Rozrywka

Niesłysząca czterolatka weszła do zakazanego pokoju Damiana Wołkowa — to, co wyczuła pod dłonią, zmieniło wszystko

Drugie uderzenie w drzwi było tak silne, że metalowy zamek jęknął.

Wiktor natychmiast zgasił lampę przy łóżku.

— Za mną — rzucił.

Jeden z ochroniarzy przesunął ciężką komodę pod drzwi, podczas gdy drugi wyciągnął broń i stanął przy ścianie.

Przycisnęłam Lilkę do piersi.

Czułam, jak drży.

Nie wiedziała, co dokładnie się dzieje, ale widziała twarze dorosłych.

To wystarczyło.

Damian, mimo bólu, zsunął nogi z łóżka.

— Ilu?


Wiktor nacisnął słuchawkę w uchu.

Brak odpowiedzi.

— Łączność padła.

Wysocki pobladł jeszcze bardziej.

— To nie przypadek.

Damian spojrzał na niego.

— Jeśli wiesz, kto tu jest, lepiej zacznij mówić.

— Nie tutaj.

Kolejny huk.

Tym razem na korytarzu rozległ się czyjś głos.


— Szefie! To my!

Wiktor uniósł dłoń.

Nikt się nie poruszył.

— Nazwisko — zawołał.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

Potem odezwał się ten sam głos.

— Marek.

Wiktor spojrzał na Damiana.

Damian pokręcił głową.

— Marek nie pracuje dziś w skrzydle.


Sekundę później rozległ się strzał.

Kula uderzyła w drzwi.

Krzyknęłam i osłoniłam Lilkę własnym ciałem.

Wiktor wskazał na wąskie przejście za regałem.

— Jest droga służbowa. Prowadzi do starej kaplicy.

Spojrzałam na niego zaskoczona.

Pracowałam w Szarym Wzgórzu od miesięcy.

Nigdy nie wiedziałam, że w pokoju Damiana istnieje ukryte wyjście.

— Zabierz ją — powiedział Damian.

— Idziemy wszyscy — odpowiedział Wiktor.


— Nie.

Damian chwycił framugę łóżka.

Ręka mu drżała.

— Jeśli pójdę, spowolnię was.

— Nie zostawiam pana.

— To rozkaz.

Wiktor zacisnął szczękę.

Wysocki nagle podszedł bliżej.

— Jeśli chce pan dowiedzieć się prawdy o dziecku, musi pan wyjść z tego pokoju.

Damian spojrzał na niego chłodno.


— Od czterech lat mnie okłamujesz.

— Właśnie dlatego wiem więcej, niż powinienem.

Przez chwilę patrzyli na siebie bez słowa.

Potem Damian skinął głową.

Wiktor przesunął regał.

Za nim znajdowały się wąskie żelazne drzwi.

Gdy tylko je otworzył, uderzył nas zapach wilgotnego kamienia.

Weszliśmy do ciemnego przejścia.

Najpierw jeden ochroniarz.

Potem Wiktor.


Za nim ja z Lilką.

Wysocki podtrzymywał Damiana.

Drugi ochroniarz zamknął przejście za nami dokładnie w chwili, gdy drzwi sypialni ustąpiły z głośnym trzaskiem.

Ruszyliśmy.

Tunel był tak wąski, że moje ramiona niemal dotykały ścian.

Lilka trzymała króliczka przy twarzy.

Co kilka kroków spoglądałam na Damiana.

Oddychał ciężko.

Zbyt ciężko.

— Musimy się zatrzymać — powiedziałam.


— Nie — odpowiedział.

Po kolejnych kilku metrach jego nogi się ugięły.

Wysocki złapał go pod ramię.

— Damian!

Wiktor odwrócił się.

— Co się dzieje?

Doktor przyłożył dwa palce do szyi Damiana.

— Puls jest chaotyczny.

Wiktor przeklął.

— Te tabletki…


— Nie — przerwał Wysocki. — To nie brak jednej dawki.

Damian spojrzał na niego.

— Co?

Doktor milczał sekundę zbyt długo.

— Ktoś zmienił dawkę wcześniej.

Wiktor zrobił krok w jego stronę.

— Mówiłeś, że te leki go chronią.

— Chronią. Ale w niewłaściwej ilości mogą destabilizować rytm.

Damian oparł plecy o kamienną ścianę.

— Czyli jednak mnie trułeś.


— Nie.

Wysocki mówił szybko.

