Rozrywka

Moja Teściowa Wezwała Żandarmerię, Żeby Wyrzucić Mnie Z Wojskowego Balu — Wtedy Pokazałam Legitymację I Cała Sala Zamilkła

Krzesło Karoliny było puste.

Jeszcze kilka sekund wcześniej stała przy stoliku numer dziewięć, blada, spięta i wyraźnie przerażona pytaniami ojca.

Teraz zniknęła.

— Zamknąć wszystkie wyjścia — powiedziałam.

Nie krzyknęłam.

Nie musiałam.

Major Zielińska natychmiast wyjęła radio.

— Wszystkie zespoły, blokada budynku. Nikt nie wychodzi. Powtarzam: nikt.

W sali balowej zapanował chaos.

Orkiestra już nie grała. Goście szeptali między sobą, kilku oficerów próbowało uspokoić swoich małżonków, a żandarmi ustawili się przy głównych drzwiach.


Generał Majewski ruszył w moją stronę.

— Moja córka nie ma z tym nic wspólnego.

Jego głos był twardy.

Ale w oczach widziałam coś zupełnie innego.

Strach ojca.

— Mam nadzieję, że ma pan rację.

— Pani dyrektor…

— Karolina była dwa dni temu w miejscu spotkania Daniela z oficerem zagranicznego wywiadu.

Zatrzymał się.

Na jego twarzy pojawiło się coś, czego nie spodziewałam się zobaczyć u generała broni.


Niedowierzanie.

— To niemożliwe.

Podałam mu fotografię.

Spojrzał na odbicie w szybie.

Jego palce zacisnęły się na zdjęciu.

— To może być przypadek.

— Może.

Nie dodałam nic więcej.

Nie musiałam.

Generał wiedział równie dobrze jak ja, że w sprawach kontrwywiadowczych przypadki istnieją znacznie rzadziej, niż ludzie chcą wierzyć.


Ewa podeszła do mnie.

— Kamery pokazują, że Karolina wyszła przez boczne drzwi sali dwie minuty temu.

— Dokąd prowadzą?

— Korytarz techniczny. Dalej są kuchnia, pomieszczenia obsługi i zejście do garażu podziemnego.

— Garaż zabezpieczony?

— Już tak.

Spojrzałam na Daniela.

Stał kilkanaście metrów dalej, pilnowany przez dwóch funkcjonariuszy.

Nie wyglądał na zaskoczonego.

To było najgorsze.


Gdy generał usłyszał, że jego córka zniknęła, Daniel nawet nie drgnął.

Patrzył tylko na mnie.

Czekał.

Ruszyłam w jego stronę.

— Powiedziałeś, że jest drugi nadajnik.

— Tak.

— Gdzie?

Uśmiechnął się gorzko.

— Najpierw porozmawiamy.

— Nie jesteś w pozycji, żeby stawiać warunki.


— Jeśli naprawdę tak uważasz, odejdź.

Zatrzymałam się metr przed nim.

— Daniel, jeżeli urządzenie przesyła informacje niejawne, każda sekunda działa przeciwko tobie.

— Właśnie dlatego powinnaś mnie wysłuchać.

— Mów.

Spojrzał na funkcjonariuszy.

— Sam na sam.

— Nie.

— Aleksandra…

— Wszystko, co powiesz, zostanie zarejestrowane.


Jego szczęka napięła się.

Przez chwilę przypominał człowieka, którego znałam.

Tego, który po trudnych dniach siadał ze mną w kuchni o drugiej nad ranem i jadł zimną pizzę prosto z pudełka.

Potem obraz zniknął.

Został podejrzany.

— Nadajnik nie jest w torebce Karoliny — powiedział.

— Skąd wiesz?

— Bo widziałem, jak go dostała.

Generał Majewski, stojący kilka kroków za mną, zesztywniał.

— Od kogo?


Daniel popatrzył na niego.

— Nie ode mnie.

— Nazwisko — powiedziałam.

— Najpierw musisz zrozumieć jedną rzecz. Karolina nie wie, co naprawdę przenosi.

— A ty wiesz?

Milczenie.

To wystarczyło.

— Daniel.

— Myśli, że to zwykły szyfrowany nośnik.

— Kto jej go dał?


— Człowiek, który od miesięcy ma dostęp do dokumentów, do których ja nigdy nie powinienem mieć dostępu.

— Nazwisko.

Daniel odwrócił głowę w stronę stołu numer dziewięć.

Wiktoria nadal tam stała.

Przyciśnięta plecami do krzesła.

Blada.

Przerażona.

Przez krótką chwilę pomyślałam, że Daniel wskaże własną matkę.

Ale jego wzrok przesunął się dalej.

W stronę podwyższenia dla dowództwa.


— Pułkownik Marek Wysocki.

