Trzymałam dokument tak mocno, że papier zaczął drżeć między moimi palcami.
A. Nowak.
Mój ojciec nazywał się Andrzej Nowak.
Przez kilka sekund próbowałam znaleźć inne wyjaśnienie. W Polsce były tysiące Nowaków. Setki Andrzejów Nowaków. Ten dopisek mógł dotyczyć kogokolwiek.
Ale Bartosz godzinę wcześniej niemal pomylił mojego ojca z członkiem rodziny Harringtonów.
A teraz nazwisko ojca znajdowało się w prywatnej teczce Krzysztofa, ukrytej za drewnianą listwą.
To przestało wyglądać jak przypadek.
— Znałeś mojego ojca? — zapytałam.
Krzysztof zamknął oczy, jakby samo skupienie sprawiało mu ból.
Po chwili poruszył głową.
Tak.
Usiadłam na krześle obok łóżka.
— Jak?
Próbował odpowiedzieć, ale z gardła wydobył się tylko ochrypły dźwięk.
— Nie. Nie mów, jeśli nie możesz.
Spojrzałam ponownie na dokument.
Pod pierwszą stroną znajdowało się kilkanaście wydruków bankowych.
Przelewy.
Nie ogromne.
Właśnie to było najdziwniejsze.
Gdyby chodziło o próbę kupienia mojego ojca, spodziewałabym się setek tysięcy albo milionów.
Tymczasem kwoty wynosiły od siedmiu do dwudziestu tysięcy złotych.
Regularnie.
Co miesiąc.
Przez prawie dwa lata.
Nadawcą była spółka o nazwie Vistula Advisory.
Odbiorca: A. Nowak Consulting.
Zmarszczyłam brwi.
Ojciec nigdy nie miał firmy konsultingowej.
Przynajmniej o żadnej nie wiedziałam.
Podniosłam wzrok.
— To była jego firma?
Krzysztof mrugnął raz.
Nie.
— Konto?
Zawahał się.
Potem ponownie: nie.
— Ktoś używał jego nazwiska?
Tym razem mrugnął dwa razy i lekko poruszył palcem.
Tak.
Poczułam, jak robi mi się zimno.
— Bartosz?
Krzysztof patrzył na mnie długo.
Nie odpowiedział.
Zamiast tego jego oczy przesunęły się w stronę dokumentu, potem na mnie.
Jakby chciał powiedzieć: nie zgaduj.
Sprawdź.
To było rozsądniejsze niż wszystko, co robiłam przez ostatnie trzy tygodnie.
Schowałam teczkę do szuflady i zamknęłam ją.
— Nie powiem nikomu, że się obudziłeś.
Na jego twarzy pojawiło się coś, czego wcześniej nie widziałam.
Ulga.
— Ale potrzebujesz lekarza.
Natychmiast napiął szczękę.
— Nie Bartosza. Nie Antoniny. Lekarza, któremu można ufać.
Patrzył na mnie przez chwilę, a potem powoli przeniósł wzrok na szafkę nocną.
Na niej leżał telefon.
Nie jego.
Służbowy aparat używany przez personel.
Obok, częściowo schowana pod książką, znajdowała się mała srebrna wizytówka.
Podniosłam ją.
„dr Helena Marecka, neurolog”.
— Ona?
Krzysztof zamknął oczy na sekundę.
Tak.
Nie zadzwoniłam od razu.
Najpierw wyszłam na korytarz.
Ewy nie było.
Zeszłam schodami i dopiero w bibliotece wyciągnęłam własny telefon.
Miałam sześć nieodebranych połączeń od ojca.
Zadzwoniłam.
Odebrał po pierwszym sygnale.
— Magda? Wszystko dobrze?
Nie odpowiedziałam od razu.
— Jak długo pracowałeś dla Harringtonów?
Cisza.
Wystarczyła mi za odpowiedź.
— Skąd o tym wiesz? — zapytał w końcu.
Zamknęłam oczy.
— Czyli pracowałeś.
— To było dawno temu.
— Jak dawno?
— Magda...
— Nie mów do mnie tym tonem. Wysłałeś mnie do tej rodziny, żebym poślubiła nieprzytomnego człowieka, a nie powiedziałeś mi nawet, że ich znałeś.
Po drugiej stronie usłyszałam jego ciężki oddech.
— Nie mogłem.
— Nie mogłeś czy nie chciałeś?
— Jedno i drugie.
Poczułam gniew.
Nie ten gwałtowny.
Gorszy.
Cichy.
— Czym się zajmowałeś?
— Księgowością.
— Dla kogo?
— Dla jednej ze spółek Harringtonów.
— Której?
Znowu cisza.
— Vistula Advisory?
Ojciec przestał oddychać.
