Roman stał na końcu korytarza z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała.
Nie trzymał broni.
To właśnie niepokoiło mnie najbardziej.
Ludzie tacy jak Roman nie pojawiali się bezbronni w miejscu pełnym uzbrojonych mężczyzn, chyba że byli całkowicie pewni, że nie muszą się bronić.
Emilia uniosła strzelbę.
Roman nawet na nią nie spojrzał.
— Opuść broń — powiedział spokojnie. — Jeśli chciałbym was zabić, nie rozmawialibyśmy teraz.
— To nie jest szczególnie przekonujące — odpowiedziała.
— Nie musi być.
Patrzył wyłącznie na mnie.
— Piętnaście lat, Wiktor.
— Zejdź mi z drogi.
— Nadal uciekasz od właściwego pytania.
— Mam jedno pytanie.
Zrobiłem krok do przodu.
— Gdzie jest Michał?
Roman lekko przechylił głowę.
— Chłopiec żyje.
Emilia napięła się.
— Chcę go zobaczyć.
— Zobaczysz.
— Teraz.
Roman wreszcie spojrzał na nią.
— Jeśli wejdziesz tam teraz, Antoni wykorzysta twojego syna przeciwko tobie. Jeśli zostaniesz tutaj przez trzy minuty, być może wyjdziesz z nim żywa.
Emilia nie opuściła broni.
— Dlaczego miałabym panu wierzyć?
— Nie powinnaś.
Potem znów spojrzał na mnie.
— Ale Wiktor powinien wiedzieć, że nigdy nie kłamię bez powodu.
Za stalowymi drzwiami nadal słyszeliśmy głosy ludzi Antoniego.
Roman skinął w stronę bocznego przejścia.
— Chodźcie.
Nie ruszyłem się.
— Dokąd?
— Tam, gdzie powinieneś był wejść piętnaście lat temu.
Emilia spojrzała na mnie.
Nie podobało jej się to.
Mnie jeszcze mniej.
Ale Michał był w budynku.
A Roman najwyraźniej wiedział, gdzie.
Ruszyłem za nim.
Boczny korytarz prowadził głębiej pod halę.
Schodziliśmy po betonowych schodach, aż odgłosy ludzi na górze prawie całkowicie ucichły.
Roman zatrzymał się przed starymi metalowymi drzwiami.
Na ich powierzchni nadal widniał wypalony numer.
17B.
Spojrzałem na niego.
Potem na Emilię.
To samo oznaczenie było widoczne na zdjęciu Michała.
— To tutaj go trzymali — powiedziała.
Roman pokręcił głową.
— Nie.
Wyjął klucz.
— Zdjęcie zrobiono tutaj celowo.
Otworzył drzwi.
W środku nie było dziecka.
Był stół.
Stary magnetofon.
Metalowa szafka.
I zakurzona kamera przemysłowa zamontowana pod sufitem.
Na ścianie wisiał zegar zatrzymany na 2:17.
Wszedłem powoli.
Coś w tym pomieszczeniu było znajome.
Nie układ.
Nie zapach.
Dźwięk.
Cichy szum wentylatora.
I wtedy wspomnienie uderzyło mnie z taką siłą, że na moment zabrakło mi tchu.
Miałem dwadzieścia dwa lata.
Stałem za tamtymi drzwiami.
Ojciec krzyczał.
Roman był w środku.
Na podłodze klęczał mężczyzna.
A Antoni...
Antoni miał krew na rękach.
Zamknąłem oczy.
Nie.
To wspomnienie nie pasowało do wersji, którą nosiłem w głowie przez piętnaście lat.
— Co mi zrobiliście? — zapytałem.
Roman nie odpowiedział od razu.
Podszedł do magnetofonu.
— Nic.
— Nie kłam.
— To nie my zmieniliśmy twoją pamięć.
Odwróciłem się do niego.
— To kto?
— Ty sam.
Emilia stała przy drzwiach.
— O czym on mówi?
Roman nacisnął przycisk.
Magnetofon zatrzeszczał.
Najpierw szum.
Potem głos mojego ojca.
Młodszy.
Twardszy.
„Antoni, odłóż nóż.”
Zamarłem.
Drugi głos.
Mój.
„Co się tutaj dzieje?”
Potem krzyk.
Uderzenie.
I głos Romanа:
„Wiktor, wyjdź.”
Taśma urwała się.
Spojrzałem na niego.
— Co było dalej?
— Twój ojciec zdecydował, że nie możesz wiedzieć.
— Dlaczego?
Roman otworzył metalową szafkę.
Wyjął z niej starą teczkę.
Położył ją przede mną.
Na okładce widniało nazwisko, którego nie znałem.
Paweł Kowalski.
Emilia pobladła.
— Kowalski?
Roman spojrzał na nią.
— Twój mąż.
Emilia cofnęła się o krok.
— Mój mąż zginął osiem lat temu.
— Tak ci powiedziano.
Jej twarz natychmiast stwardniała.
— Niech pan bardzo uważa na następne słowa.
Roman otworzył teczkę.
Zdjęcie.
Mężczyzna około trzydziestki.
Emilia wyrwała je z jego dłoni.
— Paweł.
Jej głos był prawie bezgłośny.
Spojrzałem na dokument.
Paweł Kowalski.
Księgowy jednej z firm należących kiedyś do mojego ojca.
Data zatrudnienia.
Piętnaście lat temu.
Dokładnie wtedy.
