Rozrywka

Moja Rodzina Wybrała Zaręczyny Siostry Zamiast Mojego Ślubu — Tej Nocy Odcięłam Im Pieniądze I Odkryłam, Co Robili Za Moimi Plecami

Przez kilka sekund nikt się nie poruszył. Słowa dziadka zabrzmiały absurdalnie, niemal obco, jakby dotyczyły kogoś innego. Spojrzałam na Michała, potem na mecenas Rogowską, wreszcie na Stanisława.

— Marek jest moim ojcem.

Dziadek spuścił wzrok.

— Marek cię wychował.

— Nie o to zapytałam.

Telefon nadal leżał na biurku. Andrzej był na linii.

— Jak miał na imię? — zapytałam.

— Emilia, nie teraz.

— Jak miał na imię?

— Aleksander Bielski.

Nazwisko nic mi nie mówiło.

Andrzej zaśmiał się cicho przez telefon.

— A jednak w końcu powiedziałeś.

Mecenas Rogowska natychmiast zakończyła połączenie.

— Od tej chwili nie rozmawia pani z Pawlikiem bez obecności prawnika.

Nie protestowałam. Patrzyłam tylko na dziadka.

— Mama miała romans?

— To bardziej skomplikowane.

— Wszyscy dzisiaj mówią mi, że wszystko jest skomplikowane. Spróbujcie raz powiedzieć prawdę bez tego zdania.

Stanisław usiadł.

— Krystyna poznała Aleksandra, kiedy miała dwadzieścia cztery lata. Pracowała wtedy w biurze nieruchomości Heleny. Aleksander był jednym z klientów. Miał rodzinę. Krystyna była już zaręczona z Markiem.

— I zaszła ze mną w ciążę.

— Tak.

Poczułam pieczenie pod powiekami, ale nie pozwoliłam sobie płakać.

— Marek wiedział?

— Dowiedział się przed ślubem. Mimo wszystko został.

To powinno było wzbudzić we mnie wdzięczność. Zamiast tego pomyślałam o podrobionych podpisach.

— A Aleksander?

— Chciał uznać cię jako córkę. Krystyna odmówiła. Bała się skandalu, jego żony, wszystkiego. Helena utrzymywała z nim kontakt.

— Dlaczego babcia?

Dziadek westchnął.

— Bo uważała, że kiedyś powinnaś poznać prawdę.

Mecenas Rogowska wskazała dokumenty.

— Nieruchomości?

— Aleksander przekazał Helenie część majątku z myślą o Emilii. Nie mógł wtedy zrobić tego bezpośrednio bez ujawnienia wszystkiego.

— Ile?

— Więcej niż dom i kilka lokali.

W pokoju zapadła cisza.

— Ile, dziadku?

— Nie wiem dokładnie. Helena nigdy nie podała mi pełnej kwoty.

Monika odezwała się pierwszy raz od kilku minut.

— Andrzej znał kwotę.

Wszyscy spojrzeliśmy na nią.

— Skąd?

— Widziałam zestawienie. Myślałam wtedy, że dotyczy spadku po Helenie. Była tam liczba… prawie dziewięć milionów.

Poczułam zawrót głowy.

Dziewięć milionów.

Nagle milion dwieście tysięcy wyprowadzonych z rachunków przestał wyglądać jak cała kradzież.

Był tylko fragmentem.

— Dlaczego mama miałaby ukrywać przede mną majątek, który Aleksander przeznaczył dla mnie?

Dziadek odpowiedział cicho.

— Bo Marek dowiedział się, skąd pochodzi.

Wtedy zrozumiałam coś znacznie bardziej bolesnego.

— Czyli przez całe życie wiedział, że nie jestem jego córką, a potem korzystał z pieniędzy mojego biologicznego ojca?

Stanisław nie odpowiedział.

Nie musiał.

Mecenas Rogowska wróciła do pendrive'a Moniki. Przez kilkanaście minut przeglądała zestawienia, aż zatrzymała się przy folderze oznaczonym inicjałami „A.B.”.

— Aleksander Bielski — powiedziała.

Folder był zabezpieczony hasłem.

Monika pokręciła głową.

— Nie znam go.

— Karolina może znać — powiedział Michał.

Spróbowałam zadzwonić.

Telefon Karoliny był wyłączony.

Napisałam wiadomość.

Brak odpowiedzi.

Wtedy przyszła wiadomość od Julii.

Muszę się z tobą spotkać. Sama. Mama dowiedziała się o Monice.

Pokazałam ją mecenas.

— Nie jedzie pani sama.

— Julia może wiedzieć, gdzie jest Karolina.

Monika nagle pobladła.

— Jeśli Krystyna wie, że Karolina ma dokumenty, powinniśmy ją znaleźć.

Mecenas Rogowska wykonała telefon do znajomego funkcjonariusza i przekazała najważniejsze informacje. Potem zwróciła się do mnie.

— Możemy zgłosić sprawę już teraz. Mamy wystarczająco dużo podstaw.

Skinęłam głową.

Jeszcze wczoraj chciałam jedynie przestać finansować rodzinę.

Teraz miałam dowody, że przez lata posługiwali się moją tożsamością.

— Zgłaszamy.

Dziadek położył rękę na stole.

