Rozrywka

Przyznałam, Że W Wieku 28 Lat Wciąż Jestem Dziewicą — Miliarder Usłyszał Mój Sekret, Ale To, Co Ukrywała Jego Rodzina, Zmieniło Wszystko

Przez kilka sekund żadna z nas się nie poruszyła. Telefon Hani wciąż wibrował w jej dłoni, a wiadomość od jej ojca świeciła na ekranie jak coś, czego nie dało się już cofnąć.

„Nie pozwól Mai otworzyć pendrive'a.”

Spojrzałam na nią.

— Wiedziałaś?

— Nie.

— Hania.

— Przysięgam, że nie.

Jej głos załamał się w sposób, którego nigdy wcześniej u niej nie słyszałam. Znałam ją od sześciu lat. Wiedziałam, kiedy udawała pewność siebie, kiedy kłamała, że wszystko jest dobrze, kiedy powstrzymywała płacz. Teraz widziałam autentyczny strach.

— Dlaczego twój ojciec wie o pendrivie?

— Nie mam pojęcia.

Telefon zadzwonił ponownie.

— Odbierz — powiedziałam.

— Maja…

— Odbierz. I włącz głośnik.

Hania zrobiła to drżącym palcem.

— Tato?

— Haniu, gdzie jesteś?

Męski głos był zdenerwowany.

— Z Mają.

Cisza.

— Daj jej telefon.

Wyciągnęłam rękę.

— Mówi Maja Nowak.

Po drugiej stronie usłyszałam ciężki oddech.

— Wyjdź z tego mieszkania.

— Najpierw powie mi pan, skąd wie o pendrivie.

— Nie ma czasu.

— Mam mnóstwo czasu.

— Nie masz.

Za drzwiami garderoby rozległ się trzask. Aleksander nadal rozmawiał z ludźmi, którzy weszli do mieszkania, ale ton głosów stawał się coraz ostrzejszy.

— Kim pan jest? — zapytałam.

— Tomasz Zieliński.

— Znał pan Wiktora Krawca?

Tym razem cisza powiedziała wszystko.

— Znałem.

Hania zakryła usta dłonią.

— Tato…

— Haniu, posłuchaj mnie. Nie wszystko, co usłyszysz, będzie wyglądało tak, jak naprawdę było.

— Mama Mai powiedziała, że pomogłeś upozorować jej śmierć.

Po drugiej stronie zapadła kolejna cisza.

— To prawda.

Hania cofnęła się, jakby ktoś ją uderzył.

— Dlaczego?

— Bo gdybym tego nie zrobił, Ewa naprawdę by zginęła.

Spojrzałam na telefon.

— Gdzie jest moja matka?

— Nie wiem.

— Kłamie pan.

— Nie wiem, gdzie jest teraz. Przez lata pomagałem jej pozostać niewidoczną, ale trzy tygodnie temu kontakt się urwał.

Trzy tygodnie.

Aleksander znalazł dokumenty trzy miesiące temu. Wiktor pojawił się ponownie. Teraz matka była z nim.

— Dlaczego mam nie otwierać pendrive'a?

Tomasz wypuścił powietrze.

— Bo Piotr zaszyfrował na nim kopię archiwum. Jeśli podłączysz go do urządzenia połączonego z internetem, zostanie wysłany sygnał.

— Do kogo?

— Nie wiem. Piotr nigdy mi nie powiedział.

Spojrzałam na Hanię.

— Twój ojciec wiedział, że tu przyjedziemy?

— Nie — powiedziała natychmiast.

Tomasz odpowiedział zamiast niej:

— Wiedziałem, że kiedy prawda zacznie wychodzić na jaw, Maja prędzej czy później trafi do mieszkania Piotra.

Nagle drzwi garderoby otworzyły się.

Drgnęłam.

Aleksander stał w progu.

— Musimy wyjść.

— A tamci?

— Ochrona ich zatrzymała. Jeden miał przy sobie identyfikator starego działu bezpieczeństwa Vistuli.

Tomasz musiał to usłyszeć.

— Aleksander jest z tobą?

— Tak.

— Nie mów mu o archiwum.

Aleksander spojrzał na telefon.

— Panie Zieliński?

Tomasz rozłączył się.

Hania wyglądała, jakby ziemia usunęła jej się spod nóg.

— Mój ojciec… ja naprawdę nic o tym nie wiedziałam.

Patrzyłam na nią długo.

Chciałam ją przytulić. Jednocześnie część mnie zaczęła analizować każde nasze spotkanie. Czy przypadkiem trafiłyśmy do tego samego zespołu? Czy przypadkiem to ona namawiała mnie do pracy w Vistuli?

— Jak znalazłaś ofertę pracy dla mnie? — zapytałam.

Hania zmarszczyła brwi.

— Co?

— Dwa lata temu. To ty wysłałaś mi ogłoszenie.

