Rozrywka

Pochowałam męża i córkę sama. Trzy dni później rodzina przyszła po 160 tysięcy złotych

Przez dłuższą chwilę patrzyłam na fotografię dokumentu z moim sfałszowanym podpisem.

Kwota przekraczała milion złotych.

Gdyby Marek nie zaczął zadawać pytań, mogłabym któregoś dnia obudzić się z długiem, o którego istnieniu nie miałam pojęcia.

— Jak długo o tym wiedział? — zapytałam.

Mecenas Zieliński spojrzał na mnie.

— O fałszywym poręczeniu? Prawdopodobnie około miesiąca.

— I dlatego sprawdzał Pawła.

— Tak.

Ojciec stał obok nas, milcząc.

Nie potrafiłam już na niego patrzeć.


— Jedziemy na policję — powiedziałam. — Teraz.

Tym razem nie protestował.

Podczas przesłuchania opowiedział wszystko.

O telefonie Pawła.

O kodzie do bramy warsztatu.

O zabraniu samochodu Marka.

O magazynie.

O Romanie Wysockim.

I o rozmowie, w której usłyszał, że Marek „zaszedł za daleko”.

Kiedy wyszliśmy z komisariatu, było już ciemno.


Mama czekała przy wejściu.

Zobaczyła ojca i natychmiast ruszyła w naszą stronę.

— Co ty zrobiłeś?!

Ojciec zatrzymał się.

— Powiedziałem prawdę.

Twarz mamy wykrzywiła się ze złości.

— Własnego syna pogrążasz?

Spojrzałam na nią.

— A Marek? A Maja?

Odwróciła się do mnie.


— Nie wiemy jeszcze, co się wydarzyło.

— Ale już wiesz, kogo chcesz chronić.

Nie odpowiedziała.

To wystarczyło.

Następnego dnia policja potwierdziła, że podpis na dokumencie nie należał do mnie.

Biegły wykazał również, że w plikach znalezionych na pendrivie z magazynu Pawła przechowywano kilka wersji tej samej umowy.

Jedna nie miała podpisu.

Druga zawierała zeskanowaną próbkę mojego podpisu.

Trzecia była tą, którą znaleziono w sejfie.

Ktoś przygotowywał fałszerstwo etapami.


Ale najważniejszy plik znajdował się w innym folderze.

Marek skopiował go przed śmiercią.

Była to lista przelewów pomiędzy firmą Pawła a spółkami powiązanymi z Wysockim.

Pieniądze krążyły między kontami, wracały pod innymi opisami, a część ostatecznie trafiała na rachunki prywatne.

Jeden należał do Pawła.

Drugi...

do mojej matki.

Kiedy Zieliński mi to pokazał, przez chwilę nie potrafiłam nic powiedzieć.

— Wiedziała?

— Nie mogę tego stwierdzić — odpowiedział. — Na jej konto wpłynęło jednak ponad siedemdziesiąt tysięcy złotych w ciągu ostatnich czterech miesięcy.


Przypomniałam sobie wakacyjne zdjęcie.

Biały piasek.

Kolorowe drinki.

Ich opalone twarze.

I pieniądze, które według wyciągów pochodziły z kwoty pożyczonej Pawłowi przez Marka.

— Muszę z nią porozmawiać.

Znaleźliśmy mamę w domu rodziców.

Kiedy położyłam przed nią wydruki, nawet ich nie dotknęła.

— Paweł mówił, że to zwrot kosztów — powiedziała.

— Jakich kosztów?


— Pomagałam mu.

— W czym?

— W firmie.

— Mamo, nigdy nie pracowałaś w jego firmie.

Zacisnęła usta.

— Czasami przyjmowałam przelewy.

— Dlaczego?

— Bo jego konta były kontrolowane.

W pokoju zapadła cisza.

Zieliński natychmiast spojrzał na mnie.


— Kto je kontrolował?

Mama zdała sobie sprawę, że powiedziała za dużo.

— Nie wiem.

— Roman Wysocki? — zapytałam.

Drgnęła.

Zobaczyłam to.

— Znasz go.

