Przez kilka sekund nikt się nie poruszył. Roman patrzył na telefon w mojej dłoni, ja na niego, a głos Heleny nadal brzmiał mi w głowie. Katarzyna kazała Markowi mnie odnaleźć. Moja biologiczna matka, której nigdy świadomie nie spotkałam, miała wpływ na moje życie na długo przed tym, zanim dowiedziałam się o jej istnieniu.
— Anna, odejdź od niego — powtórzyła Helena.
Roman westchnął.
— Zapytaj ją, dlaczego Katarzyna potrzebowała Marka.
— Helena?
— Nie przez telefon.
— Dosyć. Od kilku dni każdy mówi mi, czego nie może powiedzieć przez telefon, w szpitalu albo bez zgody jakiejś rady. Powiedz mi teraz.
Usłyszałam jej oddech.
— Katarzyna wiedziała, że Roman jej szuka. Wiedziała też, że pewnego dnia odnajdzie ciebie. Potrzebowała kogoś wewnątrz rodziny Zawadzkich, kto będzie blisko ciebie.
Spojrzałam na Romana.
— Czyli Marek miał mnie chronić?
— Początkowo tak.
Roześmiałam się gorzko.
Człowiek, który zostawił mnie umierającą na OIOM-ie, został wybrany na mojego opiekuna.
— Marek miał dwadzieścia cztery lata, kiedy Katarzyna nawiązała z nim kontakt — ciągnęła Helena. — Powiedziała mu tylko część prawdy. Miał cię odnaleźć, obserwować i upewnić się, że Roman się do ciebie nie zbliży.
— A małżeństwo?
— Nie było częścią planu.
Roman uśmiechnął się chłodno.
— Tego akurat można mu pogratulować. Zakochał się w zadaniu.
— Zamknij się — powiedziałam.
W jego oczach pojawiło się rozbawienie.
— Właśnie dlatego wszystko się skomplikowało. Marek miał cię pilnować. Zamiast tego poślubił cię, a potem odkrył, ile możesz odziedziczyć.
— I postanowił mnie usunąć.
— Dokładnie.
— Anna — odezwała się Helena — wróć do szpitala. Natychmiast.
Roman wstał.
— Tak. Powinnaś. Bo dzisiaj o czternastej zbiera się rada funduszu.
Spojrzałam na zegarek.
12:38.
— Skąd wiesz?
— Ponieważ jestem członkiem rady.
Helena zaklęła.
— Zostałeś wykluczony dwadzieścia lat temu.
Roman wyjął dokument.
— Moje wykluczenie wygasło wraz ze śmiercią Aleksandra. Nikt nie zadał sobie trudu, żeby przeczytać ostatni aneks.
Podał mi kartkę.
— Dzisiaj rada zdecyduje, kto przejmie kontrolę do czasu rozstrzygnięcia pochodzenia majątku. Ty, Marek albo ja.
— Nie chcę waszych pieniędzy.
Roman spoważniał.
— To nigdy nie chodziło wyłącznie o pieniądze. Fundusz kontroluje spółki zatrudniające ponad dwadzieścia tysięcy osób. Jeśli zrezygnujesz, kontrolę może przejąć człowiek, który był gotów rozwieść się z tobą, kiedy umierałaś.
To zabolało, bo było prawdą.
Wróciłam do szpitala przed trzynastą trzydzieści. Marek czekał przy wejściu do mojego pokoju.
Kiedy mnie zobaczył, ruszył w moją stronę.
— Gdzie byłaś?
— Spotkałam Romana.
Zatrzymał się.
— Co?
— Powiedział mi o Katarzynie. O tobie. O tym, że miałeś mnie odnaleźć.
Marek zamknął oczy.
— Chciałem ci powiedzieć.
— Kiedy? Po następnym rozwodzie?
Nie odpowiedział.
— Czy kiedykolwiek mnie kochałeś?
To było jedyne pytanie, którego naprawdę bałam się zadać.
Marek długo milczał.
— Tak.
— Nie wierzę ci.
— Na początku cię obserwowałem. Potem zacząłem wymyślać powody, żeby cię widzieć. Katarzyna kazała mi się wycofać, kiedy zauważyła, co się dzieje. Nie zrobiłem tego.
— Więc ją znałeś?
— Nigdy osobiście. Kontaktowała się ze mną przez Helenę.
Wszystko znów prowadziło do Heleny.
— A Natalia?
Jego twarz stwardniała.
— Natalia pojawiła się później. Kiedy odkryłem dokumenty dotyczące twojego pochodzenia, spanikowałem. Wiedziałem, że jeśli prawda wyjdzie na jaw, mogę stracić kontrolę nad wszystkim, nad czym pracowałem.
