Rozrywka

Niesłysząca czterolatka weszła do zakazanego pokoju Damiana Wołkowa — to, co wyczuła pod dłonią, zmieniło wszystko

Przez kilka sekund nikt się nie poruszył.

Za drzwiami doktor Marcin Wysocki milczał, jakby również wyczuł, że coś się zmieniło.

Damian spojrzał na Wiktora.

— Zabierz dziewczynkę stąd.

Natychmiast przyciągnęłam Lilkę do siebie.

— Nie.

Damian uniósł wzrok.

— To nie była prośba.

— A ona nie jest jednym z pańskich ludzi.

W jego oczach pojawił się cień gniewu, ale tym razem nie ustąpiłam.


— Jeśli zna doktora Wysockiego ze szpitala, chcę wiedzieć dlaczego. I nie pozwolę jej zniknąć mi z oczu.

Wiktor spojrzał na Damiana.

Po krótkiej chwili Damian skinął głową.

— Zostańcie za parawanem.

Przy ścianie stał ciężki drewniany parawan obity ciemnozielonym materiałem. Ukryłam się za nim z Lilką, a Wiktor schował kopertę i dokumenty do swojej walizki.

Damian położył się głębiej na poduszkach.

Białe tabletki pozostały na tacy.

— Otwórzcie — powiedział.

Zamek szczęknął.

Doktor Wysocki wszedł do pokoju z niewielką skórzaną torbą w dłoni.


Miał około pięćdziesięciu lat, starannie przystrzyżoną siwiejącą brodę i ten spokojny sposób poruszania się, który od razu kojarzył się ze szpitalnym korytarzem.

Lilka ścisnęła moją rękę tak mocno, że zabolało.

Nie miałam już żadnych wątpliwości.

Znała go.

— Dlaczego wróciłeś? — zapytał Damian.

— Pański puls rano mnie zaniepokoił.

— Powiedziałeś, że serce jest stabilne.

Wysocki zawahał się ledwie zauważalnie.

— Stabilne nie oznacza bezpieczne.

Podszedł do tacy.


Jego wzrok zatrzymał się na białych tabletkach.

Nie zostały połknięte.

Pierwszy raz jego twarz straciła profesjonalny spokój.

— Nie wziął pan leków?

— Zapomniałem.

— Damian, przy pańskim stanie nie może pan zapominać.

— Więc podaj mi je teraz.

Doktor wyciągnął rękę po szklankę.

Wiktor przesunął się o krok.

— Najpierw chcemy wiedzieć, co dokładnie mu pan daje.


Wysocki spojrzał na niego.

— Od kiedy interesują cię szczegóły farmakologii?

— Od dzisiaj.

Doktor położył szklankę.

— To leki regulujące pracę serca.

Damian odezwał się spokojnie.

— Jak nazywa się choroba?

Zapadła cisza.

Wysocki odwrócił się do niego powoli.

— Rozmawialiśmy już o tym.


— Więc powtórz.

Przez moment lekarz wyglądał, jakby kalkulował każdą możliwą odpowiedź.

— Arytmia po zatruciu mogła uszkodzić mięsień sercowy.

— Nie pytałem o zatrucie.

Wiktor otworzył czarną walizkę.

Wyjął buteleczkę z identycznymi białymi tabletkami i postawił ją na stole.

Wysocki pobladł.

Damian zauważył to natychmiast.

— Wiesz, skąd ją mamy?

Doktor cofnął się o pół kroku.


— Damian, nie rozumiesz sytuacji.

— To mi ją wyjaśnij.

Wysocki spojrzał w stronę drzwi.

Dwóch ochroniarzy stało już po obu stronach.

Nie miał dokąd iść.

— Choroba była w pańskiej rodzinie od pokoleń — powiedział wreszcie. — Pański ojciec miał ją. Jego brat również.

Damian znieruchomiał.

— Mój ojciec zginął w wypadku.

Doktor opuścił wzrok.

— Tak panu powiedziano.


W pokoju zrobiło się lodowato.

Wiktor zacisnął szczękę.

— A dziecko?

Wysocki podniósł głowę.

— Jakie dziecko?

Damian wbił w niego spojrzenie.

— Dziewczynka urodzona cztery lata temu.

Wysocki przestał oddychać.

To wystarczyło.

Damian wstał zbyt gwałtownie.


Ból natychmiast przeszył jego twarz, ale utrzymał się na nogach.

