— Nie otwieraj jej.
Eleonora powiedziała to natychmiast.
Maksymilian nadal patrzył na kartę pamięci leżącą na jego dłoni. Jeszcze kilka godzin wcześniej bez wahania otworzyłby każdy plik, złamał każdy kod i wykorzystał każdego człowieka, jeśli tylko dawało mu to przewagę. Teraz każde nowe odkrycie miało twarz kogoś, kogo kochał albo kiedyś kochał. Antonina żyła. Ojciec prawdopodobnie żył. Helena, którą Eleonora opłakiwała przez szesnaście lat, przed chwilą zadzwoniła. A Roth, człowiek, który przez lata siedział przy rodzinnym stole i prowadził najdelikatniejsze sprawy Krawczyków, znajdował się w centrum programu.
— Dlaczego twoja matka nie chce, żebym to zobaczył? — zapytał.
— Nie wiem.
— Właśnie dlatego muszę otworzyć.
— Maksymilian.
Eleonora stanęła przed nim.
— Moja matka pierwszy raz od szesnastu lat usłyszała mój głos i zamiast powiedzieć mi, gdzie jest, ostrzegła nas przed tą kartą. To wystarczy.
Maksymilian spojrzał na Zosię. Dziewczynka jadła naleśnik, który właśnie przyniesiono, całkowicie nieświadoma świata dorosłych.
Schował kartę do wewnętrznej kieszeni marynarki.
— Dobrze.
Anna wyraźnie odetchnęła.
— Co teraz? — zapytała.
Eleonora odpowiedziała pierwsza.
— Znajdujemy moją matkę.
Maksymilian spojrzał na doktor Łuczak.
— Czy Zosia może zostać tutaj?
— Medycznie powinna. Przynajmniej do rana.
— Nie zostawię jej ponownie — powiedziała Eleonora.
— Nie musisz — odparł Maksymilian. — Ty zostajesz. Ja jadę.
Eleonora pokręciła głową.
— Nie.
— Ela...
— Szesnaście lat myślałam, że moja matka nie żyje. Nie będziesz jej szukał beze mnie.
— A Zosia?
To zatrzymało ją.
Maksymilian podszedł bliżej.
— Tym razem nie musisz wybierać między ludźmi, których kochasz. Ja mogę pojechać.
Eleonora długo na niego patrzyła.
W końcu wyjęła z kieszeni różową gumkę Zosi i zacisnęła ją w dłoni.
— Jeśli ją znajdziesz...
Głos odmówił jej posłuszeństwa.
— Przywiozę ją — powiedział.
Anna ruszyła z nim.
Zanim wyszli, Zosia zawołała:
— Panie Maksie!
Odwrócił się.
Dziewczynka wyciągała w jego stronę połowę naleśnika.
— Dla pana.
Maksymilian uśmiechnął się po raz pierwszy od wielu godzin.
— Zostaw mi.
— Bo pan też musi jeść, jak jest chory.
— Ja nie jestem chory.
Zosia zmarszczyła brwi.
— Jest pan smutny. To prawie to samo.
Maksymilian nie znalazł odpowiedzi.
Ośrodek w Konstancinie znajdował się za wysokim murem porośniętym bluszczem. Oficjalnie zamknięto go jedenaście lat wcześniej. Maksymilian sprawdził właściciela podczas drogi.
Nieruchomość nadal należała do spółki zależnej fundacji.
Prezesem spółki był człowiek zmarły dziewięć lat wcześniej.
— Kolejny duch — powiedziała Anna.
Brama była otwarta.
— To zaproszenie — zauważył Maksymilian.
— Albo ostrzeżenie.
Weszli.
W głównym budynku świeciło się jedno okno.
Na recepcji nie było nikogo. Kurz pokrywał ladę, ale na podłodze widniały świeże ślady butów.
Maksymilian zauważył kamerę.
Dioda świeciła.
— Wiedzą, że jesteśmy.
Anna wskazała korytarz.
— Pokój z nagrania był na drugim piętrze.
