Rozrywka

Obcy Generał Poprosił Mnie, Żebym Zasnęła Na Jego Ramieniu — Jedno Zdjęcie Ujawniło, Że Mój Rozwód Był Dopiero Początkiem

— Gdzie dokładnie jest Liliana? — zapytałam.

Michał podszedł do mnie.

— W bezpiecznym miejscu. Zmieniamy lokalizację po raz drugi. Tym razem nikt poza trzema osobami nie będzie znał adresu.

— Chcę być z nią.

— Będziesz. Ale najpierw musimy zdecydować, co robimy z księgą.

Spojrzałam na telefon.

Rafał nadal był na linii.

— Jeśli Rutkowski naprawdę jedzie nad Zegrze, mamy przewagę — powiedział Michał. — Wiemy, dokąd zmierza.

— Nie macie przewagi — odezwał się Rafał. — On nigdy nie jedzie sam.

— Ilu ludzi?


— Nie wiem.

— A księga naprawdę tam jest?

— Tak.

Michał spojrzał na jednego z funkcjonariuszy.

— Sprawdźcie teren zdalnie. Żadnych świateł, żadnych sygnałów, które mogłyby ich ostrzec.

Potem zwrócił się do Rafała.

— Gdzie ty jesteś?

— Niedaleko Serocka.

— Zostań tam.

Rafał zaśmiał się gorzko.


— Jeśli zostanę, Rutkowski mnie znajdzie pierwszy.

— Więc podaj lokalizację.

Przez kilka sekund słyszeliśmy tylko jego oddech.

W końcu przesłał pinezkę.

Michał od razu wysłał po niego ludzi.

Rozłączyliśmy się.

Odwróciłam się do Michała.

— Nie jadę do domku.

— Nie zamierzałem cię tam zabierać.

— Jadę do Liliany.


— Właśnie tam jedziemy.

Pierwszy raz od wielu godzin poczułam ulgę.

Nie pełną.

Jeszcze nie.

Ale wystarczającą, żebym mogła oddychać.

Liliana została przewieziona do wojskowego obiektu pod Warszawą, w części niedostępnej dla osób postronnych.

Kiedy ją zobaczyłam, siedziała na dywanie z nowym pluszowym misiem i próbowała zdjąć mu kokardę.

Padłam na kolana.

— Kochanie.

Odwróciła głowę.


Jej twarz natychmiast rozjaśnił uśmiech.

— Mama!

Przytuliłam ją tak mocno, że zaczęła się śmiać.

Wtedy dopiero pękłam.

Nie głośno.

Po prostu wtuliłam twarz w jej włosy i pozwoliłam łzom płynąć.

Michał stanął kilka kroków dalej.

Nie przeszkadzał.

Po chwili Liliana wyciągnęła w jego stronę misia.

— Ma.


Michał przykucnął.

— Ładny.

Patrzyłam na nich i nagle wrócił do mnie obraz z samolotu.

Serwetkowy ptaszek.

Jego ramię.

Dziesięć minut spokoju, zanim całe moje życie eksplodowało.

Jak absurdalne wydawało się teraz to, że wtedy bałam się jedynie oceniających spojrzeń pasażerów.

Telefon Michała zawibrował.

Odszedł kilka kroków.

Po jego twarzy od razu wiedziałam, że coś się stało.


— Co?

— Zespół dotarł do domku.

Wstałam.

— I?

— Rutkowskiego jeszcze tam nie było.

— Księga?

— Znaleźli skrytkę.

Serce zabiło szybciej.

— Była?

Michał milczał przez sekundę.


— Tak.

Usiadłam.

— Więc mamy wszystko?

— Prawie.

To jedno słowo wystarczyło, żeby cała ulga zniknęła.

— Co znaczy „prawie”?

— Księga zawiera nazwiska, daty, kwoty i numery rachunków. Jeśli zostanie potwierdzona, może połączyć całą siatkę.

— Więc czego brakuje?

Michał spojrzał na ekran telefonu.

— Ostatnich czterech stron.


— Ktoś je wyrwał?

— Tak.

— Rafał?

— Twierdzi, że nie.

— Wierzysz mu?

— Nie wierzę nikomu bez dowodu.

Kilka minut później dostaliśmy nagranie z kamery termowizyjnej ustawionej w pobliżu domku.

Na leśnej drodze pojawiły się dwa samochody.

Michał zesztywniał.

— Rutkowski.


— Skąd wiesz?

— Pierwszy samochód należy do człowieka z jego ochrony.

Patrzyłam, jak pojazdy zatrzymują się kilkadziesiąt metrów od domu.

Czterech mężczyzn wysiadło.

Piąty został w środku.

— Dlaczego wasz zespół ich nie zatrzymuje?

— Bo chcemy wiedzieć, po co dokładnie przyjechali i z kim się kontaktują.

To była pułapka.

Księgi nie było już w domu.

Ale oni o tym nie wiedzieli.


Mężczyźni weszli do środka.

Po niespełna trzech minutach jeden wybiegł.

Nawet na niewyraźnym obrazie widziałam panikę.

Michał odebrał połączenie.

— Mamy ruch na ich telefonach.

— Do kogo dzwonią?

Funkcjonariusz po drugiej stronie coś odpowiedział.

Michał zmarszczył brwi.

— Powtórz numer.

W pomieszczeniu zrobiło się cicho.

— Co jest?

Spojrzał na mnie.

— Dzwonią do Rafała.

Poczułam, jak żołądek zaciska mi się w supeł.

— Wiedziałeś, że to możliwe?

— Brałem pod uwagę.

Telefon Michała zadzwonił ponownie.

Tym razem był to człowiek wysłany po Rafała.

— Zniknął — powiedział Michał po krótkiej rozmowie.

