Przez kilka sekund nikt w sali się nie odezwał. Nazwisko doktora Marka Sadowskiego świeciło na ekranie tabletu jak coś, co nie powinno się tam znaleźć. Hanna patrzyła na nie nieruchomo, a ja próbowałem przypomnieć sobie wszystko, co kiedykolwiek mówiła o lekarzu prowadzącym jej ciążę. Nigdy nie wspominała o niczym podejrzanym. Przeciwnie — uważała go za spokojnego, rzeczowego i bardzo ostrożnego.
— Jesteś pewna? — zapytałem.
— Oczywiście, że jestem. Byłam u niego kilkanaście razy.
Wójcik odłożył tablet.
— Od tej chwili proszę nie kontaktować się z doktorem Sadowskim. Ani pani, ani pan Jakub.
— Myśli pan, że pomagał mojej matce? — zapytał Jakub.
— Myślę, że mamy jedno zdanie napisane przez osobę podejrzewaną o poważne przestępstwa. To za mało, żeby kogokolwiek oskarżyć. Musimy sprawdzić fakty.
Hanna nagle zmarszczyła brwi.
— Dokumentacja.
Wszyscy spojrzeliśmy na nią.
— Bożena napisała: „przygotuje odpowiednią dokumentację”. Podczas jednej z ostatnich wizyt Sadowski zaczął zadawać mi dziwne pytania. Czy mam wahania nastroju. Czy czuję niechęć do dziecka. Czy zdarza mi się zachowywać irracjonalnie.
— Co odpowiedziałaś?
— Że jestem zestresowana porodem, ale poza tym wszystko jest dobrze.
Jakub pobladł.
— Hanna, mama pytała mnie o podobne rzeczy.
Córka spojrzała na niego.
— Kiedy?
— Miesiąc przed porodem. Zapytała, czy zauważyłem u ciebie „niestabilność emocjonalną”. Myślałem, że się martwi.
Hanna zaśmiała się krótko, bez cienia humoru.
— Ona się nie martwiła. Budowała historię.
Te słowa zostały ze mną.
Budowała historię.
Nagle wszystko zaczynało układać się w niepokojący wzór: izolowanie Hanny, odbieranie telefonu, wiadomości do Jakuba, tabletki powodujące senność, próba przedstawienia świeżo upieczonej matki jako osoby, która nie radzi sobie psychicznie. Tylko po co?
Pieniądze tłumaczyły część planu.
Ale nie wszystko.
Następnego ranka Wójcik wrócił z informacją, że Bożena i Karolina nadal nie zostały odnalezione. Samochód Bożeny zarejestrowano na kamerze przy wyjeździe z Warszawy poprzedniego wieczoru. Później ślad się urywał.
Robert Majewski również zniknął.
Policja tymczasem uzyskała dostęp do dokumentacji medycznej Hanny.
Wójcik nie mógł ujawnić nam wszystkiego, ale jedno było wystarczająco poważne, żeby natychmiast poinformować córkę.
— W pani dokumentacji znajduje się wpis dokonany przez doktora Sadowskiego trzy tygodnie przed porodem.
— Jaki?
— „Podejrzenie zaburzeń adaptacyjnych z możliwymi epizodami dezorientacji”.
Hanna aż usiadła.
— Co?!
— Czy lekarz kiedykolwiek powiedział pani o takim rozpoznaniu?
— Nigdy.
— Czy skierował panią do psychiatry?
— Nie.
— Przepisał leki?
— Nie.
Wójcik skinął głową.
— To jest właśnie problem.
Jakub siedział przy oknie. Nie patrzył na żonę.
— Czy moja matka mogła dostać tę dokumentację?
— Legalnie? Nie bez zgody Hanny.
— A nielegalnie?
Wójcik spojrzał na niego.
— Właśnie to sprawdzamy.
Kilka godzin później wydarzyło się coś jeszcze dziwniejszego.
Do sali przyszła pracownica socjalna szpitala, pani Agnieszka Król. Poprosiła o rozmowę z Hanną. Myślałem, że chodzi o standardową procedurę związaną z podejrzeniem przemocy domowej.
Myliłem się.
— Pani Hanno — zaczęła ostrożnie — otrzymaliśmy informację o zgłoszeniu dotyczącym bezpieczeństwa pani syna.
Hanna zesztywniała.
— Jakim zgłoszeniu?
Agnieszka zawahała się.
— Ktoś zgłosił, że może pani stanowić zagrożenie dla dziecka z powodu poważnych problemów psychicznych po porodzie.
Jakub zerwał się z krzesła.
— Kto?
— Zgłoszenie było anonimowe.
Hanna spojrzała na mnie.
