— Nie nazywaj jej Krawczyk.
Głos Maksymiliana był spokojny, lecz Anna natychmiast spojrzała na niego. Znała ten ton z dzieciństwa. Pojawiał się wtedy, kiedy jej starszy brat był tak wściekły, że przestawał krzyczeć.
Roth zaśmiał się cicho.
— Biologia nie pyta o nazwisko wpisane do aktu urodzenia.
— Zosia jest dzieckiem, nie pozycją w testamencie.
— Powiedz to Wiktorowi.
— Wiktor nie żyje.
— A mimo to od pół wieku wszyscy wykonujemy jego polecenia.
Maksymilian zacisnął telefon.
— Daj mi Eleonorę.
Przez chwilę słyszał jedynie szelest, a potem jej oddech.
— Maks?
— Jesteś bezpieczna?
— Tak. Zosia też. Roth nie zrobił nam krzywdy. Ale...
— Co?
Eleonora zawahała się.
— Ma dokumenty z moim podpisem.
Maksymilian poczuł zimno.
— Co podpisałaś?
— Zgodę na przeniesienie dokumentacji medycznej. Przynajmniej tak wyglądała pierwsza strona.
Roth odzyskał telefon.
— Widzisz? Twoja była żona zawsze była bardziej rozsądna od ciebie.
— Jeśli wykorzystasz jej podpis...
— Już wykorzystałem.
Połączenie się zakończyło.
Maksymilian ruszył w dół schodów.
— Gdzie jedziemy? — zapytała Anna.
— Do kliniki.
Profesor Żmuda zagrodził mu drogę.
— Roth nie zrobiłby tego bez powodu. Jeśli ma podpis Eleonory, potrzebuje jeszcze jednej rzeczy.
— Jakiej?
Żmuda spojrzał na kieszeń Maksymiliana.
— Testamentu.
Kiedy dotarli na Żoliborz, przed kliniką stały dwa czarne samochody. Ochroniarze Maksymiliana czekali przy wejściu.
— Nikt nie wyszedł — powiedział Paweł. — Roth przyjechał siedem minut temu.
— Policja?
— Jedzie.
Maksymilian wszedł do środka.
Roth siedział w pokoju Zosi jak człowiek oczekujący na spotkanie biznesowe.
Miał siedemdziesiąt kilka lat, idealnie skrojony garnitur i srebrne włosy. Eleonora trzymała Zosię na kolanach. Dziewczynka układała drewniane puzzle.
Kiedy zobaczyła Maksymiliana, uśmiechnęła się.
— Pan Maks wrócił.
Dopiero wtedy napięcie w jego klatce piersiowej nieco puściło.
Podszedł do Eleonory.
— Nic wam nie zrobił?
Pokręciła głową.
Roth westchnął.
— Naprawdę przedstawiasz mnie jak potwora.
— Sfałszowałeś dokumenty psychiatryczne Eleonory.
— Nie ja.
Maksymilian zatrzymał się.
— Co?
— Przygotował je Żmuda.
Wszyscy spojrzeli na profesora.
Żmuda nie zaprzeczył.
— Pod naciskiem Rotha — powiedział.
— Ale podpisałeś — odpowiedziała Eleonora.
Profesor spuścił wzrok.
— Tak.
Eleonora patrzyła na niego przez kilka sekund.
— Przez pana bałam się przez całą ciążę, że ktoś zabierze mi dziecko.
— Wiem.
— Nie. Pan wie, że podpisał papier. Nie wie pan, jak to jest zasypiać z krzesłem pod klamką.
Żmuda nie znalazł odpowiedzi.
Roth rozłożył dłonie.
— Właśnie dlatego chciałem, żebyśmy wszyscy się spotkali. Każdy tutaj zna tylko fragment historii.
— A ty oczywiście znasz całość — powiedziała Anna.
Roth spojrzał na nią.
Przez chwilę jego pewność siebie zniknęła.
— Antonina.
— Nie nazywaj mnie tak.
— Małgorzata naprawdę zrobiła z ciebie swoją córkę idealną.
