Policjant pierwszy odzyskał głos.
— Proszę się nie rozłączać — powiedział spokojnie, przesuwając krzesło bliżej łóżka Hanny. — Czy może pani podać swoje imię, nazwisko i oddział banku?
Kobieta po drugiej stronie zawahała się.
— Nazywam się Monika Zielińska. Oddział przy ulicy Marszałkowskiej. Czy coś się stało?
Spojrzałem na Hannę. Jej twarz była biała jak prześcieradło.
— Proszę powiedzieć — odezwała się moja córka — kiedy dokładnie złożono ten wniosek?
Usłyszeliśmy stukanie klawiatury.
— Wczoraj o czternastej siedemnaście. Wniosek dotyczy kredytu zabezpieczonego nieruchomością na kwotę czterystu osiemdziesięciu tysięcy złotych.
Hanna gwałtownie wciągnęła powietrze.
— Czterystu osiemdziesięciu tysięcy?
— Tak. Dokumenty zostały podpisane elektronicznie, ale system oznaczył transakcję do dodatkowej weryfikacji. Dlatego dzwonię.
Policjant pochylił się do telefonu.
— Aspirant Tomasz Wójcik. Prowadzimy czynności dotyczące możliwego przestępstwa. Proszę nie zatwierdzać żadnego wniosku ani nie kontaktować się w tej sprawie z osobą, która go złożyła. Skontaktujemy się z bankiem oficjalnie.
Monika natychmiast spoważniała.
— Rozumiem.
— Czy może pani powiedzieć, na jaki rachunek miały trafić pieniądze?
Tym razem cisza trwała dłużej.
— Nie mogę przekazać szczegółów bez formalnego wniosku policji. Mogę jednak potwierdzić, że nie jest to rachunek należący do pani Parker ani jej męża.
Hanna zakryła usta dłonią.
Wójcik zakończył rozmowę dopiero po zapisaniu danych pracownicy. Przez kilka sekund nikt się nie odzywał.
Patrzyłem na telefon.
Czterysta osiemdziesiąt tysięcy.
Nagle trzydzieści tysięcy, które wcześniej zniknęły ze wspólnego konta, przestało wyglądać jak główny problem. Wyglądało jak próba.
— Tato — wyszeptała Hanna. — Ktoś próbował zadłużyć nasz dom.
— Kto ma dokumenty dotyczące mieszkania?
Zobaczyłem odpowiedź w jej oczach, zanim ją wypowiedziała.
— Są w gabinecie Jakuba.
Wójcik zapytał:
— Kto ma do niego dostęp?
— Ja. Jakub. — Hanna przełknęła ślinę. — I Bożena zna kod do alarmu.
W tej samej chwili drzwi sali otworzyły się gwałtownie.
Jakub.
Musiał jechać bez przerwy. Koszula była pognieciona, włosy rozczochrane, a twarz napięta. Zatrzymał się, kiedy zobaczył policjantów. Potem spojrzał na Hannę i siniaki na jej rękach.
Cała złość zniknęła z jego twarzy.
— Boże... Hanna.
Ruszył w stronę łóżka.
Moja córka odruchowo się cofnęła.
Ten drobny ruch zatrzymał go skuteczniej niż moja ręka.
— Nie podchodź — powiedziała.
Jakub stanął.
— Kochanie, mama powiedziała, że twój ojciec...
— Twoja matka kłamie.
— Wiem.
Spojrzałem na niego.
— Od kiedy?
Jakub zacisnął szczękę.
— Zadzwoniłem do niej po rozmowie z tobą. Zapytałem o siniaki. Najpierw powiedziała, że Hanna przewróciła się w łazience. Potem, że Karolina złapała ją, żeby nie spadła ze schodów. Kiedy zapytałem, dlaczego zabrały jej telefon, zaczęła krzyczeć.
— I przez wszystkie wcześniejsze dni niczego nie zauważyłeś? — zapytałem.
— Byłem w delegacji.
— Miałeś telefon.
Jakub spojrzał na mnie, ale nie odpowiedział.
Hanna zrobiła to za niego.
— Wiedziałeś, że zabrała mi telefon?
— Nie.
— A wiadomość o banku?
Jakub zesztywniał.
W pokoju zrobiło się bardzo cicho.
— Jaką wiadomość? — zapytałem.
Hanna podała mu telefon.
Jakub przeczytał własne słowa.
„Nie próbuj teraz kontaktować się z bankiem. Mama wszystko mi wyjaśniła”.
Zamknął oczy.
— Jakub — powiedziała Hanna. — Co ci wyjaśniła?
Usiadł ciężko na krześle.
— Zadzwoniła do mnie trzy dni temu. Powiedziała, że próbowałaś cofnąć przelew.
— Te trzydzieści tysięcy?
Skinął głową.
— Powiedziała, że wcześniej zgodziłaś się pożyczyć jej pieniądze na wkład własny do mieszkania, ale po porodzie zmieniłaś zdanie.
Hanna patrzyła na niego z niedowierzaniem.
— Nigdy się na to nie zgodziłam.
— Teraz wiem.
— Nie. Teraz wiesz, że zostałeś przyłapany na wierzeniu jej zamiast własnej żonie.
Jakub spuścił wzrok.
Nie broniłem córki. Nie musiałem.