W jej oczach pojawił się ten sam strach, który słyszałem w jej głosie podczas telefonu czwartego dnia.
Teraz zrozumiałem dlaczego.
— Chcą zabrać mi Oskara?
— Nie — powiedziała Agnieszka natychmiast. — Nic na tym etapie tego nie uzasadnia. Wręcz przeciwnie, dokumentacja z izby przyjęć wskazuje, że to pani mogła być ofiarą zaniedbania i przemocy. Musimy jednak formalnie zweryfikować zgłoszenie.
Wójcik, którego powiadomiliśmy, poprosił o godzinę jego złożenia.
Odpowiedź była piorunująca.
Zgłoszenie wykonano cztery dni wcześniej.
Jeszcze zanim przyjechałem do domu Hanny.
Bożena nie reagowała więc na pojawienie się policji.
Przygotowywała grunt wcześniej.
Wieczorem Jakub usiadł przy łóżku żony.
— Myślę, że wiem, czego chciała.
Hanna spojrzała na niego chłodno.
— Mów.
— Mama od miesięcy powtarzała, że jeśli coś ci się stanie albo nie będziesz mogła opiekować się Oskarem, powinniśmy zamieszkać u niej.
— I?
— Mówiła też, że dziecko potrzebuje „stabilnej rodziny”. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego tak często to powtarza.
Ja zrozumiałem.
— Chciała usunąć Hannę z równania.
Jakub skinął głową.
— Jeśli udałoby jej się przedstawić Hannę jako niestabilną psychicznie, mogłaby przekonać mnie, że Oskar nie jest przy niej bezpieczny. A jeśli jednocześnie przejęłaby pieniądze...
Nie dokończył.
Hanna zrobiła to za niego.
— Miałaby syna, wnuka i nasze pieniądze.
W pokoju zrobiło się cicho.
Ale mnie coś nadal nie pasowało.
Plan był potworny, lecz Bożena potrzebowałaby ogromnej pewności, że Jakub stanie po jej stronie. Potrzebowała także lekarza, pośrednika finansowego i dokumentów. To było zbyt skomplikowane jak na zwykłą rodzinną manipulację.
Następnego dnia Wójcik przyniósł odpowiedź.
Doktor Sadowski został przesłuchany.
Nie zaprzeczył wpisowi w dokumentacji.
Twierdził jednak, że zrobił go na podstawie informacji przekazanych mu przez „bliskiego członka rodziny”, który wielokrotnie kontaktował się z gabinetem, wyrażając obawy o zachowanie Hanny.
— Bożena — powiedziała moja córka.
— Prawdopodobnie. Ale Sadowski twierdzi, że nigdy nie współpracował z nią przy żadnym planie i nie zna Roberta Majewskiego.
— A wiadomość?
— Twierdzi, że Bożena użyła jego nazwiska bez jego wiedzy.
Mogła kłamać.
On również.
Tego jeszcze nie wiedzieliśmy.
Tego samego popołudnia policja odnalazła samochód Bożeny na parkingu przy małym pensjonacie pod Radomiem.
Pusty.
W pokoju, który wynajęła razem z Karoliną, znaleziono ubrania, gotówkę i dwa telefony.
Kobiet nie było.
Jednak jeden z telefonów zawierał wiadomość wysłaną przez Karolinę kilka godzin wcześniej.
Nie do matki.
Do Jakuba.
Wójcik pokazał mu ekran.
„Jakub, mama nie powiedziała ci wszystkiego. Ja też nie. Boję się. Jeśli policja mnie znajdzie, ona mnie zniszczy. Zapytaj mamę, dlaczego tak naprawdę wybrała Hannę dla ciebie”.
Jakub przeczytał wiadomość dwukrotnie.
— Wybrała Hannę?
Hanna spojrzała na niego równie zdezorientowana.
— Przecież twoja matka mnie nienawidziła od pierwszego dnia.
Wójcik przewinął ekran.
Karolina wysłała jeszcze jedno zdanie.
„To właśnie jest największe kłamstwo. Mama znała Hannę, zanim ty ją poznałeś”.
Spojrzałem na córkę.
Hanna była zupełnie blada.
— To niemożliwe — wyszeptała. — Nigdy wcześniej nie widziałam Bożeny.
Wtedy telefon Jakuba zawibrował.
Nowa wiadomość.
Od Karoliny.
Tylko fotografia.
Przedstawiała Bożenę sprzed prawie trzydziestu lat, stojącą obok młodej kobiety, której twarz rozpoznałem natychmiast.
Przestałem oddychać.
Hanna spojrzała na mnie.
— Tato... kto to jest?
Nie potrafiłem oderwać wzroku od zdjęcia.
— Twoja matka.







No comments yet