— Tam! — krzyknęłam.
Rafał obejrzał się tylko raz.
To wystarczyło, żebym zobaczyła jego twarz.
Nie wyglądał jak człowiek, który przypadkiem znalazł się w złym miejscu.
Wyglądał jak ktoś, kto wiedział, że właśnie kończy mu się czas.
Michał wysiadł z samochodu jeszcze zanim ten całkowicie się zatrzymał.
Dwóch ludzi z jego zespołu ruszyło za nim.
— Zostań tutaj! — rzucił do mnie.
Przez pierwsze dwie sekundy naprawdę zamierzałam go posłuchać.
Potem zobaczyłam, jak Rafał biegnie w stronę bocznej ulicy, nadal ściskając pod pachą przedmiot owinięty szarym kocem.
Lustro.
Albo to, co ukrywało.
Otworzyłam drzwi.
— Pani Emilio! — zawołał kierowca.
Ale ja już biegłam.
Rafał skręcił między dwoma budynkami. Michał był kilkanaście metrów za nim.
Nagle rozległ się metaliczny trzask.
Rafał przewrócił pojemnik na śmieci, próbując zablokować przejście.
Jeden z żołnierzy ominął go z lewej strony.
Drugi pobiegł w stronę ulicy, żeby odciąć wyjazd.
Michał nie zwalniał.
— Rafał! Stój!
Mój były mąż obejrzał się.
I wtedy mnie zobaczył.
Na sekundę przestał biec.
W jego twarzy pojawiło się coś pomiędzy szokiem a wściekłością.
— Emilia?!
Ta jedna sekunda wystarczyła.
Michał dopadł do niego.
Rafał odrzucił koc, a spod niego wysunęła się drewniana rama.
Lustro uderzyło o chodnik.
Szkło rozprysło się z ogłuszającym trzaskiem.
Rafał próbował odepchnąć Michała, ale po chwili dwóch żołnierzy przycisnęło go do ściany.
— Puśćcie mnie! — wrzasnął. — Nie macie prawa!
Michał nie odpowiedział.
Patrzył na rozbitą ramę.
Ja również.
W miejscu, gdzie wcześniej znajdowało się lustro, zobaczyłam cienką płytę.
A pod nią...
kopertę.
Rafał też ją zauważył.
W jednej chwili przestał się szarpać.
To było bardziej wymowne niż jakiekolwiek przyznanie się do winy.
Michał uklęknął obok ramy, ale jej nie dotknął.
— Technik.
Jeden z ludzi natychmiast wyjął telefon.
Rafał spojrzał na mnie.
— Emilia, nie wiesz, co robisz.
Powoli podeszłam bliżej.
— Nie. To ty przez cały czas liczyłeś, że nie będę wiedziała.
— Posłuchaj mnie.
— Przez cztery lata cię słuchałam.
Jego twarz drgnęła.
— To nie jest takie proste.
Zaśmiałam się gorzko.
— Podrobiłeś mój podpis.
Milczał.
— Używałeś mojego nazwiska do przelewów.
Nadal nic.
— Schowałeś pendrive w zabawce własnej córki.
Tym razem zacisnął szczękę.
— Nie miałem wyboru.
Poczułam, jak cała złość z ostatnich miesięcy zmienia się w coś znacznie chłodniejszego.
— Zawsze miałeś wybór.
Michał podniósł wzrok.
— Emilio, nie rozmawiaj z nim więcej.
Ale Rafał nagle się roześmiał.
— Generale, naprawdę myślisz, że ją uratowałeś?
Michał powoli wstał.
— Nie próbuj.
— Wy nawet nie rozumiecie, co znaleźliście.
— W takim razie nam wyjaśnisz.
Rafał spojrzał na mnie.
— Jeśli otworzą tę kopertę, ludzie znacznie potężniejsi ode mnie dowiedzą się, że macie oryginał.
— Jaki oryginał? — zapytałam.
Milczał.
— Rafał.
