Rozrywka

Przyznałam, Że W Wieku 28 Lat Wciąż Jestem Dziewicą — Miliarder Usłyszał Mój Sekret, Ale To, Co Ukrywała Jego Rodzina, Zmieniło Wszystko

Przez kilka sekund patrzyłam na Aleksandra, jakbym przestała rozumieć znaczenie słów.

Piotr Nowak nie był moim biologicznym ojcem.

To zdanie nie pasowało do żadnego wspomnienia, które nosiłam w sobie przez dwadzieścia osiem lat. Do mężczyzny, który nauczył mnie jeździć na rowerze. Do człowieka siedzącego przy moim łóżku, kiedy jako dziecko miałam wysoką gorączkę. Do ojca, który przed każdym egzaminem mówił: „Nie musisz być najlepsza. Masz tylko nie pozwolić strachowi decydować za ciebie”.

— Cofnij to — powiedziałam.

Aleksander nie drgnął.

— Chciałbym móc.

— Powiedziałam: cofnij to.

— Maja… — Hania dotknęła mojego ramienia.

Odsunęłam się.

— Nie. Najpierw moja matka okazuje się żywa. Potem dowiaduję się, że ojciec współtworzył Vistulę. Teraz ty wchodzisz do jego mieszkania i oznajmiasz mi, że nie był moim ojcem? Skąd, do cholery, możesz to wiedzieć?

Aleksander spojrzał na szarą teczkę.

— Bo sześć tygodni temu znalazłem kopię dokumentu, który prawdopodobnie jest w środku.

Serce uderzyło mi mocniej.

— I nic mi nie powiedziałeś.

— Nie miałem pewności, czy jest prawdziwy.

— Otwórz ją — powiedziała cicho Hania.

Spojrzałam na teczkę w swoich dłoniach.

Bałam się.

Nie Aleksandra. Nie Wiktora.

Tego, co znajdowało się pomiędzy kawałkami szarego kartonu.

Usiadłam na brzegu łóżka ojca i otworzyłam ją.

Pierwszym dokumentem był mój akt urodzenia.

Maja Nowak. Warszawa. Matka: Ewa Nowak. Ojciec: Piotr Nowak.

— Widzisz? — podniosłam papier. — Jest wpisany.

— Sprawdź następny dokument — powiedział Aleksander.

Pod aktem znajdowała się koperta.

Na froncie ojciec napisał tylko: „Dla Mai”.

Rozerwałam ją.

W środku były wyniki badań laboratoryjnych sprzed dwudziestu dwóch lat.

Nie rozumiałam wszystkich medycznych oznaczeń, ale ostatnie zdanie było wystarczająco jasne.

„Badanie wyklucza biologiczne ojcostwo Piotra Nowaka.”

Świat nagle zrobił się bardzo mały.

— Nie — wyszeptałam.

Hania przykucnęła przede mną.

— Maja…

— Nie.

Odłożyłam kartkę, jakby mnie parzyła.

— On był moim ojcem.

— Był — powiedział Aleksander.

Spojrzałam na niego ostro.

— Nie potrzebuję twojego pozwolenia, żeby tak go nazywać.

— Nie to miałem na myśli.

— Więc czego ode mnie chcesz?

Jego głos pozostał spokojny.

— Żebyś pamiętała, że wynik DNA nie odbiera ci człowieka, który cię wychował.

To właśnie było najgorsze. Powiedział dokładnie to, czego potrzebowałam, choć nie chciałam niczego od niego potrzebować.

Przewróciłam kolejną stronę.

Był tam list ojca.

„Maju, wiedziałem od początku. Ewa powiedziała mi prawdę, zanim się urodziłaś. Nigdy nie miało to dla mnie znaczenia. Zostałem twoim ojcem, ponieważ nim chciałem być. Jeżeli czytasz ten list, ktoś prawdopodobnie próbuje wykorzystać twoje pochodzenie przeciwko tobie. Nie pozwól mu.”

Łzy rozmazały litery.

Dalej znajdowało się tylko jedno zdanie.

„Nazwisko twojego biologicznego ojca zna Ewa. Ja obiecałem nigdy go nie zapisywać.”

Opuściłam list.

— Więc nie wiemy.

Aleksander nie odpowiedział.

Zauważyłam to natychmiast.

— Ty coś podejrzewasz.

— Nie mam dowodu.

— Kogo?

— Maja, właśnie dlatego chciałem, żebyś nie otwierała tego bez rozmowy z matką.

— Kogo?!

Zanim odpowiedział, Hania gwałtownie podniosła głowę.

— Słyszycie?

Na klatce schodowej rozległy się kroki.

Aleksander natychmiast zgasił lampkę przy łóżku.

— Zamknij szafkę.

— Dlaczego?

— Bo ja nie przyszedłem tutaj drzwiami.

Zamarłam.

— Co?

— Kiedy podjechałem, zamek na dole był już uszkodzony. Wszedłem przez wejście gospodarcze.

Kroki zatrzymały się przed mieszkaniem.

