Rozrywka

Umarłam, Rodząc Trojaczki — Mój Mąż Miliarder Podpisał Rozwód Przed OIOM-Em, Nie Wiedząc, Że Jednym Podpisem Oddał Mi Kontrolę Nad Rodzinnym Imperium

Przez kilka sekund patrzyłam na nazwisko Natalii Wysockiej na ekranie telefonu Heleny, jakby sam jego widok mógł wyjaśnić, dlaczego kobieta, która odebrała mi męża, teraz próbowała wymazać dokumenty dotyczące mojej matki.

— Skąd ona ma dostęp do archiwum funduszu?

Helena już wybierała numer.

— Nie powinna mieć.

— To nie jest odpowiedź.

— Wiem.

Odeszła pod okno i zaczęła wydawać krótkie polecenia ochronie. Archiwum miało zostać zamknięte, karty dostępu zablokowane, monitoring zabezpieczony. Słuchałam tego z rosnącym niepokojem. Jeszcze godzinę wcześniej sądziłam, że Natalia była po prostu kochanką Marka. Teraz nie byłam już tego pewna.

— Cyfrowe kopie można odzyskać? — zapytałam, kiedy Helena zakończyła rozmowę.

— Prawdopodobnie tak. Ale bardziej martwią mnie oryginały.

— Jakie oryginały?


Helena spojrzała na fotografię w moich dłoniach.

— Dokumenty założycielskie pierwszej spółki Aleksandra.

Poczułam chłód.

— Te dotyczące pierwszego kapitału?

Skinęła głową.

— I pani matki.

Moja matka, Elżbieta Lewandowska, zmarła, kiedy miałam dziewiętnaście lat. Przez całe życie pracowała jako księgowa. Żyłyśmy skromnie. Nigdy nie wspominała o miliarderach, funduszach ani Zawadzkich.

— Chcę zobaczyć wszystko, co zostało.

— Pani Anno, dopiero co pani…

— Umarłam trzy dni temu. Trudno mnie teraz przestraszyć papierami.


Helena popatrzyła na mnie długo, a potem wyjęła z teczki cienki segregator.

Pierwszym dokumentem był akt założenia przedsiębiorstwa z 1994 roku. Nazwisko Aleksandra widniało na pierwszej stronie. Na kolejnej znalazłam zapis o pożyczce inwestycyjnej.

Kwota była ogromna jak na tamte czasy.

Pożyczkodawca: EL Consulting.

— Co to było?

— Firma pani matki.

Zaśmiałam się nerwowo.

— Moja matka nie miała firmy.

— Miała. Przez jedenaście miesięcy.

Helena przesunęła palcem po kopii.


— EL Consulting przekazało Aleksandrowi kapitał, który pozwolił mu uratować pierwszą spółkę przed upadkiem.

— Skąd mama miała takie pieniądze?

— Tego właśnie nie wiemy.

Na marginesie widniała odręczna adnotacja Aleksandra: „E.L. — udział rzeczywisty 35%”.

Trzydzieści pięć procent.

Przestałam oddychać.

— Czy moja matka była wspólniczką?

— Formalnie nie. I tutaj zaczyna się problem. Kilka miesięcy później firma pani matki została zamknięta, a zobowiązanie zniknęło z ksiąg Zawadzkich.

— Spłacono je?

— Nie znaleźliśmy dowodu.


Spojrzałam ponownie na zdjęcie.

Nagle wspomnienie, które przez lata uważałam za nieważne, wróciło z niezwykłą ostrością. Miałam może osiem lat. Mama siedziała nocą przy kuchennym stole i paliła dokumenty w metalowej misce. Płakała. Kiedy zapytałam dlaczego, powiedziała tylko: „Niektóre pieniądze kosztują za dużo”.

— Helena… czy Marek wiedział?

— Nie wiem.

Drzwi sali otworzyły się gwałtownie.

Do środka wszedł Marek.

— Musimy natychmiast przenieść dzieci.

