Przez kilka sekund widziałam tylko fotografię Aleksandra. Metalowe łóżko, szara ściana, fragment aparatury medycznej i jego twarz, nienaturalnie blada nawet w słabym świetle. Zdjęcie mogło być wykonane kilka minut wcześniej albo kilka miesięcy temu. Nie miałam sposobu, żeby to sprawdzić.
„Nie odpowiadaj” — powiedział Michał.
Podniosłam wzrok.
„Przed chwilą usłyszałam nagranie mamy, w którym ostrzega mnie przed tobą. Nie jesteś najlepszą osobą do wydawania mi poleceń.”
Zacisnął szczękę.
„Jeśli odpiszesz, potwierdzisz, że masz zawartość skrytki.”
„Oni już to wiedzą.”
„Nie wiedzą, co dokładnie znalazłaś.”
To miało sens, czego nienawidziłam.
Schowałam pendrive do wewnętrznej kieszeni płaszcza. List mamy i fotografię wsunęłam do torby.
„Jadę pod adres z nagrania.”
„To pułapka.”
„Oczywiście, że pułapka.”
„I mimo to pojedziesz?”
„Aleksander nie może sam zejść z łóżka. Ktoś go zabrał kilka godzin po przebudzeniu. Więc tak.”
Michał przyglądał mi się przez moment.
„Jesteś podobna do Anny.”
„Nie wykorzystuj jej teraz, żeby zdobyć moje zaufanie.”
Odwróciłam się.
„Julia.”
Zatrzymałam się.
„Dwadzieścia sześć lat temu zdradziłem twoją matkę.”
Te słowa sprawiły, że powoli spojrzałam przez ramię.
„Co zrobiłeś?”
„Powiedziałem niewłaściwemu człowiekowi, co odkryła.”
„Komu?”
Michał pokręcił głową.
„Jeśli powiem ci teraz nazwisko, nie pojedziesz do kliniki. Pojedziesz prosto do tej osoby.”
„Nie decyduj za mnie.”
„Wtedy też próbowałem decydować za Annę. I prawie ją przez to zabiłem.”
Wyszedł przede mną.
Nie wiedziałam, czy właśnie przyznał się do winy, czy po raz kolejny powiedział tylko tyle, ile było mu wygodnie.
Prywatna klinika znajdowała się ponad trzydzieści kilometrów od Warszawy, za wysokim murem i pasem lasu. Oficjalnie budynek wyglądał na zamknięty. Nie świecił się żaden szyld, parking był niemal pusty.
Michał zaparkował kilkaset metrów dalej.
„Nie wchodzimy głównym wejściem.”
„Skąd znasz budynek?”
„Byłem tutaj wcześniej.”
„Kiedy?”
„W noc, kiedy twoja matka oficjalnie umarła.”
Spojrzałam na niego.
„Była tutaj?”
Skinął głową.
„Bielecki pomógł upozorować jej śmierć.”
„Więc ją ratował?”
„Tak.”
„Dlaczego teraz pracuje dla Ostrowskich?”
„Bo zawsze dla nich pracował.”
To była kolejna sprzeczność, ale nie miałam czasu jej rozwiązywać.
Dostaliśmy się do środka bocznym wejściem. Michał znał stary kod. To nie uspokoiło mnie ani trochę.
Korytarze pachniały środkami dezynfekującymi. Część pomieszczeń była pusta, lecz z dalszego skrzydła dochodził cichy dźwięk aparatury.
Na drzwiach jednego pokoju widniał numer 12.
Dokładnie taki numer zauważyłam na monitorze stojącym obok Aleksandra na zdjęciu.
Nacisnęłam klamkę.
Zamknięte.
Michał wyciągnął cienką kartę magnetyczną.
„Skąd ją masz?”
„Później.”
„Coraz bardziej nienawidzę tego słowa.”
Drzwi ustąpiły.
Aleksander tam był.
Podeszłam do łóżka.
„Aleksander.”
Jego oczy pozostały zamknięte.
Dotknęłam jego dłoni.
Była ciepła.
„Aleksander, to ja.”
Palce poruszyły się.
Ulga była tak silna, że prawie się rozpłakałam.
Jego powieki uniosły się.
„Julia…”
„Zabieramy cię stąd.”
Nagle ścisnął moją rękę.
„Nie.”
„Co?”
„Nie uciekaj.”
Spojrzałam na Michała.
„Co mu podali?”
Aleksander oddychał płytko.
„Sam… kazałem się zabrać.”
Zamarłam.
„Co powiedziałeś?”
„Musiałem zniknąć.”
„Kto cię tutaj przywiózł?”
Drzwi za nami zamknęły się.
Odwróciłam się.
W wejściu stała Wiktoria.
