Kroki zatrzymały się po drugiej stronie drzwi.
Paweł stał przy ścianie, nieruchomy jak cień.
Ja przykucnąłem obok łóżka Teresy i przez kilka sekund słuchałem.
Co najmniej cztery osoby.
Jedna cięższa.
Dominik.
Rozpoznałem jego sposób chodzenia jeszcze ze szpitala. Człowiek, który przez całe życie nie musiał ustępować nikomu z drogi, chodzi inaczej niż pozostali.
— Sprawdźcie wszystkie pomieszczenia — usłyszałem jego głos. — Rudzki chce kobietę żywą. Adam może zniknąć.
Paweł spojrzał na mnie.
Nie musieliśmy niczego uzgadniać.
Wyjąłem telefon i zrobiłem zdjęcia listy nazwisk, teczki oraz dopisku dotyczącego głównego archiwum.
Potem schowałem dokumenty dokładnie tak, jak je znaleźliśmy.
Jeżeli mieliśmy wyjść stąd żywi, nie mogli jeszcze wiedzieć, ile zobaczyliśmy.
Klamka poruszyła się.
Paweł odsunął się za drzwi.
Pierwszy mężczyzna wszedł z pistoletem opuszczonym przy nodze.
Nie zdążył krzyknąć.
Paweł przyciągnął go do ściany i pozbawił przytomności jednym krótkim ruchem.
Chwyciłem broń, zanim uderzyła o podłogę.
Drugi zobaczył cień.
— Co jest...
Wciągnąłem go do środka.
Po kilku sekundach leżał obok pierwszego.
Na korytarzu zapadła cisza.
Dominik przestał wydawać polecenia.
Wiedział.
— Adam — odezwał się. — Nie wyjdziesz z nią.
Nie odpowiedziałem.
Spojrzałem na aparaturę przy Teresie.
Nie mogłem jej po prostu podnieść i pobiec.
Jej ciało było zbyt zniszczone.
Każdy gwałtowny ruch mógł ją zabić.
Paweł spojrzał na przewody.
— Potrzebujemy karetki.
— Jest przed budynkiem.
— I ludzi między nami a nią.
— Więc zabierzemy im jedno i drugie.
Na korytarzu usłyszałem głos Brala.
— Dominik, generał mówił wyraźnie. Bez strzelaniny przy niej.
— Generał nie stoi tutaj.
— Ale ja będę musiał mu wyjaśnić, dlaczego pacjentka dostała kulę.
To była pierwsza szczelina.
Dominik chciał mnie zabić.
Bral chciał wykonać rozkaz Rudzkiego.
Ich cele nie były już identyczne.
Podszedłem do drzwi.
— Kapitanie Bral! — zawołałem.
Cisza.
— Widziałem dokumenty z transportu sprzed trzech lat.
Usłyszałem ciche przekleństwo.
— Nie wiesz, o czym mówisz — odpowiedział.
— Numer kontenera. Fałszywy sprzęt medyczny. Operacja, na której zginęli moi ludzie.
Dominik syknął:
— Zamknij się, Adam.
Mówiłem dalej.
— Teresa ma kopie. Ja też. Jeśli mnie zabijecie, nie zatrzymacie tego.
— Blefujesz — powiedział Bral.
— W takim razie zapytaj Rudzkiego, dlaczego jeszcze żyję.
Cisza trwała kilka sekund.
Potem usłyszałem oddalające się kroki.
Bral dzwonił.
Właśnie tego potrzebowałem.
Paweł wskazał boczne drzwi prowadzące do małego pomieszczenia zabiegowego.
Za nimi znajdował się drugi korytarz.
Zabraliśmy mobilny monitor i ostrożnie odłączyliśmy Teresę od urządzeń, których nie mogliśmy przenieść.
Paweł poprowadził łóżko.
Ja szedłem pierwszy.
Dotarliśmy do rampy od przeciwnej strony budynku.
Karetka stała może trzydzieści metrów dalej.
Jeden strażnik palił przy samochodzie.
Drugi patrzył w stronę głównego wejścia.
Wtedy z budynku dobiegł krzyk Dominika.
— Nie ma ich!
Strażnicy odwrócili głowy.
Ruszyłem.
Pierwszego uderzyłem kolbą w przedramię, zanim zdążył podnieść broń.
Paweł powalił drugiego.
Nie minęło dziesięć sekund.
Drzwi karetki otworzyły się.
Wsunęliśmy łóżko Teresy do środka.
Paweł zajął miejsce kierowcy.
Ja zostałem z nią z tyłu.
Kiedy samochód ruszył, pierwsza kula trafiła w tylne drzwi.
Druga w bok pojazdu.
— Jedź! — krzyknąłem.
Paweł nie potrzebował zachęty.
Karetka przebiła starą bramę i wypadła na drogę.
Patrzyłem na Teresę.
Monitor pokazywał szybkie, ale stabilne tętno.
— Już dobrze — wyszeptałem, choć wiedziałem, że jeszcze długo nic nie będzie dobrze.
Jej powieki drgnęły.
Pochyliłem się.
— Teresa?
Otworzyła oczy tylko na moment.
Były zamglone przez leki.
— Adam...
— Jestem tutaj.
Spróbowała poruszyć ręką.
Złapałem ją delikatnie.
— Nie mów. Jesteś bezpieczna.
Pokręciła głową.
— Nie... bezpieczna.
— Wiem o Rudzkim.
Jej oczy otworzyły się szerzej.
— Znalazłem pendrive. Umowy. Transporty. Nazwiska.
Teresa próbowała zaczerpnąć głębszy oddech.