Po raz pierwszy od mojego przyjazdu Hanna nie wyglądała na bezradną. Była słaba, obolała i wyczerpana, ale w jej głosie pojawiło się coś, czego Bożena najwyraźniej próbowała ją pozbawić.
Gniew.
Wójcik przerwał ciszę.
— Panie Parker, muszę zapytać wprost. Czy złożył pan wczoraj wniosek o kredyt hipoteczny na czterysta osiemdziesiąt tysięcy złotych?
Jakub podniósł głowę.
— Co?
Jego reakcja wyglądała autentycznie.
— Nie.
— Czy upoważnił pan matkę do złożenia takiego wniosku?
— Oczywiście, że nie.
— Czy posiada ona dostęp do pańskich dokumentów?
Jakub zbladł.
— Do gabinetu tak. Ale dokumenty są w zamykanej szufladzie.
— Klucz?
Jakub spojrzał na Hannę.
— W moim biurku.
Wójcik wyszedł zadzwonić.
Jakub próbował ponownie zbliżyć się do łóżka.
— Hanna, przysięgam, nie wiedziałem.
— Ale wiedziałeś, że twoja matka wzięła trzydzieści tysięcy.
— Myślałem, że się zgodziłaś.
— Dlaczego nie zapytałeś mnie?
Nie odpowiedział.
Hanna odwróciła głowę.
Widziałem, jak ta cisza go niszczy.
Po kilkunastu minutach Wójcik wrócił.
— Jedziemy zabezpieczyć dom.
— Jadę z wami — powiedział Jakub.
— Nie.
Wszyscy spojrzeliśmy na Hannę.
— Ja chcę tam pojechać.
Doktor Lewandowska, która właśnie weszła do sali, natychmiast zaprotestowała.
— Absolutnie nie. Jest pani odwodniona, osłabiona i kilka dni po trudnym porodzie.
Hanna zacisnęła usta.
— Więc tata pojedzie.
Spojrzałem na policjanta.
Wójcik przez chwilę się zastanawiał.
— Może pan pojechać, ale zostaje pan ze mną i niczego nie dotyka.
Czterdzieści minut później ponownie stałem przed domem córki.
Tym razem przed wejściem znajdowały się dwa radiowozy.
Bożeny i Karoliny nie było.
Salon wyglądał inaczej niż rano. Naczynia zniknęły. Koce były złożone. Ktoś pospiesznie sprzątał.
Gabinet Jakuba znajdował się na końcu korytarza.
Szuflada była otwarta.
Pusta.
— Jakie dokumenty powinny tutaj być? — zapytał Wójcik.
— Akt własności. Umowy bankowe. Dokumenty ubezpieczeniowe — odpowiedziałem, przypominając sobie to, co mówiła Hanna.
Policjant zrobił zdjęcia.
Wtedy drugi funkcjonariusz zawołał nas z przedpokoju.
— Aspirancie, system kamer.
Podeszliśmy do małego panelu sterującego.
— Nagrania z ostatnich pięciu dni zostały usunięte.
Wójcik zaklął pod nosem.
— Da się odzyskać?
— Technik sprawdzi.
Spojrzałem na kamerę nad drzwiami.
Ktoś wiedział, że policja może przyjechać.
Ktoś sprzątał ślady.
Wtedy zauważyłem coś pod szafką w korytarzu. Mały biały prostokąt.
— Tam.
Funkcjonariusz założył rękawiczki i wyciągnął przedmiot.
Karta pamięci.
Wójcik spojrzał na nią.
— Może nic nie zawierać.
Technik policyjny podłączył kartę do zabezpieczonego laptopa.
Pojawiły się pliki.
Nagrania.
Jedno z nich pochodziło sprzed dwóch dni, godzina 22:43.
Na ekranie zobaczyłem korytarz domu. Po chwili pojawiła się Bożena. Trzymała dokumenty.
Za nią szła Karolina.
— Mamy je — powiedziała Karolina.
Bożena odwróciła się do niej.
— Ciszej.
— A jeśli Hanna powie Jakubowi?
Bożena roześmiała się cicho.
— Jakub uwierzy mnie. Jak zawsze.
Poczułem zimno w żołądku.
Ale potem wydarzyło się coś, czego nikt z nas się nie spodziewał.
Na nagraniu otworzyły się drzwi wejściowe.
Do domu wszedł mężczyzna.
Nie widziałem jego twarzy, ponieważ stał tyłem do kamery.
Bożena podała mu dokumenty.
— Wszystko jest tutaj — powiedziała.
Mężczyzna przekartkował papiery.
— A podpis Hanny?
Bożena odpowiedziała bez wahania:
— Tym się nie martw. Mam coś lepszego.
Wyjęła z kieszeni telefon.
Mężczyzna wreszcie odwrócił głowę.
Wójcik zatrzymał nagranie.
Nie znałem go.
Ale człowiek stojący obok mnie najwyraźniej znał.
Drugi policjant spojrzał na ekran i nagle spoważniał.
— Aspirancie... ja wiem, kim on jest.
Wójcik odwrócił się do niego.
— Kim?
Funkcjonariusz wskazał mężczyznę na zatrzymanym obrazie.
— To pracownik oddziału banku, który trzy lata temu był przesłuchiwany w sprawie fałszowania dokumentów kredytowych.
A potem dodał:
— I jeśli dobrze pamiętam, tamta sprawa również dotyczyła Bożeny Parker.







No comments yet