Przez kilka sekund nie byłam w stanie oderwać wzroku od ekranu.
Srebrna obrączka z czarnym kamieniem.
Ten pierścień widziałam tysiące razy.
Na rodzinnych zdjęciach.
Przy świątecznym stole.
Na dłoni ojca, kiedy jako dziecko prowadził mnie przez ulicę.
Nie istniała możliwość, żebym się pomyliła.
— Zatrzymaj nagranie — powiedziałam.
Mechanik nacisnął klawisz.
Postać zamarła w pół kroku.
Kaptur zasłaniał twarz, ale dłoń pozostawała wyraźna.
Mecenas Zieliński spojrzał na mnie.
— Rozpoznaje pani tę biżuterię?
— Należy do mojego ojca.
Wypowiedzenie tych słów bolało bardziej, niż powinno.
Po wszystkim, co wydarzyło się w moim domu, nie sądziłam już, że moja rodzina może mnie czymkolwiek zaskoczyć.
Myliłam się.
Zieliński natychmiast zadzwonił do funkcjonariusza prowadzącego sprawę.
Nagranie zostało zabezpieczone.
Nie minęła godzina, gdy dostałam wiadomość od ojca.
**Musimy porozmawiać bez policji. Przyjedź sama.**
Pokazałam ją mecenasowi.
— Nie pojedzie pani sama — powiedział.
— Napisał, żebym przyjechała sama.
— Tym bardziej.
Spotkaliśmy się z ojcem na parkingu przed zamkniętą restauracją niedaleko obwodnicy.
Zieliński został w samochodzie kilkadziesiąt metrów dalej.
Ojciec stał przy swoim aucie.
Nie wyglądał już jak człowiek, który jeszcze dzień wcześniej żądał ode mnie pieniędzy.
Był blady.
Zmęczony.
Na prawej dłoni nie miał obrączki.
Spojrzałam na miejsce, gdzie zwykle ją nosił.
— Gdzie jest pierścień?
Jego twarz drgnęła.
— Ewa...
— Byłeś w warsztacie.
Nie zaprzeczył.
To wystarczyło.
— Dlaczego?
Ojciec rozejrzał się nerwowo.
— Paweł zadzwonił do mnie późno w nocy.
— O której?
— Po jedenastej.
— I co powiedział?
Przełknął ślinę.
— Że Marek zostawił samochód w warsztacie i że trzeba go odebrać.
— Dlaczego ty?
— Powiedział, że nie może pojechać.
Zaśmiałam się krótko.
Bez cienia humoru.
— I po prostu włamałeś się nocą do zamkniętego warsztatu?
— Nie włamałem się.
Ojciec spuścił wzrok.
— Paweł podał mi kod do bramy.
Poczułam zimno.
— Skąd Paweł znał kod?
— Nie wiem.
— A kluczyki?
Milczał.
— Tato.
— Wiedział, gdzie są.
To oznaczało, że Paweł musiał wcześniej znać warsztat.
Albo ktoś mu wszystko przekazał.
— Dokąd zawiozłeś samochód?
Ojciec długo nie odpowiadał.
W końcu powiedział:
— Do magazynu Pawła.
Zrobiłam krok bliżej.
— Samochód Marka, który następnego ranka zabił mojego męża i córkę, był kilka godzin wcześniej w magazynie Pawła?
Ojciec zacisnął powieki.
— Nie wiedziałem, co się stanie.
— Ale wiedziałeś, że Marek zostawił samochód u mechanika, bo coś było z nim nie tak?
— Nie.
— Nie kłam.
— Naprawdę nie wiedziałem.
Przypomniałam sobie notatkę Marka.
**Sprawdzić warsztat — 11.08, 23:10.**
Jeśli Marek zostawił auto, bo podejrzewał ingerencję, Paweł najwyraźniej chciał je stamtąd zabrać przed dokładnym badaniem.
— Co zrobiłeś potem?
— Zostawiłem samochód i wróciłem taksówką.
— Kto był w magazynie?
Ojciec spojrzał na mnie po raz pierwszy od kilku minut.
— Paweł.
Zawahał się.
— I jeszcze jeden mężczyzna.
