Przez pierwsze kilka sekund po zerwaniu połączenia słyszałam tylko własny oddech.
— Joanna! — krzyknęłam do martwego telefonu. — Joanna!
Nic.
Michał działał natychmiast.
— Ostatnia lokalizacja.
Jeden z ludzi zespołu pochylił się nad komputerem.
— Telefon nadal nadaje. Kancelaria, Śródmieście.
— Jednostka najbliżej adresu?
— Cztery minuty.
— Niech nie wchodzą głównym wejściem. Sprawdźcie garaż i klatkę techniczną.
Spojrzałam na Michała.
— Jadę.
— Nie.
— Ona reprezentowała mnie. Jeśli ktoś zaatakował ją przeze mnie...
— Właśnie dlatego zostajesz z Lilianą.
— Michał...
Podszedł bliżej.
— Emilio, ktoś próbował dostać się do tego budynku mniej niż dwie godziny temu. Twoja córka jest teraz najważniejsza.
Spojrzałam na śpiącą Lilianę.
Nienawidziłam tego, że miał rację.
— Znajdź ją.
— Znajdziemy.
Wyszedł.
Po raz pierwszy od naszego spotkania zostałam bez niego.
I dopiero wtedy zrozumiałam, jak bardzo przyzwyczaiłam się do jego obecności.
Jeszcze rano był obcym mężczyzną w samolocie.
Teraz, kiedy drzwi się za nim zamknęły, mieszkanie nagle wydało mi się o wiele mniej bezpieczne.
Usiadłam obok łóżeczka Liliany.
Nie minęło nawet pięć minut, kiedy mój telefon zawibrował.
Nieznany numer.
Serce przyspieszyło.
Na ekranie pojawiła się wiadomość.
**Nie popełniaj błędu Joanny. Oddaj dokument i wszystko się skończy.**
Pod spodem znajdowało się zdjęcie.
Liliana.
Zrobione tego samego dnia.
W terminalu lotniska.
Stałam obok niej, plecami do aparatu.
Ktoś obserwował nas jeszcze zanim wyszłyśmy z lotniska.
Pokazałam wiadomość kobiecie z ochrony.
Natychmiast przejęła telefon, zrobiła kopię danych i skontaktowała się z Michałem.
Po kilkunastu sekundach oddzwonił.
— Niczego nie odpisuj.
— Michał, oni mają zdjęcia Liliany.
— Wiem.
— Skąd wiedzieli, którym lotem lecę?
Zapadła krótka cisza.
— Właśnie próbujemy to ustalić.
— A Joanna?
— Żyje.
Zamknęłam oczy.
Kolana prawie odmówiły mi posłuszeństwa.
— Co się stało?
— Ktoś wszedł do jej kancelarii. Uciekł tylną klatką, kiedy usłyszał patrol. Joanna dostała cios w głowę, ale jest przytomna.
— Mogę z nią rozmawiać?
— Jeszcze nie. Lekarz ją bada.
Usiadłam.
— A człowiek, którego nazwisko podała?
Michał przez chwilę milczał.
— Nazywał się Marek Wysocki.
To nazwisko nic mi nie mówiło.
— Kim był?
— Cywilnym konsultantem przy dużych kontraktach logistycznych dla wojska. Oficjalnie nie miał żadnej władzy. W praktyce znał ludzi, firmy i procedury lepiej niż większość tych, którzy podpisywali dokumenty.
— I nie żyje?
— Według aktu zgonu zginął trzynaście miesięcy temu.
Trzynaście miesięcy.
Liliana miała czternaście.
Poczułam dziwne ukłucie.
— Kiedy dokładnie?
Michał podał datę.
Znałam ją.
Nie dlatego, że miała dla mnie jakieś znaczenie.
Dlatego, że tydzień wcześniej Rafał po raz pierwszy przyniósł do domu dokumenty, które kazał mi podpisać.
— Michał...
— Co?
Powiedziałam mu.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— To może być ważne.
— Myślisz, że Wysocki znał Rafała?
— Jestem prawie pewien, że tak.
— A mnie?
— Tego jeszcze nie wiem.
Rozłączył się, obiecując zadzwonić, gdy Joanna będzie mogła mówić.
Tym razem czekałam prawie godzinę.
Najdłuższą godzinę mojego życia.
Kiedy w końcu ekran telefonu rozświetlił się ponownie, zobaczyłam Michała siedzącego w szpitalnym korytarzu.
Obok niego była Joanna.
Miała opatrunek na skroni i siniec pod lewym okiem.
— Emilio — powiedziała słabo.
Nie odpowiedziałam od razu.
Myślałam o wszystkich miesiącach, kiedy siedziała obok mnie przy sądowych ławkach.
O jej zapewnieniach, że jestem bezpieczna.
— Powiedz mi wszystko.
Joanna spuściła wzrok.
— Marek Wysocki skontaktował się ze mną mniej więcej pół roku przed twoim rozwodem.