— Spotkałam go kilka razy.

— Ile?

— Nie pamiętam.


— Przestań.

Uderzyłam dłonią w stół.

— Pochowałam męża i sześcioletnią córkę, kiedy wy leżeliście na plaży. Trzy dni później przyszliście po pieniądze. Teraz okazuje się, że tata zabierał samochód Marka z warsztatu, Paweł fałszował mój podpis, a pieniądze Wysockiego przechodziły przez twoje konto.

Mama pobladła.

— Nie miałam nic wspólnego z wypadkiem.

— Nie pytałam jeszcze o wypadek.

Jej twarz zastygła.

Zieliński powoli odłożył długopis.

— Skąd pani wiedziała, że rozmowa dotyczy właśnie tego?

Mama otworzyła usta.


Nie odpowiedziała.

I wtedy zrozumiałam.

— Wiedziałaś, że Marek coś odkrył.

Jej oczy zaszkliły się.

— Paweł przyszedł do nas tydzień przed wypadkiem. Był przerażony.

— Dlaczego?

— Marek powiedział mu, że jeśli nie odda pieniędzy i nie wyjaśni tych dokumentów, zgłosi wszystko na policję.

— Jakich dokumentów?

— Tych z twoim podpisem.

Poczułam, jak zaciska mi się gardło.


Marek wiedział.

Próbował mnie ochronić aż do samego końca.

— Co zrobił Paweł?

— Powiedział, że Wysocki go zniszczy, jeśli wyjdzie na jaw, ile pieniędzy zniknęło.

— I co mu odpowiedziałaś?

Mama rozpłakała się.

— Żeby porozmawiał z Markiem.

— To wszystko?

Milczała.

— Mamo.

— Powiedziałam mu... żeby jakoś go powstrzymał.

Mój żołądek ścisnął się boleśnie.

— „Jakoś”?

— Nie miałam na myśli skrzywdzenia kogokolwiek!

— Ale wiedziałaś, że dzieje się coś poważnego.

— Myślałam, że go przekonają. Że Marek odpuści.

— A po jego śmierci?

Mama zaczęła szybko ocierać łzy.

— Paweł powiedział, że to był wypadek.

— I uwierzyłaś?

Nie odpowiedziała.

Po chwili Zieliński dostał telefon.

Odszedł kilka kroków i słuchał w milczeniu.

Kiedy wrócił, jego twarz była napięta.

— Laboratorium zakończyło analizę rękawic znalezionych w samochodzie Pawła.

Serce zaczęło mi walić.

— I?

— Są na nich ślady płynu hamulcowego.

Mama jęknęła.

Ale Zieliński jeszcze nie skończył.

— A mechanicy badający wrak potwierdzili, że przewód hamulcowy nie pękł w wyniku zderzenia.

Spojrzałam na niego.

— Co to znaczy?

— Został wcześniej celowo uszkodzony.

Przez chwilę słyszałam tylko własny oddech.

— Czy policja uważa, że zrobił to Paweł?

— Nadal prowadzą badania. Ale znaleźli jeszcze coś.

Wyjął telefon.

Na ekranie znajdowała się fotografia małej plastikowej opaski zabezpieczającej.

— Była przy przeciętym przewodzie. Na jej powierzchni zachował się częściowy odcisk palca.

— Czyj?

Zieliński popatrzył na mnie.

— Nie Pawła.

Poczułam, jak całe ciało napina mi się ze strachu.

— Wysockiego?

— Policja właśnie porównuje próbki.

Przerwał.

— Ale jest jeszcze jedna rzecz. W telefonie Pawła odzyskano usuniętą wiadomość wysłaną do Romana Wysockiego w noc przed śmiercią Marka.

— Co napisał?

Zieliński odczytał ją powoli.

— „Samochód jest już u mnie. Zrób tylko to, na co się umawialiśmy. Jutro Marek ma przestać być naszym problemem.”

Spojrzałam na matkę.

Tym razem nawet ona nie próbowała powiedzieć, że Paweł jest niewinny.

Ciąg dalszy — kliknij Część 7, aby czytać dalej.

No comments yet