— Co?

— Kiedy zespół dotarł do miejsca, które wskazał, został tylko jego telefon.

Wstałam gwałtownie.

— Czyli cały czas z nimi współpracuje.

— Albo ucieka również przed nimi.

— Michał, on właśnie powiedział nam, gdzie jest księga.

— I dzięki temu Rutkowski pojechał prosto w przygotowaną obserwację.

Zamilkłam.

— Myślisz, że Rafał zrobił to celowo?

— Jeszcze nie wiem.

Kilka sekund później sytuacja nad Zegrzem eksplodowała.

Mężczyźni Rutkowskiego wybiegli z domku.

Jeden pobiegł w stronę samochodu.

Drugi wyciągnął broń.

Obraz na monitorze zadrżał.

Usłyszałam przez radio serię krótkich komend.

— Policja! Broń na ziemię!

Potem krzyk.

Jeden strzał.

Zasłoniłam usta dłonią.

Michał stał nieruchomo.

— Sytuacja?

Czekał.

— Jeden zatrzymany. Dwóch poddało się. Jeden ranny w nogę.

— Rutkowski?

Cisza.

— Nie ma go.

Michał zaklął pod nosem.

— Piąty samochód?

— Pusty.

Rutkowski nigdy nie wysiadł?

Nie.

Nie było go tam.

Przysłał ludzi po księgę.

Sam został gdzie indziej.

— Gdzie? — zapytałam.

Michał nie zdążył odpowiedzieć.

Mój telefon zawibrował.

Wiadomość od Rafała.

**Nie oddawaj Michałowi księgi, dopóki nie zobaczysz ostatnich stron.**

Pod spodem znajdowało się zdjęcie.

Cztery wyrwane kartki.

— Rafał je ma.

Michał zobaczył ekran.

— Odpowiedz mu.

Napisałam:

**Gdzie jesteś?**

Odpowiedź pojawiła się natychmiast.

**Tam, gdzie wszystko się zaczęło.**

— Co to znaczy?

Myślałam.

Nasz dom?

Szpital?

Kancelaria?

Wtedy przyszło kolejne zdjęcie.

Stół.

Kubek.

Fragment czerwonej zasłony.

Rozpoznałam miejsce.

— Kawiarnia.

— Jaka?

— Ta, w której Rafał mi się oświadczył.

Michał natychmiast podał nazwę swojemu zespołowi.

Po kilku sekundach spojrzał na mnie.

— Lokal jest zamknięty od pół godziny.

— Ale on jest w środku.

— Najprawdopodobniej.

— Dlaczego akurat tam?

Telefon znów zabrzęczał.

Tym razem Rafał napisał tylko:

**Przyjedź sama, jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego Rutkowski potrzebował właśnie ciebie.**

Michał natychmiast pokręcił głową.

— Nie.

— Nie zamierzam jechać sama.

— Nie pojedziesz w ogóle.

— Michał, on ma brakujące strony.

— To może być przynęta.

— Oczywiście, że jest.

Spojrzałam mu prosto w oczy.

— Ale możemy użyć jego przynęty przeciwko niemu.

Przez długą chwilę nic nie mówił.

Potem zadzwonił jego telefon.

Nieznany numer.

Odebrał.

Twarz mu zesztywniała.

— Rutkowski.

Włączył głośnik.

Usłyszałam spokojny, starszy głos.

— Generale Nowak. Widzę, że w końcu znalazł pan księgę.

Michał nie odpowiedział.

— I pani Emilia też jest z panem.

Poczułam chłód.

— Skąd pan to wie? — zapytałam.

Rutkowski zaśmiał się cicho.

— Bo od początku wiedziałem, gdzie pani jest.

Michał dał znak ludziom, żeby namierzali połączenie.

— Czego pan chce?

— Czterech stron.

— Ma je Rafał.

— Wiem.

— Więc dzwoń do niego.

— Już próbowałem.

Ton Rutkowskiego zmienił się.

— Pan Kowalski nagle odkrył sumienie.

Zacisnęłam szczękę.

— Za późno.

— Zgadzam się.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

— Ale te strony nie są ważne dlatego, że obciążają mnie.

— Więc dlaczego?

— Bo pokazują, kto naprawdę zatwierdził wykorzystanie pani danych.

Serce zabiło szybciej.

— Kto?

Rutkowski odpowiedział spokojnie:

— Proszę przyjechać do kawiarni i przeczytać sama.

Michał już miał przerwać rozmowę.

Wtedy Rutkowski dodał:

— I proszę się pospieszyć. Rafał nie wie, że jeden z moich ludzi siedzi trzy metry od niego.

Połączenie się urwało.

Spojrzałam na Michała.

Tym razem żadne z nas nie musiało niczego wyjaśniać.

Rafał miał ostatnie strony.

Rutkowski chciał je odzyskać.

A my po raz pierwszy wiedzieliśmy dokładnie, gdzie wszyscy zamierzają się spotkać.

Michał sięgnął po kamizelkę.

— Liliana zostaje tutaj.

Pocałowałam córkę w czoło.

— Wrócę.

Kiedy wychodziłam, Michał zatrzymał mnie przy drzwiach.

— Emilio.

Spojrzałam na niego.

— Cokolwiek tam usłyszysz, nie reaguj, dopóki nie dam ci znaku.

Skinęłam głową.

Ale oboje wiedzieliśmy, że po tym, co wydarzyło się przez ostatnie miesiące, nie byłam już kobietą, która podpisywała dokumenty bez czytania.

Tym razem zamierzałam zobaczyć każdą stronę.

I dowiedzieć się, kto naprawdę próbował ukraść mi życie.

**Ciąg dalszy — kliknij Część 9, aby przeczytać zakończenie.**

No comments yet