Rozrywka

Ojciec Wydał Mnie Za Miliardera W Śpiączce — Gdy Usłyszał Mój Głos, Otworzył Oczy I Wyszeptał: „Nie Wołaj Ich”

Przez długą chwilę patrzyłam na ostatnią wiadomość, jakby odpowiedź mogła pojawić się między literami.

„Zapytaj go, dlaczego wybrał właśnie ciebie na żonę Aleksandra.”

Jeszcze rano znałam odpowiedź. Ojciec potrzebował pieniędzy. Ostrowscy potrzebowali żony dla nieprzytomnego spadkobiercy. Ja byłam rozwiązaniem dwóch problemów jednocześnie. Okrutnym, upokarzającym, ale prostym.

Teraz nic nie było proste.

„Powiedział, że chodziło o długi” — wyszeptałam.

Aleksander obserwował mnie uważnie.

„Jak duże?”

„Wystarczająco duże, żeby stracić wszystko.”

„Kto zaproponował małżeństwo?”

To pytanie zatrzymało mnie.

Przypomniałam sobie rozmowę przy kuchennym stole. Ojciec pokazał mi dokumenty. Mówił o funduszu Ostrowskich, terminie trzydziestych urodzin Aleksandra i przejęciu kontroli przez kuzyna. Byłam wtedy zbyt przerażona wizją komornika, żeby zapytać o najważniejsze.

Skąd mój ojciec w ogóle znał szczegóły rodzinnego funduszu jednej z najbogatszych rodzin w Polsce?

„Nie wiem.”

Aleksander zmarszczył brwi.

„Musisz się dowiedzieć.”

„Teraz?”

„Zanim ktoś dowie się o mnie.”

Spojrzałam na telefon.

„A osoba wysyłająca wiadomości?”

„Nie odpowiadaj.”

„Może próbuje nam pomóc.”

„Albo sprawdzić, czy telefon został znaleziony.”

Miał rację.

Wyłączyłam urządzenie.

Wtedy Aleksander powiedział coś, co zabolało bardziej, niż powinno.

„Nie mogę też ufać tobie.”

Podniosłam głowę.

„Słucham?”

„Twój ojciec był ze mną przed wypadkiem.”

„To nie znaczy, że ja o tym wiedziałam.”

„Nie powiedziałem, że wiedziałaś.”

„Ale pomyślałeś.”

Milczał.

Wstałam.

„Wiesz co? Jeszcze kilka godzin temu byłam przekonana, że największym problemem mojego życia jest małżeństwo z człowiekiem w śpiączce. Teraz ten człowiek rozmawia ze mną i sugeruje, że mój ojciec może mieć coś wspólnego z jego wypadkiem. Pozwól więc, że też będę trochę podejrzliwa.”

Na moment w jego oczach pojawiło się coś przypominającego skruchę.

„Julia.”

Zatrzymałam się przy drzwiach.

„Co?”

„Nie idź sama.”

Prawie się roześmiałam.

„Nie możesz jeszcze wstać.”

„Właśnie dlatego mówię, żebyś nie szła.”

Nie odpowiedziałam.

Miałam jednak zamiar zrobić dokładnie odwrotnie.

Ojciec nadal przebywał w rezydencji. Wiktoria zaprosiła go na kolację, choć teraz zaczynałam podejrzewać, że zaproszenie nie miało nic wspólnego z uprzejmością.

Znalazłam go dwadzieścia minut później w oranżerii. Stał przy wysokim oknie z kieliszkiem whisky.

„Musimy porozmawiać.”

Odwrócił się.

„Co się stało?”

„Skąd wiedziałeś o warunkach funduszu Ostrowskich?”

Jego twarz zmieniła się niemal niezauważalnie.

„Mówiłem ci.”

„Nie. Powiedziałeś, jakie są warunki. Pytam, skąd o nich wiedziałeś.”

Odstawił kieliszek.

„Julia, to nie jest odpowiedni moment.”

„Właśnie teraz jest odpowiedni.”

„Nie podnoś głosu.”

„Znałeś Aleksandra przed wypadkiem?”

Cisza.

Tylko jedna sekunda.

Ale wystarczyła.

„Znałeś.”

Ojciec podszedł do drzwi oranżerii i zamknął je.

„Kto ci powiedział?”

„Więc to prawda.”

„Odpowiedz.”

Nigdy wcześniej nie widziałam go tak przestraszonego.

„Byłeś z nim w noc wypadku?”

Zbladł.

To była odpowiedź.

„Boże…”

„Julia, posłuchaj mnie.”

Cofnęłam się.

„Przez trzy tygodnie pozwalałeś mi wierzyć, że zostałam wybrana przypadkiem.”

„Chciałem cię chronić.”

Zaśmiałam się gorzko.

„Sprzedając mnie w małżeństwo?”

„To małżeństwo było jedynym sposobem, żebyś znalazła się tutaj.”

Zamarłam.

„Co?”

Ojciec zamknął oczy.

Najwyraźniej powiedział za dużo.

„Dlaczego miałabym znaleźć się tutaj?”

„Nie mogę ci powiedzieć.”

„Możesz. I zrobisz to teraz.”

„Nie tutaj.”

„W takim razie wychodzę.”

Złapał mnie za nadgarstek, ale natychmiast puścił, widząc moją reakcję.

„Twoja matka znała Ostrowskich.”

Wszystkie myśli nagle ucichły.