Na schodach znaleźli pierwszą rzecz, której nie powinno tam być.
Damski szalik.
Anna podniosła go.
Na metce widniały inicjały.
H.M.
— Helena — powiedział Maksymilian.
Na drugim piętrze drzwi jednego z pokoi były otwarte.
W środku stało krzesło, kamera i ta sama drewniana szafka widoczna za Aleksandrem na nagraniu.
Na stole leżała filiżanka.
Jeszcze ciepła.
— Ktoś był tu kilka minut temu — powiedziała Anna.
Maksymilian zauważył kopertę.
Na niej napisano:
ELEONORA.
Otworzył ją.
W środku nie było listu.
Tylko zdjęcie.
Helena Majewska siedziała obok Aleksandra Krawczyka.
Fotografia została wykonana niedawno.
Na odwrocie widniało zdanie:
„Nie jesteśmy więźniami. Ukrywamy się.”
— Przed Rothem — powiedziała Anna.
Nagle drzwi zamknęły się za nimi.
Maksymilian odwrócił się.
W progu stał starszy mężczyzna.
Nie Aleksander.
Profesor Henryk Żmuda.
— Dawno się nie widzieliśmy, Maksymilianie.
Anna cofnęła się.
— Ty...
Żmuda spojrzał na nią.
— Antonina. Cieszę się, że przeżyłaś.
— Nie dzięki tobie.
Profesor spuścił wzrok.
— Masz rację.
Maksymilian stanął między nimi.
— Gdzie jest mój ojciec?
— Nie wiem.
— Helena?
— Również nie wiem.
— Kłamiesz.
— Przez większość życia kłamałem dla tej rodziny. Tym razem nie.
Żmuda wyjął z kieszeni telefon i położył go na stole.
Na ekranie znajdowało się zdjęcie Rotha wychodzącego z prywatnego terminalu lotniczego.
Data: dzisiaj.
Godzina: 16:48.
— Roth opuszcza Warszawę? — zapytał Maksymilian.
— Nie. Właśnie do niej wrócił.
Żmuda przesunął ekran.
Drugie zdjęcie przedstawiało mężczyznę idącego obok Rotha.
Maksymilian rozpoznał ojca.
— Aleksander jest z nim.
— Dobrowolnie? — zapytała Anna.
— Tego nie wiem.
Profesor usiadł.
— Ale wiem, dlaczego Roth wrócił.
Spojrzał na Maksymiliana.
— Zosia została odnaleziona.
— Przez niego?
— Przez system. W momencie, gdy dzisiaj przyjęto ją do szpitala pod pełnym nazwiskiem i powiązano z tobą.
Maksymilian przypomniał sobie blokadę.
— Co oznacza „przejęcie”?
Żmuda zacisnął dłonie.
— Procedurę prawną. Nie medyczną. Roth przez lata budował dokumentację pozwalającą uznać matki nosicielek za niezdolne do opieki. Tak próbowano zrobić z Heleną. Tak przygotowano dokumenty Eleonory.
Anna spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Po co?
— Kontrola nad dziećmi oznaczała kontrolę nad badaniami.
Maksymilian poczuł narastającą wściekłość.
— Czyli moja matka naprawdę groziła Eleonorze odebraniem Zosi.
— Tak.
— Żeby ją chronić?
Żmuda skinął głową.
— Małgorzata wykorzystała prawdziwe dokumenty Rotha jako groźbę. Chciała, żeby Eleonora uciekła, zanim on ich użyje.
Maksymilian odwrócił się do okna.
To nie uniewinniało matki.
Ale zmieniało wszystko.
Telefon Żmudy zadzwonił.
Profesor spojrzał na numer.
— Aleksander.
Maksymilian wyrwał mu telefon.
— Ojcze?
Usłyszał oddech.
Potem głos z nagrania.
— Maksymilian.
Przez siedemnaście lat wyobrażał sobie, co powiedziałby ojcu, gdyby dostał jeszcze minutę.
Teraz nie potrafił powiedzieć nic.
Aleksander odezwał się pierwszy.
