Rozrywka

Weszłam Na Rozprawę O Opiekę Nad Bratem W Pełnym Wyposażeniu GROM — Wtedy Prawnik Popełnił Jeden Arogancki Błąd

Nie otworzyłam folderu.

To było trudniejsze, niż powinno.

Każdy instynkt mówił mi, żeby kliknąć natychmiast, zobaczyć, co Kuba ukrywał i dlaczego jedno słowo potrafiło wywołać taki strach na jego twarzy. Ale laptop był już dowodem, a sędzia Zielińska właśnie poleciła go zabezpieczyć.

Cofnęłam rękę.

— Nikt tego nie dotknie bez protokołu — powiedziałam.

Kuba skinął głową, wyraźnie uspokojony.

Ojciec przestał się szarpać z funkcjonariuszami.

To mnie zaniepokoiło bardziej niż jego wcześniejszy wybuch.

Patrzył na laptop.

Nie na mnie.


Nie na Kubę.

Na folder.

I po raz pierwszy od początku rozprawy wyglądał jak człowiek, który naprawdę może coś stracić.

Sędzia Zielińska zauważyła to również.

— Czy chce pan coś powiedzieć? — zapytała.

Ojciec przeniósł na nią wzrok.

— Nie.

— Jest pan pewien?

— To prywatne materiały rodzinne.

Kuba zaśmiał się cicho.


Nie było w tym nic dziecięcego.

— Teraz nagle są prywatne?

Matka spuściła wzrok.

Sędzia poleciła funkcjonariuszowi umieścić kartę pamięci w kopercie dowodowej.

Bartosz Wysocki próbował zaprotestować.

— Wysoki Sądzie, skoro wyłącza się pani ze sprawy, nie powinna pani podejmować dalszych decyzji dotyczących—

— Zabezpieczenie istniejącego materiału przed jego utratą nie jest rozstrzygnięciem merytorycznym — przerwała mu. — A pan, mecenasie, powinien w tej chwili martwić się bardziej o własną sytuację niż o zakres moich kompetencji.

Jego twarz stwardniała.

Drzwi sali otworzyły się.

Do środka weszło dwóch funkcjonariuszy policji.


Jeden z nich krótko porozmawiał z ochroną sądu, po czym spojrzał na Bartosza.

— Mecenas Bartosz Wysocki?

Bartosz wyprostował się.

— Tak.

— Prosimy pana o pozostanie na miejscu do czasu wyjaśnienia okoliczności zabezpieczonego materiału.

— Czy jestem zatrzymany?

— Na tę chwilę prosimy pana o współpracę.

Bartosz spojrzał na mojego ojca.

To trwało może pół sekundy.

Ale zobaczyłam.


Ojciec również.

Ich spojrzenia spotkały się zbyt świadomie, zbyt szybko.

Nie byli tylko prawnikiem i klientem.

Kuba ścisnął mnie za rękaw.

— Widzisz?

— Widzę.

Sędzia Zielińska zarządziła przerwę i opuściła salę innymi drzwiami.

Domyślałam się, że musi natychmiast zgłosić konflikt interesów oraz fakt pojawienia się męża na nagraniu.

Po kilku minutach pracownica sądu poinformowała mnie, że mogę zabrać Kubę, ale mamy pozostać dostępni dla organów prowadzących dalsze czynności.

Zanim wyszliśmy, matka stanęła przede mną.


Ochroniarz zrobił krok w naszą stronę, lecz uniosłam dłoń.

— Nic mi nie zrobi — powiedziałam.

Matka spojrzała na Kubę.

— Chodź do domu.

Kuba schował się pół kroku za mną.

— Nie.

Jej twarz drgnęła.

— Kuba, wszystko można jeszcze naprawić.

— Co dokładnie?

Nie odpowiedziała.


— Te siniaki? — zapytał. — Podpisy? Czy to, że tata mówił, że dziadek popełnił błąd, zostawiając pieniądze mnie?

Matka zbielała.

— Nie wiesz, o czym mówisz.

— Wiem więcej, niż myślisz.

Ojciec usłyszał to z drugiego końca sali.

— Zamknij się!

Kuba odruchowo się skulił.

W jednej chwili cała odwaga zniknęła mu z twarzy.

Odwróciłam głowę w stronę ojca.

— Jeszcze raz na niego krzykniesz i każę odnotować każdą sekundę tego zachowania.


Ojciec uśmiechnął się bez cienia humoru.

— Myślisz, że wygrałaś, bo masz mundur i kilka nagrań?

— Nie.

Przyciągnęłam Kubę bliżej.

— Myślę, że on pierwszy raz dostał szansę powiedzieć prawdę.

Na parkingu sądu czekał na mnie wojskowy samochód, którym przyjechałam prosto po odwołaniu ze służby.

Zdjęłam kamizelkę balistyczną i umieściłam zabezpieczony karabinek w przeznaczonym do tego miejscu.

Kuba obserwował każdy mój ruch.

— Bałeś się mnie, kiedy weszłam? — zapytałam.

Pokręcił głową.


— Wiedziałem, że przyjedziesz.

Te słowa zabolały mnie bardziej, niż się spodziewałam.

— Skąd?

— Dziadek zawsze mówił, że jeśli zrobi się naprawdę źle, mam znaleźć ciebie.

Zamarłam.

— Dziadek mówił o mnie?

Kuba spojrzał na mnie zdziwiony.

— Cały czas.

Przez moment nie wiedziałam, co powiedzieć.

Po śmierci dziadka rodzice powtarzali mi, że był rozczarowany moim odejściem do wojska. Że uważał, iż odwróciłam się od rodziny. Że przed śmiercią nie chciał mnie widzieć.


A teraz Kuba patrzył na mnie, jakbym właśnie wypowiedziała coś absurdalnego.

— On był z ciebie dumny — powiedział.

Poczułam ucisk w gardle.

— Kuba… co jest w folderze „DZIADEK”?

Chłopak spojrzał przez szybę.

— Nagrania, które zrobił przed śmiercią.

— Jakie nagrania?

— Dla mnie.

Zawahał się.

— I dla ciebie.


Odwróciłam się w jego stronę.

— Dla mnie?

Skinął głową.

— Kazał mi obiecać, że pokażę ci je tylko wtedy, kiedy rodzice spróbują przejąć fundusz.

Telefon w mojej kieszeni zawibrował.

Nieznany numer.

Odebrałam.

— Komandor Nowak?

— Tak.

— Prokurator Anna Kowalczyk. Dzwonię w sprawie materiałów zabezpieczonych dzisiaj w sądzie.

Spojrzałam na Kubę.

— Słucham.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

— Muszę panią uprzedzić o jednej rzeczy, zanim rozpoczną się formalne przesłuchania.

— Jakiej?

— Wstępnie sprawdziliśmy nazwisko męża sędzi Zielińskiej.

Ścisnęłam telefon mocniej.

— I?

— Tomasz Zieliński od sześciu lat jest jednym z prawników obsługujących fundusz powierniczy pani brata.

Kuba gwałtownie odwrócił głowę.

Prokurator mówiła dalej.

— A według dokumentów sprzed trzech miesięcy ktoś próbował zmienić osobę uprawnioną do zarządzania aktywami.

— Kto?

— Tego właśnie nie rozumiemy.

Jej głos stał się cichszy.

— Wniosek został złożony przy użyciu podpisu pani zmarłego dziadka.

Ciąg dalszy — kliknij Część 5, aby czytać dalej.

No comments yet