Obok niej doktor Bielecki.
Nie było ochroniarzy. Nie było Marty.
Tylko oni.
„Ja” — powiedziała Wiktoria.
Poczułam, jak gniew wypiera strach.
„Porwała pani własnego wnuka?”
„Uratowałam go.”
„Przed kim?”
„Przed człowiekiem, który od dziewięciu miesięcy czekał, aż Aleksander pokaże pierwszy znak świadomości.”
„Jakubem?”
„Nie.”
„Martą?”
„Marta wykonuje polecenia.”
„Czyje?”
Wiktoria spojrzała na Michała.
„Jego.”
Odwróciłam się.
Michał nie zaprzeczył.
Zrobiłam krok w tył.
„Co?”
„To nieprawda” — powiedział spokojnie.
Wiktoria wyjęła telefon.
„Naprawdę?”
Pokazała nagranie z monitoringu rezydencji. Data pochodziła sprzed trzech miesięcy.
Marta stała przy bocznej bramie.
Po drugiej stronie znajdował się Michał.
Wręczał jej kopertę.
„Co jej dawałeś?” zapytałam.
„Pieniądze.”
„Za co?”
„Za informacje o stanie Aleksandra.”
„Dlaczego?”
Milczał.
Wiktoria odpowiedziała za niego.
„Bo Michał również czekał, aż mój wnuk się obudzi.”
„Po co?”
„Żeby dowiedzieć się, gdzie Aleksander ukrył listę.”
Michał zrobił krok w moją stronę.
„Julia, posłuchaj…”
„Nie.”
Cofnęłam się do łóżka.
Aleksander próbował coś powiedzieć.
Nachyliłam się.
„Pendrive” — wyszeptał.
„Mam go.”
Jego oczy rozszerzyły się.
„Nie.”
„Co?”
„To nie jest… pendrive Anny.”
Poczułam zimno.
„Ale był w jej skrytce.”
„Wiem.”
„Skąd?”
Aleksander zebrał siły.
„Bo prawdziwy… dała mnie.”
„Kiedy?”
„Przed wypadkiem.”
Spojrzałam na urządzenie w dłoni.
„Więc co jest na tym?”
Aleksander spojrzał na Michała.
„Przynęta.”
Michał nagle ruszył.
Nie w moją stronę.
Do drzwi.
Wiktoria krzyknęła:
„Zatrzymaj go!”
Bielecki próbował zagrodzić mu drogę, ale Michał odepchnął drzwi i wybiegł na korytarz.
Nie pobiegłam za nim.
Na pendrivie nadal znajdowało się kilka folderów, których wcześniej nie otworzyłam.
Podłączyłam go do laptopa stojącego przy aparaturze.
Jeden folder był zabezpieczony hasłem.
Aleksander wyszeptał:
„Anna.”
Wpisałam.
Błąd.
„Julia.”
Błąd.
Wiktoria patrzyła na ekran.
„Spróbuj Michał.”
Wpisałam.
Folder się otworzył.
W środku znajdował się jeden dokument.
Lista przelewów.
Setki transakcji.
Nazwiska, daty, numery kont.
Przesuwałam ekran, aż zobaczyłam pozycję sprzed dwóch lat.
Dzień przed oficjalną śmiercią mamy.
Odbiorca otrzymał pięć milionów złotych.
Nie był nim Michał.
Nie był Jakub.
Nie była Wiktoria.
Był nim mój ojciec.
Pod przelewem znajdowała się notatka:
„Zapłata za Annę K.”
Poczułam, że przestaję oddychać.
Telefon zadzwonił.
Ojciec.
Odebrałam.
Przez kilka sekund słyszałam tylko jego ciężki oddech.
„Julia, nie wracaj do rezydencji.”
Spojrzałam na dokument.
„Tato… za co dostałeś pięć milionów?”
Zapadła cisza.
„Skąd o tym wiesz?”
To wystarczyło.
Wiedział.
„Co zrobiłeś mamie?”
„Nie mogę ci tego powiedzieć przez telefon.”
„Powiesz mi teraz.”
„Julia…”
„Czy sprzedałeś ją?”
Po drugiej stronie usłyszałam coś przypominającego szloch.
Potem ojciec powiedział:
„Nie zapłacili mi za twoją matkę.”
„Więc za co?”
Jego odpowiedź sprawiła, że nawet Wiktoria pobladła, gdy włączyłam głośnik.
„Zapłacili mi za to, żebym przez dwadzieścia sześć lat udawał, że jesteś moją córką.”
Aleksander otworzył oczy.
A ojciec dodał:
„Bo człowiek, którego nazwisko naprawdę powinnaś nosić, nie nazywa się Michał.”
Połączenie nagle się urwało.







No comments yet