Michał wpatrywał się w ekran telefonu tak długo, że w końcu podeszłam bliżej.
— Pokaż mi.
Natychmiast przyciągnął telefon do piersi.
— To sprawa służbowa.
— Czterdzieści tysięcy złotych z naszego wspólnego konta nie jest wyłącznie sprawą służbową.
Adwokat również nie spuszczał z niego wzroku.
— Jeśli przelew, o którym właśnie rozmawiamy, ma związek z postępowaniem prowadzonym przez pańskiego pracodawcę, radzę panu nie usuwać żadnych wiadomości ani dokumentów.
Michał gwałtownie się odwrócił.
— Nie potrzebuję pańskich rad.
— W takim razie proszę potraktować je jako uprzejme ostrzeżenie.
W kuchni zrobiło się zupełnie cicho.
Jedno z dzieci spało w łóżeczku, drugie leżało na macie w salonie, a trzecie zaczynało marudzić.
Przez ostatnie pół roku niemal każda rozmowa w naszym domu kończyła się w ten sam sposób.
Któreś z dzieci płakało.
Ja przerywałam wszystko.
Michał wracał do swojego telefonu, telewizora albo laptopa.
Ale tym razem Małgorzata wstała pierwsza.
— Zostań — powiedziała do mnie. — Ja się nim zajmę.
Spojrzałam na nią z wdzięcznością.
To był drobiazg.
Jednak właśnie wtedy po raz pierwszy od wielu miesięcy poczułam, że nie muszę jednocześnie ratować wszystkich.
Kiedy mama wyszła z kuchni, ponownie spojrzałam na męża.
— Powiedz mi prawdę.
Michał przetarł dłonią twarz.
— To nie wygląda tak, jak myślisz.
— Więc jak?
Milczał.
— Michał.
— Musiałem zwrócić firmie pieniądze.
Poczułam, jak zaciska mi się żołądek.
— Jakie pieniądze?
Usiadł.
Nagle wyglądał na znacznie starszego niż jeszcze godzinę wcześniej.
— Kilka miesięcy temu dział finansowy zakwestionował część wydatków z karty służbowej. Nic wielkiego. Restauracje, hotel, paliwo. Powiedzieli, że jeśli chcę zamknąć temat, mam uregulować różnicę.
— Czterdzieści tysięcy?
— To było kilka rozliczeń razem.
Patrzyłam na niego w niedowierzaniu.
— I zabrałeś te pieniądze z naszego wspólnego konta inwestycyjnego?
— Nie zabrałem.
— Przelałeś je bez mojej wiedzy.
— Zamierzałem je oddać.
Roześmiałam się krótko.
Nie dlatego, że było mi zabawnie.
Po prostu nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.
— Z czego?
Michał spojrzał na mnie ze złością.
— Z premii.
— Tej premii, o której mówiłeś, że musimy odłożyć ją na kredyt?
Nie odpowiedział.
Adwokat zanotował coś w swoim notesie.
Michał natychmiast to zauważył.
— Proszę przestać wszystko zapisywać.
— Reprezentuję pańską żonę. Właśnie dowiedziała się, że znaczna suma wspólnych środków została wykorzystana bez jej wiedzy.
— To były moje zarobki!
Poczułam, jak coś we mnie pęka.
Nie ze strachu.
Nie tym razem.
— Nie.
Michał spojrzał na mnie.
— Co?
— Nie mów już więcej, że wszystko jest twoje tylko dlatego, że na pasku wypłaty widnieje twoje nazwisko.
Wskazałam ręką salon, gdzie leżały nasze dzieci.
— Przez sześć miesięcy wstawałam po kilkanaście razy każdej nocy. Karmiłam je, przewijałam, sprzątałam, prałam, gotowałam i prowadziłam cały ten dom, podczas gdy ty powtarzałeś, że „pracujesz”.
Zrobiłam krok bliżej.
— A teraz dowiaduję się, że kiedy mówiłeś mi, żebym ograniczała wydatki na pieluchy i jedzenie, ty wyciągnąłeś czterdzieści tysięcy złotych, żeby posprzątać po własnych decyzjach.
Michał spuścił wzrok.
Pierwszy raz.
Telefon ponownie zawibrował.
Tym razem odebrał.
— Halo?
Słuchaliśmy tylko jego strony rozmowy.
— Tak.
Pauza.
— Rozumiem.
Kolejna.
— Nie, niczego nie usuwałem.
Adwokat uniósł wzrok.
Michał zacisnął palce na telefonie.
— Jutro rano?
Jego twarz zrobiła się szara.
— Dobrze.
Rozłączył się.
— Mam się stawić w centrali o dziewiątej.
— Po co? — zapytałam.
— Oficjalne przesłuchanie wewnętrzne.
Usiadłam naprzeciwko niego.
— A Piotr?
Michał długo nie odpowiadał.
— On też będzie.
Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach coś więcej niż strach przed utratą pracy.
Była tam wściekłość.
— Wiesz, dlaczego cię zgłosił? — zapytałam.
Michał zacisnął szczękę.
— Bo jest tchórzem.
— To nie jest odpowiedź.
— Chce zrzucić wszystko na mnie.
— Wszystko, czyli co?
Znów zapadła cisza.
I wtedy zrozumiałam.
Wyjazd nad morze nie był początkiem problemu.
Był tylko momentem, w którym wszystko zaczęło wychodzić na powierzchnię.
— Michał — powiedziałam powoli. — Ile naprawdę pieniędzy wydałeś z firmowej karty?
Nie odpowiedział.
— Więcej niż czterdzieści tysięcy?
Nadal milczał.
Adwokat zamknął teczkę.
— Myślę, że na dziś wystarczy.
Michał natychmiast podniósł głowę.
— Nigdzie nie idę. To jest mój dom.
— Nasz dom — poprawiłam go.
Spojrzał na mnie ostro.
Jeszcze kilka dni wcześniej ten wzrok wystarczyłby, żebym zaczęła się zastanawiać, czy przesadziłam.
Teraz już nie.
— Moja mama zostaje ze mną i dziećmi — powiedziałam. — A ty możesz spać dziś w pokoju gościnnym.
— Żartujesz?
— Nie.
— Jestem twoim mężem.
— Właśnie dlatego powinieneś był powiedzieć mi prawdę.
Michał otworzył usta, ale w tej samej chwili do kuchni wróciła Małgorzata z naszym synkiem na rękach.
— Zasnął — powiedziała cicho.
Potem spojrzała na Michała.
— Szkoda, że jego ojciec dopiero teraz się budzi.
Michał odwrócił wzrok.
Tego wieczoru po raz pierwszy od miesięcy nie ugotowałam mu kolacji.
Nie przygotowałam jego ubrań.
Nie zapytałam, czego potrzebuje.
Zajęłam się dziećmi razem z mamą, a potem zamknęłam drzwi sypialni.
Myślałam, że najgorsze już wiem.
Myliłam się.
Następnego ranka, kilka minut po tym, jak Michał pojechał do centrali firmy, zadzwonił mój telefon.
To był Piotr.
Nie przedstawił się nawet porządnie.
Powiedział tylko:
— Musisz wiedzieć, że te czterdzieści tysięcy to nie jest najgorsza rzecz, jaką Michał przed tobą ukrywał.
A potem powiedział mi, dlaczego naprawdę zdecydował się go zgłosić.
Ciąg dalszy nastąpi — kliknij Część 5, aby czytać dalej.







No comments yet