Przez następne kilka minut wszystko działo się jednocześnie.
Michał rozmawiał przez dwa telefony, jeden z żołnierzy próbował namierzyć ostatni sygnał komórki Karoliny, a technik kopiował zawartość pendrive’a na zabezpieczony nośnik.
Ja siedziałam obok śpiącej Liliany i nie mogłam oderwać wzroku od ekranu własnego telefonu.
Ostatnie słowa Karoliny wciąż dźwięczały mi w głowie.
**Nie ufaj nikomu, kto był przy rozwodzie.**
Przy rozwodzie były tylko trzy osoby, którym naprawdę ufałam.
Karolina.
Moja adwokatka.
I Rafał.
Jednej właśnie przestałam ufać.
Drugiemu nigdy więcej nie zamierzałam zaufać.
Pozostawała mecenas Joanna Maj.
Kobieta, która przez ostatnie miesiące siedziała obok mnie na każdej rozprawie, podawała mi chusteczki, kiedy płakałam, i powtarzała, że rozwód będzie dla mnie początkiem spokojniejszego życia.
— Michał.
Odwrócił się.
— Musimy sprawdzić moją adwokatkę.
Przez krótką chwilę nic nie powiedział.
— Już to robimy.
Zabolało mnie to bardziej, niż powinno.
— Od kiedy?
— Od chwili, kiedy Karolina powiedziała, żebyś nie ufała nikomu związanemu z rozwodem.
Wstałam.
— Chcę wiedzieć wszystko.
— Emilia...
— Nie. Koniec z oszczędzaniem mnie.
Mój głos zabrzmiał ostrzej, niż się spodziewałam.
— Przez ponad rok wszyscy wokół mnie najwyraźniej wiedzieli więcej o moim życiu niż ja sama. Rafał używał mojego nazwiska. Karolina przekazywała mu informacje. Ktoś fotografował mnie z dzieckiem. Ktoś kupił człowiekowi bilet tylko po to, żeby sfotografował nas razem w samolocie. Nie chcę już słyszeć, że czegoś dowiem się później.
Michał patrzył na mnie przez kilka sekund.
Potem powoli skinął głową.
— Dobrze.
Podszedł do stołu.
— Wiemy już, że twoja sprawa rozwodowa była obserwowana. Ktoś pobierał kopie dokumentów jeszcze zanim oficjalnie trafiały do akt.
— Kto?
— Na razie tego nie wiemy. Ale znaleźliśmy coś ważniejszego.
Otworzył na tablecie zeskanowany dokument.
Rozpoznałam nagłówek kancelarii Joanny.
Był to projekt ugody, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
Na pierwszych stronach znajdowały się standardowe zapisy dotyczące podziału majątku.
Potem Michał przesunął ekran niżej.
Zobaczyłam punkt dotyczący Liliany.
Przeczytałam go raz.
Potem drugi.
Nie rozumiałam.
— Co to jest?
— Projekt wniosku o ograniczenie ci władzy rodzicielskiej.
Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg.
— Rafał nigdy nie składał takiego wniosku.
— Oficjalnie nie.
— Więc dlaczego to istnieje?
Michał wskazał załącznik.
Był tam raport finansowy.
Według dokumentu prowadziłam rachunki firm uczestniczących w podejrzanych transakcjach.
Według kolejnego załącznika miałam ukrywać znaczne dochody.
A potem zobaczyłam zdanie, które sprawiło, że zaczęły mi drżeć dłonie.
**Istnieje uzasadnione ryzyko wyjazdu matki z dzieckiem w celu uniknięcia odpowiedzialności finansowej.**
Spojrzałam na Michała.
— Wyjazdu.
— Tak.
— Do Warszawy.
— Najprawdopodobniej.
W jednej chwili zrozumiałam.
— Dlatego chciał, żebym się wyprowadziła.
Michał nie zaprzeczył.
— Jeśli plan był taki, jak wygląda, Rafał potrzebował, żebyś dobrowolnie opuściła dotychczasowe miejsce zamieszkania. Później można było przedstawić to jako próbę ucieczki.
— A wtedy odebrałby mi Lilianę.
