część 5, aby czytać dalej.**







No comments yet