„Mama?”

„Pracowała dla nich.”

„Mama była księgową w małej firmie.”

„Przez ostatnie lata. Wcześniej pracowała w fundacji Ostrowskich.”

Patrzyłam na niego, nie mogąc uwierzyć.

„Dlaczego nigdy mi nie powiedziała?”

„Bo obiecała, że tego nie zrobi.”

„Komu?”

Ojciec spojrzał w stronę drzwi.

„Wiktorii.”

Poczułam mdłości.

„Co ma z tym wspólnego Aleksander?”

Ojciec przetarł twarz.

„Dwa lata temu twoja matka znalazła coś w dokumentach fundacji. Coś, czego nie powinna była znaleźć.”

„Co?”

„Nie wiem. Nigdy mi nie powiedziała. Tylko że jeśli kiedykolwiek coś jej się stanie, mam znaleźć Aleksandra.”

Serce ścisnęło mi się boleśnie.

Mama zmarła dwa lata temu. Nagłe zatrzymanie krążenia. Tak powiedzieli lekarze. Nie było żadnej tajemnicy.

A przynajmniej tak sądziłam.

„Znalazłeś go?”

Ojciec skinął głową.

„Dziewięć miesięcy temu.”

„W noc wypadku.”

„Tak.”

Głos mu zadrżał.

„Przekazałem Aleksandrowi kopertę, którą zostawiła twoja matka. Powiedziała, że tylko on może ją otworzyć.”

„Co było w środku?”

„Nie wiem.”

„Kłamiesz.”

„Przysięgam.”

„A potem Aleksander miał wypadek.”

Ojciec spuścił wzrok.

„Kilka godzin później.”

Chciałam zapytać o dziesiątki rzeczy, ale drzwi oranżerii nagle się otworzyły.

Stał w nich Jakub.

Uśmiechał się.

„Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.”

Ojciec zesztywniał.

Jakub wszedł do środka.

„Wiktoria czeka z kolacją.”

Jego spojrzenie przesunęło się między nami.

„Wyglądacie, jakbyście rozmawiali o czymś bardzo poważnym.”

„Rodzinne sprawy” — odpowiedział ojciec.

„Oczywiście.”

Jakub spojrzał na mnie.

„Julia, mogę cię na chwilę porwać?”

„Jestem zajęta.”

„To ważne.”

Ojciec ledwo zauważalnie pokręcił głową.

Nie idź.

Właśnie dlatego poszłam.

Jakub zaprowadził mnie do biblioteki i zamknął drzwi.

„Nie wiem, co powiedział ci ojciec” — zaczął — „ale zanim mu uwierzysz, powinnaś coś zobaczyć.”

Wyjął z szuflady biurka cienką teczkę.

Położył przede mną dokument.

Był to wyciąg bankowy sprzed dziewięciu miesięcy.

Nazwisko odbiorcy znałam aż za dobrze.

Mój ojciec.

Kwota sprawiła, że musiałam przeczytać ją dwukrotnie.

Dwa miliony złotych.

Przelew wykonano trzy dni przed wypadkiem Aleksandra.

„Skąd miał te pieniądze?” zapytałam.

„To nie jest najważniejsze pytanie.”

Jakub wyjął drugi dokument.

Tym razem był to raport dotyczący samochodu Aleksandra.

Przesunął palcem po jednym zdaniu.

Układ hamulcowy nosił ślady celowej ingerencji.

Zrobiło mi się zimno.

„Policja tego nie wykryła?”

„Ten raport nigdy do niej nie trafił.”

„Dlaczego?”

Jakub długo na mnie patrzył.

„Bo Wiktoria go ukryła.”

Już chciałam odpowiedzieć, kiedy z korytarza dobiegł gwałtowny dźwięk alarmu.

Monitor medyczny.

Z pokoju Aleksandra.

Nie zastanawiałam się ani sekundy.

Wybiegłam.

Kiedy dotarłam na górę, drzwi jego pokoju były otwarte. Marta stała przy łóżku ze strzykawką w dłoni.

Aleksander drżał, a jego puls na monitorze gwałtownie spadał.

„Co mu podałaś?!”

Marta odwróciła się.

Na jej twarzy nie było paniki.

„Lek zalecony przez lekarza.”

Rzuciłam się do łóżka.

Aleksander z ogromnym wysiłkiem otworzył oczy. Jego palce zacisnęły się na mojej dłoni.

„Julia…”

„Jestem tutaj.”

Jego usta poruszyły się.

Nachyliłam się tak blisko, że poczułam jego oddech.

„Twój ojciec…”

Głos zanikł.

„Co z moim ojcem?”

Aleksander walczył, żeby dokończyć.

„On mnie… ostrzegł.”

Zamarłam.

Nie oskarżył go.

Ostrzegł.

Aleksander zacisnął palce mocniej.

„Koperta…”

„Co było w kopercie?”

Jego spojrzenie nagle stało się przerażająco przytomne.

„Twoje nazwisko.”

„Moje?”

Pokręcił głową.

„Nie… to, które miałaś dostać.”

Monitor wydał długi, przeciągły sygnał, a Marta gwałtownie odepchnęła mnie od łóżka.

Dopiero wtedy zrozumiałam, że Aleksander nie mówił o nazwisku po ślubie.

Mówił o nazwisku, które moja matka ukrywała przede mną przez całe moje życie.

No comments yet