Instynktownie wyprostowałam się mimo bólu.

— Co?

— Ktoś próbował uzyskać dostęp do ich dokumentacji.


Helena wstała.

— Kto?

— Nie wiem. Szpital zadzwonił do mojego biura. Ktoś podał się za przedstawiciela funduszu i zażądał kopii aktów urodzenia oraz dokumentacji dotyczącej ojcostwa.

Wszystko we mnie zamarło.

— Dlaczego dokumentacji dotyczącej ojcostwa?

Marek nie odpowiedział.

I znowu zobaczyłam ten sam cień strachu.

— Marek.

— To może być zwykła procedura.

— Przestań mnie okłamywać.


Helena podeszła do niego.

— Natalia weszła dziś do archiwum.

Jego twarz natychmiast się zmieniła.

— Niemożliwe.

— Monitoring to potwierdza.

— Natalia jest teraz w Mediolanie.

— Skąd wiesz?

— Rozmawiałem z nią rano.

Helena pokazała mu ekran.

Marek przeczytał raport dwa razy.


— Ktoś użył jej karty — powiedział cicho.

— Albo ona kłamie — odpowiedziałam.

Telefon Marka zadzwonił.

Spojrzał na ekran i odrzucił połączenie.

Sekundę później mój telefon, leżący na stoliku, również zawibrował.

Nieznany numer.

Odebrałam.

— Halo?

Przez kilka sekund słyszałam tylko oddech.

Potem kobiecy głos.


— Anna?

Marek zesztywniał.

— Kto mówi?

— Natalia Wysocka.

Spojrzałam na niego.

— Czego chcesz?

— Żebyś mnie wysłuchała, zanim Marek przekona cię, że jestem twoim wrogiem.

— Włamałaś się do archiwum.

— Nie. Ktoś chce, żebyście tak myśleli.

— Dlaczego miałabym ci wierzyć?


Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Bo Marek okłamał nas obie.

Marek ruszył w moją stronę.

— Rozłącz się.

Odsunęłam telefon.

— Nie dotykaj mnie.

Natalia mówiła dalej.

— Nie miałam dostać jego pieniędzy. NW Capital powstało z innego powodu. Marek powiedział mi, że musi przenieść udziały, zanim urodzą się dzieci.

Spojrzałam na trojaczki.

— Dlaczego?


— Tego nie chciał powiedzieć. Ale trzy tygodnie temu znalazłam w jego gabinecie raport.

Głos Natalii zaczął drżeć.

— Jaki raport?

— Badanie genetyczne.

Marek wyrwał mi telefon.

— Dosyć.

Rozłączył się.

Wpatrywałam się w niego.

— Jakie badanie?

— Anna, uspokój się.

— Czyje badanie genetyczne?

Milczał.

Helena zamknęła drzwi.

— Marek, odpowiedz jej.

W końcu usiadł. Po raz pierwszy wyglądał nie jak miliarder przyzwyczajony do kontrolowania każdego pomieszczenia, lecz jak człowiek, któremu właśnie zabrakło drogi ucieczki.

— Podczas ciąży zleciłem badanie.

— Bez mojej wiedzy?

Skinął głową.

— Dlaczego?

— Bo pojawiła się niezgodność w dokumentacji medycznej.

— Jaka niezgodność?

Spojrzał na dzieci, a potem na mnie.

— Badanie nie dotyczyło tego, czy jestem ich ojcem.

Poczułam, jak serce zaczyna walić.

— Więc czego?

Marek przełknął ślinę.

— Chodziło o ciebie.

Helena zmarszczyła brwi.

— Co dokładnie sprawdzałeś?

Marek odpowiedział niemal szeptem.

— Czy Anna rzeczywiście jest biologiczną córką Elżbiety Lewandowskiej.

Świat jakby odsunął się ode mnie.

— I?

Tym razem nie uciekł wzrokiem.

— Według raportu nie jesteś.

No comments yet