— Nie wszystko.
— Wiem. Widziałem notatkę o głównym archiwum.
Jej palce zacisnęły się wokół moich.
— Nie... Wilk...
— Co nie Wilk?
— Archiwum... nie jest u Wilków.
Zmarszczyłem brwi.
Przez całą drogę zakładałem, że chodzi o dokumenty Wilk Industries.
Teresa zamknęła oczy, walcząc o przytomność.
— Pamiętasz... pudełko...
— Jakie pudełko?
— Z misji.
Zamarłem.
Po powrocie z operacji sprzed trzech lat dostałem niewielkie metalowe pudełko z rzeczami osobistymi jednego z poległych ludzi z mojego zespołu.
Starszy sierżant Krzysztof Wrona.
Nie miał najbliższej rodziny.
Przechowywałem pudełko w naszym domu, bo nie potrafiłem wyrzucić ostatnich rzeczy człowieka, który zginął kilka metrów ode mnie.
— Wrony? — zapytałem.
Teresa skinęła ledwie zauważalnie głową.
— Karta pamięci.
Serce zaczęło mi walić.
Przypomniałem sobie małą kamerę przypiętą do kamizelki Wrony.
Po operacji powiedziano nam, że nagranie zostało zniszczone podczas eksplozji.
— Teresa, skąd ją miałaś?
— Była... w podwójnym dnie.
Przez chwilę nie mogłem mówić.
Teresa znalazła coś, co przez trzy lata leżało w naszym domu.
Coś, o czym nawet Rudzki nie wiedział.
— Co jest na karcie?
Jej spojrzenie zatrzymało się na mnie.
— Załadunek.
Poczułem zimno.
— Rudzki?
Teresa skinęła głową.
— Bral... Wiktor... numery kontenerów...
Kaszel przeszył jej ciało.
Monitor przyspieszył.
— Dosyć.
— Adam...
— Nie mów.
— Wrona nagrał... rozmowę.
Zamarłem.
— Jaką rozmowę?
Jej głos zmienił się w szept.
— Rudzki wiedział, że konwój zostanie zaatakowany.
Wszystko we mnie znieruchomiało.
Teresa zacisnęła palce na mojej dłoni.
— Powiedział... że straty będą wyglądały wiarygodnie.
Potem straciła przytomność.
Monitor nadal wybijał rytm.
Żyła.
Ale ja już nie byłem tym samym człowiekiem, który wszedł do ośrodka.
Nie chodziło o podejrzenie.
Nie chodziło o interpretację starych dokumentów.
Istniało nagranie.
Dowód, że śmierć moich ludzi nie była skutkiem błędu ani zasadzki, której nikt nie przewidział.
Rudzki wiedział.
Może nawet jej potrzebował.
Telefon zadzwonił.
Wiktor.
Odebrałem.
— Mów.
— Dominik wrócił do Warszawy — powiedział. — Jest wściekły. Rudzki kazał mu znaleźć Maksa.
— Gdzie jesteście?
— W bezpiecznym miejscu Pawła.
— Zostańcie tam.
Wiktor zawahał się.
— Adam, jest coś, czego ci wcześniej nie powiedziałem.
Zamknąłem oczy.
— Nie zaczynaj kolejnej półprawdy.
— Transport sprzed trzech lat...
— Wiem o nim.
— Nie wiesz wszystkiego.
— Więc mów.
Po drugiej stronie usłyszałem ciężki oddech.
— To był pierwszy raz, kiedy chciałem wycofać Wilk Industries z układu.
— I?
— Rudzki powiedział mi, że da mi przykład tego, co dzieje się z ludźmi, którzy przestają być użyteczni.
Spojrzałem na nieprzytomną Teresę.
— Jaki przykład?
Wiktor odpowiedział cicho:
— Twój konwój.
Nie poczułem gniewu.
Nie tym razem.
Gniew był za mały.
— Masz dowód, że tak powiedział?
— Nie.
— Teresa ma.
Wiktor zamilkł.
— Co?
— Nagranie z kamery Wrony.
Po drugiej stronie zapadła kompletna cisza.
W końcu Wiktor wyszeptał:
— Jeśli ono istnieje, Rudzki nie będzie próbował już niczego ukrywać.
— Dlaczego?
— Bo na tym nagraniu może być coś jeszcze.
— Co?
— Miejsce, w którym osobiście przekazał ładunek.
Spojrzałem na Pawła przez małe okno oddzielające kabinę.
Wszystkie wcześniejsze ślady prowadziły do jednego łańcucha.
Wilk Industries przewoziło.
Milewski czyścił problemy.
Bral zabezpieczał wojskową stronę.
Dominik wykonywał brudną robotę.
A Rudzki stał nad nimi wszystkimi.
Teraz nie musieliśmy już szukać kolejnych podejrzeń.
Musieliśmy znaleźć kartę Wrony.
Problem polegał na tym, że pudełko nadal znajdowało się w naszym domu.
W domu, który ludzie Rudzkiego obserwowali od poprzedniej nocy.
I jeśli Teresa potrafiła odnaleźć podwójne dno, oni również mogli.
— Paweł — powiedziałem.
— Słucham.
— Zmieniamy trasę.
— Dokąd?
Spojrzałem na Teresę.
Potem na dziurę po kuli w tylnych drzwiach karetki.
— Najpierw oddamy ją ludziom, których sam wybiorę.
Zacisnąłem dłoń na telefonie.
— A potem wracam do domu po dowód, dla którego Rudzki pozwolił zginąć moim ludziom.







No comments yet