Ktoś nacisnął klamkę.

Aleksander wyciągnął telefon.

— Ochrona jest w drodze.

Nagle usłyszeliśmy metaliczny trzask.

Ktoś próbował otworzyć drzwi.

Hania szybko schowała pendrive do kieszeni.

Spojrzałam na nią.

Nic nie powiedziała.

Aleksander przesunął regał przed otwartą szafkę, po czym wskazał nam małą garderobę.

— Zostańcie tutaj.

— Nie będziesz decydował…

— Maja. Proszę.

Pierwszy raz usłyszałam w jego głosie nie rozkaz, lecz czysty strach.

Drzwi wejściowe otworzyły się.

W mieszkaniu rozległy się kroki.

Jedna osoba.

Potem druga.

Aleksander wyszedł z sypialni.

Nie widziałam, co się działo, ale słyszałam głosy.

— Pan Krawiec.

Męski głos.

Spokojny.

Aleksander odpowiedział równie chłodno.

— Kim pan jest?

— Człowiekiem, który przyszedł po własność pana ojca.

— Mój ojciec nie ma tutaj żadnej własności.

Krótka cisza.

— W takim razie nie będzie pan miał nic przeciwko, jeśli się rozejrzymy.

Hania złapała mnie za rękę.

Wtedy z kieszeni zawibrował mi telefon.

Numer zastrzeżony.

Odruchowo odebrałam.

— Maja? — usłyszałam.

Mama.

— Gdzie jesteś?

— W mieszkaniu taty.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Otworzyłaś szafkę?

— Tak.

— Znalazłaś wyniki?

Zamknęłam oczy.

— Piotr nie był moim biologicznym ojcem.

Usłyszałam jej urywany oddech.

— Chciałam ci powiedzieć sama.

— Więc powiedz teraz.

— Nie przez telefon.

— Mamo, przez dwadzieścia dwa lata uważałam cię za martwą. Nie masz już prawa prosić mnie o cierpliwość.

Cisza trwała długo.

Wreszcie powiedziała:

— Masz rację.

Serce zaczęło mi walić.

— Kim był mój ojciec?

— Maju, posłuchaj najpierw czegoś ważniejszego. Wiktor szuka tej teczki nie dlatego, że znajduje się w niej wynik DNA. Szuka jej, ponieważ kiedy byłaś dzieckiem, Piotr schował tam coś jeszcze.

Spojrzałam do otwartej teczki.

— Co?

— Dokument dotyczący twoich udziałów.

Zamarłam.

— Jakich udziałów?

— Piotr zabezpieczył swoją własność na wypadek, gdyby coś mu się stało. Nie mógł przepisać jej na mnie, więc stworzył fundusz powierniczy dla ciebie. W dniu twoich dwudziestych ósmych urodzin miał przejść pod twoją kontrolę.

Nagle wszystko zaczęło nabierać przerażającego sensu.

Miałam dwadzieścia osiem lat.

Aleksander znalazł dokument trzy miesiące temu.

Wiktor pojawił się właśnie teraz.

— Ile?

Mama odpowiedziała prawie szeptem:

— Jeśli oryginalne udziały Piotra nadal są prawnie ważne… wystarczająco dużo, żeby odebrać Krawcom kontrolę nad Vistula Technologies.

Za drzwiami garderoby coś ciężkiego upadło.

Usłyszałam głos Aleksandra.

— Nie wchodźcie tam.

Potem drugi mężczyzna powiedział:

— Znaleźliśmy szafkę.

Ewa usłyszała to przez telefon.

— Maja, musisz natychmiast zabrać dokument z niebieską pieczęcią.

Przerzuciłam papiery.

Nie było żadnej niebieskiej pieczęci.

— Nie ma go.

— Musi być.

Hania nagle wyjęła pendrive, który wcześniej schowała.

— Może tutaj?

Mama usłyszała jej głos.

— Kto jest z tobą?

— Hania.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

Nie zwyczajna.

Ciężka.

Przerażona.

— Jak ma na nazwisko?

Spojrzałam na przyjaciółkę.

— Zielińska. Hania Zielińska.

Usłyszałam gwałtowny wdech matki.

— Maju, odejdź od niej.

Poczułam chłód przebiegający po plecach.

Hania patrzyła na mnie kompletnie zdezorientowana.

— Co?

— Mamo, o czym ty mówisz?

Głos Ewy zaczął drżeć.

— Zieliński był człowiekiem Wiktora. To on dwadzieścia dwa lata temu pomógł sfałszować moją śmierć.

Spojrzałam na Hanię.

Jej twarz całkowicie pobladła.

— Maja… ja naprawdę nie wiedziałam.

Ale wtedy telefon w jej kieszeni zaczął dzwonić.

Hania powoli go wyjęła.

Na ekranie pojawiło się jedno słowo.

„TATA”.

I zanim zdążyła odrzucić połączenie, zobaczyłam wiadomość wyświetloną pod nazwą kontaktu.

„Nie pozwól Mai otworzyć pendrive'a.”

No comments yet