Michał natychmiast powiększył ostatnią klatkę nagrania.
Helena patrzyła prosto w kamerę.
Nie wyglądała na przestraszoną.
Wyglądała, jakby chciała, żeby ktoś wiedział, że tam była.
— Sprawdźcie wszystkie kamery między wejściem dostawczym a częścią administracyjną — powiedział policjant.
Informatyk zaczął szybko przełączać kolejne obrazy.
Korytarz.
Winda techniczna.
Puste schody.
Na jednej z kamer zobaczyliśmy Piotra i Helenę ponownie.
Szli szybko. Piotr niósł czarną torbę na laptopa. Helena kilka razy oglądała się za siebie.
Potem weszli na czwarte piętro.
Trzy minuty później monitoring w całym skrzydle administracyjnym został wyłączony.
— To nie przypadek — powiedział Michał.
Bielski siedział nieruchomo.
Zbyt nieruchomo.
Spojrzałam na niego.
— Pan wiedział, że Helena przychodzi do szpitala?
— Nie.
— Proszę spojrzeć mi w oczy i powiedzieć to jeszcze raz.
Nie zrobił tego.
Michał podszedł do niego.
— Roman.
Bielski zamknął oczy.
— Dzwoniła do mnie wczoraj.
W sali zrobiło się cicho.
— O której? — zapytał policjant.
— Około północy.
— Po tym, jak jej syn pobił moją siostrę? — spytał Michał.
— Nie wiedziałem wtedy, co się stało.
— Czego chciała?
Bielski zaczął pocierać skronie.
— Dostępu do starego archiwum rady szpitala.
— Dlaczego?
— Powiedziała, że ma dokumenty, które muszą zostać zabezpieczone poza systemem komputerowym.
— I pan jej uwierzył?
Bielski spojrzał na mnie.
— Helena od lat prowadziła część rodzinnych interesów, zanim Tomasz oficjalnie przejął kontrolę. Wiedziała o firmie więcej, niż ludzie przypuszczali.
To było prawdą.
Helena zawsze przedstawiała się jako elegancka wdowa zainteresowana głównie galami, fundacjami i rodziną.
Ale przypomniałam sobie coś, co kiedyś zignorowałam.
Podczas pierwszego roku mojego małżeństwa Tomasz dostał telefon w czasie kolacji.
Wyszedł z pokoju.
Helena została przy stole.
Spojrzała na arkusz finansowy leżący obok mojego laptopa i powiedziała:
— Za dużo wiesz o przepływie pieniędzy, żeby długo pozostać tylko żoną.
Uznałam to wtedy za komplement.
Teraz już nie byłam tego pewna.
— Gdzie znajduje się to stare archiwum? — zapytał policjant.
Michał i Bielski odpowiedzieli jednocześnie.
— Piąte piętro.
Policjant wezwał wsparcie.
Dwóch funkcjonariuszy ruszyło na górę.
Ja zostałam w łóżku, wściekła na własne ciało za to, że nie mogłam pójść z nimi.
Minuty ciągnęły się nieznośnie długo.
W końcu radio zatrzeszczało.
— Mamy kobietę odpowiadającą opisowi Heleny. Jest przytomna. Bez obrażeń.
Michał wypuścił powietrze.
— A Piotr?
Cisza.
Potem:
— Znaleźliśmy go w sąsiednim pomieszczeniu. Żyje, ale jest oszołomiony. Ratownicy są już w drodze.
Moje serce przyspieszyło.
— Co się stało?
— Nie wiemy.
Policjant przy drzwiach spojrzał na nas.
Radio odezwało się ponownie.
— Znaleźliśmy również laptop, kilka papierowych teczek i strzykawkę w koszu.
Michał zamarł.
— Zabezpieczyć wszystko. Niczego nie dotykać bez rękawic.
Piętnaście minut później Helenę przyprowadzono na dół.
Po raz pierwszy od dnia ślubu zobaczyłam ją bez makijażu.
Wyglądała o dziesięć lat starzej.
Kiedy weszła do mojej sali i zobaczyła moją twarz, zatrzymała się.
Jej usta lekko zadrżały.
— Boże.
Nie odpowiedziałam.
— Wiedziałaś? — zapytałam.
— O czym?
— Nie rób tego.
Mój głos był cichy, ale wystarczył.
— Wiedziałaś, że Tomasz mnie bije?
Helena opuściła wzrok.
To była odpowiedź.
Michał odsunął krzesło.
— Proszę usiąść.
Nie usiadła.
— Widziałam ślady — powiedziała. — Kilka razy.
Poczułam, jak coś we mnie pęka.