Generał Majewski gwałtownie odwrócił głowę.

Ja również.

Miejsce pułkownika było puste.

Ewa natychmiast sięgnęła po radio.

— Zlokalizować Wysockiego. Natychmiast.

Generał spojrzał na Daniela z niedowierzaniem.

— Wysocki jest moim szefem sztabu.

— Wiem — odpowiedział Daniel.

— Pracuje ze mną od dziewięciu lat.


— Wiem.

— Więc oskarżasz jednego z najbardziej zaufanych ludzi w całym garnizonie?

Daniel spojrzał na mnie.

— Nie oskarżam. Mówię, kogo widziałem.

— Kiedy?

— Dzisiaj. Przed rozpoczęciem balu. Dał Karolinie małe czarne etui i powiedział, żeby zaniosła je do samochodu po przemówieniu jej ojca.

Generał pobladł.

— Dlaczego Karolina miałaby wykonywać jego polecenia?

— Bo zna ją od dzieciństwa.

To miało sens.

Wysocki był blisko rodziny Majewskich.

Człowiek, którego Karolina nie musiałaby podejrzewać.

— Dlaczego nie powiedziałeś o tym wcześniej? — zapytałam.

Daniel spojrzał na mnie tak, jakby odpowiedź była oczywista.

— Bo wtedy jeszcze próbowałem przeżyć.

W jego głosie nie było dumy.

Był tylko strach.

— Czyli wiedziałeś, że Wysocki jest zamieszany.

— Wiedziałem, że mam robić to, co mi każe.

Generał zacisnął pięści.

— Nikt nie zmusił cię do spotkania z obcym oficerem.

Daniel spojrzał na niego.

— Jest pan tego pewien?

Cisza.

Poczułam, jak rozmowa zmienia kierunek.

— Zacznij od początku — powiedziałam.

Daniel pokręcił głową.

— Nie ma czasu.

— Daniel.

— Drugi nadajnik aktywuje się automatycznie, kiedy znajdzie się kilkaset metrów od budynku.

Spojrzałam na Ewę.

— Jeśli Karolina dotrze do garażu…

— Sygnał może się uruchomić zaraz po wyjeździe — odpowiedziała.

Generał ruszył w stronę bocznego korytarza.

— Idę po nią.

Zastąpiłam mu drogę.

— Nie.

— To moja córka.

— I właśnie dlatego nie powinien pan prowadzić pościgu.

— Pani dyrektor—

— Jeśli Wysocki rzeczywiście działa w tym budynku, może zakładać, że pan będzie próbował ją znaleźć.

Generał spojrzał na mnie z furią.

Ale zatrzymał się.

— Ewa, ze mną.

Ruszyłyśmy szybko w stronę bocznego wyjścia.

Dwóch funkcjonariuszy dołączyło do nas.

Korytarz techniczny był wąski i zupełnie nie pasował do przepychu sali balowej.

Białe ściany.

Jarzeniowe światło.

Metalowe drzwi.

Z kuchni dobiegał zapach jedzenia, którego nikt już nie zamierzał podawać.

— Monitoring? — zapytałam.

Ewa zerknęła na tablet podany jej przez funkcjonariusza.

— Karolina zeszła schodami do garażu.

— Sama?

— Na kamerze tak.

— Wysocki?

— Zniknął z głównego systemu dwie minuty przed nią.

To mi się nie podobało.

Ani trochę.

Zeszłyśmy schodami.

Na drugim poziomie parkingu usłyszałam krzyk.

— Puść mnie!

Karolina.

Przyspieszyłam.

Wybiegłyśmy zza betonowego filaru.

Karolina stała przy czarnym sedanie, ściskając kopertówkę przy piersi.

Kilka metrów przed nią znajdował się pułkownik Wysocki.

Pięćdziesiąt kilka lat.

Siwe włosy.

Nienagannie skrojony mundur.

Człowiek, któremu jeszcze godzinę wcześniej oficerowie salutowali z szacunkiem.

Teraz wyciągał rękę w stronę Karoliny.

— Daj mi etui.

— Powiedział pan, że mam tylko zostawić je w samochodzie.

— Zmieniły się plany.

— Co jest w środku?

Wysocki zrobił krok naprzód.

— Karolino, nie utrudniaj sytuacji.

— Ona już wystarczająco ją utrudniła — powiedziałam.

Wysocki odwrócił się.

Nie wyglądał na przestraszonego.

To mnie zaniepokoiło bardziej niż panika Daniela.

— Pani dyrektor — powiedział spokojnie. — Widzę, że wieczór zrobił się bardziej interesujący, niż przewidywaliśmy.

Funkcjonariusze unieśli broń.

— Ręce tak, żebyśmy je widzieli.

Wysocki posłusznie je podniósł.

Karolina rzuciła się w naszą stronę.

