Rozrywka

Ojciec Wydał Mnie Za Miliardera W Śpiączce — Gdy Usłyszał Mój Głos, Otworzył Oczy I Wyszeptał: „Nie Wołaj Ich”

Przez kilka sekund nie potrafiłam oderwać wzroku od telefonu. Nazwisko Jakuba pulsowało mi w głowie, choć przecież nie było zapisane na ekranie. Nie potrzebowałam podpisu. Słyszałam jego głos podczas pierwszego spotkania w holu — spokojny, lekko ironiczny, należący do człowieka, który zachowywał się tak, jakby nic na świecie nie mogło go zaskoczyć.

„To był Jakub” — powiedziałam cicho.

Aleksander otworzył oczy.

„Jesteś pewna?”

„Tak.”

Na jego twarzy nie pojawiło się zdziwienie. Tylko coś znacznie gorszego — potwierdzenie obawy, którą najwyraźniej nosił w sobie od dawna.

„Wiedziałeś?”

„Podejrzewałem.”

„Własnego kuzyna?”

Aleksander spróbował się podnieść, lecz jego ciało odmówiło posłuszeństwa. Podsunęłam mu pod plecy poduszkę. Ten drobny gest wydał mi się absurdalnie intymny. Jeszcze rano był dla mnie obcym człowiekiem, za którego zostałam wydana z powodu pieniędzy. Teraz pomagałam mu usiąść i razem słuchaliśmy nagrania mogącego dowodzić, że ktoś z jego rodziny chciał go uciszyć.

„Jeszcze raz” — wyszeptał.

Odtworzyłam plik ponownie.

„Dowiedziałem się, kto wyprowadza pieniądze z funduszu. Jutro spotkam się z prawnikiem. Nikomu z rodziny nie powiedziałem.”

Potem głos Jakuba:

„Aleksander, nie powinieneś był tego sprawdzać.”

Koniec.

„To nie dowodzi, że zrobił ci krzywdę” — powiedziałam.

Aleksander spojrzał na mnie uważnie.

„Wiem.”

To mnie zaskoczyło.

„Myślałam, że będziesz chciał natychmiast oskarżyć Jakuba.”

„Jeżeli przeżyłem dziewięć miesięcy, mogę poczekać jeszcze kilka dni.”

W jego oczach po raz pierwszy dostrzegłam człowieka, którym musiał być przed wypadkiem. Opanowanego. Inteligentnego. Niebezpiecznie cierpliwego.

Przesunęłam palcem po ekranie telefonu.

„Są inne nagrania.”

„Nie tutaj.”

„Dlaczego?”

Spojrzał na drzwi.

Zrozumiałam.

Ktoś mógł słuchać.

Schowałam telefon pod suknię dokładnie w chwili, gdy na korytarzu rozległy się kroki. Tym razem nikt nie zapukał.

Drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Wiktoria.

Jej wzrok zatrzymał się na mnie, potem na Aleksandrze.

„Marta powiedziała, że zabroniłaś podać mu wieczorne lekarstwo.”

„Chciałam wiedzieć, co dostaje mój mąż.”

„I po kilku godzinach małżeństwa uznałaś, że wiesz więcej niż lekarze?”

„Nie. Uznałam tylko, że mam prawo pytać.”

Przez moment patrzyła na mnie chłodno. Ku mojemu zdziwieniu w kąciku jej ust pojawił się niemal niewidoczny uśmiech.

„Może jednak nie jesteś tak potulna, jak wyglądałaś przy ołtarzu.”

Podeszła do łóżka.

Aleksander pozostawał nieruchomy.

Wiktoria poprawiła mu kołdrę. Jej dłoń na chwilę spoczęła na jego włosach i wtedy po raz pierwszy zobaczyłam w niej nie właścicielkę imperium, lecz babcię.

„Dziewięć miesięcy” — powiedziała cicho. „A ja każdego ranka wchodzę tutaj, oczekując cudu.”

Zrobiło mi się nieswojo.

