Daniel patrzył na ekran telefonu mojej matki tak długo, że w końcu zabrałam go z jej dłoni. Nazwisko Amandy Sadowskiej nie chciało zniknąć z mojej głowy. Przez ostatnie dni odkryliśmy zbyt wiele, żeby nadal wierzyć w przypadki, a jednak jedna rzecz nie pasowała. Jeśli Amanda naprawdę podpisała dokument dwa lata po oficjalnej śmierci swojego ojca, musiała wiedzieć znacznie więcej, niż nam mówiła.
— Nie możemy teraz do niej jechać — powiedział Daniel.
— Dlaczego?
— Bo właśnie tego chce osoba, która wysłała wiadomość.
Miał rację. Po raz pierwszy od chwili naszego spotkania zauważyłam, że Daniel przestał reagować impulsywnie. Nie był już tylko mężczyzną, który odkrył, że ma dwie córki. Stał się człowiekiem próbującym ochronić rodzinę przed czymś, czego jeszcze nie potrafił nazwać.
Wróciliśmy do domu mojej matki. Dziewczynki spały w pokoju gościnnym, a ja siedziałam przy stole z dokumentami ze skrytki. Jeden z nich zwrócił moją uwagę. Była to lista przelewów z tajnego funduszu. Przy kilku nazwiskach znajdowały się daty i krótkie oznaczenia. Przy nazwisku Marka widniało słowo „koordynacja”. Przy nazwisku Amandy — „kontakt”. Ale przy jednym nazwisku nie było żadnego opisu.
Hartman Senior.
Ojciec Daniela.
— Daniel — powiedziałam.
Podszedł do mnie.
— Co?
Pokazałam mu dokument.
Przeczytał go i zmarszczył brwi.
— To niemożliwe.
— Co?
— Mój ojciec nigdy nie miał dostępu do tego funduszu. Tak przynajmniej twierdziła rodzina.
— Twój ojciec był jego twórcą.
Daniel usiadł.
Przez chwilę nic nie mówił.
— Całe życie myślałem, że Marek próbował przejąć firmę po jego śmierci.
— A jeśli było odwrotnie? — zapytałam. — Jeśli twój ojciec stworzył system, a Marek tylko go kontynuował?
Daniel spojrzał na mnie.
— W takim razie dlaczego mój ojciec miał zginąć?
Nie zdążyłam odpowiedzieć.
Z pokoju obok dobiegł cichy głos Basi.
— Mamo?
Natychmiast wstałam.
Dziewczynka stała w drzwiach, trzymając coś w dłoni.
— Znalazłam to pod poduszką.
Była to mała kartka.
Na niej ktoś napisał dziecięcym pismem:
„Pan, który przyszedł do szkoły, powiedział, że tata już nas szuka.”
Daniel zbladł.
— Jaki pan?
Basia spojrzała na niego.
— Ten z niebieską teczką.
— Rozmawiałaś z nim?
— Tylko chwilę.
Poczułam zimno.
— Kiedy?
— Przed ślubem. Powiedział, że ma coś dla mamy.
Daniel uklęknął przed nią.
— Czy widziałaś jego twarz?
Basia skinęła głową.
— Miał bliznę przy uchu.
Spojrzałam na Daniela.
Nie musiał nic mówić.
Blizna.
To był szczegół, którego brakowało na nagraniu z mojego bloku. Twarz mężczyzny była zasłonięta cieniem, ale szyję i ucho było widać wystarczająco wyraźnie.
Otworzyliśmy nagranie jeszcze raz.
Daniel powiększył obraz.
I wtedy zobaczyliśmy bliznę.
— To nie Marek — powiedział.
— Więc kto?
Daniel zatrzymał nagranie.
— Człowiek, którego mój ojciec zatrudniał jako ochroniarza.
— Jak się nazywał?
Daniel przez chwilę milczał.
— Robert Zieliński.
Moja matka nagle wstała.
— Nie.
Odwróciliśmy się.
Jej twarz była biała.
— Znałaś go? — zapytałam.