— Roth jedzie do Eleonory.
Maksymilian poczuł uderzenie adrenaliny.
— Jest z Zosią.
— Wiem.
— Skąd?
— Bo Roth potrzebuje podpisu Eleonory, żeby uruchomić ostatni etap przejęcia.
— Niczego nie podpisze.
— Nie musi wiedzieć, co podpisuje.
Maksymilian ruszył do drzwi.
— Jadę.
— Maksymilian, czekaj. Roth nie chce skrzywdzić Zosi.
— Nie obchodzi mnie, czego chce.
— Powinno. Bo on nie próbuje przejąć jej dla programu.
Maksymilian zatrzymał się.
— Więc dla kogo?
Po drugiej stronie Aleksander powiedział coś, czego Maksymilian się nie spodziewał.
— Dla siebie.
— Co to znaczy?
— Roth nie jest tylko prawnikiem fundacji.
Cisza.
— Jest synem Wiktora Krawczyka.
Anna pobladła.
Maksymilian poczuł, jak wszystkie elementy układanki zmieniają miejsce.
— Roth jest twoim bratem?
— Przyrodnim.
Aleksander mówił szybko.
— Przez całe życie uważał, że to jego linia powinna kontrolować rodzinę. Program dał mu możliwość stworzenia własnego prawa do dziedzictwa.
— Przez Zosię?
— Tak.
Maksymilian już biegł korytarzem.
W tej samej chwili zadzwonił jego prywatny telefon.
Eleonora.
Odebrał.
Nie usłyszał jej głosu.
Usłyszał Rotha.
— Witaj, Maksymilianie.
Maksymilian zatrzymał się na schodach.
— Jeśli jej dotkniesz...
— Nie dramatyzuj. Eleonora i Zosia są bezpieczne.
W tle rozległ się głos Eleonory.
— Maks, nie przyjeżdżaj!
Potem szelest.
— Czego chcesz? — zapytał Maksymilian.
Roth roześmiał się cicho.
— Tego, co Małgorzata zabrała mi trzydzieści lat temu.
— Antoniny?
Anna znieruchomiała obok niego.
— Nie — odpowiedział Roth. — Dowodu.
— Jakiego?
— Tego, który twoja matka zostawiła na karcie pamięci.
Maksymilian dotknął kieszeni.
— Dlatego Helena kazała mi jej nie otwierać.
— Helena zawsze była bystra.
— Jeśli dam ci kartę, wypuścisz Eleonorę i Zosię?
— Zosi nie trzymam.
Maksymilian zmarszczył brwi.
— Co?
W tle usłyszał dziecięcy głos.
— Mamusiu, ten pan mówi, że jest rodziną.
Roth odpowiedział spokojnie:
— I właśnie dlatego powinieneś wreszcie otworzyć kartę, Maksymilianie. Twoja matka nie zostawiła na niej informacji o programie.
— Więc co?
— Testament.
Maksymilian poczuł zimno.
— Czyj?
Roth zamilkł na sekundę.
— Wiktora Krawczyka. Oryginał, który dowodzi, że cały majątek fundacji, większościowy pakiet Krawczyk Global i prawa do rodzinnego trustu nigdy nie należały do Aleksandra.
Maksymilian ścisnął telefon.
— Do kogo należały?
Roth odpowiedział bez wahania:
— Do pierwszej żyjącej kobiety z linii Krawczyków spełniającej warunek genetyczny.
Maksymilian spojrzał na Annę.
Zrozumiała w tej samej chwili.
— Antonina — wyszeptał.
Roth zaśmiał się cicho.
— Była pierwsza.
Krótka pauza.
— Ale zrzekła się praw, kiedy Małgorzata nadała jej nową tożsamość.
Maksymilian poczuł, jak serce zaczyna mu bić szybciej.
— Więc następna jest...
— Zofia Krawczyk — dokończył Roth. — Twoja dwuletnia córka jest prawną spadkobierczynią imperium, które przez całe życie uważałeś za swoje.







No comments yet