Ewa odciągnęła ją za siebie.

— Co pani ma? — zapytałam Karolinę.

— Nie wiem.

Jej głos drżał.

— Pułkownik dał mi małe pudełko. Powiedział, że są tam dokumenty dla mojego ojca i że nie powinny leżeć na widoku podczas balu.

— Gdzie jest?

Karolina spojrzała na samochód.

— W środku.

Jeden z funkcjonariuszy ruszył w stronę pojazdu.

— Nie dotykaj — powiedziałam.

Zatrzymał się.

Wysocki uśmiechnął się lekko.

— Nadal ostrożna.

Spojrzałam na niego.

— Skąd pan wie, jaka jestem?

Jego uśmiech się pogłębił.

— Czytałem pani raporty.

Poczułam znajomy chłód.

— Raport z Syrii też?

Po raz pierwszy w jego twarzy coś drgnęło.

Bardzo niewiele.

Ale zauważyłam.

— Nie wiem, o czym pani mówi.

— Kłamie pan.

— To poważne oskarżenie.

— Właśnie zatrzymaliśmy pana przy kobiecie przenoszącej nieautoryzowane urządzenie do transmisji.

— Nie widzę żadnego urządzenia.

— Jeszcze.

Wysocki spojrzał na zegarek.

Tylko na sekundę.

Ale zrobił to.

— Cofnąć się od samochodu! — krzyknęłam.

Wszyscy natychmiast się odsunęli.

Sekundę później wnętrze sedana rozświetliła niewielka niebieska dioda.

Ewa spojrzała na tablet.

— Mamy aktywny sygnał!

— Blokować transmisję!

— Próbujemy!

Karolina zakryła usta dłonią.

— Boże…

Wysocki nadal się uśmiechał.

— Za późno.

Jeden z funkcjonariuszy rzucił go na maskę stojącego obok samochodu i skuł mu ręce.

— Transmisja trwa — powiedziała Ewa. — Dziesięć sekund… jedenaście…

— Źródło?

— Czarny sedan.

— Zawartość?

— Jeszcze nie wiemy.

Niebieska dioda zgasła.

Ewa patrzyła na tablet.

— Siedemnaście sekund.

Dokładnie tyle samo co pierwszy sygnał.

Spojrzałam na Wysockiego.

— Co właśnie wysłałeś?

— Ja?

Uśmiechnął się.

— Stałem tutaj z pustymi rękami.

— Co było w urządzeniu?

— Powinna pani zapytać własnego męża.

Zamarłam.

— Daniel powiedział, że to pan przekazał etui Karolinie.

— Daniel mówi wiele rzeczy, kiedy się boi.

— Znał drugi nadajnik.

— Oczywiście, że znał.

— Dlaczego?

Wysocki spojrzał mi prosto w oczy.

— Bo sam przygotował dane do transmisji.

Przez sekundę nikt się nie odezwał.

Karolina pokręciła głową.

— Nie. Daniel nie wiedział, co mi pan dał.

Wysocki spojrzał na nią prawie ze współczuciem.

— Karolino, kapitan Kowalski wiedział znacznie więcej, niż wszyscy tutaj sądzą.

Ewa dostała wiadomość przez radio.

Jej twarz stężała.

— Aleksandra.

— Co?

Podeszła bliżej.

— Zespół zabezpieczył Daniela.

— Dobrze.

— Nie. Nie dobrze.

Spojrzałam na nią.

— Co się stało?

— Podczas przeszukania znaleźli przy nim klucz szyfrujący.

Wysocki zaśmiał się cicho.

— Właśnie.

— Do czego? — zapytałam.

Ewa spojrzała na ekran.

— Pasuje do sygnatury transmisji z samochodu.

Poczułam, jak żołądek zaciska mi się w twardy węzeł.

Daniel nie tylko wiedział o urządzeniu.

Miał klucz pozwalający odczytać lub przygotować przesyłane dane.

— Zabierzcie Wysockiego — powiedziałam.

Dwóch funkcjonariuszy odprowadziło go w stronę schodów.

Kiedy mnie mijał, zatrzymał się na pół sekundy.

— Pani dyrektor.

Spojrzałam na niego.

— Niech pani zada Danielowi jedno pytanie.

— Jakie?

Nachylił głowę.

— Dlaczego przez trzy lata był tak bardzo zainteresowany tym, żeby pani nie rozmawiała przy nim o swojej pracy?

Serce uderzyło mi mocniej.

Wysocki odszedł.

Karolina zaczęła płakać.

Ewa patrzyła na mnie, ale nic nie powiedziała.

Wróciłyśmy do sali.

Daniel siedział teraz na krześle przy ścianie.

Bez mundurowej czapki.

Bez telefonu.

Bez zegarka.

Z rękami skutymi z przodu.