Mama nie odpowiedziała.
— Mamo.
Usiadła z powrotem.
— To on przyjechał do mnie osiem lat temu.
Serce ścisnęło mi się boleśnie.
— Co?
— Marek był z nim.
Daniel podniósł głowę.
— Co pani mówi?
— Powiedziałam wam tylko część prawdy.
Mama zaczęła płakać.
— Robert powiedział, że jeśli Rachela nie zniknie, Daniel dowie się, że jego ojciec prowadził podwójne księgi. Marek groził, że jeśli to wyjdzie na jaw, firma upadnie, a wasza rodzina zostanie zniszczona.
— Ale dlaczego miałoby to zagrażać dziewczynkom? — zapytałam.
Mama spojrzała na mnie.
— Bo twój ojciec zostawił dowody u kogoś, komu ufał.
— U kogo?
— U Daniela.
Daniel wstał.
— U mnie?
— Nie wiedziałeś o tym. Twój ojciec przekazał ci je w dniu, kiedy po raz pierwszy spotkałeś Rachelę.
Daniel patrzył na nią z niedowierzaniem.
— Nie pamiętam.
Mama pokręciła głową.
— Bo nie przekazał ci ich osobiście.
Zapadła cisza.
— Komu więc? — zapytałam.
Mama spojrzała na mnie.
— Rachela, pamiętasz noc, kiedy Daniel powiedział, że musi wyjechać do Tokio?
Przytaknęłam.
— Pamiętam.
— On wtedy nie wyjechał.
Daniel zesztywniał.
— Co?
Mama mówiła dalej.
— Został w Warszawie. Spędził noc w szpitalu.
Daniel nagle pobladł.
— W jakim szpitalu?
Mama wymieniła nazwę.
To był ten sam szpital, który widniał na fotografii mojego ojca i młodego Daniela.
Daniel usiadł ciężko.
— Nie pamiętam tej nocy.
— Bo miałeś wypadek — powiedziała mama.
Spojrzałam na Daniela.
— Jaki wypadek?
— Twój samochód został znaleziony rozbity. Miałeś wstrząśnienie mózgu. Twój ojciec powiedział wszystkim, że to zwykły wypadek.
Daniel dotknął skroni.
— Dlaczego nic o tym nie pamiętam?
Mama spojrzała na mnie z bólem.
— Bo ktoś usunął część nagrań ze szpitala.
W tym momencie Daniel zerwał się z krzesła.
— Musimy znaleźć dokumentację.
— Po ośmiu latach?
— Jeśli coś zostało usunięte, może istnieć kopia.
Wziął telefon i zadzwonił do starego lekarza.
Rozmowa trwała mniej niż minutę.
Kiedy się rozłączył, jego twarz była zupełnie pozbawiona emocji.
— Lekarz pamięta mnie.
— I?
— Powiedział, że tej nocy przywieziono mnie nie tylko po wypadku.
— Kogo jeszcze?
Daniel spojrzał na mnie.
— Twojego ojca.
Poczułam, jak świat zatrzymuje się na sekundę.
— Mój ojciec był w tym samym szpitalu?
— Tak.
— Co się wtedy stało?
Daniel nie odpowiedział.
Na jego telefon przyszła wiadomość.
Tym razem z numeru, który znał.
Amanda.
„Daniel, przestań szukać odpowiedzi. Jeśli naprawdę chcesz poznać prawdę o swoim ojcu, przyjedź jutro sam do Pałacu Sterlingów. I nie mów Racheli, co ci pokażę.”
Daniel spojrzał na mnie.
— Ona chce, żebym przyszedł sam.
— Nie pójdziesz.
— Wiem.
Schował telefon.
Po chwili dodał:
— Ale pójdziemy oboje.
I wtedy po raz pierwszy od ośmiu lat pomyślałam, że być może Amanda nie próbowała zniszczyć naszego życia.
Być może próbowała nas ostrzec.
A jeszcze większym problemem było to, że ktoś inny właśnie zaczął usuwać ślady z przeszłości.







No comments yet