Michał patrzył na Aleksandra Wolskiego i po raz pierwszy od chwili wejścia do magazynu nie potrafił zdecydować, które pytanie powinien zadać najpierw. Mężczyzna stojący przed nim miał siwe włosy, zmęczoną twarz i drobną bliznę biegnącą od lewej skroni ku uchu. Nie wyglądał jak ktoś, kto przez trzy dekady ukrywał się z fortuną. Jego płaszcz był stary, buty nosiły ślady błota, a dłonie przypominały ręce człowieka przyzwyczajonego do fizycznej pracy. Tylko oczy sprawiały, że Michał nie mógł odwrócić wzroku. Widział podobne codziennie w lustrze.
— Wejdź — powiedział w końcu.
Aleksander przekroczył próg. Robert odsunął się od niego.
— Miałeś nie żyć — powiedział.
— Wielu ludziom było to potrzebne.
— Odpowiedz na swoje własne pytanie — zażądał Michał. — Kto zginął zamiast ciebie?
Aleksander spojrzał na fotografię trzymaną przez Annę.
— Mój młodszy brat, Tomasz.
Cisza stała się ciężka.
Aleksander usiadł przy biurku Edwarda.
— W 1997 roku prowadziłem małą firmę budowlaną. Miałem też ziemię po dziadku. Wtedy niewiele wartą. Kilkanaście hektarów na obrzeżach Warszawy. Edward Harrison chciał ją kupić.
— Pod Koronę? — zapytała Anna.
— Korona wtedy jeszcze nie miała nazwy. Ale Edward wiedział, jak miasto będzie się rozwijać. Ja odmówiłem sprzedaży.
Michał spojrzał na dokumenty.
— Co to ma wspólnego z moją matką?
Aleksander zamilkł na moment.
— Elżbietę poznałem wcześniej.
Robert zamknął oczy, jakby znał tę część.
— Kochaliśmy się — powiedział Aleksander. — Potem pojawił się Edward.
— A potem ja — dokończył Michał.
— Tak.
Michał zacisnął szczękę.
— Jestem twoim synem?
Aleksander spojrzał mu prosto w oczy.
— Nie mam prawa powiedzieć ci tego bez dowodu.
Ta odpowiedź zaskoczyła Michała bardziej niż pewne „tak”.
— Edward uważał, że jestem. Elżbieta również. Ale nigdy nie wykonaliśmy badania.
— Dlaczego zniknąłeś?
Aleksander wyjął z kieszeni stary metalowy medalik.
— Bo ktoś próbował mnie zabić.
Opowiedział o listopadowym wieczorze, kiedy miał spotkać się z prawnikiem posiadającym dokumenty dotyczące gruntów. Tomasz pożyczył jego samochód. Kilka godzin później auto wypadło z drogi i stanęło w płomieniach. Ciała nie udało się jednoznacznie zidentyfikować. W samochodzie znaleziono dokumenty Aleksandra.
— Pozwoliłeś wszystkim uwierzyć, że to ty — powiedział Michał.
— Tak.
— Nawet mojej matce?
Na twarzy Aleksandra pojawił się ból.
— To była najgorsza decyzja mojego życia.
Michał zaśmiał się krótko, bez humoru.
— Dziś wszyscy opowiadają mi o najgorszych decyzjach swojego życia. Dziwnym trafem to ja płacę za każdą z nich.
Anna spojrzała na niego, ale nie przerwała.
— Dlaczego pojawiłeś się teraz? — zapytała.
Aleksander wskazał teczkę Korony.
— Bo Michał zatrzymał jutrzejszy kontrakt.
Robert gwałtownie podniósł głowę.
— Skąd o tym wiesz?
— Northbridge zostało stworzone przeze mnie.
Michał zesztywniał.
— Więc te przelewy…
— Nie trafiały do mnie.
— Twoje nazwisko jest na dokumentach.
— Podrobiono mój podpis i wykorzystano spółkę, kiedy oficjalnie już nie żyłem.
Robert podszedł bliżej.
— Kto?
Aleksander spojrzał na niego z pogardą.
— Nadal naprawdę nie rozumiesz?
Wyciągnął pendrive.
— Przez jedenaście lat zbierałem dowody. Fikcyjne spółki, transfery gruntów, przelewy, podstawione zarządy. Projekt Korona nie był tylko inwestycją. Służył do przesuwania pieniędzy między dziesiątkami podmiotów.
Michał poczuł chłód.
— Chcesz powiedzieć, że moja firma…
— Twoja firma była narzędziem. Nie twierdzę, że wiedziałeś.
— Kto tym kierował?
Aleksander spojrzał na zdjęcie Edwarda stojące na biurku.
— Na początku Edward.
Robert zaklął pod nosem.
— A później?
— Ktoś przejął mechanizm.
Michał przypomniał sobie wiadomość: „Edward nie zabrał tajemnicy do grobu”.
— Wspólnik.
Aleksander skinął głową.
— Edward próbował wycofać się po odkryciu prawdy o twoim pochodzeniu. Chciał przepisać część majątku na ciebie i ujawnić dokumenty dotyczące gruntów. Wtedy zaczęły się groźby.
Anna nagle zrozumiała.
— Dlatego ukryto bliźniaków.
Aleksander spojrzał na nią.
— Nie dlatego, że były problemem. Były zabezpieczeniem.
Michał poczuł, jak robi mu się zimno.
— Wyjaśnij.
