Rozrywka

Moja Rodzina Wybrała Zaręczyny Siostry Zamiast Mojego Ślubu — Tej Nocy Odcięłam Im Pieniądze I Odkryłam, Co Robili Za Moimi Plecami

Przez kilka sekund patrzyłam na telefon, choć połączenie już się zakończyło. Ostatnie zdanie Bartosza powtarzało mi się w głowie.

Andrzej już ma oryginał. Teraz trzeba tylko znaleźć klucz.

— Dzwoń ponownie — powiedział Michał.

Zadzwoniłam. Jeden sygnał, potem połączenie zostało odrzucone. Spróbowałam drugi raz. Telefon Julii był już wyłączony.

— Musimy tam jechać.

Mecenas Rogowska pokręciła głową.

— Nie. Przekazujemy adres policji. Jeśli Bartosz jest częścią tego procederu, konfrontacja niczego pani nie da.

— To moja siostra.

— Wiem. Dlatego nie może pani działać pod wpływem strachu.

Jeszcze dzień wcześniej Julia wybrała własną kolację zaręczynową zamiast mojego ślubu, śmiała się z mojej wiadomości i przez lata pomagała rodzinie wykorzystywać moje nazwisko. Mimo to myśl, że mogła być teraz zamknięta w mieszkaniu z człowiekiem, którego sama zaczęła się bać, ścisnęła mi żołądek.

Mecenas podała adres znajomemu funkcjonariuszowi. Ja tymczasem ponownie przeczytałam ostatnią wiadomość od Julii. Oryginał. Klucz. Depozyt.

— Dziadku, czy babcia kiedykolwiek mówiła o jakimś kluczu?

Stanisław długo myślał.

— Helena miała skrytkę bankową.

Wszyscy spojrzeliśmy na niego.

— Gdzie?

— Nie wiem. Korzystała z niej jeszcze przed śmiercią Aleksandra. Raz powiedziała, że trzyma tam rzeczy, których nie chce mieć w domu.

— Klucz?

— Nigdy go nie widziałem.

Michał nagle podniósł wzrok.

— A może nie chodzi o fizyczny klucz?

Monika przesunęła laptop w swoją stronę.

— W plikach Andrzeja były hasła, kody, numery rachunków. „Klucz” może oznaczać dostęp.

Zaczęliśmy przeglądać foldery ponownie. Tym razem nie szukaliśmy mojego nazwiska. Szukaliśmy słów: depozyt, skrytka, klucz, Aleksander, Helena.

Po kilku minutach pojawił się plik zatytułowany „HK_17”.

Był zaszyfrowany.

Mecenas Rogowska nie próbowała go otwierać.

— To materiał dowodowy. Zostawiamy oryginał nietknięty.

Wtedy zadzwonił jej telefon. Odebrała, słuchała kilkanaście sekund, po czym spojrzała na mnie.

— Policja jest w mieszkaniu Bartosza.

— Julia?

— Jest cała.

Dopiero wtedy wypuściłam powietrze.

— A Bartosz?

— Nie ma go.

— Jak to?

— Wyszedł kilka minut przed przyjazdem patrolu. Julia twierdzi, że zabrał laptop i dokumenty.

Monika zaklęła cicho.

— Andrzej czyści ślady.

Telefon znów zadzwonił.

Tym razem mój.

Mama.

Nie odebrałam.

Przyszła wiadomość.

Emilia, proszę. Spotkajmy się. Tylko ty i ja. Powiem ci wszystko o Aleksandrze.

Pokazałam ekran mecenas.

— Nie sama — powiedziała natychmiast.

Odpisałam:

Powiedz przez telefon.

Mama odpowiedziała po minucie.

Nie mogę. Andrzej ma coś, czego szukał od lat. Jeśli mu się uda, stracisz znacznie więcej niż pieniądze.

Napisałam:

Co ma?

Odpowiedź:

Oryginał testamentu Aleksandra.

Spojrzałam na dziadka.

— Aleksander zostawił testament?

Stanisław wyglądał na równie zaskoczonego jak ja.

Mama napisała kolejną wiadomość.

Ale bez klucza testament jest bezużyteczny.

— Znowu klucz — powiedział Michał.

Wtedy przypomniałam sobie coś absurdalnie małego.

Babcia Helena miała zwyczaj dawać mi prezenty, których znaczenia nigdy nie rozumiałam. Kiedy skończyłam dwadzieścia pięć lat, dostałam od niej niewielkie drewniane pudełko. W środku nie było biżuterii. Była stara mosiężna zawieszka przypominająca kluczyk.