Aleksander mógł ją słyszeć.

„Co właściwie wydarzyło się tamtej nocy?” zapytałam.

Jej ręka zastygła.

„Wypadek samochodowy.”

„Sam prowadził?”

„Tak.”

„Kto go znalazł?”

Wiktoria spojrzała na mnie.

„Skąd nagle takie zainteresowanie?”

„Jestem jego żoną.”

„Od kilku godzin.”

To samo zdanie powiedziała wcześniej Marta.

Przypadek?

„Chciałabym wiedzieć, za kogo wyszłam.”

Wiktoria przez chwilę milczała.

„Samochód znaleziono przy drodze prowadzącej z Warszawy. Aleksander wracał ze spotkania. Padało. Auto wypadło z jezdni.”

„Z jakiego spotkania?”

„Nie wiemy.”

„A telefon?”

„Nie znaleziono go.”

Poczułam ciężar ukrytego pod suknią urządzenia.

Wiktoria ruszyła do drzwi, ale przed wyjściem zatrzymała się.

„Jedna rada, Julio.”

Pierwszy raz wypowiedziała moje imię.

„W tym domu ciekawość nigdy nikomu nie pomogła.”

Drzwi zamknęły się za nią.

Odczekałam kilkanaście sekund.

„Możesz otworzyć oczy.”

Aleksander tego nie zrobił.

„Aleksander?”

W końcu wyszeptał:

„Ona kłamie.”

„W czym?”

„Nie wracałem ze spotkania.”

Nachyliłam się.

„Skąd wracałeś?”

„Jechałem na spotkanie.”

„Z kim?”

Spojrzał na mnie.

„Z prawnikiem.”

Wróciłam do telefonu i przejrzałam pozostałe pliki. Większość miała niezrozumiałe nazwy, lecz jeden zapisano jako „Kancelaria”.

Włączyłam go.

Usłyszałam głos Aleksandra.

„Panie mecenasie, mam dokumenty. Jeżeli coś mi się stanie, proszę uruchomić procedurę, o której rozmawialiśmy.”

Odpowiedział starszy mężczyzna.

„Rozumie pan konsekwencje?”

„Tak.”

„W takim razie potrzebujemy jeszcze podpisu drugiej osoby.”

Nagranie zakończyło się.

„Jakiej drugiej osoby?” zapytałam.

Aleksander wyglądał na równie zdezorientowanego.

„Nie pamiętam.”

Przejrzałam kontakty telefonu. Prawie wszystkie zostały usunięte. Został jeden numer oznaczony tylko literą „M”.

„Kto to?”

Aleksander pokręcił głową.

Nagle telefon zawibrował.

Prawie go upuściłam.

Na ekranie pojawiła się wiadomość z nieznanego numeru.

Telefon przecież przez dziewięć miesięcy pozostawał wyłączony.

Otworzyłam wiadomość.

„Jeśli Aleksander się obudził, nie ufaj nikomu w rezydencji. Szczególnie Wiktorii.”

Pod spodem znajdowało się zdjęcie.

Kliknęłam.

Fotografia została wykonana nocą, dziewięć miesięcy wcześniej. Przedstawiała Aleksandra stojącego obok samochodu kilka godzin przed wypadkiem.

Nie był sam.

Obok niego stał mój ojciec.

Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg.

„To niemożliwe.”

Aleksander wpatrywał się w ekran.

„Znasz go?”

Nie odpowiedziałam od razu.

Powiększyłam zdjęcie.

Nie było żadnych wątpliwości.

Ten sam płaszcz, który ojciec nosił przez ostatnie trzy zimy. Ten sam profil. Ta sama niewielka blizna przy skroni.

„To mój ojciec.”

Aleksander spojrzał na mnie tak, jakby dopiero teraz naprawdę zrozumiał, kim jestem.

W tej samej chwili telefon zawibrował ponownie.

Druga wiadomość była znacznie krótsza.

„Zapytaj go, dlaczego wybrał właśnie ciebie na żonę Aleksandra.”

No comments yet