— Dlaczego z tobą?
— Prowadziłam wcześniej sprawę jednej z firm transportowych. Wiedział, że mam długi po chorobie mojego ojca.
Poczułam znajomy chłód.
Karolina.
Joanna.
Wszyscy byli wybierani przez słabości.
— Zapłacił ci?
— Tak.
— Za co?
— Za to, żebym przyjęła twoją sprawę, jeśli kiedykolwiek do mnie trafisz.
Zamarłam.
— Skąd wiedział, że będę się rozwodzić?
Joanna podniosła na mnie wzrok.
— Nie wiedział.
— Więc?
— Powiedział tylko, że jeśli kobieta o nazwisku Emilia Kowalska zgłosi się w sprawie rodzinnej albo finansowej, mam natychmiast go powiadomić.
Nie mogłam oddychać.
— Kiedy to było?
Podała miesiąc.
Prawie rok przed tym, zanim dowiedziałam się o zdradzie Rafała.
— Dlaczego moje nazwisko?
— Nie powiedział.
Michał odezwał się po raz pierwszy.
— Joanna przekazała nam wszystko, co zachowała. Wiadomości, potwierdzenia przelewów, numer telefonu.
— Numer Wysockiego?
— Tak.
— Ale on wtedy jeszcze żył.
Michał spojrzał na Joannę.
— I tutaj robi się ciekawie.
Joanna przełknęła ślinę.
— Po jego śmierci nadal dostawałam wiadomości z tego samego numeru.
Poczułam dreszcz.
— Jak długo?
— Aż do zeszłego tygodnia.
— Czyli on żyje?
Michał pokręcił głową.
— Nie mamy na to żadnego dowodu.
— Ktoś używa jego telefonu.
— Albo ktoś od początku używał jego nazwiska.
To było jeszcze gorsze.
Joanna otworzyła torbę leżącą obok łóżka i wyciągnęła z niej małą kopertę.
— Jest coś jeszcze.
— Co?
— Pierwszego dnia, kiedy przyszłaś do kancelarii, dostałam instrukcję, żeby zachować kopię twojego dowodu osobistego i próbkę podpisu.
Zacisnęłam palce.
— Zrobiłaś to?
Łzy pojawiły się jej w oczach.
— Tak.
Odwróciłam wzrok.
— Emilio, wtedy jeszcze nie rozumiałam, do czego to służy.
— Ale później zrozumiałaś.
Milczała.
To była odpowiedź.
— Dlaczego mi nie powiedziałaś?
— Bałam się.
— Wszyscy się baliście.
Mój głos zaczął drżeć.
— I za każdym razem to ja płaciłam za wasz strach.
Joanna rozpłakała się.
Nie pocieszyłam jej.
Jeszcze nie potrafiłam.
Michał przejął rozmowę.
— Joanna powiedziała nam też coś o dokumencie znalezionym za lustrem.
Spojrzałam na niego.
— Co?
— Wysocki miał oryginał tej umowy, zanim zginął.
— Skąd w takim razie trafił do Rafała?
Joanna odpowiedziała.
— Rafał dostał go osobiście.
— Od Wysockiego?
— Nie.
Zawahała się.
— Od siwowłosego oficera, którego widzieliście na zdjęciu.
Obraz z podziemnego garażu pojawił się w mojej pamięci.
— Tego, przeciwko któremu Michał zeznawał?
Michał skinął głową.
— Generał w stanie spoczynku Andrzej Rutkowski.
Nazwisko zabrzmiało ciężko.
Nie dlatego, że je znałam.
Dlatego, że Michał wyraźnie znał je aż za dobrze.
— To on prowadził całą operację?
— Był jednym z najważniejszych ludzi — odpowiedział Michał. — Ale zawsze twierdził, że wykonywał tylko decyzje podejmowane przez innych. Nigdy nie znaleźliśmy dowodu, który bezpośrednio łączyłby go z podziałem pieniędzy.
Spojrzałam na kopertę zabezpieczoną wcześniej za lustrem.
— A teraz mamy jego podpis.
— Tak.
Joanna nagle chwyciła Michała za rękaw.
— Jest jeszcze coś.
— Mów.
— Wysocki powiedział mi kiedyś, że jeśli wszystko zacznie się rozpadać, Rutkowski będzie próbował stworzyć jedną osobę, na którą będzie można przerzucić cały cywilny przepływ pieniędzy.
Poczułam, że znam odpowiedź, zanim ją wypowiedziała.
— Mnie.
Joanna skinęła głową.
— Twoje nazwisko było idealne. Brak historii biznesowej. Brak powiązań z wojskiem. Młoda matka. Żona człowieka, który naprawdę obsługiwał część dokumentów.
— Ale dlaczego akurat ja?
Joanna zawahała się.
