Rozrywka

Umarłam, Rodząc Trojaczki — Mój Mąż Miliarder Podpisał Rozwód Przed OIOM-Em, Nie Wiedząc, Że Jednym Podpisem Oddał Mi Kontrolę Nad Rodzinnym Imperium

Nie powiedziałam Helenie o wiadomości. Markowi również nie. Przez całą noc prawie nie spałam, obserwując trojaczki i wracając wzrokiem do zdjęcia na telefonie. Powiększałam twarz kobiety tyle razy, aż obraz rozpadał się na piksele. Mogłam wmówić sobie, że podobieństwo było przypadkowe. Nie potrafiłam jednak pomylić jej spojrzenia. Tak patrzyła na mnie, kiedy jako dziecko kłamałam, że odrobiłam lekcje. Tak patrzyła podczas mojego ślubu z Markiem — z miłością, ale też z czymś, czego wtedy nie rozumiałam. Ze strachem.

O jedenastej weszłam do małej kawiarni na Starym Mokotowie. Nie przyszłam jednak całkowicie sama. Poprosiłam szpitalnego kierowcę, żeby zaczekał przecznicę dalej, a pielęgniarka miała numer, pod który powinnam zadzwonić co pół godziny. Moje ciało nadal protestowało przy każdym kroku, ale musiałam tam być.

Kobieta siedziała przy stoliku w rogu.

Kiedy mnie zobaczyła, zasłoniła usta dłonią.

— Aniu…

Jedno słowo wystarczyło.

Stanęłam nieruchomo.

— Nie nazywaj mnie tak.

W jej oczach pojawiły się łzy.

— Wiem, że masz prawo mnie nienawidzić.


— Pochowałam cię.

Usiadłam naprzeciwko niej.

— Cztery lata chodziłam na twój grób.

— Wiem.

— Wiedziałaś?

Skinęła głową.

— Byłam tam.

Poczułam, jak gniew odbiera mi oddech.

— Obserwowałaś mnie?

— Kilka razy. Z daleka.


— Dlaczego?

Elżbieta zacisnęła dłonie wokół filiżanki.

— Bo obiecałam, że nie wrócę do twojego życia, dopóki Zawadzcy nie przestaną cię szukać.

— Poślubiłam Zawadzkiego.

Jej twarz drgnęła.

— To właśnie było coś, czego nigdy nie przewidziałam.

— Kim jestem?

Nie odpowiedziała od razu.

— Najpierw musisz wiedzieć, kim nie jesteś. Nie jesteś moją biologiczną córką.

Mimo że już to wiedziałam, usłyszenie tych słów od niej bolało inaczej.


— Więc czyją?

Elżbieta spojrzała przez okno.

— Katarzyny Zawadzkiej.

Zacisnęłam palce na krawędzi stołu.

— A ojciec?

— Michał Lewandowski. Mój brat.

Zamarłam.

Mężczyzna, którego przez całe dzieciństwo nazywałam wujkiem Michałem, zginął w wypadku samochodowym, kiedy miałam trzy lata.

— Michał był moim ojcem?

— Tak.


— A Katarzyna?

Elżbieta opuściła wzrok.

— Kochała go. Aleksander nie akceptował ich związku. Kiedy zaszła w ciążę, sytuacja stała się niebezpieczna. W rodzinnej spółce trwała wtedy walka o kontrolę. Dziecko Katarzyny mogło kiedyś odziedziczyć ogromną część udziałów.

— Ja.

— Ty.

— Co się z nią stało?

Elżbieta zaczęła drżeć.

— Oficjalnie wyjechała. Naprawdę próbowała uciec z Michałem. Nie udało im się.

— Umarła?

— Nie wiem.


To było najgorsze możliwe słowo.

— Jak możesz nie wiedzieć?

— Tej nocy Michał przyjechał do mnie z tobą. Miałaś kilka miesięcy. Powiedział, żebym zabrała cię i nigdy nie używała nazwiska Zawadzka. Następnego dnia zginął.

— Wypadek?

Elżbieta spojrzała mi w oczy.

— Nigdy w to nie wierzyłam.

Wyjęła z torebki małe metalowe pudełko.

— To zostawił.

W środku znajdował się klucz i stara kaseta magnetofonowa.

— Co jest na niej?


— Głos twojego ojca.

Serce zabiło mi mocniej.

— Dlaczego nigdy mi jej nie dałaś?

— Bo Michał powiedział, że mam to zrobić dopiero wtedy, gdy fundusz Zawadzkich ponownie zwróci się przeciwko tobie.

— Ponownie?

Elżbieta zamknęła oczy.

— Klauzula Aleksandra nie została uruchomiona pierwszy raz przy twoim rozwodzie.

Przysunęłam się bliżej.

— Kiedy wcześniej?

— W dniu twoich narodzin.


Zanim zdążyłam zapytać, telefon Elżbiety zawibrował. Spojrzała na ekran i momentalnie pobladła.

— Musisz wyjść.

— Nie skończyłyśmy.

— Anna, natychmiast.

— Kto to?

Nie odpowiedziała. Wstała i chwyciła mnie za rękę.

Wtedy zauważyłam mężczyznę stojącego po drugiej stronie ulicy. Nie patrzył na kawiarnię, ale trzymał telefon skierowany w naszą stronę.

— Znasz go?

— Nie. Ale znam ludzi, dla których pracuje.

Elżbieta poprowadziła mnie tylnym wyjściem.


— Gdzie jest próbka Aleksandra? — zapytałam, kiedy znalazłyśmy się na zapleczu.

Zatrzymała się.

— Bezpieczna.

— Potrzebuję jej.

— Nie.

— Dlaczego?

— Bo badanie DNA nie tylko potwierdziłoby, że jesteś jego wnuczką. Ujawniłoby coś jeszcze.

— Co?

Elżbieta patrzyła na mnie przez kilka sekund.

— Aleksander nie był biologicznym ojcem Katarzyny.


Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg.

— W takim razie nie jestem biologicznie związana z Zawadzkimi?

— Jesteś związana z funduszem. I właśnie dlatego wszyscy się ciebie boją.

Wcisnęła klucz w moją dłoń.

— Dworzec Centralny. Skrytka 317. To, co zostawił Michał, wyjaśni resztę.

— Mamo…

Pierwszy raz użyłam tego słowa od chwili, kiedy ją zobaczyłam.

Zatrzymała się.

— Jedź do dzieci. Nikomu nie mów o skrytce. Szczególnie Helenie.

— Dlaczego?


Elżbieta spojrzała na mnie ze strachem.

— Bo Helena nie została zarządcą funduszu przez Aleksandra.

— Więc przez kogo?

— Przez Katarzynę.

Zamarłam.

— Powiedziałaś, że nie wiesz, czy Katarzyna żyje.

Elżbieta otworzyła tylne drzwi.

— Nie wiedziałam aż do zeszłego tygodnia.

— Co się stało tydzień temu?

Odwróciła się do mnie.

— Zadzwoniła do mnie.

Serce niemal stanęło.

— Co powiedziała?

Elżbieta odpowiedziała szeptem:

— Że jej córka właśnie urodziła troje dzieci i że po trzydziestu siedmiu latach nadszedł czas, żeby odzyskać wszystko, co jej odebrano.

No comments yet