Przez kilka sekund siedziałam w samochodzie Daniela bez ruchu, wpatrując się w zdjęcie mojego ojca. Marek Hartman za kierownicą samochodu. Nie było już mowy o przypadku. Osiem lat temu był pod moim blokiem. Wiedział o ciąży. Wiedział, dokąd pojechałam. A teraz ktoś prowadził nas dokładnie tą samą ścieżką, którą próbowałam przez lata zasypać.
Daniel uruchomił silnik.
— Pokaż mi zdjęcie.
Podałam mu fotografię.
Spojrzał na nią, potem na mnie.
— To samochód Marka.
— Skąd wiesz?
— Jeździł nim przez lata. Czarny Mercedes. Numer rejestracyjny kończył się na 74.
Odwróciłam zdjęcie.
Na dole, prawie niewidoczne, znajdowały się cztery cyfry.
74.
Daniel mocniej zacisnął dłonie na kierownicy.
— Cały czas był blisko.
— Dlaczego? — zapytałam. — Jeśli chciał tylko, żebym zniknęła, po co miał mnie obserwować?
— Tego właśnie musimy się dowiedzieć.
Dziewczynki siedziały z tyłu. Marysia przytulała swoją ulubioną maskotkę, a Basia patrzyła przez okno, wyczuwając napięcie dorosłych.
— Mamo, dokąd jedziemy?
Odwróciłam się.
— Na małą wycieczkę.
— A pan młody jedzie z nami?
Daniel zerknął w lusterko.
— Jeśli twoja mama pozwoli.
Basia uśmiechnęła się lekko.
— Możesz jechać.
Pierwszy raz zobaczyłam, jak Daniel naprawdę się uśmiecha.
Nie trwało to długo.
Telefon w kieszeni zawibrował.
Numer nieznany.
„Nie jedźcie do domu Marka. To pułapka.”
Daniel odczytał wiadomość i od razu zmienił kierunek.
— Kto to? — zapytałam.
— Nie wiem.
— Skąd zna naszą trasę?
Nie odpowiedział.
Po dziesięciu minutach zjechaliśmy z głównej drogi i zatrzymaliśmy się przy niewielkim hotelu na obrzeżach Warszawy. Daniel zarezerwował dwa pokoje pod fałszywym nazwiskiem, a ja zabrałam dziewczynki na górę.
Dopiero gdy zasnęły, zeszłam do holu.
Daniel siedział przy oknie z laptopem.
— Znalazłeś coś?
— Tak.
Odwrócił ekran.
Na monitorze znajdowały się dokumenty dotyczące Hartman Technologies sprzed ośmiu lat.
— Twój ojciec pracował w dziale finansowym. Na trzy tygodnie przed twoim odejściem wykrył przelewy z firmy na konta zagraniczne.
— Czyje?
— Nie wiadomo. Ale jeden z przelewów został zatwierdzony podpisem mojego ojca.
Zamarłam.
— Twojego ojca?
Daniel skinął głową.
— Mój ojciec zmarł sześć lat temu. Oficjalnie na zawał.
Spojrzałam na niego.
— Myślisz, że...
— Nie wiem.
Otworzył kolejny dokument.
— Twój ojciec zgłosił nieprawidłowości anonimowo. Następnego dnia jego dostęp do systemu został zablokowany.
— A potem zniknął.
— Tak.
— Ale Marek twierdził, że Adrian Sadowski pracował dla mojego ojca. Czy to wszystko jest ze sobą połączone?
Daniel przesunął palcem po ekranie.
— Jest jeszcze coś.
Na liście pracowników znalazło się nazwisko, które sprawiło, że zamarłam.
Amanda Sadowska.
— Ona pracowała wtedy w firmie?
— Tak. I miała dostęp do części dokumentów finansowych.
— A Marek?
— Był członkiem zarządu.
Spojrzałam na Daniela.
— Czyli wszyscy byli w jednym miejscu.
— I ktoś przez osiem lat bardzo pilnował, żebyśmy tego nie połączyli.
Wtedy usłyszeliśmy dźwięk windy.
Drzwi otworzyły się.
Wysiadła moja mama.
Sama.
Wstałam tak szybko, że krzesło przewróciło się na podłogę.
— Mamo?
Podeszła do nas. Wyglądała na wyczerpaną, jakby postarzała się w ciągu jednej nocy.
— Muszę wam coś powiedzieć.
Daniel natychmiast wstał.
— Dlaczego przez tyle lat okłamywała pani Rachelę?
Mama spojrzała na niego ze łzami w oczach.
— Bo twój brat kazał mi.
— Niech pani mówi prawdę.
— Już nie mam czego chronić.
Usiadła.
— Twój ojciec odkrył, że pieniądze z Hartman Technologies trafiały do funduszu kontrolowanego przez człowieka, który oficjalnie nie istniał. Marek próbował zatrzymać śledztwo. Twój ojciec miał dowody.
— Gdzie są? — zapytał Daniel.
Mama spojrzała na mnie.
— Rachela je ma.
Poczułam, że serce przestaje mi bić.
— Ja?
— Tak. Twój ojciec zostawił je u mnie. Powiedział, że jeśli coś mu się stanie, mam przekazać je tobie dopiero wtedy, kiedy będziesz mogła zaufać Danielowi.
Daniel spojrzał na mnie.
— Masz je?
— Nie wiem, o czym mówisz.
Mama pokręciła głową.
— Wiesz.
Nagle przypomniałam sobie małe drewniane pudełko, które ojciec dał mi kilka dni przed swoim rzekomym wypadkiem.
Przechowywałam je przez lata w piwnicy.
Nigdy go nie otworzyłam.
— Pudełko — wyszeptałam.
Mama przytaknęła.
— W środku jest klucz.
Daniel spojrzał na nią.
— Do czego?
— Do skrytki w banku, której Marek nigdy nie znalazł.
W tym samym momencie z góry dobiegł krzyk Marysi.
Poderwałam się.
— Dziewczynki!
Pobiegliśmy po schodach.
Drzwi pokoju były otwarte.
Basia stała przy łóżku, trzymając Marysię za rękę.
— Mamo...
— Co się stało?
Basia wskazała okno.
Na szybie ktoś zostawił małą białą kopertę.
Daniel podszedł pierwszy.
W środku znajdowało się zdjęcie.
Była na nim moja rodzina sprzed ośmiu lat: ja, mój ojciec i mama.
Na odwrocie napisano:
„Skrytka jest bezpieczna tylko wtedy, gdy Daniel nie zna kodu.”
Daniel spojrzał na mnie.
— Rachela...
Wtedy mama zaczęła płakać.
— Nie chodzi o kod — powiedziała.
— O co więc?
Spojrzała na Daniela.
— Twój brat nie chce tej skrytki otworzyć.
Zadrżała.
— On chce, żebyście to zrobili.
I wtedy zrozumiałam, że ktoś nie próbuje już ukryć przeszłości.
Ktoś prowadził nas prosto do niej.







No comments yet