Przez kilka sekund byłam przekonana, że źle przeczytałam.
Maja Nowak.
Moje imię i nazwisko widniało pod słowem „beneficjent”, a obok pojawiała się liczba, która nic dla mnie nie znaczyła, dopóki Aleksander nie powiększył ekranu.
51,4%.
— To niemożliwe — powiedział Wiktor.
Aleksander nawet na niego nie spojrzał.
— System pokazuje aktywację pakietu kontrolnego o 21:17. Dokładnie w chwili publikacji archiwum.
— Czyli… — Hania urwała.
— Maja ma większość głosów — odpowiedział Aleksander.
Spojrzałam na niego.
— Powiedz to normalnie.
Jego oczy spotkały moje.
— Formalnie możesz kontrolować Vistula Technologies.
Jeszcze tego ranka zastanawiałam się, czy starczy mi odwagi poprosić kierownika o bardziej odpowiedzialny projekt.
Teraz miliarder stojący przede mną mówił, że mogę kontrolować firmę, której byłam szeregową analityczką.
Prawie się roześmiałam.
— Nie chcę firmy.
— To dobrze — powiedział Wiktor. — Bo prawdopodobnie jej nie masz.
Aleksander odwrócił się do ojca.
— Co to znaczy?
— Trust mógł zostać aktywowany automatycznie, ale to nie oznacza, że transfer przetrwa kontrolę sądu. Jeżeli udziały pochodzą z pierwotnego pakietu Piotra, trzeba udowodnić ciągłość własności.
— Archiwum właśnie to robi — powiedział Tomasz.
Wiktor spojrzał na niego chłodno.
— Nie wiesz, co naprawdę jest w archiwum.
— Wiem więcej, niż sądzisz.
Napięcie między nimi było niemal namacalne.
Ale ja patrzyłam na Hanię.
Stała nieruchomo z telefonem w dłoni.
„MAMA”.
Siedem lat po pogrzebie jej matki.
Podeszłam do niej.
— Jak miała na imię?
Hania przełknęła ślinę.
— Katarzyna.
Tomasz gwałtownie podniósł głowę.
— Nie rozmawiajmy o niej tutaj.
— Właśnie tutaj będziemy rozmawiać — odpowiedziała Hania. — Przez siedem lat chodziłam na grób mamy. Jeśli wiedziałeś…
— Nie wiedziałem.
— Ale Piotr wiedział.
Tomasz milczał.
— Tato.
— Podejrzewał.
— Co?
— Że Katarzyna upozorowała śmierć.
Hania cofnęła się.
— I nigdy mi nie powiedziałeś?
— Bo nie miałem dowodu.
— W tej historii wszyscy macie tę samą wymówkę.
Te słowa zabolały mnie, bo dokładnie tak samo myślałam.
Telefon Aleksandra zadzwonił.
Spojrzał na ekran.
— Rada nadzorcza.
Odebrał.
Słuchaliśmy tylko jego odpowiedzi.
— Tak… wiem… Nie, nie podejmujcie żadnej uchwały… Powiedziałem: żadnej.
Jego twarz stawała się coraz bardziej napięta.
— Kto zwołał posiedzenie?
Cisza.
— Kiedy?
Rozłączył się.
— Co się dzieje? — zapytałam.
— Za czterdzieści minut rozpocznie się nadzwyczajne posiedzenie rady. Ktoś złożył wniosek o zawieszenie mnie w funkcji prezesa.
Wiktor uśmiechnął się bez radości.
— Zaczęło się.
— Kto złożył wniosek? — zapytałam.
Aleksander spojrzał na mnie.
— Nova Heritage Trust.
Poczułam chłód.
— Ale podobno ja jestem beneficjentem.
— Beneficjent nie zawsze zarządza trustem. Ktoś jest jego powiernikiem i wykonuje prawa głosu do momentu spełnienia określonych warunków.
— Kto?
— Tego system nie pokazuje.
Ewa podeszła do stołu.
— Piotr.
Wszyscy spojrzeliśmy na nią.
— Co Piotr?
— Kiedy tworzył zabezpieczenie dla Mai, mówił, że potrzebuje kogoś spoza rodziny. Kogoś, komu ufa.
— Komu ufał? — zapytałam.
Ewa zacisnęła usta.
— Adrianowi.
Zapadła cisza.
Mój biologiczny ojciec.
Aleksander natychmiast pokręcił głową.
— Jeśli Adrian jest powiernikiem, publikacja archiwum dała mu kontrolę nad pakietem Mai.
— Więc tata popełnił błąd — powiedziałam.
— Albo kiedy zakładał trust, jeszcze mu ufał — odpowiedziała Ewa.
Telefon zadzwonił ponownie.
Tym razem mój.
Nieznany numer.
Odebrałam.
— Maja Nowak?
Męski głos.
Spokojny. Niski.
Coś ścisnęło mnie w żołądku.
— Kto mówi?
— Adrian Wolski.
W pokoju wszyscy znieruchomieli.
— Czego pan chce?
— Porozmawiać z córką.
Nie odpowiedziałam.
— Wiem, że Ewa powiedziała ci, kim jestem.
Spojrzałam na matkę.
— Nie jest pan moim ojcem.
— Biologia twierdzi inaczej.
— Ojcem był Piotr.
Po drugiej stronie nastąpiła krótka cisza.
— Dobrze cię wychował.
To zdanie rozgniewało mnie bardziej niż wszystko inne.