Mama zaśmiała się wtedy, że babcia zaczyna robić się sentymentalna.

— Mam klucz.

Wszyscy spojrzeli na mnie.

— Co?

— Babcia dała mi go na urodziny.

Dziadek poderwał głowę.

— Jak wyglądał?

Opisałam go.

Stanisław wstał tak gwałtownie, że krzesło przesunęło się po podłodze.

— To był klucz Heleny do skrytki.

Serce zaczęło mi walić.

— Gdzie on jest? — zapytał Michał.

Próbowałam sobie przypomnieć.

Po przeprowadzce trzy lata temu większość pamiątek trafiła do pudeł w piwnicy mojego mieszkania.

— W Krakowie.

Mecenas Rogowska natychmiast zadzwoniła do policjanta prowadzącego sprawę. Ustaliliśmy, że nie pojedziemy tam sami.

Dwie godziny później stałam w piwnicy budynku, w którym mieszkałam przed ślubem. Towarzyszyli nam Michał i funkcjonariusz. Otworzyłam komórkę lokatorską.

Pudła stały tam, gdzie je zostawiłam.

Pierwsze zawierało książki. Drugie stare ubrania. W trzecim znalazłam pamiątki po babci.

Drewniane pudełko leżało na samym dole.

Wyjęłam je.

Było puste.

— Nie.

Przeszukałam wszystko.

Klucza nie było.

Michał podniósł pokrywkę.

— Emilia.

Na wewnętrznej stronie znajdował się ślad po oderwanej taśmie.

Ktoś wcześniej otworzył pudełko.

— Kto miał dostęp do piwnicy?

Pytanie funkcjonariusza sprawiło, że zamarłam.

— Ja. Michał od niedawna. I…

Urwałam.

— Kto jeszcze?

— Mama miała zapasowy klucz do mieszkania.

Telefon zawibrował.

Wiadomość od Julii.

Nie ufaj mamie. Widziałam ten klucz u niej rok temu.

Natychmiast zadzwoniłam.

Julia odebrała.

— Jesteś bezpieczna?

— Tak. Jestem z policją.

— Kiedy widziałaś klucz?

— W zeszłym roku. Mama miała go w portfelu. Zapytałam, co to, a ona powiedziała, że pamiątka po babci.

— Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?

— Nie wiedziałam, że jest twój.

Zamknęłam oczy.

— Julia, gdzie jest teraz mama?

— Nie wiem. Tata też jej szuka.

— A Andrzej?

— Bartosz pojechał do niego.

— Skąd wiesz?

— Zostawił otwarty komunikator na tablecie.

— Masz adres?

Julia podała go.

Mecenas Rogowska, która była z nami na głośniku, natychmiast przekazała informacje policji.

Ale Julia nie skończyła.

— Emilia, jest jeszcze coś.

— Co?

— Zrobiłam zdjęcie rozmowy Bartosza z Andrzejem.

Wysłała je.

Na ekranie pojawił się fragment wiadomości.

Bartosz: Krystyna ma klucz.

Andrzej: Nie na długo. Przywieź ją na miejsce.

Bartosz: A Emilia?

Andrzej: Testament nic jej nie da, jeśli nie dowie się o drugim depozycie.

Przeczytałam ostatnie zdanie kilka razy.

— Drugim depozycie?

Dziadek nagle chwycił mnie za rękę.

— Emilia.

Spojrzałam na niego.

— Aleksander miał sejf w Wiedniu.

— Skąd wiesz?

— Helena powiedziała mi o nim raz, po jego śmierci. Myślałem, że był pusty.

Telefon ponownie zawibrował.

Tym razem wiadomość pochodziła z numeru mamy.

Nie było tekstu.

Tylko fotografia.

Mama siedziała na krześle w nieznanym pomieszczeniu. Wyglądała na przerażoną, ale nie widziałam żadnych obrażeń. Na stole przed nią leżał mosiężny klucz.

Ten sam, który dostałam od babci.

Kilka sekund później przyszła druga wiadomość.

Nie napisała jej mama.

Jeśli chcesz poznać prawdę o Aleksandrze i odzyskać to, co naprawdę ci zostawił, przyjedź sama.

Podano adres magazynu na obrzeżach Krakowa.

A pod nim jedno zdanie:

Zapytaj Stanisława, dlaczego jego podpis znajduje się na prawdziwym testamencie.

No comments yet