Przez kilka sekund nie byłam w stanie zrozumieć jego słów. Patrzyłam na lekarza, jakby właśnie przemówił w obcym języku.
„Co pan powiedział?”
„To nie jest pani dziecko.”
Poczułam, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Aleksander złapał mnie, zanim upadłam.
„Gdzie jest mój syn?” — wyszeptałam.
Lekarz nie odpowiedział od razu.
„Pani dziecko było w inkubatorze pod stałą obserwacją. Około dwudziestu minut temu pielęgniarka zauważyła, że alarm został wyłączony. Kiedy weszła do pomieszczenia, inkubator był pusty.”
„A to dziecko?”
„Znaleziono je w pomieszczeniu gospodarczym na końcu korytarza.”
„Kto je tam położył?”
„Nie wiemy.”
Ruszyłam przed siebie, ignorując ból całego ciała.
„Chcę zobaczyć syna.”
„Pani Eleno…”
„Chcę go zobaczyć!”
Aleksander przytrzymał mnie mocniej.
„Znajdziemy go.”
Odwróciłam się do niego.
„Nie mów mi, że go znajdziemy. Powiedz mi, gdzie on jest!”
Po raz pierwszy zobaczyłam bezradność w jego oczach.
Wtedy do pokoju wszedł policjant, którego widziałam wcześniej.
„Mamy nagrania z kamer.”
Wszyscy zamilkli.
„Ktoś wszedł na oddział o 3:17.”
„Kto?” — zapytał Aleksander.
„Mężczyzna przebrany za pracownika technicznego.”
Policjant podał mu tablet.
Na ekranie pojawił się niewyraźny obraz z korytarza. Mężczyzna miał czapkę, maseczkę i kombinezon. W rękach trzymał metalową skrzynkę. Zatrzymał się przed drzwiami oddziału noworodków.
„Nie widać twarzy” — powiedziałam.
„Nie. Ale jest coś jeszcze.”
Policjant przewinął nagranie.
Mężczyzna odwrócił głowę.
Na jego nadgarstku błysnęła metalowa bransoleta.
Aleksander natychmiast zbladł.
„Znam ten znak.”
„Co to jest?” — spytałam.
„Rodzinny sygnet.”
„Czyj?”
Nie odpowiedział.
Policjant spojrzał na niego.
„Panie Wysocki, proszę powiedzieć.”
Aleksander zacisnął szczękę.
„Romana.”
„Ale Roman nie żyje” — powiedziałam.
„Tak.”
„Więc ktoś nosi jego sygnet.”
„Albo on sam.”
Poczułam, że serce zaczyna mi walić.
„Chce pan powiedzieć, że mój wujek żyje?”
Aleksander spojrzał na mnie.
„Nie wiem.”
Nagle z korytarza dobiegł krzyk.
Pielęgniarka wbiegła do sali z telefonem w dłoni.
„Pani Eleno! Znaleźliśmy wiadomość.”
Podała telefon policjantowi.
Na ekranie widniał krótki tekst:
**„Nie szukajcie dziecka. Jeśli chcecie je odzyskać, przyprowadźcie Elenę do starego domu Wysockich.”**
Pod spodem znajdował się adres.
Znałam go.
Dom, którego zdjęcie widziałam kiedyś w szufladzie matki.
Dom, o którym zawsze mówiła, że spłonął przed moim urodzeniem.
„To niemożliwe” — powiedziałam.
Aleksander spojrzał na adres.
„Dom nie spłonął.”
„Skąd pan wie?”
„Bo byłem tam sześć miesięcy temu.”
„Po co?”
Milczał.
„Aleksander!”
„Znalazłem tam ślady twojej matki.”
Poczułam narastającą złość.
„I znowu nic mi pan nie powiedział.”
„Bo chciałem najpierw upewnić się, że jesteś bezpieczna.”
„A teraz jestem bezpieczna?”
Nie odpowiedział.
Policjant zabrał telefon.
„Nikt tam nie pojedzie bez zabezpieczenia.”
„Mój syn jest tam” — powiedziałam.
„Tego nie wiemy.”
„Ale oni tego właśnie chcą.”
Aleksander spojrzał na mnie.
„Chcą ciebie.”
Wtedy zrozumiałam.
Cała historia zaczęła układać się w przerażającą całość.
Wiktor.
Polisa.
Małżeństwo.
Testament.
Mój ojciec.
A teraz moje dziecko.
Nie chodziło już o pieniądze.
Ktoś od lat prowadził grę, której nawet nie byłam świadoma.
Policjant nagle odebrał telefon.
Słuchał przez kilka sekund, a potem spojrzał na mnie.
„Sabina uciekła.”
„Co?”
„Podczas transportu do innego pomieszczenia ktoś wyłączył światło w korytarzu. Kiedy funkcjonariusze odzyskali widoczność, Sabiny już nie było.”
Aleksander natychmiast sięgnął po kurtkę.
„Jedziemy do domu Wysockich.”
Policjant zagrodził mu drogę.
„Nie.”
„To moje dziecko.”
„I właśnie dlatego pan tam nie pojedzie.”
„Jeśli ktoś porwał dziecko, nie będę siedział tutaj.”
Spojrzałam na Aleksandra.
„Pojadę z tobą.”
„Nie.”
„To mój syn.”
„Elena, ledwo przeżyłaś.”
„A on jest tam sam.”
Aleksander chciał odpowiedzieć, lecz nagle jego telefon zadzwonił.
Spojrzał na ekran.
Nieznany numer.
Odebrał.
Przez kilka sekund nikt się nie odzywał.
Potem usłyszeliśmy męski głos.
„Aleksander Wysocki.”
Aleksander zamarł.
„Kim jesteś?”
Po drugiej stronie rozległ się cichy śmiech.
„Naprawdę mnie nie poznajesz?”
Aleksander pobladł.
Ja również usłyszałam ten głos.
Był spokojny. Starszy. Niezwykle pewny siebie.
A potem mężczyzna powiedział:
„Elena, córko… powiedz Aleksandrowi, że twój ojciec chce z nim porozmawiać.”
Telefon wypadł Aleksandrowi z ręki.
Po raz pierwszy zobaczyłam go naprawdę przerażonego.







No comments yet