Rozrywka

Ojciec Wydał Mnie Za Miliardera W Śpiączce — A Gdy Usłyszał Mój Głos, Otworzył Oczy I Ostrzegł Mnie Przed Własną Rodziną

Przez kilka sekund byłam pewna, że tylko mi się wydawało.

Krzysztof leżał nieruchomo, jego twarz niemal natychmiast znów stała się spokojna, a monitor przy łóżku nadal wybijał ten sam równy rytm.

Pochyliłam się bliżej.

— Krzysztof?

Jego powieki drgnęły.

Tym razem nie miałam wątpliwości.

— Słyszysz mnie?

Poruszył ustami, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Widziałam, ile kosztował go nawet ten drobny wysiłek.

Instynktownie sięgnęłam w stronę przycisku przy łóżku.

Jego dłoń poruszyła się gwałtowniej.


Palce zacisnęły się na moim nadgarstku.

Były słabe.

Ale świadome.

Zamarłam.

Krzysztof otworzył oczy na tyle, by na mnie spojrzeć. W jego spojrzeniu nie było dezorientacji człowieka, który właśnie obudził się po dziewięciu miesiącach.

Był strach.

I ostrzeżenie.

— Nie... — wydusił.

Spojrzałam na przycisk.

— Mam nie wołać lekarza?


Ledwie dostrzegalnie skinął głową.

— Ale przecież...

Jego uścisk nieco się wzmocnił.

— Bartosz.

To imię wyszło z jego ust jak oddech.

Przysunęłam krzesło bliżej.

— Co z nim?

Krzysztof próbował coś powiedzieć, lecz nagle skrzywił się z bólu. Jego oddech przyspieszył.

— Dobrze. Nie mów. Tylko spokojnie.

Nie miałam pojęcia, dlaczego zachowuję się tak, jakbym znała go od lat, zamiast od kilku godzin.


Może dlatego, że w tym domu byliśmy jedynymi ludźmi, którzy nie wybrali dla siebie tej sytuacji.

Z korytarza dobiegł odgłos kroków.

Krzysztof momentalnie zamknął oczy.

Puścił mój nadgarstek.

Sekundę później drzwi się otworzyły.

Do pokoju weszła pielęgniarka, ta sama, która stała za nim podczas ceremonii.

Miała około czterdziestu lat, krótkie jasne włosy i twarz człowieka, który przez lata nauczył się nie okazywać emocji.

— Wszystko w porządku?

Spojrzałam na Krzysztofa.

Leżał nieruchomo.


— Tak.

Pielęgniarka zmrużyła oczy.

— Byłam pewna, że usłyszałam głos.

— Mój.

Podeszła do łóżka i sprawdziła monitor.

— Rozmawiała pani z nim?

— Tak.

— To dobrze. Lekarze zachęcają do stymulacji głosem.

Jej ton był profesjonalny, ale obserwowała mnie uważniej, niż było to konieczne.

— Jak ma pani na imię? — zapytałam.


— Ewa Krawczyk. Jestem główną pielęgniarką pana Harringtona.

— Od dawna się nim pani zajmuje?

Jej ręka na moment zatrzymała się nad kroplówką.

— Od wypadku.

Wypadku.

To słowo zabrzmiało zbyt zwyczajnie wobec czegoś, co odebrało człowiekowi dziewięć miesięcy życia.

— Co właściwie się wydarzyło?

Ewa spojrzała na mnie.

— Nikt pani nie powiedział?

— Ojciec powiedział tylko, że był w ciężkim wypadku samochodowym.


Przez moment milczała.

— Samochód pana Harringtona wypadł z drogi pod Konstancinem. Uderzył w betonowy przepust. Kierowca zginął na miejscu.

— Krzysztof miał kierowcę?

— Tego wieczoru tak.

— A Bartosz?

Zmiana na jej twarzy była niemal niezauważalna.

— Co z panem Bartoszem?

— Nic. Po prostu pytam.

Ewa poprawiła przewód kroplówki.

— Kuzyn pana Harringtona bardzo interesuje się jego stanem.


To nie była odpowiedź.

— Jak często tu przychodzi?

— Często.

— Codziennie?

Tym razem spojrzała mi prosto w oczy.

— Prawie.

Zanim zdążyłam zadać kolejne pytanie, na korytarzu rozległ się znajomy głos.

— Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.

Bartosz stał w drzwiach.

Uśmiechał się.


Moje ciało napięło się automatycznie.

— Dopiero co zostałaś żoną, a już robisz przesłuchanie personelu?

Ewa odsunęła się od łóżka.