— Nie ma pan prawa mówić o nim w ten sposób.
— Mam więcej powodów do szacunku dla Piotra, niż sądzisz.
— To dlaczego próbował pan odebrać mu firmę?
Adrian zaśmiał się cicho.
— Wciąż opowiadają ci historię, w której każdy ma przypisaną rolę. Wiktor jest złodziejem. Ja zdrajcą. Ewa ofiarą. Piotr bohaterem.
Spojrzałam na Ewę.
— A jaka jest prawda?
— Piotr stworzył archiwum nie po to, żebyś odzyskała Vistulę. Chciał, żebyś ją zniszczyła.
Wiktor podszedł bliżej telefonu.
— Kłamiesz.
— Witaj, Wiktorze. Minęło sporo czasu.
Wiktor pobladł.
— Gdzie jest Katarzyna?
Adrian zamilkł.
Hania podeszła gwałtownie.
— Gdzie jest moja mama?!
— Bezpieczna.
— Chcę z nią rozmawiać.
— Niedługo.
— Teraz!
— Haniu, twoja matka przez siedem lat robiła dokładnie to, czego wymagał plan.
Tomasz wyrwał mi telefon.
— Jaki plan?
Głos Adriana stracił lekkość.
— Ten, o którym nigdy ci nie powiedziała.
Tomasz zacisnął szczękę.
— Jeśli ją skrzywdziłeś…
— Nadal myślisz, że Katarzyna potrzebuje ochrony? To ona przez lata chroniła nas wszystkich przed tobą.
Tomasz zamarł.
Adrian zwrócił się ponownie do mnie.
— Maja, za trzydzieści minut rada zawiesi Aleksandra. Jeśli chcesz temu zapobiec, przyjedź do siedziby Vistuli.
— Dlaczego miałabym panu ufać?
— Nie powinnaś.
To była pierwsza rzecz, którą powiedział i której uwierzyłam.
— Ale powinnaś zobaczyć dokument, który Piotr podpisał trzy dni przed swoją rzekomą śmiercią.
— Jaki dokument?
— Polecenie odebrania Aleksandrowi stanowiska, jeśli archiwum kiedykolwiek zostanie otwarte.
Spojrzałam na Aleksandra.
Nie drgnął.
— Dlaczego Piotr miałby chcieć usunąć Aleksandra?
— O to właśnie powinnaś zapytać jego.
Połączenie się urwało.
Odwróciłam się.
— Wiesz coś o tym?
Aleksander pokręcił głową.
— Nie.
Wiktor jednak patrzył na syna inaczej.
Zauważyłam to.
— Ty wiesz.
— Wiktor? — odezwała się Ewa.
Starszy mężczyzna długo milczał.
— Piotr miał powód, żeby nie ufać Aleksandrowi.
Aleksander spojrzał na niego.
— Jaki?
Wiktor podszedł do barku, nalał sobie wody, lecz nie wypił ani kropli.
— Sześć lat temu Aleksander kupił niewielką firmę zajmującą się bezpieczeństwem danych.
— Kupiłem dziesiątki firm.
— Ta była inna.
Wiktor spojrzał na mnie.
— Nazywała się Argos Systems. Stworzyła program pozwalający odnajdywać ludzi, którzy celowo zniknęli z cyfrowych rejestrów.
Zrobiło mi się zimno.
Ewa pobladła.
— Aleksander…
— Nie wiedziałem o tobie.
Wiktor ciągnął:
— Piotr jednak uważał, że Argos doprowadził do niego ludzi, przed którymi się ukrywał.
— To absurd — powiedział Aleksander.
— Czy na pewno?
Wiktor wyjął telefon i pokazał nam stary e-mail.
Nadawcą był Piotr Nowak.
Adresatem Aleksander Krawiec.
Data: trzy dni przed rzekomą śmiercią mojego ojca.
Treść składała się z jednego zdania:
„Jeżeli coś mi się stanie, będzie to konsekwencja tego, co uruchomiłeś.”
Aleksander patrzył na wiadomość, jakby widział ją pierwszy raz.
— Nigdy tego nie dostałem.
— Została usunięta z twojej skrzynki jedenaście minut po wysłaniu — odpowiedział Wiktor.
— Przez kogo?
Wiktor spojrzał na mnie.
— Przez osobę z najwyższym poziomem dostępu do systemów Vistuli.
Telefon Hani zawibrował.
Przyszła wiadomość z numeru jej matki.
Tylko fotografia.
Katarzyna Zielińska siedziała przed komputerem. Wyglądała na starszą, ale Hania rozpoznała ją natychmiast.
Na monitorze za nią widniał panel administracyjny Vistula Technologies.
Pod zdjęciem znajdowało się jedno zdanie:
„Aleksander nie uruchomił Argosa. Ja to zrobiłam.”
Hania zaczęła płakać.
Sekundę później przyszła druga wiadomość.
„I Piotr Nowak znalazł mnie sześć miesięcy temu.”
Dołączono zdjęcie.
Katarzyna stała na peronie kolejowym obok mężczyzny w szarym płaszczu.
Rozpoznałam go natychmiast.
Ojciec.
Piotr patrzył prosto w obiektyw.
A w dłoni trzymał kartkę z napisanym adresem.
VISTULA TECHNOLOGIES, WARSZAWA.
Pod fotografią widniała data.
Jutrzejsza.







No comments yet