— Bo Rafał wcześniej złożył kopię twojego dowodu w jednej z firm pośredniczących przy kredycie mieszkaniowym. Firma należała do sieci kontrolowanej przez ludzi Rutkowskiego.
Patrzyłam na nią.
W końcu wszystko stało się boleśnie proste.
Nie było żadnego tajemniczego człowieka, który znał mnie od lat.
Nie zostałam wybrana dlatego, że byłam wyjątkowa.
Zostałam wybrana, ponieważ moje dane znalazły się w złym miejscu.
A potem poślubiłam człowieka, który zgodził się wykorzystać ten przypadek.
— Rafał wiedział od początku?
— Nie — powiedział Michał. — Najprawdopodobniej początkowo sam był tylko księgowym pośrednikiem. Dopiero później zorientował się, że planują użyć ciebie jako zabezpieczenia całej operacji.
— I zamiast mnie ostrzec, przyłączył się.
Nikt nie zaprzeczył.
To bolało najbardziej.
Rafał miał moment, w którym mógł wybrać mnie.
Wybrał siebie.
Wtedy telefon Michała zabrzęczał.
Spojrzał na ekran.
Jego twarz stężała.
— Co się stało?
— Laboratorium potwierdziło wstępnie autentyczność podpisów na umowie.
— To dobrze, prawda?
— Bardzo.
Ale nie wyglądał na zadowolonego.
— Więc dlaczego masz taką minę?
Odwrócił ekran.
Była tam wiadomość od jego zespołu.
**Rutkowski zniknął z domu. Ochrona prywatna również. Telefon wyłączony. Samochód znaleziony pusty.**
Serce uderzyło szybciej.
— Ucieka.
— Tak.
Joanna pobladła.
— Jeśli wie o umowie, będzie chciał odzyskać oryginał.
— Dokument jest zabezpieczony — powiedział Michał.
— Nie chodzi tylko o dokument.
Spojrzeliśmy na nią.
— Wysocki prowadził drugi rejestr — wyszeptała. — Pełną listę wszystkich wypłat. Nie kopię. Oryginał.
Michał pochylił się.
— Gdzie?
Joanna zacisnęła palce na pościeli.
— Rafał wiedział.
Zanim zdążyliśmy powiedzieć cokolwiek więcej, mój telefon zadzwonił.
Numer zastrzeżony.
Michał spojrzał na mnie.
Skinęłam głową i odebrałam na głośniku.
— Emilia.
Rafał.
Jego głos był zmęczony.
— Gdzie jesteś?
— Nie mogę powiedzieć.
— Jesteś zatrzymany.
Zaśmiał się gorzko.
— Już nie.
Michał natychmiast wstał.
— Co zrobiłeś?
— Nic. Transportowali mnie na przesłuchanie. Ktoś uderzył w samochód.
W tle słyszałam jego ciężki oddech.
— Rafał, gdzie jesteś?
— Nieważne. Posłuchaj mnie.
— Dlaczego miałabym?
— Bo Rutkowski nie ucieka przed policją.
Zapadła cisza.
— On jedzie po księgę.
Michał zamarł.
— Gdzie ona jest?
Rafał powiedział trzy słowa.
I tym razem to ja pobladłam.
— W naszym domu letniskowym.
Dawno temu kupiliśmy niewielki drewniany domek nad Zalewem Zegrzyńskim.
Byliśmy tam może pięć razy.
Po narodzinach Liliany przestaliśmy jeździć zupełnie.
— Dlaczego tam?
— Bo nikt nie wiedział, że go jeszcze mamy.
— Sprzedaliśmy go.
— Nie.
Zacisnęłam telefon.
— Co?
— Sfałszowałem sprzedaż. Dom nadal jest zapisany na spółkę, którą kontrolowałem.
Michał spojrzał na swoich ludzi.
Już wydawał polecenia bezgłośnie.
— Rafał — powiedziałam. — Gdzie dokładnie jest księga?
— Pod podłogą w sypialni.
— I dlaczego mówisz nam to teraz?
Po drugiej stronie zapadła długa cisza.
Kiedy odpowiedział, jego głos był zupełnie inny.
— Bo znalazłem wiadomość od Rutkowskiego.
— Jaką?
Rafał ciężko przełknął ślinę.
— On wie, gdzie jest Liliana.
Wszystko we mnie zamarło.
— Co powiedział?
— Że jeśli nie odzyskam księgi przed świtem, przestanie traktować ją jak dziecko, które nie ma z tym nic wspólnego.
Nie pamiętam, kiedy wstałam.
Pamiętam tylko, że spojrzałam na Michała.
A on już wiedział.
Tym razem nie chodziło tylko o dowody.
Nie chodziło nawet o aferę.
Ktoś właśnie zagroził mojej córce.
I po raz pierwszy od początku tej historii nie czułam strachu.
Czułam wściekłość.
**Ciąg dalszy — kliknij Część 8, aby czytać dalej.**







No comments yet