Kiedy mnie zobaczył, wiedziałam, że po mojej twarzy poznał, co znaleźliśmy.

Stanęłam przed nim.

— Miałeś klucz szyfrujący.

Daniel zamknął oczy.

— Aleksandra…

— Nie.

Otworzył je.

— Tym razem żadnych półprawd.

Wyjęłam fotografię Wysockiego i położyłam ją na stole obok niego.

— On twierdzi, że przygotowałeś dane przesłane z samochodu Karoliny.

Daniel spojrzał na zdjęcie.

— Oczywiście, że tak powiedział.

— Czy to prawda?

Milczał.

— Daniel.

— Tak.

Jedno słowo.

Poczułam, jak coś we mnie pęka po raz drugi tego wieczoru.

— Co wysłaliście?

— Nie to, czego szukacie.

— Co wysłaliście?

Podniósł wzrok.

W jego oczach nie było już desperacji.

Była rezygnacja.

— Listę ludzi.

— Jakich ludzi?

— Oficerów i pracowników wywiadu związanych z operacjami zagranicznymi.

Poczułam lodowaty chłód.

— Nazwiska?

Skinął głową.

— Stanowiska?

— Tak.

— Lokalizacje?

Daniel nie odpowiedział.

To wystarczyło.

Zrobiło mi się niedobrze.

— Ilu?

— Aleksandra…

— Ilu?

— Dwadzieścia siedem osób.

Generał Majewski stał kilka metrów dalej.

Usłyszał.

Wszyscy usłyszeli.

— Jeśli ta lista dotarła do odbiorcy — powiedziałam — dwadzieścia siedem osób może właśnie znajdować się w niebezpieczeństwie.

Daniel pokręcił głową.

— Nie dotarła.

— Skąd wiesz?

— Bo zmieniłem plik.

Zamarłam.

— Co?

— Wiedziałem, że Wysocki chce wysłać listę. Wiedziałem też, że jeśli odmówię, znajdzie kogoś innego.

— Więc mu pomogłeś?

— Podmieniłem dane.

— Na jakie?

Spojrzał na mnie.

Po raz pierwszy tego wieczoru naprawdę zobaczyłam strach w jego oczach.

— Na takie, które miały wskazać, kto odbiera transmisję.

Ewa zrobiła krok bliżej.

— Znacznik śledzący?

Daniel skinął głową.

— Ukryty w zaszyfrowanym pakiecie.

— Dlaczego niczego nie zgłosiłeś? — zapytałam.

— Bo nie wiedziałem, komu mogę ufać.

— Mnie mogłeś.

Daniel zaśmiał się bez radości.

— Naprawdę?

To zabolało.

— Przez trzy lata nawet nie powiedziałaś mi, kim jesteś.

— Byłam związana tajemnicą.

— A ja byłem szantażowany.

Cisza.

— Czym?

Daniel spojrzał w stronę swojej matki.

Wiktoria zamarła.

I nagle zrozumiałam, że w tej historii nadal czegoś nie widzę.

— Daniel — powiedziałam. — Czym cię szantażowano?

Odwrócił wzrok.

— Nie czym.

Spojrzał na Wiktorię.

— Kim.

Twarz mojej teściowej zrobiła się kredowobiała.

— Nie — wyszeptała.

Daniel patrzył już tylko na mnie.

— Sześć miesięcy temu pokazali mi nagranie, którego nigdy nie powinno być.

— Jakie nagranie?

Wiktoria zrobiła krok w tył.

— Daniel, nie.

— Mamo, koniec.

Jej usta zaczęły drżeć.

Daniel odwrócił się do mnie.

— Aleksandra… moja matka znała pułkownika Wysockiego dużo wcześniej, niż wszyscy tutaj sądzą.

— Jak długo?

— Od ponad dwudziestu lat.

Generał Majewski zmarszczył brwi.

— Co to znaczy?

Daniel spojrzał na niego.

— To znaczy, że moja matka nie była dziś przypadkowym narzędziem w ich planie.

Wiktoria zaczęła kręcić głową.

— Kłamie.

— Wysocki miał nagranie ich rozmowy — ciągnął Daniel. — Rozmowy dotyczącej dokumentów, które zniknęły z archiwum wojskowego wiele lat temu.

Spojrzałam na Wiktorię.

Po raz pierwszy od początku balu nie próbowała mnie obrazić.

Nie próbowała się bronić.

Po prostu stała nieruchomo.

Przerażona.

Daniel pochylił się lekko do przodu.

— Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego naprawdę próbowałaś zostać dziś wyrzucona z tej sali…

Przerwał.

— …musicie najpierw dowiedzieć się, co moja matka zrobiła dwadzieścia trzy lata temu.

Ciąg dalszy — kliknij Część 5, aby czytać dalej.

No comments yet