— Chcesz wiedzieć prawdę? — syknął. — Całe to śledztwo Michała opiera się na kopiach. Przelewach, fakturach, zeznaniach. Wszystko można zakwestionować. Wszystko można nazwać błędem albo fałszerstwem.
Spojrzał na rozbite lustro.
— Ale tam jest dokument, którego nie da się wyjaśnić.
Michał zmrużył oczy.
— Co jest w kopercie?
Rafał uśmiechnął się bez radości.
— Podpisy.
Zapadła cisza.
— Czyje? — zapytałam.
— Oryginalna umowa podziału pieniędzy z pierwszego kontraktu. Prawdziwe nazwiska. Prawdziwe procenty. Podpisane przez ludzi, którzy później twierdzili, że nigdy się nie spotkali.
Michał zesztywniał.
— Skąd ją miałeś?
— Zabezpieczałem się.
To słowo niemal mnie rozśmieszyło.
Zabezpieczał się.
Przed ludźmi, z którymi sam współpracował.
— Więc ukryłeś ją w naszym domu — powiedziałam.
— W miejscu, którego nikt nie przeszukiwał.
— Za lustrem, przy którym powiedziałam ci, że będziemy mieli dziecko.
Po raz pierwszy spuścił wzrok.
Nie dlatego, że było mu wstyd.
Dlatego, że wiedział, jak potwornie to brzmiało.
Kilka minut później technik w rękawiczkach wyjął kopertę.
W środku znajdowały się cztery kartki.
Michał nie czytał ich na miejscu.
Zabezpieczono je w przezroczystej torbie.
Ale kiedy odwrócono ostatnią stronę, zobaczyłam podpis Rafała.
I obok niego jeszcze kilka nazwisk.
Jedno rozpoznałam.
Siwowłosy oficer ze zdjęcia z garażu.
Michał także.
— To wystarczy? — zapytałam.
Spojrzał na dokument.
— Jeśli autentyczność zostanie potwierdzona, może zmienić całą sprawę.
Rafał prychnął.
— Jeśli dożyjecie potwierdzenia.
Michał odwrócił się tak gwałtownie, że nawet ja poczułam napięcie.
— To groźba?
Rafał uśmiechnął się.
— Ostrzeżenie.
W tej samej chwili telefon Michała zaczął dzwonić.
Odebrał.
Nie powiedział ani słowa przez kilkanaście sekund.
Potem jego twarz całkowicie się zmieniła.
— Kiedy?
Spojrzał na mnie.
— Natychmiast przenieście dziecko.
Serce stanęło mi w piersi.
— Liliana?
Michał rozłączył się.
— Ktoś próbował wejść do chronionego budynku.
Poczułam, jak odpływa ze mnie krew.
— Gdzie ona jest?
— Jest bezpieczna. Nikt nie dostał się do mieszkania.
— Chcę do niej.
— Jedziemy natychmiast.
Rafał roześmiał się cicho.
Odwróciłam się do niego.
— Co cię bawi?
— Myślałaś, że chodzi tylko o dokumenty?
Michał zrobił krok w jego stronę.
— Zamknij się.
Ale Rafał patrzył wyłącznie na mnie.
— Oni już wiedzą, że generał ma kopertę. Teraz nie przestaną.
— Kim są „oni”?
— Ludźmi, których nazwiska właśnie znaleźliście.
— Ilu ich jest?
Nie odpowiedział.
Żołnierze wyprowadzili go.
Kiedy mijał mnie, zatrzymał się na moment.
— Emilia.
Nie spojrzałam na niego.
— Jest jeszcze jedna rzecz, której nie wiecie.
Michał natychmiast odwrócił głowę.
— Mów.
Rafał uśmiechnął się.
— To nie ja wybrałem ją jako właścicielkę rachunków.
Spojrzałam na niego.
— Co?
— Kiedy próbowałem odmówić, powiedziano mi, że nazwisko Emilii już jest w systemie.
Przeszedł mnie dreszcz.
— Kto je tam wpisał?
Rafał spojrzał na Michała.