Anna zacisnęła szczękę.
— Przynajmniej nie zrobiła ze mnie człowieka takiego jak ty.
Roth uśmiechnął się smutno.
— Nadal sądzisz, że testament daje Zosi imperium?
Maksymilian wyjął kartę pamięci.
— Powiedziałeś, że tak.
— Powiedziałem, że dokument określa spadkobierczynię. Nie powiedziałem, dlaczego.
— Więc powiedz.
Roth spojrzał na Zosię.
— Wiktor stworzył trust, kiedy zrozumiał, że mutacja przechodzi przez kobiety. Nie ufał synom. Uważał, że mężczyźni z naszej rodziny niszczą wszystko, czego dotykają.
— Wreszcie powiedział coś rozsądnego — rzuciła Eleonora.
Maksymilian spojrzał na nią.
W innych okolicznościach prawdopodobnie by się uśmiechnął.
Roth kontynuował:
— Fundacja miała finansować leczenie i ochronę każdej nosicielki. Nigdy nie miała ich kontrolować. Program został wypaczony później.
— Przez kogo? — zapytała Anna.
Roth spojrzał na Żmudę.
— Przez ludzi, którzy odkryli, ile można zarobić na badaniach.
Profesor pobladł.
— Nie próbuj zrzucać wszystkiego na mnie.
— Nie na ciebie. Na konsorcjum.
Maksymilian zmarszczył brwi.
— Jakie konsorcjum?
Roth wyjął dokument.
Lista firm farmaceutycznych, laboratoriów i funduszy inwestycyjnych.
Na dole widniała jedna nazwa.
Krawczyk Biomedical Ventures.
Maksymilian znał spółkę.
Sam był przewodniczącym jej rady nadzorczej.
— To niemożliwe.
— Oczywiście, że możliwe. Podpisywałeś raporty przez dwanaście lat.
— Raporty finansowe.
— I nigdy nie pytałeś, skąd pochodzą patenty.
Maksymilian poczuł, jak robi mu się niedobrze.
Roth pochylił się.
— Właśnie dlatego Małgorzata ukryła przed tobą Zosię. Nie tylko bała się mnie. Bała się ciebie.
— Nie wiedziałem.
— Wiem.
Te dwa słowa zabolały najbardziej.
Roth wskazał kartę.
— Otwórz ją.
Eleonora natychmiast powiedziała:
— Nie.
— Helena ostrzegła cię, prawda? — zapytał Roth.
Eleonora znieruchomiała.
— Skąd wiesz?
— Bo Helena jest ze mną w kontakcie od lat.
— Kłamiesz.
— Zadzwoń.
Podał jej telefon.
Na ekranie widniał numer zapisany jako H.M.
Eleonora nie dotknęła urządzenia.
— Gdzie jest moja matka?
— W drodze tutaj.
Maksymilian spojrzał na Rotha.
— Po co?
— Żeby zakończyć to, co zaczęła szesnaście lat temu.
Nagle na korytarzu rozległy się kroki.
Eleonora poderwała głowę.
Drzwi otworzyły się.
Do pokoju wszedł Aleksander Krawczyk.
Maksymilian patrzył na ojca po raz pierwszy od siedemnastu lat.
Aleksander zatrzymał się kilka metrów od syna.
Żaden z nich nie wiedział, co powiedzieć.
W końcu Maksymilian wyszeptał:
— Byłem na twoim pogrzebie.
Aleksander skinął głową.
— Wiem.
— Patrzyłem, jak matka rozsypuje twoje prochy.
— To nie były moje prochy.
— Wiem to teraz!
Zosia przestraszyła się jego głosu.
Maksymilian natychmiast zamilkł.
Dziewczynka wtuliła się w Eleonorę.
— Przepraszam — powiedział Maksymilian.
Aleksander spojrzał na wnuczkę.
Jego twarz się zmieniła.
— To ona?
Eleonora odruchowo przyciągnęła Zosię bliżej.
— Nie podchodź.
Aleksander zatrzymał się.