— Więc zdradziłeś mnie.
— Tak.
Pierwszy raz nie próbował się usprawiedliwiać.
— I rozwiodłeś się ze mną, kiedy umierałam.
— Tak.
— Dlaczego tak szybko?
Marek spojrzał na dzieci.
— Bo klauzula miała drugi warunek.
Zamarłam.
— Jaki?
— Jeśli umrzesz jako moja żona po urodzeniu biologicznych potomków Katarzyny, twoje prawa do funduszu przechodzą na dzieci. Do czasu ich pełnoletności wykonuje je drugi rodzic.
Zrozumiałam.
Gdybym umarła jako jego żona, Marek kontrolowałby prawa naszych dzieci.
— Ale się rozwiodłeś.
— Bo dowiedziałem się, że przeżyłaś zatrzymanie krążenia. Jeśli przeżyłaś, klauzula mogła dać pełną kontrolę tobie. Myślałem, że rozwód odetnie cię od funduszu.
— I zrobiłeś dokładnie odwrotnie.
Skinął głową.
— Aleksander przewidział taką próbę.
O czternastej rada zebrała się w prywatnej sali konferencyjnej szpitala. Helena siedziała po jednej stronie stołu, Roman po drugiej. Marek nie miał prawa głosu.
Ja miałam.
Helena przedstawiła dokumenty ze skrytki. Roman zakwestionował ich autentyczność. Przez prawie godzinę prawnicy przerzucali się paragrafami.
W końcu przewodniczący rady powiedział:
— Bez potwierdzenia pokrewieństwa pani Anny z Katarzyną nie możemy przyznać jej trwałych praw.
Roman uśmiechnął się.
— A próbka Aleksandra zniknęła.
— Nie potrzebujemy Aleksandra — powiedziałam.
Wszyscy spojrzeli na mnie.
Wyjęłam telefon.
— Potrzebujemy Katarzyny.
Roman przestał się uśmiechać.
Drzwi sali otworzyły się.
Helena wstała.
Marek pobladł.
Do środka weszła kobieta około sześćdziesiątki. Była szczupła, elegancka, miała ciemne włosy poprzetykane siwizną.
Nigdy wcześniej jej nie widziałam.
A jednak kiedy spojrzała na mnie, zobaczyłam własne oczy.
— Nazywam się Katarzyna Ostrowska-Zawadzka — powiedziała. — I jestem biologiczną matką Anny.
Roman zerwał się z miejsca.
— To oszustwo.
Katarzyna położyła na stole zapieczętowaną kopertę laboratoryjną.
— Badanie wykonano trzy dni temu.
Przewodniczący otworzył dokument.
99,98 procent prawdopodobieństwa pokrewieństwa matka–córka.
Nogi zrobiły mi się miękkie.
Katarzyna spojrzała na mnie.
— Przepraszam, że trwało to trzydzieści siedem lat.
Nie odpowiedziałam.
Roman natomiast zaczął zbierać dokumenty.
— To niczego nie zmienia. Katarzyna nie jest biologiczną córką Aleksandra.
— To prawda — powiedziała.
Roman zatrzymał się.
Katarzyna wyjęła jeszcze jeden dokument.
— Bo moim biologicznym ojcem byłeś ty, Romanie.
W pomieszczeniu zapadła absolutna cisza.
Roman zrobił się biały.
— Kłamiesz.
— Maria Ostrowska pozostawiła pamiętnik, badania i testament. Aleksander wiedział od początku. Wychował mnie jako córkę, żeby ochronić mnie przed tobą.
Roman cofnął się o krok.
— Dlaczego miałby chronić cię przede mną?
Katarzyna spojrzała na niego bez cienia emocji.
— Bo próbowałeś przejąć majątek mojej matki jeszcze przed moimi narodzinami.
Potem odwróciła się do mnie.
— Ale to nadal nie jest najważniejsza rzecz, którą musisz dzisiaj poznać.
Podała mi ostatnią kopertę.
Na niej znajdowało się nazwisko Marka.
— Co to jest?
— Powód, dla którego twój mąż naprawdę podpisał rozwód przed OIOM-em.
Spojrzałam na Marka.
— Przecież właśnie mi powiedział.
Katarzyna pokręciła głową.
— Powiedział ci tylko tę część, która czyni go chciwym.
Jej głos stwardniał.
— Nie powiedział ci tej części, która może wysłać kogoś z tej sali do więzienia.







No comments yet