— Ktoś, kto znał ją długo przed tym, zanim ja zacząłem pracować dla tych ludzi.
Zrobiło mi się zimno.
— To niemożliwe.
— Tak samo myślałem.
— Kłamiesz.
— Naprawdę?
Jego głos nagle stał się spokojny.
— Zapytaj swoją adwokatkę, dlaczego reprezentowała cię za połowę normalnej stawki.
Zamarłam.
Joanna.
Michał zauważył zmianę na mojej twarzy.
— Co?
— Powiedziała, że zna moją kuzynkę.
Rafał zaśmiał się krótko.
— Oczywiście, że tak powiedziała.
— Co Joanna ma z tym wspólnego?
Rafał już nic nie odpowiedział.
Wsadzono go do samochodu.
Niecałe trzy minuty później jechaliśmy z Michałem z powrotem do chronionego mieszkania.
Dzwoniłam do kuzynki.
Do Karoliny.
Do nikogo więcej.
Nie do Joanny.
Po drodze Michał otrzymał informację, że próba wejścia do budynku została zarejestrowana przez monitoring. Dwóch mężczyzn uciekło, kiedy ochrona zażądała identyfikacji.
Liliana była cała i zdrowa.
Dopiero wtedy pozwoliłam sobie zaczerpnąć pełny oddech.
Kiedy weszłam do mieszkania i zobaczyłam córkę śpiącą spokojnie pod opieką kobiety z zespołu ochrony, uklękłam przy łóżeczku i pocałowałam ją w czoło.
— Już dobrze — wyszeptałam.
Ale nie wiedziałam, czy mówię to do niej, czy do siebie.
Michał stał kilka kroków dalej.
Telefon znów mu zawibrował.
Spojrzał na ekran.
— Mamy wstępny wynik dotyczący Joanny Maj.
Podniosłam się.
— I?
— Jej kancelaria otrzymywała przelewy od spółki powiązanej z jednym z ludzi znajdujących się na liście z pendrive’a.
Poczułam ciężar w żołądku.
— Czyli była w to zamieszana.
— Nie wiemy jeszcze, za co płacono.
— Ale Rafał wiedział.
— Najwyraźniej.
W tej samej chwili mój telefon rozświetlił się.
Joanna.
Patrzyłam na jej nazwisko, aż ekran prawie zgasł.
— Odbierz — powiedział Michał.
Włączyłam głośnik.
— Emilio? — głos Joanny był zdenerwowany. — Musimy natychmiast porozmawiać.
— O czym?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— O Rafałowi.
— Słucham.
— Nie przez telefon.
— Dlaczego?
Usłyszałam jej urywany oddech.
— Bo popełniłam błąd.
Spojrzałam na Michała.
— Jaki?
Joanna zaczęła mówić szybciej.
— W dniu, kiedy pierwszy raz przyszłaś do mojej kancelarii, miałam już twoje nazwisko.
Serce zaczęło mi walić.
— Od kogo?
— Od człowieka, który zapłacił mi za to, żebym przyjęła twoją sprawę rozwodową.
Michał podszedł bliżej telefonu.
— Kto to był?
Joanna zamilkła.
Potem wypowiedziała nazwisko.
Michał pobladł.
Ja go nie znałam.
Ale on najwyraźniej znał je bardzo dobrze.
— Niemożliwe — powiedział.
— Co? — zapytałam.
Spojrzał na mnie.
— To człowiek, który ponad rok temu oficjalnie zginął w wypadku samochodowym.
Po drugiej stronie usłyszeliśmy gwałtowny trzask.
Joanna krzyknęła.
Połączenie się urwało.
A Michał natychmiast sięgnął po broń służbową człowieka stojącego przy drzwiach.
— Namierzcie jej telefon.
Spojrzał na mnie.
— Emilia, teraz już wiemy jedno.
— Co?
— Rafał nie był początkiem tej historii.
**Ciąg dalszy — kliknij Część 7, aby czytać dalej.**







No comments yet