— Co on ma wspólnego z tym miejscem? — zapytałem.
Roman odpowiedział:
— Odkrył, że Antoni wyprowadza pieniądze z rodzinnych spółek.
Emilia uniosła wzrok.
— Antoni?
— Zaczął dużo wcześniej, niż ktokolwiek podejrzewał.
Spojrzałem na Romana.
— Ojciec wiedział?
— Dowiedział się tej nocy.
Wskazał magnetofon.
— Paweł przyszedł tutaj z dowodami.
Emilia ścisnęła zdjęcie tak mocno, że zadrżało w jej dłoni.
— Co się z nim stało?
Roman milczał.
— Co się stało z moim mężem?
— Antoni próbował go zabić.
Emilia pobladła.
— Próbował?
— Paweł przeżył tamtą noc.
To zmieniło wszystko.
Emilia patrzyła na niego bez słowa.
— Gdzie on jest?
— Nie wiem.
— Kłamie pan.
— Nie.
— Zniknął osiem lat temu.
Roman skinął głową.
— Właśnie wtedy ponownie zaczął szukać dowodów przeciwko Antoniemu.
Spojrzałem na teczkę.
— Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział?
Roman odwrócił wzrok.
— Bo twój ojciec popełnił błąd.
— Jaki?
— Postanowił chronić rodzinę.
Zaśmiałem się gorzko.
— To nie odpowiedź.
— Kazał ukryć sprawę. Paweł dostał pieniądze, nowe dokumenty i nakaz zniknięcia.
Emilia patrzyła na zdjęcie męża.
— Zostawił mnie?
Roman odpowiedział cicho:
— Zostawił cię, żeby Antoni nie dowiedział się, że masz z nim dziecko.
Emilia zamarła.
— Michał...
— Jest powodem, dla którego Antoni znalazł cię po tylu latach.
Całe pomieszczenie nagle stało się zbyt małe.
Spojrzałem na Romana.
— Antoni nie porwał Michała tylko po to, żeby zmusić Emilię do uratowania mnie.
— Nie.
— Chce Pawła.
Roman skinął głową.
— I wierzy, że ty wiesz, gdzie jest.
— Nie wiem.
— Antoni tego nie wie.
Wtedy zrozumiałem, dlaczego chciał mnie żywego nawet po znalezieniu sposobu na otwarcie sejfu.
Nie chodziło już o kod.
Chodziło o coś, czego nie posiadałem.
O człowieka, którego mój brat szukał od piętnastu lat.
Nagle telefon napastnika w mojej kieszeni zawibrował.
Wyciągnąłem go.
Nowa wiadomość od Marka.
„Chłopiec przygotowany. Antoni chce matkę na górze natychmiast.”
Emilia ruszyła do drzwi.
Złapałem ją za ramię.
— Nie.
Odwróciła się gwałtownie.
— Mój syn jest tam!
— I właśnie dlatego nie możesz wejść tak, jak oni chcą.
— Mam przestać być jego matką, bo pan ma lepszy plan?
— Nie.
Spojrzałem jej prosto w oczy.
— Masz zacząć działać jak ktoś, kto wie, że Antoni nigdy nie zamierzał dotrzymać umowy.
To ją zatrzymało.
Roman podszedł do kamery przemysłowej.
— Jest jeszcze coś.
Zdjął obudowę.
Za nią znajdował się mały pendrive owinięty taśmą.
— Paweł zostawił to osiem lat temu.
Emilia spojrzała na niego.
— Co na nim jest?
— Nie wiem.
— Dlaczego go pan nie otworzył?
— Bo jest zaszyfrowany.
Roman podał go mnie.
— Twój ojciec powiedział kiedyś, że jeśli wszystko się rozpadnie, tylko ty zrozumiesz hasło.
Spojrzałem na mały nośnik.
— Jakie hasło?
Roman odpowiedział:
— „Drugi syn pamięta pierwszy pożar.”
Serce uderzyło mi mocniej.
Pierwszy pożar.
Tartak.
Noc sprzed piętnastu lat.
I nagle przypomniałem sobie coś, czego przez cały czas nie uważałem za ważne.
Tuż przed eksplozją ojciec wsunął mi do kieszeni klucz.
Mały mosiężny klucz z wygrawerowanym numerem.
271.
Przez lata trzymałem go w sejfie na Pradze, nie wiedząc, do czego służy.
Spojrzałem na Romana.
— Antoni chce otworzyć niewłaściwy sejf.
Roman po raz pierwszy wyglądał na zaskoczonego.
— Co?
Schowałem pendrive do kieszeni.
— Dokumenty na Pradze są ważne.
Sięgnąłem po broń.
— Ale nie są tym, czego naprawdę szukał mój ojciec.
Emilia spojrzała na mnie.
— A czym?
Popatrzyłem w stronę sufitu, gdzie nad nami czekali ludzie Antoniego.
— Dowodem, którego Antoni próbował pozbyć się piętnaście lat temu.
W tej samej chwili nad naszymi głowami rozległ się huk.
Potem krzyk dziecka.
— Mamo!
Emilia pobiegła do drzwi.
Tym razem jej nie zatrzymałem.
Wyciągnąłem pistolet i ruszyłem za nią.
Bo po raz pierwszy od momentu, gdy brat zostawił mnie w śniegu, nie byłem już człowiekiem uciekającym przed jego planem.
Wiedziałem, czego się boi.
I wiedziałem, że Michał był tylko początkiem.







No comments yet