— Mógłby próbować.
Musiałam usiąść.
Całe tygodnie myślałam, że Rafał chciał mnie po prostu wyrzucić ze swojego życia.
Że zmiana zamków była okrucieństwem.
Że opróżnienie konta było zemstą.
Że jego naciski, żebym jak najszybciej się wyniosła, wynikały z tego, że chciał zacząć życie z inną kobietą.
Teraz wyglądało na to, że każdy z tych kroków miał konkretny cel.
Pozbawić mnie pieniędzy.
Zmusić do wyjazdu.
A potem użyć mojego wyjazdu przeciwko mnie.
Telefon Michała zawibrował.
Jeden z żołnierzy podał mu lokalizację.
— Mamy Karolinę.
Podniosłam głowę.
— Gdzie?
— Jej telefon po raz ostatni zalogował się w okolicy parkingu przy centrum handlowym na obrzeżach miasta. Monitoring pokazuje, że przyjechała tam sama.
— A potem?
Michał zmarszczył brwi.
— Potem wsiadła do innego samochodu.
— Dobrowolnie?
— Tego właśnie nie wiemy.
Kilka minut później na ekranie tabletu pojawiło się nagranie z monitoringu.
Zobaczyłam Karolinę wychodzącą z auta.
Rozglądała się nerwowo.
Podjechał ciemny sedan.
Drzwi pasażera otworzyły się.
Karolina cofnęła się o krok.
Następnie z samochodu wysiadł mężczyzna.
Nie widziałam jego twarzy.
Ale rozpoznałam kurtkę.
Rafał miał taką samą.
— To on.
Michał zatrzymał obraz.
— Jesteś pewna?
— Dałam mu ją na urodziny.
Samochód odjechał z Karoliną.
Nie wiedziałam, czy wsiadła z własnej woli.
Kilka sekund później Michał wydał polecenie rozpoczęcia poszukiwań pojazdu.
Tym razem nikt nie próbował mnie uspokajać.
Czekanie trwało czterdzieści trzy minuty.
Zapamiętałam każdą.
Potem telefon zadzwonił.
Samochód znaleziono.
Stał porzucony przy zamkniętym magazynie kilka kilometrów dalej.
Karolina była w środku budynku.
Żyła.
Kiedy Michał powiedział mi te dwa słowa, dopiero wtedy zorientowałam się, że przez cały czas wstrzymywałam oddech.
— Chcę z nią rozmawiać.
— Najpierw musi ją zobaczyć lekarz.
— Michał...
— Emilia, ona jest w szoku.
Poczekałam.
Po godzinie połączono nas przez zabezpieczoną rozmowę wideo.
Karolina wyglądała strasznie.
Rozmazany tusz.
Spuchnięte oczy.
Rozcięta warga.
Kiedy zobaczyła mnie na ekranie, zaczęła płakać.
— Przepraszam.
Nie wiedziałam, co czuję.
Złość.
Ulgę.
Zdradę.
Współczucie.
Wszystko jednocześnie.
— Powiedz mi prawdę.
Karolina skinęła głową.
— Rafał zgłosił się do mnie jeszcze przed rozwodem. Wiedział, że mam problemy finansowe. Najpierw oferował pieniądze za drobne informacje.
— Sto dwadzieścia tysięcy?
Zacisnęła powieki.
— Tak.
— Sprzedałaś mnie za pieniądze?
— Na początku mówił, że chce tylko wiedzieć, czy naprawdę planujesz odejść. Potem pokazał mi dokumenty dotyczące moich długów i zagroził, że jeśli przestanę pomagać, doprowadzi do tego, że stracę pracę.
Milczałam.
— Co mu przekazywałaś?
— Terminy spotkań z adwokatką. Twoje plany. Informacje o Pruszkowie. Lot.
— Co jeszcze?
Karolina spuściła wzrok.
— Raz zabrałam kopię dokumentu z twojego mieszkania.
— Jakiego?
— Kartkę z twoimi podpisami.
Przeszedł mnie dreszcz.
— Po co?
— Rafał powiedział, że potrzebuje jej do sprawy rozwodowej.