Jej twarz zmieniła się.

— Znalazłam je w wiadomości od taty.

W gardle pojawiła mi się gula.

— Czyli to on skierował mnie do Vistuli.

— Nie wiedziałam.

Aleksander podszedł bliżej.

— To potwierdza słowa mojego ojca. Twoje zatrudnienie nie było przypadkiem.

— Tylko dlaczego ktoś chciał mnie tutaj sprowadzić?

— Może żeby cię obserwować — powiedziała Hania.

— Albo chronić — odpowiedział Aleksander.

Spojrzałam na niego.

— Ty też zamierzasz powiedzieć, że wszystko robiłeś dla mojego dobra?

Nie odpowiedział.

Włożyłam dokumenty do torby.

— Chcę zobaczyć zatrzymanych.

Aleksander próbował zaprotestować, lecz tym razem nie pozwoliłam mu decydować.

W salonie dwóch ochroniarzy pilnowało mężczyzny około pięćdziesiątki. Drugi zdążył uciec tylną klatką schodową.

Kiedy pierwszy mnie zobaczył, uśmiechnął się.

— Córka Piotra.

— Kto pana wysłał?

Spojrzał na Aleksandra.

— Powinien pan jej powiedzieć, prezesie.

Aleksander zesztywniał.

— Nie znam tego człowieka.

Mężczyzna roześmiał się.

— Może mnie pan nie zna. Ale pański podpis znam bardzo dobrze.

Ochroniarz wyjął z jego kurtki złożony dokument.

Aleksander rozłożył go.

Jego twarz natychmiast stwardniała.

Wyrwałam kartkę z jego dłoni.

Było to upoważnienie do wejścia do prywatnego archiwum Piotra Nowaka.

Na dole znajdował się podpis:

Aleksander Krawiec.

— To nie mój podpis — powiedział natychmiast.

Przyjrzałam się dokumentowi.

— Wygląda identycznie.

— Bo ktoś go skopiował.

Mężczyzna siedzący przy ścianie uśmiechnął się szerzej.

— W tej rodzinie zawsze dobrze kopiowano podpisy.

Poczułam lodowaty dreszcz.

Wiktor sfałszował podpis mojego ojca.

Teraz ktoś używał podpisu Aleksandra.

— Kto pana wysłał? — powtórzyłam.

Mężczyzna spojrzał na mnie.

— Kobieta.

Serce przyspieszyło.

— Jaka kobieta?

— Nie znam nazwiska.

— Jak wyglądała?

Zawahał się.

— Około pięćdziesięciu kilku lat. Ciemne włosy. Szczupła.

Wyjęłam telefon i pokazałam zdjęcie Ewy.

Mężczyzna patrzył na ekran kilka sekund.

Potem skinął głową.

— To ona.

Hania wciągnęła powietrze.

Nie chciałam uwierzyć.

— Moja matka wysłała pana po dokumenty?

— Zapłaciła za odzyskanie jednej rzeczy.

— Czego?

— Pendrive'a.

W mieszkaniu zapadła cisza.

Spojrzałam na Hanię.

Pendrive wciąż znajdował się w jej kieszeni.

Wtedy urządzenie samo zaczęło migać.

Mała dioda, której wcześniej nie zauważyłyśmy, pulsowała niebieskim światłem.

Aleksander pobladł.

— Nie podłączałyście go?

— Nie.

Dioda migała coraz szybciej.

Hania ostrożnie położyła pendrive na stole.

Po chwili usłyszeliśmy cichy elektroniczny sygnał.

Telefon Aleksandra zawibrował.

Mój również.

Potem telefon Hani.

Na wszystkich trzech ekranach pojawiła się ta sama wiadomość z nieznanego numeru.

„ARCHIWUM PIOTRA NOWAKA ZOSTAŁO AKTYWOWANE.”

Pod spodem wyświetlał się zegar.

59:59.

59:58.

59:57.

— Co się stanie za godzinę? — wyszeptała Hania.

Aleksander patrzył na ekran.

— Jeśli Piotr stworzył zabezpieczenie awaryjne, prawdopodobnie coś zostanie automatycznie wysłane.

Telefon zadzwonił ponownie.

Tym razem przyszła druga wiadomość.

„Maja musi sama zdecydować, czy prawda zostanie ujawniona.”

A kilka sekund później pojawiło się zdjęcie.

Przedstawiało moją matkę siedzącą przy stole w nieznanym pomieszczeniu.

Obok niej leżała dzisiejsza gazeta.

Za jej plecami stał Wiktor.

Ale najbardziej przeraził mnie człowiek siedzący po drugiej stronie stołu.

Tomasz Zieliński.

Ojciec Hani.

Ten sam mężczyzna, który jeszcze kilka minut wcześniej twierdził przez telefon, że od trzech tygodni nie wie, gdzie znajduje się moja matka.

No comments yet