— Powiedziałeś mi, że umarła.

— Damian…

— Powiedziałeś, że moje dziecko nie przeżyło nocy.

Wysocki zamknął oczy.

— Nie znałem wtedy całej prawdy.

Za parawanem Lilka obserwowała mnie uważnie.

Nie rozumiała słów, ale czuła napięcie.

Pokazałam jej, żeby była cicho.

— Co wiedziałeś? — zapytał Damian.


— Wiedziałem, że dziecko zabrano ze szpitala wcześniej, niż powinno.

— Kto je zabrał?

— Nie wiem.

Damian zrobił krok w jego stronę.

— Zła odpowiedź.

— Naprawdę nie wiem.

Wysocki mówił szybciej.

— Dokumenty zostały zmienione. Kiedy zorientowałem się, że część akt zniknęła, było już za późno.

Wiktor wskazał walizkę.

— Więc dlaczego kopia dokumentacji leżała w pańskim sejfie?


Wysocki zamarł.

— Przeszukaliście mój gabinet?

— Odpowiedz.

Lekarz długo milczał.

— Bo próbowałem ją odnaleźć.

Serce uderzyło mi mocniej.

Damian spojrzał na niego z niedowierzaniem.

— Przez cztery lata?

— Tak.

— I znalazłeś?

Wysocki nie odpowiedział.

Za moimi plecami Lilka nagle poruszyła się.

Materiałowy króliczek wypadł jej z ręki.

Upadł na podłogę.

Cichy dźwięk wystarczył.

Wysocki odwrócił głowę w stronę parawanu.

Jego twarz całkowicie straciła kolor.

Damian zauważył to.

— Wiesz, kto tam jest.

Nie było już sensu się ukrywać.

Wyszłam razem z Lilką.

Gdy doktor ją zobaczył, cofnął się aż do ściany.

— Boże…

Lilka patrzyła na niego bez strachu.

Potem zaczęła migać.

Pokazała znak oznaczający szpital.

Następnie lekarza.

A później sen.

Spojrzałam na Wysockiego.

— Ona mówi, że widziała pana wtedy, kiedy spała w szpitalu.

Lekarz zacisnął usta.

Przypomniałam sobie coś.

Sześć miesięcy wcześniej Lilka spędziła noc na obserwacji po badaniach związanych z aparatem słuchowym. Kiedy rano po nią przyszłam, pielęgniarka powiedziała tylko, że w nocy konsultował ją dodatkowy lekarz.

Nigdy nie podała nazwiska.

— Był pan przy jej łóżku — powiedziałam.

Wysocki wyglądał, jakby nagle postarzał się o dziesięć lat.

— Musiałem się upewnić.

— Czego?

Spojrzał na Damiana.

— Że to ona.

Damian podszedł bliżej.

— I?

Wysocki przełknął ślinę.

— Zleciłem jedno badanie bez wpisywania go do systemu.

— Jakie badanie?

— Genetyczne.

Poczułam, jak miękną mi kolana.

Damian nawet nie mrugnął.

— Masz wynik?

Doktor spojrzał na Lilkę.

— Tak.

Wiktor zrobił krok naprzód.

— Gdzie?

Wysocki milczał.

Damian pochylił się ku niemu.

— Marcin. Ostatnia szansa.

Doktor w końcu odpowiedział.

— Wyniku nie ma w moim gabinecie.

— Więc gdzie?

— Zostawiłem go komuś, komu ufałem.

— Komu?

Wysocki spojrzał na drzwi, a potem powiedział coś, czego nikt z nas się nie spodziewał.

— Człowiekowi, który cztery lata temu pomógł ukryć Lilkę przed rodziną Wołkowów.

W pokoju zapadła cisza.

Damian patrzył na niego bez ruchu.

— Kim on jest?

Wysocki otworzył usta.

W tej samej chwili z korytarza dobiegł huk.

Potem krzyk ochroniarza.

I pojedynczy wystrzał.

Wiktor natychmiast wyciągnął broń.

— Na ziemię!

Przycisnęłam Lilkę do siebie.

Drzwi do sypialni zatrzęsły się od silnego uderzenia.

Ktoś po drugiej stronie właśnie próbował dostać się do środka.

A doktor Wysocki wyszeptał:

— Znaleźli nas.

Ciąg dalszy — kliknij Część 5, aby czytać dalej.

No comments yet