Długi sygnał monitora przeciął pokój jak ostrze.
„Proszę się odsunąć!” krzyknęła Marta.
Przez sekundę nie zareagowałam. Wciąż czułam na dłoni słabnący uścisk Aleksandra i słyszałam jego ostatnie słowa.
Nazwisko, które miałaś dostać.
Marta nacisnęła przycisk alarmowy. Po chwili do pokoju wbiegł lekarz i dwóch członków personelu. Ktoś odciągnął mnie od łóżka. Ktoś inny zasłonił Aleksandra własnym ciałem.
„Co mu podano?”
„Standardową dawkę” — odpowiedziała Marta.
„Jaką dawkę?”
Nie usłyszałam odpowiedzi.
Drzwi zamknęły się przede mną.
Stałam na korytarzu boso, dopiero teraz zauważając, że gdzieś po drodze zgubiłam jeden but. Jakub pojawił się obok mnie.
„Co się stało?”
„Marta podała mu lek.”
„Dostaje leki codziennie.”
Spojrzałam na niego.
„Skąd wiesz, co dostaje?”
Na moment zamilkł.
„Mieszka tutaj od dziewięciu miesięcy, Julio.”
Zanim odpowiedziałam, po schodach weszła Wiktoria. Nie biegła. Nie pytała. Spojrzała tylko na zamknięte drzwi pokoju Aleksandra, a potem na mnie.
„Co zrobiłaś?”
Te trzy słowa zabolały bardziej, niż się spodziewałam.
„Ja?”
„Byłaś z nim przez większość wieczoru.”
„To Marta podała mu zastrzyk.”
Wiktoria przeniosła wzrok na Jakuba.
„Znajdź doktora Bieleckiego.”
„Jest w środku.”
„Nie tego.”
Jakub natychmiast spoważniał.
„Babciu…”
„Teraz.”
Po raz pierwszy zobaczyłam, że Jakub bez dyskusji wykonuje jej polecenie.
Wiktoria chwyciła mnie za łokieć i zaprowadziła kilka metrów dalej.
„Czy Aleksander się obudził?”
Zamarłam.
Nie zapytała, czy się poruszył.
Nie zapytała, czy coś powiedział.
Zapytała dokładnie o to.
„Dlaczego pani pyta?”
„Odpowiedz.”
„Najpierw pani.”
Jej oczy zwęziły się.
„Co ci powiedział?”
Milczałam.
Wtedy zobaczyłam coś niespodziewanego.
Strach.
Wiktoria Ostrowska naprawdę się bała.
„Jeżeli się obudził, nie możesz nikomu o tym mówić.”
„Ale pani już wie.”
„Podejrzewam.”
„Dlaczego?”
Spojrzała na drzwi.
„Bo Marta nigdy wcześniej nie podała mu dodatkowej dawki.”
Poczułam lodowaty ucisk w żołądku.
„Skąd pani wie, że była dodatkowa?”
Wiktoria nie odpowiedziała.
Drzwi pokoju otworzyły się. Wyszedł lekarz.
„Stan jest stabilny. Doszło do gwałtownego spadku ciśnienia i zaburzeń rytmu, ale sytuacja została opanowana.”
„Co mu podano?” zapytałam.
Lekarz spojrzał na Martę stojącą za nim.
„Diazepam.”
„Chcę zobaczyć ampułkę.”
Marta pobladła.
Lekarz zmarszczył brwi.
„Po co?”
„Bo chcę wiedzieć, co naprawdę dostał mój mąż.”
„To absurdalne” — powiedziała Marta.
„W takim razie pokaż mi ją.”
Wiktoria odezwała się chłodno:
„Pokaż.”
Marta przez moment się nie poruszyła.
Potem sięgnęła do kieszeni.
Była pusta.
„Wyrzuciłam ją.”
„Gdzie?”
„Do pojemnika na odpady medyczne.”
Wiktoria spojrzała na jednego z pracowników.
„Znajdź ją.”
Marta zrobiła krok do przodu.
„Pani Ostrowska, to naprawdę niepotrzebne.”
„Właśnie stało się konieczne.”
Marta wyszła bez słowa.
Wtedy przypomniałam sobie telefon Aleksandra.
Został w pokoju.
Pod materacem.
Jeżeli Marta przeszukała łóżko…
Weszłam do środka.
Aleksander leżał blady, z zamkniętymi oczami. Podeszłam do materaca i wsunęłam pod niego dłoń.
Nic.
Przesunęłam rękę dalej.
Telefon zniknął.
Serce przyspieszyło.
„Szukasz czegoś?”
Odwróciłam się.
Jakub stał w drzwiach.
„Kolczyka.”
Uśmiechnął się.
„Nie masz kolczyków.”
Dotknęłam odruchowo uszu.
Błąd.
Jakub zamknął drzwi.
„Wiesz, Julio, nie jesteś dobra w kłamaniu.”
„Czego chcesz?”