— Przez trzy tygodnie próbowałem korygować dawki, bo wyniki się pogarszały. Myślałem, że choroba postępuje.

— A teraz?

— Teraz wiem, że ktoś ingerował w tabletki.

Wiktor spojrzał na niego z wściekłością.

— Kto miał do nich dostęp?

Doktor uniósł wzrok.

— Ja.

Zapadła cisza.


— I jedna osoba z personelu.

Damian przymknął oczy.

— Kto?

Wysocki zawahał się.

— Helena Rogowska.

Znałam to nazwisko.

Pani Rogowska zarządzała całym personelem rezydencji.

To ona mnie zatrudniła.

To ona pozwoliła mi tego ranka przyprowadzić Lilkę.

Poczułam zimno w całym ciele.

— To niemożliwe — powiedziałam.

Wiktor spojrzał na mnie.

— Dlaczego?

— Bo wiedziała, że Lilka tu jest.

Damian otworzył oczy.

— Od kiedy?

— Od rana.

Wysocki nagle wyprostował się.

— Jak dokładnie zareagowała, kiedy zobaczyła dziecko?

Spróbowałam sobie przypomnieć.

Helena stała przy schodach, kiedy weszłam z Lilką.

Najpierw spojrzała na jej twarz.

Potem na różowy aparat słuchowy.

A potem zapytała mnie o coś, co wtedy uznałam za zwykłą ciekawość.

— Zapytała o jej wiek.

Wiktor zesztywniał.

— Co jeszcze?

— O datę urodzenia.

Damian spojrzał na mnie.

Serce zaczęło mi walić.

— Podałaś?

— Tak.

Wysocki zamknął oczy.

— Więc wiedzą.

— Kto? — zapytałam.

Nie odpowiedział.

Lilka poruszyła się w moich ramionach.

Spojrzała na Damiana.

Jego twarz była mokra od potu.

Wyciągnęła rękę.

— Nie teraz, kochanie — wyszeptałam.

Ale zaczęła migać.

Szybko.

Serce.

Przerwa.

Serce.

Przerwa.

Wysocki patrzył na nią przez sekundę.

Potem gwałtownie uklęknął przy Damianie.

— Połóż się.

— Nie mam zamiaru—

— Natychmiast!

Damian osunął się na kamienną podłogę.

Doktor zaczął przeszukiwać swoją torbę.

— Potrzebuję światła.

Wiktor włączył latarkę.

Wysocki wyjął małe urządzenie.

— Co to jest? — zapytałam.

— Przenośny monitor.

Przykleił elektrody do piersi Damiana.

Po kilku sekundach ekran pokazał nierówną linię.

Doktor pobladł.

— Co? — warknął Wiktor.

— To nie wygląda jak zwykłe pogorszenie choroby.

Damian otworzył oczy.

— Mów.

Wysocki spojrzał na zapis.

— Ktoś nie tylko zmieniał dawkę.

— Więc co zrobił?

Doktor przełknął ślinę.

— Podawał panu coś jeszcze.

W tunelu zapadła cisza.

Damian zacisnął szczękę.

— Co?

— Nie wiem bez badań.

Wiktor spojrzał w stronę ciemnego korytarza.

— Kaplica jest niedaleko. Tam mamy awaryjny telefon.

Wysocki pokręcił głową.

— Nie możemy wzywać nikogo z rezydencji.

— Więc kogo?

Doktor spojrzał na mnie.

— Człowieka, któremu zostawiłem wynik badania Lilki.

Damian próbował się podnieść.

— Nazwisko.

Wysocki wreszcie odpowiedział.

— Profesor Jan Ostrowski.

Wiktor zamarł.

Damian również.

Tylko ja nie rozumiałam.

— Kim on jest?

Nikt nie odpowiedział.

Spojrzałam na Damiana.

Jego twarz nagle wyglądała tak, jakby zobaczył ducha.

— On nie żyje — powiedział.

Wysocki powoli pokręcił głową.

— Wszyscy mieliście w to uwierzyć.

Z ciemności za nami dobiegł metaliczny trzask.

Ktoś właśnie otworzył wejście do tunelu.

Wiktor zgasił latarkę.

— Ruszamy.

A Wysocki, pomagając Damianowi wstać, wyszeptał:

— Jeśli Ostrowski nadal ma ten wynik, za kilka godzin będziemy wiedzieć, czy Lilka naprawdę jest córką Damiana.

Ciąg dalszy — kliknij Część 6, aby czytać dalej.

No comments yet