— Gdybyś dowiedział się, że masz dzieci, Edward wiedział, że przestaniesz ryzykować wszystkim dla firmy. Mógłbyś też zacząć porządkować sprawy spadkowe. A wtedy odkryłbyś, że część majątku Harrisonów prawnie nie powinna należeć do rodziny.
Anna objęła się ramionami.
— Kto wiedział o chłopcach?
— Edward. Robert. Kilku prawników. Ktoś z laboratorium.
— I Wspólnik — powiedział Michał.
— Tak.
Telefon Michała zawibrował.
Marek Lewandowski.
Michał odebrał natychmiast.
— Co się stało?
— Chodzi o chłopców.
Anna znalazła się przy nim w jednej sekundzie.
— Co?!
— Są bezpieczni — powiedział Marek szybko. — Ale ktoś próbował wejść do mieszkania Katarzyny.
Michał spojrzał na Annę.
— Kto?
— Kobieta. Powiedziała, że jest ciotką Anny i przyszła po dzieci. Katarzyna nie otworzyła.
— Macie ją?
— Nie. Odeszła, zanim dotarłem na piętro. Ale monitoring ją nagrał.
— Wyślij zdjęcie.
Kilka sekund później fotografia pojawiła się na ekranie.
Anna spojrzała na twarz kobiety i pokręciła głową.
— Nie znam jej.
Robert natomiast pobladł.
Aleksander również ją rozpoznał.
— Kim ona jest? — zapytał Michał.
Robert usiadł.
— Monika Zielińska.
Była sekretarka Michała.
Kobieta, która cztery lata wcześniej zatrzymywała listy Anny.
— Znajdźcie ją — powiedział Michał do Marka. — I natychmiast przewieźcie chłopców w inne miejsce.
Po zakończeniu rozmowy odwrócił się do Roberta.
— Powiedziałeś, że Monika działała na polecenie ojca.
— Na początku tak.
— A później?
Robert milczał.
Aleksander odpowiedział za niego.
— Później pracowała dla Wspólnika.
Michał poczuł narastającą wściekłość.
— Więc powiedzcie mi wreszcie jego nazwisko.
Aleksander podłączył pendrive do starego laptopa znajdującego się na biurku. Otworzył folder oznaczony datą sprzed trzech lat — dwa dni przed śmiercią Edwarda.
W środku znajdowało się nagranie z kamery.
Edward siedział w swoim gabinecie naprzeciwko kogoś, kto pozostawał poza kadrem.
— To ostatnie nagranie, jakie mam — powiedział Aleksander.
Uruchomił film.
Edward wyglądał na chorego i wyczerpanego.
— To koniec — mówił. — Michał pozna prawdę. Oddam mu dokumenty.
Kobiecy głos odpowiedział spokojnie:
— Nie zrobisz tego.
Michał znieruchomiał.
Spodziewał się mężczyzny.
Edward spojrzał poza kamerę.
— Już raz odebrałaś mu rodzinę. Nie pozwolę ci zrobić tego drugi raz.
Nagranie urwało się.
Anna pierwsza przerwała ciszę.
— Znasz ten głos?
Michał nie odpowiedział.
Znał.
Słyszał go przez znaczną część dzieciństwa.
Robert patrzył w podłogę.
— Powiedz jej — wyszeptał.
Michał odsunął się od laptopa.
— To niemożliwe.
Aleksander otworzył drugi plik. Tym razem była to fotografia wykonana dwa miesiące wcześniej w Zurychu.
Przed bankiem stała elegancka starsza kobieta. Obok niej znajdowała się Monika Zielińska.
Michał poczuł, że nogi odmawiają mu posłuszeństwa.
Kobieta na zdjęciu oficjalnie nie żyła od dziewiętnastu lat.
Była młodszą siostrą Edwarda.
Matką chrzestną Michała.
Kobietą, która po śmierci Elżbiety przez lata pomagała go wychowywać.
— Helena Harrison — powiedział cicho.
Aleksander skinął głową.
— Edward przez lata nazywał ją Wspólnikiem.
Michał patrzył na fotografię.
— Dlaczego wszyscy myśleliśmy, że nie żyje?
Robert odpowiedział niemal szeptem:
— Bo Edward zapłacił za jej nową tożsamość.
— Dlaczego?
Robert spojrzał na Aleksandra, a potem na Michała.
— Ponieważ Helena wiedziała, kto naprawdę doprowadził do wypadku, w którym zginął Tomasz.
Michał zmarszczył brwi.
— Kto?
Robert przełknął ślinę.
— Nasza matka.
Aleksander gwałtownie wstał.
— Nie.
— Robert? — Michał zrobił krok w jego stronę.
— Elżbieta nie chciała zabić Tomasza — powiedział Robert. — Samochodem miał jechać Aleksander.
Michał poczuł, jak wszystko wokół niego nieruchomieje.
Robert mówił dalej:
— A człowiekiem, który pomógł jej przygotować tamten „wypadek”, była Helena.
Wtedy telefon Anny zawibrował.
Marek wysłał nową wiadomość.
„Mamy problem. Monika nie przyszła po dzieci sama.”
Pod spodem znajdowało się zdjęcie z drugiej kamery monitoringu.
Za Moniką stała starsza kobieta.
Helena Harrison.
A w ręce trzymała ten sam dziecięcy zeszyt z rakietami, który Jakub jeszcze godzinę wcześniej miał przy sobie.







No comments yet