„Dowiedzieć się, dlaczego kilka minut po wejściu do tego pokoju Aleksander dostał pierwszego od miesięcy poważnego ataku.”
„Sugerujesz, że zrobiłam mu krzywdę?”
„Sugeruję, że od twojego pojawienia się wszystko zaczęło się zmieniać.”
Podszedł bliżej.
„Twój ojciec otrzymał dwa miliony. Twoja matka pracowała dla naszej rodziny. Ty zostajesz żoną Aleksandra dokładnie wtedy, kiedy fundusz ma zmienić właściciela.”
„Skoro wiesz tyle o mojej rodzinie, dlaczego wcześniej nic nie powiedziałeś?”
Uśmiech zniknął.
„Bo próbuję ustalić, po której jesteś stronie.”
„Nie jestem po żadnej.”
„W tym domu każdy jest po jakiejś.”
Wyszedł.
Poczekałam, aż jego kroki ucichną, i pochyliłam się nad Aleksandrem.
„Jeśli mnie słyszysz, rusz palcem.”
Nic.
„Aleksander?”
Czekałam.
W końcu jego mały palec drgnął.
Ulga niemal odebrała mi siły.
„Telefon zniknął.”
Palec poruszył się ponownie.
„Wiesz, kto go zabrał?”
Nie było reakcji.
Usiadłam obok niego.
Telefon zawierał nagrania. Dowód. Wiadomości od tajemniczej osoby. Jeżeli ktoś go znalazł, wiedział już, że odkryłam przynajmniej część prawdy.
Drzwi otworzyły się.
Ojciec.
Wyglądał na dziesięć lat starszego niż rano.
„Musimy stąd wyjechać.”
„Nie zostawię Aleksandra.”
„Nie mówię o nim. Mówię o tobie.”
„Dlaczego?”
Zamknął drzwi.
„Bo popełniłem błąd. Myślałem, że małżeństwo cię ochroni.”
„Przed czym?”
Ojciec wyjął portfel. Z ukrytej przegródki wyciągnął niewielki klucz.
„Twoja matka zostawiła dwie rzeczy. Kopertę dla Aleksandra i klucz dla ciebie.”
„Dlaczego dajesz mi go dopiero teraz?”
„Bo miałem ci go przekazać tylko wtedy, gdy Aleksander się obudzi.”
Spojrzałam na niego.
„Wiedziałeś, że może się obudzić?”
„Miałem nadzieję.”
Wzięłam klucz.
Na metalowej zawieszce widniał numer 317.
„Do czego jest?”
„Skrytka depozytowa na Dworcu Centralnym.”
„Co jest w środku?”
„Nie wiem.”
„Znowu?”
Ojciec spuścił wzrok.
„Julia, twoja matka miała przede mną tajemnice.”
„Najwyraźniej wszyscy je mieli.”
Chciałam schować klucz, kiedy ojciec złapał mnie za rękę.
„Jest jeszcze coś.”
„Co?”
„Te dwa miliony, o których powiedział ci Jakub…”
Zamarłam.
„Skąd wiesz, że mi powiedział?”
„Bo wiedziałem, że to zrobi.”
„Za co dostałeś pieniądze?”
Ojciec długo milczał.
„Nie dostałem ich.”
„Widziałam wyciąg.”
„Przelew był na moje nazwisko, ale pieniądze nigdy do mnie nie trafiły.”
„To dokąd trafiły?”
„Na konto założone przy użyciu moich danych.”
„Przez kogo?”
Ojciec spojrzał mi prosto w oczy.
„Przez twoją matkę.”
Poczułam, że przestaję rozumieć cokolwiek.
„Mama nie żyła już wtedy od ponad roku.”
„Wiem.”
„Więc to niemożliwe.”
„Właśnie dlatego zacząłem szukać.”
Wyciągnął telefon i pokazał mi fotografię dokumentu bankowego. Konto zostało otwarte cztery miesiące po śmierci mamy.
Na jej nazwisko.
Pod dokumentem widniał podpis.
Znałam go.
Widziałam go setki razy na kartkach urodzinowych i szkolnych zgodach.
Podpis mojej matki.
„Ktoś go podrobił.”
„Też tak myślałem.”
Ojciec przesunął ekran.
Zobaczyłam zdjęcie z kamery bankowej wykonane w dniu otwarcia rachunku.
Kobieta stała przy stanowisku obsługi plecami do kamery. Miała ten sam wzrost co mama. Te same ciemne włosy. Ten sam charakterystyczny beżowy płaszcz, który pamiętałam z dzieciństwa.
„Nie.”
„Julia…”
„Nie.”
Powiększyłam fotografię.
Kobieta odwracała lekko głowę.
Widać było fragment profilu.
Wypuściłam telefon z dłoni.
To była twarz mojej matki.
Zdjęcie wykonano cztery miesiące po jej pogrzebie.







No comments yet