Wiedziałam, że trafiłam.
— Skąd masz tę nazwę?
— Odpowiedz.
— Magda, posłuchaj mnie bardzo uważnie. Jeśli znalazłaś jakieś stare dokumenty, nie pokazuj ich nikomu.
Spojrzałam przez szklane drzwi biblioteki.
Korytarz był pusty.
— Dlaczego?
— Bo mogą być niebezpieczne.
— Dokumenty nie są niebezpieczne.
— Ludzie, których dotyczą, są.
Ścisnęłam telefon.
— Bartosz?
Ojciec nie odpowiedział.
— Czy Bartosz używał twojego nazwiska do przelewów?
— Nie rozmawiajmy o tym przez telefon.
— W takim razie przyjedź.
— Nie mogę.
Zaśmiałam się bez humoru.
— Oczywiście, że nie.
— Magda, proszę. Zostań tam. Niczego nie podpisuj. Nie przyjmuj pieniędzy. I nie ufaj...
Urwał.
— Komu?
— Nikomu, kto mówi, że ten ślub był tylko po to, żeby uratować fundusz.
Serce uderzyło mocniej.
— Przecież to ty mi tak powiedziałeś.
Po drugiej stronie zapadła długa cisza.
— Wiem.
Rozłączył się.
Patrzyłam na ekran telefonu, czując, jak coś we mnie pęka.
Nie chodziło już o długi.
Nie tylko.
Ojciec wykorzystał historię o rodzinnych finansach, żeby doprowadzić mnie do ołtarza.
Wróciłam na górę.
Gdy weszłam do pokoju Krzysztofa, Ewa stała przy jego łóżku.
Odwróciła się.
— Gdzie pani była?
— Telefonowałam.
Jej wzrok zatrzymał się na mojej twarzy.
— Z kim?
— Z ojcem.
Na monitorze serca rytm Krzysztofa przyspieszył.
Ewa natychmiast spojrzała na ekran.
— Dziwne.
Podeszła bliżej.
— Tętno skoczyło.
Zamarłam.
Jej palce sięgnęły do powieki Krzysztofa.
— Panie Harrington?
Przez sekundę byłam przekonana, że wszystko się skończyło.
Wtedy drzwi otworzyły się gwałtownie.
Antonina weszła do pokoju bez pukania.
— Ewo, Bartosz chce rozmawiać z tobą na dole.
Pielęgniarka spojrzała na nią.
— Teraz?
— Natychmiast.
Ewa zawahała się, ale wyszła.
Antonina poczekała, aż drzwi się zamkną.
Potem spojrzała na mnie.
— Co ci powiedział?
Krew odpłynęła mi z twarzy.
Nie zapytała, czy Krzysztof się obudził.
Zapytała, co powiedział.
— Nie rozumiem.
Antonina podeszła bliżej.
— Nie obrażaj mojej inteligencji.
Spojrzała na Krzysztofa.
— Jego parametry zmieniły się po raz pierwszy od miesięcy dokładnie wtedy, gdy zostałaś z nim sama.
Zacisnęłam palce.
— Dlaczego sądzi pani, że coś powiedział?
Przez moment milczała.
Potem wyjęła z kieszeni stary telefon.
Położyła go na stoliku.
— Bo dziewięć miesięcy temu, dwadzieścia minut przed wypadkiem, Krzysztof wysłał mi wiadomość.
Na ekranie widniało jedno zdanie.
„Babciu, jeśli coś mi się stanie, znajdź Andrzeja Nowaka, zanim Bartosz zrobi to pierwszy.”
Spojrzałam na Antoninę.
— Dlaczego nigdy nie powiedziała pani policji?
Jej twarz stwardniała.
— Powiedziałam.
— I?
— Dwa dni później wiadomość zniknęła z kopii telefonu zabezpieczonej przez śledczych.
Poczułam ucisk w żołądku.
Antonina nachyliła się ku mnie.
— Dlatego nie sprowadziłam cię tutaj przypadkiem, Magdo.
Wstrzymałam oddech.
— To pani zorganizowała małżeństwo?
— Tak.
— Dlaczego?
Spojrzała na Krzysztofa, a potem na mnie.
— Bo twój ojciec nie chciał już ze mną rozmawiać.
Jej głos stał się cichszy.
— Ale wiedziałam, że jeśli zagrożę mu utratą wszystkiego, zgodzi się oddać mi jedyną osobę, której Krzysztof być może jeszcze zaufa.
— Mnie?
Antonina pokręciła głową.
— Nie.
Jej spojrzenie stwardniało.
— Ciebie Krzysztof nigdy wcześniej nie spotkał.
Przerwała.
— Ale twoją matkę znał bardzo dobrze.







No comments yet