Serce przyspieszyło.
Wyciągnęłam telefon i pokazałam zdjęcie Romana Wysockiego, które Zieliński znalazł wcześniej w dokumentach spółki.
Ojciec pobladł.
— To on.
W tej samej chwili wszystko zaczęło układać się w coraz bardziej przerażający obraz.
Paweł.
Wysocki.
Samochód zabrany z warsztatu.
Ojciec uczestniczący w przewiezieniu go dokładnie tam, gdzie czekali obaj mężczyźni.
— Co robili, kiedy przyjechałeś?
— Kłócili się.
— O co?
— O Marka.
Zamarłam.
Ojciec przetarł twarz dłonią.
— Wysocki powiedział, że Marek „zaszedł za daleko” i że jeśli zacznie mówić, wszyscy będą mieli problemy.
— Wszyscy?
— Nie wiem, kogo miał na myśli.
— A Paweł?
Ojciec odwrócił wzrok.
— Powiedział, że sam to naprawi.
Poczułam mdłości.
— I wtedy odjechałeś?
— Tak.
— Niczego nie zapytałeś?
— Myślałem, że chodzi o pieniądze.
— Zawsze chodziło wam tylko o pieniądze.
Ojciec skrzywił się.
— Ewa...
— Dlaczego nie powiedziałeś tego policji?
Nie odpowiedział.
Wtedy zrozumiałam.
— Bo wiedziałeś, że samochód zniknął z warsztatu dzięki tobie.
— Bałem się.
— A kiedy Marek i Maja zginęli?
Głos mi się załamał.
— Wtedy też się bałeś?
Ojciec zaczął płakać.
Pierwszy raz w życiu widziałam łzy na jego twarzy.
Ale nie potrafiłam poczuć litości.
— Następnego ranka Paweł zadzwonił — powiedział.
— Co powiedział?
— Żebym niczego nie łączył. Że wypadek nie miał z nami nic wspólnego.
— Z nami?
Ojciec zacisnął szczękę.
— Powiedział dokładnie: „Jeśli ktoś zapyta, samochodu nigdy nie widziałeś”.
Wyjęłam telefon.
— Powiesz to policji.
Chwycił mnie za nadgarstek.
— Poczekaj.
Odsunęłam jego rękę.
— Co jeszcze?
Przez chwilę walczył ze sobą.
— W magazynie widziałem coś jeszcze.
— Co?
— Dokumenty. Dużo dokumentów na stole.
— Jakich?
— Nie wiem. Ale na jednej kartce było nazwisko Marka.
Ojciec zamknął oczy.
— I twoje.
Serce znów przyspieszyło.
— Moje?
— Tak.
— Dlaczego moje nazwisko było w dokumentach Wysockiego?
— Nie wiem.
Wtedy zadzwonił telefon Zielińskiego.
Widziałam przez szybę samochodu, jak odbiera.
Po kilku sekundach wysiadł i szybko ruszył w naszą stronę.
Jego twarz mówiła wszystko.
— Policja właśnie przeszukała magazyn pana Pawła — powiedział.
— Znaleźli sejf ukryty za ścianą biura.
Spojrzałam na niego.
— Co było w środku?
— Oryginały umów finansowych. Pendrive. I dokument sporządzony dwa tygodnie przed śmiercią Marka.
Zieliński zrobił krótką pauzę.
— Jest na nim pani podpis.
— Nigdy niczego nie podpisywałam.
— Wiem.
Podał mi zdjęcie przesłane przez funkcjonariusza.
Na dole dokumentu widniało moje imię i nazwisko.
**Ewa Nowak.**
Podpis wyglądał niemal identycznie jak mój.
Ale dokument mówił, że poręczyłam prywatnie długi firmy Pawła na kwotę przekraczającą milion złotych.
I wtedy zrozumiałam, dlaczego Marek tak rozpaczliwie próbował odkryć, co robi mój brat.
Nie chodziło już tylko o jego pieniądze.
Paweł i Wysocki próbowali wciągnąć również mnie.
Ciąg dalszy — kliknij Część 6, aby czytać dalej.







No comments yet