— Nie zamierzam.
Spojrzał na Maksymiliana.
— Musisz otworzyć kartę.
— Helena powiedziała, żeby tego nie robić.
— Bo na karcie nie ma tylko testamentu.
Roth wstał gwałtownie.
— Aleksander.
— Dość.
Po raz pierwszy na twarzy Rotha pojawił się strach.
Aleksander wskazał kartę.
— Małgorzata odkryła coś przed śmiercią. Dlatego została zabita.
Maksymilian znieruchomiał.
— Matka zmarła na udar.
— Nie.
Anna zasłoniła usta.
— Powiedziałeś mi, że umarła naturalnie.
Aleksander spojrzał na córkę.
— Chciałem cię chronić.
Anna zaśmiała się gorzko.
— W tej rodzinie wszyscy kłamią, żeby kogoś chronić.
Maksymilian wsunął kartę do laptopa.
Eleonora nie próbowała już go zatrzymać.
Pojawiły się dwa pliki.
TESTAMENT_WIKTOR_KRAWCZYK
oraz
JEŚLI_UMRĘ
Maksymilian otworzył drugi.
Na ekranie pojawiła się Małgorzata.
Wyglądała na zmęczoną. Bez makijażu. Bez biżuterii. Zupełnie inaczej niż kobieta, którą pamiętał.
— Maks — zaczęła.
Jego serce zamarło.
— Jeśli to oglądasz, prawdopodobnie już wiesz o Antoninie. Być może również o Zosi.
Eleonora ścisnęła córkę.
— Najpierw muszę powiedzieć coś, czego nie potrafiłam powiedzieć za życia. Skrzywdziłam Eleonorę. To ja kazałam blokować jej telefony i listy. To ja ją zastraszyłam. Myślałam, że jeśli będzie się mnie bała bardziej niż ludzi z programu, ucieknie wystarczająco daleko.
Maksymilian zamknął oczy.
— Myliłam się. Strach nigdy nie jest ochroną.
Małgorzata wzięła oddech.
— Ale najważniejsze dotyczy Rotha.
Wszyscy spojrzeli na niego.
Roth nie poruszył się.
— Jan Roth rzeczywiście jest synem Wiktora. Ale nie stworzył procedury przejęcia, żeby ukraść majątek.
Maksymilian zmarszczył brwi.
Na ekranie Małgorzata powiedziała:
— Pomagał mi ją sabotować.
Eleonora spojrzała na Rotha.
— Co?
Roth spuścił wzrok.
— Dokumenty przeciwko tobie miały wyglądać prawdziwie — powiedział. — Gdyby program próbował ich użyć, mogłem je unieważnić.
— Więc kto naprawdę próbował przejąć Zosię?
Małgorzata odpowiedziała z nagrania.
— Człowiek, któremu przez lata ufałam najbardziej.
Aleksander zrobił krok w stronę laptopa.
Jego twarz pobladła.
— Małgorzata...
— Jeśli Aleksander twierdzi, że nie wiedział o reaktywacji programu, nie wierz mu.
Maksymilian powoli odwrócił głowę w stronę ojca.
Aleksander stał nieruchomo.
— To nie jest całość — powiedział.
Nagranie trwało.
— Aleksander nie sfingował swojej śmierci, żeby śledzić program.
Małgorzata spojrzała prosto w kamerę.
— Zrobił to, żeby nim kierować.
Eleonora przycisnęła Zosię do piersi.
Anna cofnęła się od ojca.
Roth zamknął oczy.
Maksymilian poczuł, jak cała złość, którą przez siedemnaście lat kierował do martwego człowieka, wraca naraz.
Ale Małgorzata jeszcze nie skończyła.
— I jeśli Zosia już się urodziła, Aleksander będzie potrzebował jednej rzeczy, żeby dokończyć Protokół 27.
Maksymilian spojrzał na córkę.
Na ekranie jego matka wypowiedziała ostatnie zdanie:
— Nie jej krwi. Krwi Eleonory.







No comments yet