Podrobione podpisy.
Rachunki.
Firmy.
Wszystko było przygotowywane miesiącami.
— A Joanna? — zapytałam. — Moja adwokatka?
Karolina szybko pokręciła głową.
— Nie wiem, czy ona była w to zamieszana. Rafał bardzo chciał wiedzieć, jakie dokumenty jej przekazujesz. Kazał mi fotografować każdą rzecz, którą zostawiałaś u mnie przed spotkaniami.
Michał wymienił spojrzenie z jednym ze swoich ludzi.
To znaczyło, że Joanna nie była jeszcze oczyszczona z podejrzeń.
Ale Karolina powiedziała coś jeszcze.
— Emilia... jest coś, czego Rafał najbardziej się bał.
— Czego?
— Jednego dokumentu.
— Jakiego?
Karolina spojrzała gdzieś poza kamerę.
— Nie wiem dokładnie. Słyszałam tylko, jak raz rozmawiał przez telefon. Powiedział: „Jeśli Emilia znajdzie oryginał, wszystko się skończy”.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
— Jaki oryginał?
— Nie wiem. Ale potem powiedział, gdzie go schował.
Michał pochylił się w stronę ekranu.
— Gdzie?
Karolina spojrzała prosto na mnie.
— W waszym dawnym mieszkaniu.
Zamarłam.
— Rafał zmienił zamki.
— Wiem.
— Więc jak mam go znaleźć?
Karolina pokręciła głową.
— Nie chodziło o mieszkanie, Emilia.
Zmarszczyłam brwi.
— Powiedział, że ukrył go tam, gdzie pierwszy raz powiedziałaś mu, że jesteś w ciąży.
Zamknęłam oczy.
Natychmiast zobaczyłam tamten wieczór.
Łazienka.
Dwa różowe paski na teście.
Ja siedząca na brzegu wanny.
Rafał stojący w drzwiach.
A obok stare lustro w drewnianej ramie, którego nigdy nie pozwolił mi wyrzucić, nawet kiedy robiliśmy remont.
Otworzyłam oczy.
— Lustro.
Michał spojrzał na mnie.
— Jakie lustro?
— W łazience.
W tej samej chwili jego telefon zadzwonił.
Odebrał.
Twarz mu stężała.
— Kiedy?
Słuchał.
— Wyślijcie tam patrol. Natychmiast.
Rozłączył się.
— Co się stało?
Spojrzał na mnie.
— Monitoring budynku pokazuje, że Rafał wszedł do waszego dawnego mieszkania dwanaście minut temu.
Zrobiło mi się zimno.
— On wie, że Karolina powiedziała.
Michał już ruszał w stronę drzwi.
— Albo wie, że znaleźliśmy pendrive.
— Jedziesz tam?
Zatrzymał się.
— Tak.
Wstałam.
— Jadę z tobą.
— Nie.
— Ja wiem, gdzie jest lustro.
— Możesz mi powiedzieć.
— A jeśli jest coś jeszcze, czego nie zauważycie?
Michał spojrzał na śpiącą Lilianę.
Potem na mnie.
Wiedziałam, co chce powiedzieć.
I miał rację.
Nie mogłam ryzykować życia córki.
— Liliana zostaje tutaj pod ochroną — powiedziałam. — A ja jadę.
Przez kilka sekund walczyliśmy spojrzeniami.
W końcu skinął głową.
— Nie odchodzisz ode mnie ani na krok.
Dwadzieścia minut później nasz samochód zatrzymał się przecznicę od budynku, w którym jeszcze niedawno mieszkałam z Rafałem.
Z daleka zobaczyłam światło w oknie naszej dawnej łazienki.
Michał też je zauważył.
— Za późno — wyszeptałam.
Wtedy światło zgasło.
A z bocznego wyjścia budynku wybiegł mężczyzna z czymś płaskim owiniętym w szary koc.
Rafał.
I po raz pierwszy od rozwodu to on zaczął uciekać przede mną.
**Ciąg dalszy — kliknij Część 6, aby czytać dalej.**







No comments yet