— I nic nie zrobiłaś.
— Rozmawiałam z nim.
Zaśmiałam się gorzko.
Każdy ruch bolał.
— Rozmawiałaś?
— Powiedziałam mu, że jeśli jeszcze raz cię dotknie...
— Co? Zabierzesz mu kieszonkowe?
Helena pobladła.
— Nie rozumiesz.
— Doskonale rozumiem.
Michał wszedł między nas, zanim spróbowałam się podnieść.
Policjant położył na stole wydruk zdjęcia Piotra.
— Dlaczego przyszła pani z nim do szpitala?
Helena popatrzyła na fotografię.
— Bo zadzwonił do mnie kilka godzin temu.
— Dlaczego do pani?
— Powiedział, że Tomasz został zatrzymany i że dokumenty trzeba natychmiast przenieść.
— Jakie dokumenty?
Helena spojrzała na mnie.
— Dowody przeciwko Tomaszowi.
Adam zmarszczył brwi.
— Piotr miał własne kopie?
— Od miesięcy.
To mnie zaskoczyło.
— Dlaczego mi nie powiedział?
— Bo nie ufał już nikomu.
— Mnie też?
Helena zawahała się.
— Twierdził, że ktoś obserwuje twoją komunikację.
Adam i Michał wymienili spojrzenia.
— Kto? — zapytałam.
— Tego nie powiedział.
Policjant przeszedł do kolejnego pytania.
— Dlaczego kamery zostały wyłączone?
— Piotr nalegał. Powiedział, że osoba, której się boi, ma dostęp do systemu szpitala.
Bielski poderwał głowę.
— To absurd.
Helena odwróciła się do niego.
— Naprawdę?
W jej głosie było coś ostrego.
— Bo kiedy Piotr pokazał mi, gdzie trafiały pieniądze z Baltic Meridian, pana nazwisko nie było jedynym, które zobaczyłam.
Bielski przestał się ruszać.
Policjant natychmiast zapytał:
— Czyje jeszcze?
Helena spojrzała na zamknięte drzwi.
— Zanim odpowiem, chcę ochrony.
— Nie jest pani w pozycji do stawiania warunków.
— Jeśli wypowiem to nazwisko bez zabezpieczenia, mogę nie wyjść z tego szpitala.
Michał zmarszczył brwi.
— Kto ma aż taką władzę?
Helena spojrzała na mnie.
— Człowiek, który przez ostatnie dwa lata dostawał część pieniędzy z każdej dużej inwestycji Tomasza.
— Nazwisko.
Przez chwilę milczała.
Potem powiedziała:
— Piotr miał je na laptopie.
Adam podniósł głowę.
— Laptop został zabezpieczony.
Helena pokręciła głową.
— Nie chodzi o zwykłe pliki.
Spojrzała prosto na mnie.
— On stworzył zaszyfrowany rejestr wszystkich płatności. Powiedział mi, że tylko ty będziesz wiedziała, jak go otworzyć.
— Ja?
— Hasło opiera się na czymś, co powiedziałaś mu siedem miesięcy temu.
Próbowałam sobie przypomnieć.
Siedem miesięcy wcześniej.
Pierwsze podejrzenia.
Pierwsza kopia danych.
Pierwsze pytania o Baltic Meridian.
I wtedy przypomniałam sobie noc, kiedy Piotr zapytał mnie, jak daleko jestem gotowa się posunąć, jeśli okaże się, że Tomasz okrada nie tylko inwestorów.
Odpowiedziałam mu jednym zdaniem.
„Idę za pieniędzmi, nawet jeśli zaprowadzą mnie do własnego domu.”
Spojrzałam na Adama.
— Spróbuj tego.
Kilka minut później policyjny technik przyniósł zabezpieczony laptop Piotra.
Adam wpisał zdanie bez spacji.
Ekran zamigotał.
Folder się otworzył.
W środku znajdowała się lista setek przelewów.
Kwoty.
Daty.
Spółki.
Nazwiska.
Przewinęłam wzrokiem pierwsze pozycje.
Bielski.
Dwóch inspektorów.
Prawnik Tomasza.
Kilku urzędników.
A potem zobaczyłam wpis, przy którym Piotr umieścił czerwony znak.
Nie było tam nazwiska.
Tylko inicjały.
M.K.
Michał stał obok mnie.
Wszyscy w sali spojrzeli na niego.
Mój brat pobladł.
A Helena wyszeptała:
— Właśnie dlatego Tomasz chciał, żeby fiolka była wystawiona na ciebie.
Ciąg dalszy — kliknij Część 7, aby czytać dalej.







No comments yet