Drzwi zamknęły się za pielęgniarką, a w sali zapadła cisza tak gęsta, że przez chwilę słyszałam tylko własne serce. Aleksander nadal patrzył w stronę korytarza, jakby próbował przewidzieć kolejny ruch Sabiny. Ja natomiast nie mogłam oderwać wzroku od koperty leżącej na stoliku.
„Powiedział pan, że Wiktor nie poślubił mnie przypadkiem” — odezwałam się w końcu. „Co to znaczy?”
Aleksander usiadł bliżej.
„Tego jeszcze nie wiem. Ale wiem, że ktoś od dawna obserwował twoje życie.”
„Kto?”
„Tego właśnie próbuję się dowiedzieć.”
Chciałam otworzyć kopertę, ale moje palce drżały tak mocno, że Aleksander musiał mi pomóc. Papier był pożółkły, a na jego odwrocie widniała data sprzed trzydziestu lat. W środku znajdowała się jedna kartka zapisana odręcznym pismem.
Rozpoznałam charakter pisma mojej matki.
„Aleksandrze, jeśli kiedykolwiek zobaczysz ten list, oznacza to, że nie zdołałam ci powiedzieć prawdy. Elena nie jest bezpieczna. Nie pozwól, żeby ktokolwiek dowiedział się, kim naprawdę jest. Szczególnie człowiek, którego kiedyś wybierze za męża.”
Przerwałam czytanie.
„To niemożliwe…”
Aleksander milczał.
Czytałam dalej.
„Jeżeli Elena wyjdzie za człowieka o nazwisku Halecki, uciekaj z nią natychmiast. Nie pytaj dlaczego. Nie ufaj żadnym dokumentom, które pokaże ci jego rodzina. I przede wszystkim…”
Na końcu zdania atrament był rozmazany.
„…nie pozwól mu dowiedzieć się, gdzie znajduje się testament.”
Spojrzałam na Aleksandra.
„Jaki testament?”
„Nie wiem.”
„Ale moja matka wiedziała.”
„Najwyraźniej.”
Wstałam gwałtownie, ignorując ból.
„Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział?”
Aleksander delikatnie przytrzymał moje ramię.
„Bo być może twoja matka próbowała cię chronić.”
„Przed czym? Przed własnym mężem?”
Nie odpowiedział.
Wtedy drzwi ponownie się otworzyły. Tym razem wszedł policjant w cywilnym ubraniu. W ręce trzymał przezroczystą torbę z zabezpieczonymi dowodami.
„Pani Halecka?”
„Tak.”
Mężczyzna spojrzał na Aleksandra.
„Pan Wysocki?”
„Tak.”
„Mam kilka pytań dotyczących Sabiny Radeckiej.”
Policjant wyjął z torby telefon.
„Znaleźliśmy go przy niej na lotnisku. Jest zablokowany, ale technicy odzyskali część wiadomości.”
Podał mi wydruk.
Pierwsza wiadomość była od Wiktora.
**„Czy lekarz potwierdził, że nikt nie przeżył?”**
Druga od Sabiny:
**„Jeszcze nie. Ale nie martw się. Jeżeli żyje, i tak nie zdąży powiedzieć prawdy.”**
Poczułam, jak żołądek zaciska mi się z przerażenia.
„Jakiej prawdy?”
Policjant spojrzał na Aleksandra.
„Tego właśnie chcemy się dowiedzieć.”
Przewrócił kartkę.
„Ale znaleźliśmy coś jeszcze.”
Na zdjęciu widniał dokument ubezpieczeniowy. Kwota była dokładnie taka, jaką słyszałam na urwisku.
Dwieście milionów złotych.
Tyle że pod spodem znajdowała się dodatkowa klauzula.
**Beneficjent może otrzymać pełne świadczenie wyłącznie w przypadku jednoczesnej śmierci ubezpieczonej oraz dziecka.**
Zamknęłam oczy.
Nagle zrozumiałam, dlaczego Wiktor powiedział, że ani ja, ani dziecko nie będziemy długo cierpieć.
Policjant schował dokument.
„Pani Eleno, muszę panią o coś zapytać. Czy przed ślubem Wiktor kiedykolwiek pytał o pani biologicznego ojca?”
Zastanowiłam się.
„Nie. Przynajmniej tak mi się wydawało.”
Ale wtedy przypomniałam sobie jedną noc sprzed kilku lat.
Wiktor siedział przy komputerze mojej matki.
Kiedy weszłam do pokoju, natychmiast zamknął laptop.
„Czego szukasz?” — zapytałam.
Uśmiechnął się wtedy i powiedział, że niczego.
Teraz wiedziałam, że kłamał.
„Widziałam go kiedyś przy rzeczach mojej matki” — powiedziałam.
Policjant zanotował coś w notesie.
„A czy pamięta pani, co dokładnie robił?”
„Przeglądał stare dokumenty.”
„Jakie dokumenty?”
Pokręciłam głową.
„Nie wiem.”
Aleksander nagle wstał.
„Ja wiem.”
Wszyscy spojrzeliśmy na niego.
„Dwa tygodnie przed śmiercią matki Eleny ktoś włamał się do mojego archiwum w Warszawie. Nie ukradł pieniędzy ani żadnych kosztowności. Zniknęła tylko jedna teczka.”
„Co było w tej teczce?” — zapytał policjant.
Aleksander spojrzał na mnie.
„Dokumenty dotyczące narodzin Eleny.”
W sali zrobiło się zupełnie cicho.
„Ale przecież jestem jej córką” — wyszeptałam.
„Tak.”
„Więc dlaczego ktoś miałby kraść akt mojego urodzenia?”
Aleksander nie odpowiedział od razu.
Policjant zrobił krok w jego stronę.
„Panie Wysocki, jest coś, czego nam pan jeszcze nie powiedział?”
Mężczyzna spuścił wzrok.
Po chwili wyjął z kieszeni telefon i pokazał nam zdjęcie starego dokumentu.
„To nie był akt urodzenia.”
Na fotografii widniała data mojego urodzenia, nazwisko mojej matki i jeszcze jedno nazwisko.
Moje.
Ale obok niego znajdowała się pieczęć, której nigdy wcześniej nie widziałam.
Aleksander powiedział cicho:
„Elena, twoja matka zmieniła twoją tożsamość, kiedy miałaś zaledwie trzy miesiące.”
Spojrzałam na niego osłupiała.
„Dlaczego?”
Odpowiedź nie padła.
Telefon policjanta nagle zadzwonił. Odebrał, słuchał przez kilka sekund, a potem jego twarz wyraźnie stężała.
„Panie Wysocki… Sabina właśnie zaczęła mówić.”
„Co powiedziała?”
Policjant spojrzał prosto na mnie.
„Powiedziała, że Wiktor nie planował zabić pani dla pieniędzy.”
Zawahał się.
„Pieniądze były tylko częścią planu.”







No comments yet