Nazwisko Zielińska wisiało w powietrzu jeszcze długo po tym, jak połączenie zostało przerwane. Patrzyłam na wygaszony ekran telefonu i próbowałam zrozumieć, jak siostra Bartosza mogła pięć lat temu udawać mnie przed notariuszem, skoro według Julii ona i Bartosz poznali się dopiero osiem miesięcy wcześniej. To nie była już seria rodzinnych kłamstw, które wymknęły się spod kontroli. Ktoś planował to od lat.
— Znajdźmy Monikę — powiedział Michał.
Mecenas Rogowska uniosła dłoń.
— Nie kontaktujcie się z nią sami. Jeśli rzeczywiście podszywała się pod Emilię przy czynności notarialnej, może być świadkiem, współsprawcą albo jednym i drugim.
— A Karolina?
— Spróbuję zabezpieczyć jej zeznania. Ale najważniejsze jest to, co powiedziała o testamencie.
Dziadek siedział nieruchomo.
— Stanisławie? — zwróciła się do niego prawniczka. — Gdzie sporządzono testament pańskiej żony?
— Helena mówiła, że u notariusza w Krakowie. Nigdy nie powiedziała którego.
— Wrona?
— Nie znała Wrony. Przynajmniej nic o tym nie wiem.
Mecenas zaczęła przeglądać dokumenty.
— Jeśli istniał testament notarialny, powinien zostać ujawniony w postępowaniu spadkowym.
— Mama powiedziała mi, że testamentu nie było — powiedziałam.
— A jednak została pani właścicielką domu.
To zdanie odsłoniło kolejną sprzeczność. Jeśli nie było testamentu, dlaczego nieruchomość należała właśnie do mnie?
Mecenas Rogowska poprosiła o godzinę. Michał i ja wyszliśmy na krótki spacer, ale ledwie dotarliśmy do samochodu, kiedy zobaczyłam kobietę stojącą po drugiej stronie ulicy. Miała ciemne włosy, beżowy płaszcz i telefon przy uchu. Patrzyła prosto na mnie.
Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, odwróciła się.
— Michał.
On również ją zauważył.
Kobieta ruszyła szybkim krokiem.
Nie pobiegliśmy za nią. Michał zrobił zdjęcie, zanim zniknęła za rogiem.
— Rozpoznajesz ją?
Powiększyłam fotografię.
Nie.
Ale coś w jej twarzy było niepokojąco znajome.
Telefon zawibrował.
Julia.
Pierwszy raz od poprzedniego wieczoru dzwoniła bezpośrednio.
Odebrałam.
— Czego chcesz?
— Gdzie jesteś?
— To już nie twoja sprawa.
— Emilia, przestań. Wiem, że rozmawiałaś z dziadkiem.
— Wiem o domu babci.
Cisza.
— Jakim domu?
Jej udawane zdziwienie było niemal perfekcyjne.
— Tym, który obciążyłaś trzema hipotekami, korzystając z pełnomocnictwa, którego nigdy ci nie dałam.
— Nie wiem, o czym mówisz.
— Znam Tomasza Wronę.
Tym razem cisza trwała dłużej.
— Kto ci o nim powiedział?
Uśmiechnęłam się bez radości.
— Przed chwilą twierdziłaś, że nie wiesz, o czym mówię.
Julia wypuściła powietrze.
— Dobrze. Posłuchaj. Rodzice popełnili kilka błędów.
— Rodzice?
— Tata miał problemy. Mama próbowała ratować sytuację.
— A ty?
— Pomagałam.
— Podrabiając moje podpisy?
— Nie podrabiałam ich.
— Więc kto?
Milczała.
— Monika Zielińska?
Usłyszałam gwałtowny wdech.
To wystarczyło.
— Skąd znasz to nazwisko? — wyszeptała.
— Od kogoś, kto pamięta więcej, niż byś chciała.
Julia nagle przestała udawać.
— Emilia, nie kontaktuj się z Moniką.
— Dlaczego?
— Bo ona jest niebezpieczna.
— Dla mnie czy dla ciebie?
— Nie rozumiesz. Bartosz nie wie wszystkiego.
— Bartosz znał cię trzy lata temu.
Cisza.