— Parametry bez zmian.

Bartosz skinął głową.

— Dziękuję.

Nie wiem, czy zauważył, jak szybko wyszła.

Podszedł do łóżka.

— Mój biedny kuzyn.

Położył dłoń na ramieniu Krzysztofa.


Musiałam powstrzymać odruch, żeby ją strącić.

— Byliście blisko? — zapytałam.

Bartosz spojrzał na mnie z rozbawieniem.

— Kiedyś.

— Co się zmieniło?

— Pieniądze.

Powiedział to bez wahania.

— W tej rodzinie zawsze chodzi o pieniądze.

Usiadł na brzegu komody.

— Nie będę udawał przed tobą, Magda. To małżeństwo jest absurdalne.


— Przynajmniej w jednej kwestii się zgadzamy.

— Antonina zrobi wszystko, żeby zachować kontrolę nad firmą.

— Myślałam, że chodziło o fundusz rodzinny.

Jego uśmiech na moment zniknął.

Tylko na sekundę.

— Oczywiście.

Poczułam pierwsze ukłucie niepokoju.

— Ojciec powiedział mi, że jeśli Krzysztof nie będzie żonaty przed trzydziestymi urodzinami, kontrola przejdzie na ciebie.

Bartosz przyjrzał mi się uważniej.

— Twój ojciec mówił ci dużo.

— Tylko tyle, ile musiał.

— To ciekawe.

— Co?

Zsunął się z komody.

— Nic.

Podszedł bliżej.

— Po prostu radziłbym ci nie wierzyć we wszystko, co Antoni Harrington mówi o rodzinnych finansach.

Zmarszczyłam brwi.

— Mój ojciec nie nazywa się Antoni Harrington.

Bartosz zamarł.

Trwało to może pół sekundy.

Potem się roześmiał.

— Oczywiście, że nie. Przejęzyczenie.

Ale nie brzmiało jak przejęzyczenie.

— Bartosz.

— Tak?

— Skąd właściwie mój ojciec znał warunki tego funduszu?

Uśmiech zniknął całkowicie.

Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam jego prawdziwą twarz.

Nie uprzejmą.

Nie nonszalancką.

Ostrożną.

— Powinnaś zapytać jego.

Odwrócił się do drzwi.

— I jeszcze jedna rada.

Spojrzał na mnie przez ramię.

— Nie przywiązuj się zbytnio do pozycji pani Harrington. To może być bardzo krótkie małżeństwo.

Kiedy wyszedł, stałam bez ruchu.

Dopiero po chwili usłyszałam cichy oddech.

Spojrzałam na łóżko.

Krzysztof miał otwarte oczy.

Patrzył na drzwi.

— Słyszałeś?

Jego wzrok przesunął się na mnie.

Skinął głową.

Usiadłam bliżej.

— Dlaczego powiedział, że mój ojciec zna rodzinne finanse?

Krzysztof poruszył ustami.

Musiałam nachylić się niemal do jego twarzy.

— Szuflada.

— Jaka szuflada?

Jego spojrzenie powędrowało w stronę biurka stojącego przy oknie.

Podeszłam tam.

Pierwsze dwie szuflady były pełne dokumentów medycznych.

Trzecia była zamknięta.

— Ta?

Krzysztof mrugnął.

Na biurku nie było klucza.

Przesunęłam palcami po spodzie blatu.

Nic.

Potem zauważyłam, że jedna z drewnianych listew odstaje.

Podważyłam ją paznokciem.

W środku znajdował się mały klucz.

Serce zaczęło mi bić szybciej.

Otworzyłam szufladę.

Leżała w niej jedna cienka teczka.

Na pierwszej stronie widniał nagłówek kancelarii prawnej.

Pod nim data sprzed dziesięciu miesięcy.

Miesiąc przed wypadkiem Krzysztofa.

Przeczytałam pierwsze zdanie.

„W przypadku mojej śmierci lub trwałej niezdolności do podejmowania decyzji nie zezwalam Bartoszowi Harringtonowi na przejęcie kontroli nad żadną częścią mojego majątku ani spółki.”

Poczułam chłód.

Niżej znajdował się odręczny dopisek.

„Jeżeli dojdzie do wypadku, sprawdźcie przelewy do A. Nowaka.”

Nowak.

Nazwisko mojego ojca.

Odwróciłam się do Krzysztofa.

Patrzył na mnie świadomie.

A wtedy dotarło do mnie, że mój ojciec prawdopodobnie wiedział o Harringtonach znacznie więcej, niż mi powiedział.

No comments yet