— Emilia, zanim to zrobisz, musisz wiedzieć jeszcze jedno.

Spojrzałam na niego zmęczona.

— Jest coś jeszcze?

— Aleksander nie żyje.

— Od kiedy?

— Sześć lat.

Rok przed śmiercią babci.

— Jak zmarł?

Dziadek zawahał się.

— Oficjalnie zawał.

Słowo „oficjalnie” natychmiast zwróciło moją uwagę.

— A nieoficjalnie?

— Helena nie wierzyła, że to był zwykły zawał. Kilka tygodni wcześniej Aleksander powiedział jej, że zamierza ujawnić prawdę i przepisać resztę majątku bezpośrednio na ciebie.

Michał powoli usiadł.

— Kto o tym wiedział?

— Helena. Ja. Krystyna.

— Marek?

— Prawdopodobnie.

— Andrzej?

Dziadek spojrzał na dokumenty.

— Aleksander korzystał z jego usług.

Wszystkie elementy zaczynały tworzyć obraz, którego nie chciałam widzieć.

Telefon zadzwonił.

Julia.

Mecenas skinęła, żebym odebrała na głośniku.

— Emilia?

Jej głos drżał.

Nie słyszałam jej takiej nigdy wcześniej.

— Gdzie jest Karolina?

— Nie wiem.

— Mama wie, że z nią rozmawiałam?

— Tak.

— Skąd?

Julia zaczęła płakać.

— Bo podsłuchałam rozmowę mamy z Andrzejem.

— Kiedy?

— Godzinę temu.

— Co powiedzieli?

— Andrzej powiedział, że wszystko się rozpada. Mama kazała mu znaleźć dokumenty Heleny, zanim zrobi to prawnik.

— Julia, dlaczego mi to mówisz?

— Bo oni okłamali też mnie.

Monika patrzyła nieruchomo na telefon.

— W czym?

Julia długo milczała.

— Bartosz.

— Co z nim?

— Mama przedstawiła mi go trzy lata temu, nie osiem miesięcy temu. Kazała mi później wszystkim mówić inną wersję.

— Dlaczego?

— Bo miałam pomagać przy przenoszeniu pieniędzy. Powiedziała, że robimy to, żeby uratować firmę taty. Dopiero później zrozumiałam, że chodziło o twój majątek.

Zacisnęłam szczękę.

— A mimo to kontynuowałaś.

— Tak.

Nie próbowała zaprzeczyć.

— Dlaczego?

— Bo bałam się, że jeśli przestanę, powiedzą ci wszystko i zrzucą winę na mnie.

— Podpisałaś wniosek o hipotekę.

— Mama kazała mi podpisać.

— Miałaś dwadzieścia cztery lata, Julio. Nie byłaś dzieckiem.

Zaczęła płakać mocniej.

— Wiem.

Po raz pierwszy nie poczułam potrzeby jej pocieszać.

— Gdzie jesteś?

— W mieszkaniu Bartosza.

— On jest z tobą?

— Nie. Wyszedł po telefonie od Andrzeja.

Michał napisał na kartce: ZAPYTAJ O ALEKSANDRA.

— Julia, znasz nazwisko Aleksander Bielski?

Po drugiej stronie zapadła kompletna cisza.

— Skąd znasz to nazwisko?

— Odpowiedz.

— Znalazłam je w dokumentach mamy dwa lata temu.

— Jakich dokumentach?

— Listach.

Dziadek wyprostował się.

— Jakich listach? — zapytałam.

— Od Aleksandra do ciebie.

Serce zabiło mi mocniej.

— Do mnie?

— Pisał je przez lata. Mama ich nie wyrzuciła. Trzymała wszystkie.

— Gdzie?

Julia zaczęła mówić szybko.

— W sejfie w gabinecie taty. Znalazłam je przypadkiem. Emilia, w ostatnim liście Aleksander napisał coś o koncie, którego Andrzej nie znał.

Mecenas Rogowska natychmiast podniosła głowę.

— Jakim koncie?

— Nie wiem. Ale był tam kod. Mama wyrwała fragment kartki, kiedy zobaczyła, że czytam.

— Pamiętasz coś?

— Jedno zdanie.

— Jakie?

Julia wzięła głęboki oddech.

— „Jeśli coś mi się stanie, Emilia musi dostać oryginał, bo tylko ona może otworzyć depozyt”.

Poczułam, jak dziadek ściska krawędź stołu.

— Jaki oryginał?

— Nie wiem.

Nagle usłyszałam po drugiej stronie dźwięk otwieranych drzwi.

Julia zamilkła.

— Julia?

Cisza.

Potem jej szept.

— Bartosz wrócił.

— Nie rozłączaj się.

Usłyszeliśmy męski głos w oddali.

— Z kim rozmawiasz?

Julia nie odpowiedziała.

Po chwili rozległ się szelest, szybkie kroki.

— Julio?

Jej głos wrócił, ledwie słyszalny.

— Emilia, sejf jest pusty.

— Co?

— Ktoś zabrał listy.

Nagle Bartosz powiedział coś, czego najwyraźniej nie wiedział, że słyszymy.

— Andrzej już ma oryginał. Teraz trzeba tylko znaleźć klucz.

Połączenie zostało przerwane.

No comments yet