— Mam zdjęcie.
— Jakie zdjęcie?
— Ty, Bartosz, tata i Wrona. Trzy lata temu.
Julia zaczęła oddychać szybciej.
— To nie wygląda tak, jak myślisz.
— To zdanie staje się rodzinnym mottem.
Rozłączyłam się.
Po chwili przyszła wiadomość.
Nie idź na policję, zanim nie porozmawiamy. Mogę ci udowodnić, że mama kłamie również mnie.
Przeczytałam ją dwa razy.
Julia próbowała mnie rozegrać albo właśnie po raz pierwszy przyznała, że sama nie zna całej historii.
Kiedy wróciliśmy do kancelarii, mecenas Rogowska czekała z wydrukiem.
— Znalazłam postanowienie spadkowe.
Podała mi dokument.
Babcia Helena pozostawiła testament.
Nie dostałam jednak wyłącznie domu.
— Proszę przeczytać punkt trzeci — powiedziała.
Zrobiłam to.
Helena Kaczmarek przekazywała mi udziały w spółce, której nazwy nigdy wcześniej nie słyszałam: H.K. Nieruchomości sp. z o.o.
— Co to jest?
Dziadek nagle pobladł.
— Helena miała kilka lokali w Krakowie. Wynajmowała je przez spółkę.
— Ile były warte?
Nie odpowiedział.
— Dziadku.
— Wtedy? Może cztery miliony.
Poczułam, jak robi mi się gorąco.
— Mama powiedziała, że babcia zostawiła po sobie długi.
— Skłamała.
Mecenas Rogowska przewróciła stronę.
— Jest coś jeszcze. Według dokumentów pani udziały zostały sprzedane dziewięć miesięcy po śmierci babci.
— Komu?
Prawniczka wskazała nazwę nabywcy.
Vistula Med Invest sp. z o.o.
Nie znałam jej.
Michał szybko wyszukał dane spółki.
— Założyciel… Bartosz Zieliński.
Spojrzałam na niego.
Bartosz miał wtedy dwadzieścia dziewięć lat. Według Julii dopiero rozpoczynał karierę stomatologa.
— Za ile sprzedano moje udziały?
Mecenas przesunęła palcem niżej.
Sto dwadzieścia tysięcy złotych.
Dziadek zaklął pod nosem.
Majątek wart miliony został sprzedany za ułamek wartości, bez mojej wiedzy.
— Kto podpisał sprzedaż?
Już znałam odpowiedź, zanim mecenas obróciła stronę.
Emilia Kaczmarek.
Podpis wyglądał jak mój.
Notariusz: Tomasz Wrona.
A obok znajdowała się fotografia dokumentu tożsamości użytego podczas transakcji.
Spojrzałam na twarz kobiety na zdjęciu.
Serce niemal przestało mi bić.
To była ta sama kobieta, którą Michał sfotografował przed kancelarią kilkanaście minut wcześniej.
Monika Zielińska.
Ale fotografia dokumentu ujawniała coś jeszcze.
Nie używała mojego dowodu.
Dokument wystawiono naprawdę na nazwisko Emilia Kaczmarek.
Z moją datą urodzenia.
Z moim numerem PESEL.
Tylko ze zdjęciem Moniki.
Mecenas Rogowska wpatrywała się w ekran.
— Tego nie da się zrobić samym fałszerstwem podpisu.
— Co to znaczy?
Spojrzała na mnie.
— To znaczy, że ktoś pięć lat temu stworzył drugą Emilię Kaczmarek w oficjalnym systemie.
W tej samej chwili drzwi kancelarii otworzyły się gwałtownie.
Odwróciliśmy się.
Na progu stała kobieta w beżowym płaszczu.
Ta sama, którą widzieliśmy na ulicy.
Monika.
Była blada i wyraźnie przerażona.
Zamknęła za sobą drzwi.
— Jeśli chcecie wiedzieć, kto załatwił ten dowód — powiedziała — przestańcie szukać w rodzinie Zielińskich.
Spojrzała prosto na mnie.
— Pomysł należał do twojej matki. Ale człowiekiem, który wszystko zorganizował, był ktoś, komu nadal ufasz.







No comments yet